Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 21 września 2021
w Esensji w Esensjopedii

Zbigniew Safjan
‹Śledztwo›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułŚledztwo
Data wydania1980
Autor
Wydawca RiTV
SeriaZ koniczynką
ISBN83-212-0143-1
Format116s.
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

PRL w kryminale: Grupa trzymająca władzę
[Zbigniew Safjan „Śledztwo” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Po wydaniu bardzo udanego „Strachu” kolejne lata Zbigniew Safjan poświęcił pracy nad rozgrywającą się u kresu istnienia II Rzeczypospolitej powieścią polityczną „Pole niczyje”. A potem opublikował niewielki objętościowo zbiorek „Śledztwo”. Znalazły się w nim dwa opowiadania kryminalne, których akcję pisarz umieścił – w przypadku pierwszego – w maju 1945 roku oraz – jeśli chodzi o drugie – trzydzieści lat później.

Sebastian Chosiński

PRL w kryminale: Grupa trzymająca władzę
[Zbigniew Safjan „Śledztwo” - recenzja]

Po wydaniu bardzo udanego „Strachu” kolejne lata Zbigniew Safjan poświęcił pracy nad rozgrywającą się u kresu istnienia II Rzeczypospolitej powieścią polityczną „Pole niczyje”. A potem opublikował niewielki objętościowo zbiorek „Śledztwo”. Znalazły się w nim dwa opowiadania kryminalne, których akcję pisarz umieścił – w przypadku pierwszego – w maju 1945 roku oraz – jeśli chodzi o drugie – trzydzieści lat później.

Zbigniew Safjan
‹Śledztwo›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułŚledztwo
Data wydania1980
Autor
Wydawca RiTV
SeriaZ koniczynką
ISBN83-212-0143-1
Format116s.
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Przed paroma tygodniami przyjrzałem się w tej rubryce dwóm „powieściom milicyjnym” Zbigniewa Safjana (1922-2011), jakie opublikował on w pierwszej połowie lat 70. ubiegłego wieku pod własnym nazwiskiem (bez wsparcia Andrzeja Szypulskiego, z którym przez lata tworzył bardzo płodny tandem pisarski znany jako Andrzej Zbych). Byli to „Włamywacze” (1971) oraz posiadający mocno rozwinięty wątek obyczajowy, w wielu momentach wręcz dominujący nad kryminalnym, „Strach” (1973). Po latach pisarz ten postanowił raz jeszcze zmierzyć się z formułą prozy detektywistycznej, choć tym razem nie rozwinął jej do rozmiarów powieści, lecz zamknął w obrębie opowiadań. Chodzi o teksty znane ze zbiorku „Śledztwo”. Ukazał się on w 1980 roku nakładem Wydawnictw Radia i Telewizji (RTV) w serii „Z koniczynką” (w czterdziestu tysiącach egzemplarzy).
Oficyna ta najczęściej wydawała zbeletryzowane scenariusze filmowe (głównie serialowe). Jako Andrzej Zbych Safjan i Szypulski opublikowali w niej między innymi prozatorskie wersje „Najważniejszego dnia życia” oraz „Życia na gorąco”. Można więc chyba wyciągnąć z tego wniosek, że oba teksty ze „Śledztwa” powstały pierwotnie z myślą o ich ekranizacji telewizyjnej. Może miał być z tego jakiś kolejny cykl, który jednak nie doczekał się realizacji. Choć nie do końca, bo „Śledztwo porucznika Andrzeja Tomaszka” (pierwsze z dwóch opowiadań) mimo wszystko zamieniono w 1983 roku na godzinny film autorstwa Krzysztofa Wojciechowskiego. Tyle że od razu po zakończeniu pracy nad nim szefostwo Centralnej Wytwórni Programów i Filmów Telewizyjnych „Poltel” zdecydowało o odłożeniu go na półkę, z której został zdjęty dopiero po pięciu latach. Po raz pierwszy zaprezentowano go widzom dopiero 3 sierpnia 1988 roku i całkiem możliwe, że była to też – jak do tej pory – jego ostatnia emisja.
Pewien kłopot sprawia też zaklasyfikowanie obu tekstów, a zwłaszcza tego pierwszego, którego akcja rozgrywa się w ostatnich dniach drugiej wojny światowej w jednym ze zdobytych przez żołnierzy idącego ze Wschodu Wojska Polskiego niemieckich miasteczek. Fabuła opowiadania o poruczniku Tomaszku nie ma więc nic wspólnego z Polską Ludową. A jednak… Gdyby zadać pytanie, jak mogłaby potoczyć się dalsza kariera Andrzeja Tomaszka, całkiem realna jest odpowiedź, że po powrocie z Niemiec i demobilizacji wstąpił on do Milicji Obywatelskiej i z czasem został oficerem śledczym. Pewne doświadczenie w tej dziedzinie przecież już miał. Dużo bliższe tytułowi cyklu „PRL w kryminale” jest natomiast drugie opowiadanie, czyli „Śledztwo prokuratora Adama Kromyka”, które fabularnie wykazuje wiele zbieżności z historią opisaną przez Safjana kilka lat wcześniej w „Strachu”. Tych koincydencji jest tak dużo, że nie mógł to być przypadek. Ale o czym to świadczy – bez dostępu do osobistych notatek pisarza, jeśli takowe zachowały się, trudno rozstrzygnąć.
Kim jest porucznik Andrzej Tomaszek? To pochodzący z Siedlec dwudziestoletni dowódca kompanii piechoty, która po zaciętym boju zajmuje opuszczone przez żołnierzy niemieckich miasteczko. Mimo młodego wieku, oficer ma już spore doświadczenie bojowe: najpierw przez rok walczył w partyzantce (nie wiadomo jednak jakiej: akowskiej czy alowskiej?), potem znalazł się w szeregach 1 Armii Wojska Polskiego i we wrześniu 1944 roku wziął udział w desancie „berlingowców” na przyczółek czerniakowski. Dalej też nie było łatwo: Wał Pomorski, walki o Kołobrzeg, w końcu forsowanie Odry. Jedno jest pewne: kiedy wróci do domu, będzie miał o czym opowiadać rodzinie i znajomym. Walcząc z Niemcami, zapewne nie spodziewał się, że będzie mu dane rozwiązać również zagadkę kryminalną. Jak do tego dochodzi? Wkroczywszy do miasteczka, kompania Tomaszka zajmuje najbardziej okazały budynek, w którym do niedawna jeszcze mieścił się sąd. Budynek jest niemal całkowicie opuszczony. „Niemal”, ponieważ w służbowym mieszkaniu pozostał woźny, jego żona i dwie córki.
Niebawem do Tomaszka zgłasza się miejscowa Niemka, Gerda Schwering, która informuje polskiego oficera, że niedawno w kamienicy, w której mieszka, popełniono morderstwo. Porucznik początkowo nie rozumie, o co jej chodzi, uznaje ją nawet za wariatkę – jest przecież wojna, to normalne, że giną ludzie. Ona jednak upiera się, że to nie była śmierć spowodowana działaniami zbrojnymi, lecz zbrodnia popełniona z premedytacją, już po zakończeniu walk o miasteczko i wkroczeniu Polaków. A taką należy koniecznie wyjaśnić, sprawcę natomiast ukarać. A że teraz to porucznik Tomaszek jest tu najwyższą władzą, właśnie jego obarcza tym moralnym obowiązkiem. Oficer, chcąc nie chcąc, postanawia przyjrzeć się sprawie. Do pomocy dobiera sobie znającego język niemiecki starszego sierżanta Suchockiego oraz strzelca Smolaka, który przed wojną był gajowym. Zaskakująca ekipa śledcza, prawda? Mimo to Tomaszek postanawia rozwikłać zagadkę śmierci Waltera Heitza, dezertera z Wehrmachtu, który od razu po powrocie do rodzinnego domu został przez kogoś zasztyletowany.
Podejrzanych nie brakuje. Mogła to zrobić jego dawna dziewczyna, która znalazła sobie nowego adoratora. A może właśnie konkurent do ręki Ingi? Pod uwagę należy też brać zdeklarowanych nazistów, chcących ukarać Waltera za zdradę. Mimo nietypowego „kostiumu” i miejsca akcji, „Śledztwo porucznika Andrzeja Tomaszka” jest bardzo klasyczną historią detektywistyczną, w której mamy zamkniętą przestrzeń wydarzeń (kamienica, w jakiej dokonano zbrodni) oraz zamknięty krąg potencjalnych sprawców (dawni sąsiedzi Heitza). W czasie kiedy tytułowy bohater z pomocą Suchockiego przesłuchuje świadków i podejrzanych, Smolak kręci się po budynku i znajdujących się w nim mieszkaniach. I to w dużej mierze dzięki jego sprytowi i poniekąd wścibstwu udaje się ostatecznie wyjaśnić sprawę, która – jak się okazuje – ma przede wszystkim podłoże… ekonomiczne, a nie polityczne. Choć przy okazji autor dopisuje także sprawcy do biografii nazistowską przeszłość.
W „Śledztwie prokuratora Adama Kromyka” przenosimy się już w czasy Polski Ludowej; z faktu, że wciąż jeszcze istnieją powiaty, wynika, że musi to być pierwsza połowa lat 70. XX wieku. Tytułowy bohater to młody (mniej więcej trzydziestoletni) i ambitny pracownik Prokuratury Wojewódzkiej (chociaż nie wiadomo jakie to województwo), którego szef deleguje do pracy w Prokuraturze Powiatowej w Klitowie (nazwa miasta jest fikcyjna). Nie jest to jednak żadna degradacja ani kara – Kromyk ma zająć się ponownym wyjaśnieniem zawiłej sprawy kryminalnej. Teoretycznie doczekała się już ona zwieńczenia; podejrzany został postawiony przed sądem, a wyrok wydany. Na dodatek krótko potem w więziennym szpitalu skazany zmarł z powodu raka. Mimo to coś tu cały czas śmierdzi. Szef Kromyka jest przekonany, że popełniono błąd, który doprowadził do poważnej omyłki sądowej. I chociaż nie będzie już można zwrócić oficjalnemu „winowajcy” wolności, to jednak można przynajmniej powalczyć o przywrócenie mu dobrego imienia.
O co konkretnie chodzi? Pewnego niedzielnego wieczora spłonął magazyn w miejscowym Kombinacie Przetworów Rolnych. Oskarżony został o to pomocnik magazyniera Stefan Ros, który właśnie w tym czasie, pod nieobecność swego bezpośredniego przełożonego, niejakiego Wierchołka, zawiadywał składem. Do skazania Rosa – człowieka starego, nieufnego, mrukliwego, unikającego kontaktów z ludźmi, na dodatek pochodzącego z innej miejscowości (co nie jest tu bez znaczenia) – doprowadziły zeznania dwóch świadków. Kowalczykowej, która widziała kogoś podobnego do oskarżonego (poznała go po charakterystycznej czapce), niosącego w stronę magazynu dwa kanistry znalezione później w pogorzelisku, oraz Zelwiana, cieszącego się szacunkiem i uznaniem naczelnika wydziału w radzie narodowej, który z kolei zeznał, że nie widział tego dnia Rosa łowiącego nad rzeką ryby, mimo że ten nawet na łożu śmierci przekonywał śledczych, iż w momencie kiedy wybuchł pożar, był właśnie tam. Więcej nawet: widział Zelwiana idącego na przystanek autobusowy i był w stu procentach pewien, że Zelwian widział także jego. A mimo to potem się wyparł. Dlaczego?
Miejscowy prokurator oraz komendant powiatowy MO, mając w ręku takie zeznania, wydali nakaz aresztowania Rosa. Kiedy na dodatek w szopie należącej do niego znaleziono wyniesioną z kombinatu skrzynkę konserw, sprawa została przesądzona. Uznano, że stary pomocnik magazyniera kradł towary, a kiedy już wystraszył się, że wszystko wyjdzie na jaw, postanowił zatrzeć ślady swej przestępczej działalności. I pewnie wszyscy przełknęliby tę wersję wydarzeń, gdyby nie wiekowy już sierżant milicji Kędziorek, który od początku nie wierzył w winę oskarżonego. Narażając się na gniew przełożonych, rozpoczął więc śledztwo na własną rękę, a zdobywszy konkretne poszlaki – udał się prosto do Prokuratury Wojewódzkiej. I tym samym sprokurował oddelegowanie Kromyka do Klitowa. Pojawienie się w mieście nowego prokuratora (starego karnie odwołano) działa na miejscowe środowisko jak włożony w mrowisko kij. Opowiadanie Zbigniewa Safjana, identycznie jak miało to miejsce w przypadku „Strachu”, jest wiwisekcją małomiasteczkowej mentalności, klasyczną wręcz historią mitycznego układu, w którym osoby powiązane interesami gotowe są bronić siebie nawzajem nawet za cenę oskarżenia i skazania niewinnego człowieka. Tylko z tego powodu, że wydaje się łatwym celem i nie jest członkiem „grupy trzymającej władzę”.
koniec
3 września 2021

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Co nas nie zabije, to nas wzmocni
Joanna Kapica-Curzytek

20 IX 2021

Susan Green, główna bohaterka „Kaktusa”, nie daje się lubić. Ale i ją dotykają problemy, jak każdego z nas. Jaki będzie wynik jej konfrontacji z tym, co przynosi życie?

więcej »

Jest piękny i ma wspaniałe mięśnie
Beatrycze Nowicka

19 IX 2021

„Powiernik mieczy” Kel Kade czyli dlaczego raczej nie jest to książka której szukacie.

więcej »

Gdy z łańcucha zrywajom się wsyskie okropności…
Joanna Kapica-Curzytek

18 IX 2021

Brawurowy miks gatunków i konwencji, podszyty absurdem i humorem, daje w powieści fińskiego pisarza „Polowanie na małego szczupaka” efekt wprost znakomity!

więcej »

Polecamy

Jezus na miarę naszych czasów

W podziemnym kręgu:

Jezus na miarę naszych czasów
— Marcin Knyszyński

Imitacje
— Marcin Knyszyński

„Wolność”
— Marcin Knyszyński

Niektórzy po prostu chcą patrzeć, jak świat płonie
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Wkrótce

zobacz na mapie »
Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.