Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 21 stycznia 2022
w Esensji w Esensjopedii

Lord Dunsany
‹Córka króla Elfów›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
60,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułCórka króla Elfów
Tytuł oryginalnyThe King of Elfland’s Daughter
Data wydania12 stycznia 2009
Autor
PrzekładEwa Witecka
Wydawca C&T
ISBN978-83-7470-144-0
Format194s. 145×205mm
Cena23,—
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Przeczytaj to jeszcze raz: Dlaczego trolle boją się nieba?
[Lord Dunsany „Córka króla Elfów” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Zacznę od oczywistości. Po pierwsze: Lord Dunsany miał ogromny wpływ na fantastykę. Po drugie: Dunsany’ego czyta się dzisiaj raczej rzadko, niechby z wielką atencją odnosili się doń uznani pisarze. Co prawda nie wszyscy: Tolkien go krytykował, ale — tu mniejsza oczywistość — Tolkien mógł niekiedy się mylić. A nawet jeśli miłośnicy Profesora ostatecznie się z nim zgodzą, powinni najpierw po „Córkę króla Elfów” sięgnąć; podobnie jak ci, którzy mają słabość do zachwyconego Dunsanym Lovecrafta.

Mieszko B. Wandowicz

Przeczytaj to jeszcze raz: Dlaczego trolle boją się nieba?
[Lord Dunsany „Córka króla Elfów” - recenzja]

Zacznę od oczywistości. Po pierwsze: Lord Dunsany miał ogromny wpływ na fantastykę. Po drugie: Dunsany’ego czyta się dzisiaj raczej rzadko, niechby z wielką atencją odnosili się doń uznani pisarze. Co prawda nie wszyscy: Tolkien go krytykował, ale — tu mniejsza oczywistość — Tolkien mógł niekiedy się mylić. A nawet jeśli miłośnicy Profesora ostatecznie się z nim zgodzą, powinni najpierw po „Córkę króla Elfów” sięgnąć; podobnie jak ci, którzy mają słabość do zachwyconego Dunsanym Lovecrafta.

Lord Dunsany
‹Córka króla Elfów›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
60,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułCórka króla Elfów
Tytuł oryginalnyThe King of Elfland’s Daughter
Data wydania12 stycznia 2009
Autor
PrzekładEwa Witecka
Wydawca C&T
ISBN978-83-7470-144-0
Format194s. 145×205mm
Cena23,—
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Oni, a także wielu innych — najpierw jednak o Tolkienie i Lovecrafcie, bo ich przywołuje się bodaj najczęściej, mimo że pod wieloma względami są skrajnie od siebie różni. Pierwszego z nich łączy z Dunsanym nie tylko opowieść o zetknięciu się świata elfów i świata ludzi: nieśmiertelności oraz nietrwałości; czarów oraz przyziemności. To również, co wolno zauważyć na podstawie samego tytułu, ludzko-elficka miłość, trudna, bo ścierająca się z nieprzekraczalnymi różnicami. Tym, co obu autorów dzieli, jest między innymi warsztat twórczy: starszy spośród Brytyjczyków stawiał w dużej mierze na językową intuicję i wyczucie estetyki, nie posiadłszy, w przeciwieństwie do Tolkiena, wybitnych lingwistycznych wiedzy i zdolności; choć owszem, znał się nieco na grece i łacinie. Profesor zresztą, podobnie jak Le Guin, trochę się z Lordowskiego stylu naśmiewał. Jednakże zmysł Dunsany’ego, nie pozwalając wprawdzie na taki podziw i pozostając na dalszym planie niż słowotwórstwo akademickiego luminarza, wystarczył, by snuć historię piękną i mniej prostą, niżeli może się wydawać. Drugą sprawą, na którą warto tu zwrócić uwagę, jest chrześcijaństwo: w „Córce króla…” nie przenikało światów elfickiego i ludzkiego, ale — w tym drugim obecne i wprost chrześcijaństwem nazwane — wśród nieśmiertelnych pozostawało niezrozumiałe. Łatwo to dostrzec w wypowiedzi o niebie, jaką przedstawił jeden z trolli; stworów zupełnie innych, niż te, które na ogół z fantastyką się kojarzą. „Jaką szansę — stwierdził — miałby tam jakiś troll? Anioły na pewno by go złapały, bo ludzie na Ziemi mówią, że wszystkie anioły mają skrzydła; złapałyby trolla i tłukłyby go przez całą wieczność”.
Lovecraft, w odróżnieniu od Tolkiena, Dunsany’ego uwielbiał, przyznając się do bycia pod wielkim jego wpływem. W istocie — chociaż postacie „Córki króla Elfów” jawią się odległe od Lovecraftowych wizji, to łączy owych twórców jakaś oniryczność i sposób przesiąknięcia tajemnicą. Liczne sprawy przedstawił autor nie tylko jako niezrozumiałe, ale i na zrozumienie niepodatne — i owa niemożliwość buduje niepokój. Mógłby on być nieco większy, jeśliby Lord Dunsany stronił od pewnej ironii czy dystansu do opowieści, ale wciąż wiele wątków pozostaje bez wyjaśnienia. Przy takich rozwiązaniach łatwo o przekroczenie granicy: wejście na terytorium niby-grozy i sprawianie wrażenia, że nieudolnie ukrywa się kłopoty z pomysłami. To niebezpieczne; Le Guin widziała zresztą w Dunsanym przekleństwo dla młodych, niedoświadczonych autorów, którzy mniej lub bardziej świadomie próbują iść jego śladem. Myślę jednak, że sam pisarz od tej zguby był daleko, chociaż w istocie mógł zaszkodzić innym.
Wystarczy jednak porównań; proszę też zapomnieć o przyjaźni pisarza z Kiplingiem, nie muszącej wszak świadczyć o docenianiu dzieł — choć pochwał od niego nie brakowało — albo o szacunku W.B. Yeatsa, który poprosił Dunsany’ego o stworzenie dramatu. Zawsze przecież umniejszają one wartość postaci najważniejszych, czyli, w tym przypadku, autora i książki. „Córka króla Elfów”, wydana w 1924 roku, to druga jego powieść, ale tak tę, jak i pierwszą, dwa lata wcześniejszą, poprzedziły liczne zbiory opowiadań, prezentowane od roku 1905. Od początku baśniowa, zaczyna się nieco dziecięco, ale później, nawet mimo pozorów, pozwala wyczytać w sobie sprawy mniej oczywiste. Najpierw bowiem — ot — ze względu na żądanie mieszkańców władca niewielkiej, zwyczajnej miejscowości poprosił swego syna, by sprowadził do ich krainy elfią królewnę i się z nią ożenił; ten zaś, choć nie bez trudności, z owym wyzwaniem sobie poradził. W sposób, który nie był co prawda pokonaniem smoka i zdobyciem wieży ku wdzięczności uwięzionej niewiasty, ale właściwie niewiele się od niego różnił. Sporo ciekawsze jest jednak to, co później: losy zarówno nowo panującej pary, jak też ich syna i podwładnych. Rzecz w tym, że odmienne od siebie rozumienia czasu przez człowieka i jego pochodzącą z magicznej krainy żonę przeradzały się w pojmowanie całej rzeczywistości; oraz w tym, iż ich wynikający z obu światów potomek sam w sobie miał niemałą sprzeczność. A także w okoliczności, że prosty lud, najpierw magii pragnąc, kiedy już przybyła — chociaż nie wprowadzała szczególnego zniszczenia — nie potrafił sobie z jej obecnością poradzić.
Była tam również, rzecz jasna, podróż. Jej istotą nie były jednak przygody, chociaż tych nie brakowało — tak jak nie zabrakło zdrady i zawiści; słabości i zazdrości. A także, wszak inaczej nie byłyby potrzebne, ich daleko idących konsekwencji. To, co w książce najważniejsze, z pewnością zaś kluczowe dla samej wędrówki, widzę w czasie. Nie chodzi bowiem jedynie o napomkniętą wyżej różnicę w jego wtórnym wobec postaci pojmowaniu, nie chodzi też o — częstokroć przecież związany z poszukiwaniem — z owym czasem wyścig, mimo że i ten odnaleźć łatwo, zwłaszcza o tyle, o ile łączy się on z nieuniknionym zapadaniem w dojrzałość i starość. Nie chodzi nawet o to, że podróż ciągnęła się na kartach powieści latami, a jej systematyczna powtarzalność coraz bardziej nużyła i odbierała nadzieję czy to Alwerykowi, wówczas już mężowi królewny, czy to jego coraz mniej licznym towarzyszom. Tu sedno, że zmaganie się wędrowców zarówno z przemijaniem, jak i z przestrzenią — przestrzenią, co ważne, od czasu zależną — w dużej mierze brało się z różnicy krain ludzkiej i elfiej, obejmującej więcej niż sposób myślenia wynikający z długości życia. Jako całkiem odmienne jawią się same struktury tych światów — nie inaczej: światów, bo to zgoła inne rzeczywistości, chociaż przynajmniej podczas opowiedzianych wydarzeń dało się przekroczyć między nimi granicę. Troll, który bał się nieba, był podstarzały; nie dlatego, że wcześniej urodzony, ale stąd, iż bywał na terenach ludzkich. Ludzie pragnęli magii, która zdawała się życie przekraczać; córka króla elfów zachwyciła się życiem, a więc tym, co jest podatne na zmianę — co miewa początki i końce. Bardzo wymowny wydaje mi się wyimek, w którym siedziała ona na kolanach swego ojca, potężnego władcy nie tylko krainy, ale też magii: siedziała tam, wedle człowieczego rozumienia, latami, właściwie bez ruchu afirmując to, co wokół.
Można oczywiście, jeśli ma się na to ochotę, zarzucić brytyjskiemu lordowi wadliwego rodzaju niedzisiejszość. Mogłoby komuś, dla przykładu, przeszkadzać polowanie na nieomal niespotykane jednorożce, w którym nie dostrzeżono nic niegodziwego, chociaż zarazem opowiedziana rzeczywistość nie wydaje się jakoś moralnie odbiegająca od autorskiej codzienności. (Edward Plunkett, 18. baron Dunsany, był zresztą, jak na tamtejszego arystokratę przystało, zapalonym myśliwym i mistrzem w strzelectwie; a także w szachach, do których wprowadził swoisty wariant, zwany potem Szachami Dunsany’ego. Trochę żałuję, że królewska dyscyplina — niczym podczas wizyty Alicji po drugiej stronie lustra — nie pojawiła się w powieści). Pewien niesmak, ze względu na tradycyjną wobec tych gryzoni życzliwość, łatwo poczuć także w wiewiórczym mięsie, swoją drogą od niedawna znowu popularnym na wyspach. Czy jednak, nawet skoro poważnie nie zgadzać się z tymi wyborami, zmniejsza to wartość samej opowieści: baśni, która łączy umyślną, pełną mitów i magii anachroniczność z wciąż aktualnymi pretekstami do zastanowień? Czy zmniejszają ją pewne, jak się zdaje: redakcyjno-tłumaczeniowe, niedoskonałości: okoliczność, że — mimo utkwionego częstokroć w języku poetyckiego piękna — zbyt często jak na polszczyznę, bo nie angielszczyznę, pojawiają się powtórzenia? Rzecz decyzji; co do mnie, w pierwszej z tych wątpliwości widzę inną, wartą uwagi wrażliwość — niezgoda bywa zaletą — w drugiej zaś prędzej drobną niesprawiedliwość wobec powieści niż wadę samego dzieła. Dzieła, o którym wypada pamiętać, a niekiedy i do niego wracać, ponownie rozmyślając, dla przykładu, o zakończeniu: ile tak naprawdę w nim dobra?
koniec
7 września 2021
PS Wprawdzie nie zaistniała dotąd ekranizacja powieści — co, zważywszy na losy „Hobbita” albo „Alicji…”, wolno uznać raczej za uprzejmość wobec książki niż stratę — lecz powstała folkrockowa adaptacja muzyczna pod tytułem „The King of Elfland’s Daughter”, zaproponowana w 1977 roku przez Boba Johnsona i Petera Knighta znanych ze Steeleye Span. Potężny głos króla elfów, wielkiego czarodzieja, oddał, tocząc też między utworami opowieść mówioną, Christopher Lee. To jednak tylko ciekawostka, która — gdyby nie kontekst — zapewne nie dałaby o sobie ni siebie usłyszeć.

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

PRL w kryminale: Pamflet na środowisko filmowe
Sebastian Chosiński

21 I 2022

Barbara Gordon – jedna z najlepszych autorek peerelowskich „powieści milicyjnych” – była doskonałą obserwatorką. Jak mało które z jej koleżanek bądź kolegów po fachu potrafiła podglądać rzeczywistość. Dlatego jej książki mają tak dobrą podbudowę obyczajową. Nie inaczej jest w „Ćmach”, których bohaterami są artyści z różnych dziedzin: reżyserzy, aktorzy, pisarze, tancerka i scenografka. Obstawiajcie, kto zginie!

więcej »

Perły ze skazą: „Najpiękniejsza historia miłosna świata”
Sebastian Chosiński

20 I 2022

Jak po latach patrzymy na literaturę powstającą w Związku Radzieckim, która zalewała księgarnie w czasach Polski Ludowej? Jak na coś, co przeminęło i nie powinno już wrócić. Niesłusznie! Wśród wielu propagandowych, mało wartościowych dzieł publikowano bowiem również prawdziwe perły – nowele, opowiadania i powieści, które do dzisiaj lśnią nadzwyczajnym blaskiem. Jak „Dżamila”, wczesne dzieło Czingiza Ajtmatowa, klasyka prozy kirgiskiej.

więcej »

Mała Esensja: Puste postumenty
Marcin Mroziuk

18 I 2022

W Warszawie jest wprawdzie mnóstwo okazałych monumentów i skromniejszych rzeźb, ale na co dzień mieszkańcy mijają je obojętnie, a co gorsza niewiele wiedzą nawet o tych będących turystycznymi atrakcjami. W „Śledztwie inspektora Mątwy” Małgorzata Strękowska-Zaremba przedstawia zupełnie zwariowaną historię, która uświadamia młodym czytelnikom, ile stolica straciłaby bez pomników Syreny czy Szczęśliwego Psa.

więcej »

Polecamy

Pijane ślimaki prowadzą śledztwo

Stulecie Stanisława Lema:

Pijane ślimaki prowadzą śledztwo
— Mieszko B. Wandowicz

Pogrzeb pośród mgławic
— Mieszko B. Wandowicz

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)
— Mieszko B. Wandowicz

List znad Oceanu
— Beatrycze Nowicka

Lem w komiksie
— Marcin Knyszyński

Przeciętniak w swym zawodzie
— Agnieszka Hałas, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Esensja czyta: Marzec-kwiecień 2009
— Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Michał Kubalski, Joanna Słupek, Konrad Wągrowski

Z tego cyklu

Paryski splin na powitanie V Republiki
— Sebastian Chosiński

Ociężały komisarz myśli dwa razy szybciej
— Sebastian Chosiński

Gdy starsza pani prosi o pomoc…
— Sebastian Chosiński

W małych miasteczkach nie lubi się obcych i bogatych
— Sebastian Chosiński

Manifestacja dumy
— Sebastian Chosiński

Gorzej być nie może – i to jest najlepsze!
— Sebastian Chosiński

Policjant w trakcie przejść
— Sebastian Chosiński

„Mroczny erotyzm, faszyzm, zbrodnie”
— Sebastian Chosiński

Różnymi drogami
— Wojciech Gołąbowski

Chcąc nie chcąc
— Wojciech Gołąbowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.