Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 27 października 2021
w Esensji w Esensjopedii

Bohdan Drozdowski
‹Dźwig›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułDźwig
Data wydania1980
Autor
Wydawca RiTV
SeriaZ koniczynką
ISBN83-212-0127-X
Format136s. 92×164mm
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

PRL w kryminale: Konflikt robotniczo-chłopski
[Bohdan Drozdowski „Dźwig” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Nie pisał kryminałów, choć niekiedy w swej prozie i reportażach zajmował się ciemnymi sprawkami bliźnich. Jedyną jego książką, jaka bez naginania rzeczywistości pasuje do tej rubryki, jest (mikro)powieść „Dźwig”, której głównym bohaterem Bohdan Drozdowski uczynił dociekliwego kapitana Milicji Obywatelskiej, próbującego znaleźć odpowiedź na pytanie, kto pobił – niemal na śmierć – suwnicowego z fabryki w prowincjonalnym mieście.

Sebastian Chosiński

PRL w kryminale: Konflikt robotniczo-chłopski
[Bohdan Drozdowski „Dźwig” - recenzja]

Nie pisał kryminałów, choć niekiedy w swej prozie i reportażach zajmował się ciemnymi sprawkami bliźnich. Jedyną jego książką, jaka bez naginania rzeczywistości pasuje do tej rubryki, jest (mikro)powieść „Dźwig”, której głównym bohaterem Bohdan Drozdowski uczynił dociekliwego kapitana Milicji Obywatelskiej, próbującego znaleźć odpowiedź na pytanie, kto pobił – niemal na śmierć – suwnicowego z fabryki w prowincjonalnym mieście.

Bohdan Drozdowski
‹Dźwig›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułDźwig
Data wydania1980
Autor
Wydawca RiTV
SeriaZ koniczynką
ISBN83-212-0127-X
Format136s. 92×164mm
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Choć kanon twórców tak zwanej „powieści milicyjnej” był w Polsce Ludowej dość sztywny, czasami, choć rzadko, do świata tego zaglądali również autorzy kojarzeni zazwyczaj z literaturą wyższych lotów. Jak Stefan Kisielewski czy Andrzej Szczypiorski. Osobne miejsce w tej grupie należy się Bohdanowi Drozdowskiemu, który z kostiumu kryminalnego skorzystał tylko raz, pisząc „Dźwig”. Ten dziennikarz, poeta, prozaik, dramaturg, reportażysta i publicysta urodził się w 1931 roku w Kosowie Poleskim (na terenie dzisiejszej Białorusi). Jako nastolatek trafił do niemieckich obozów pracy. Po zakończeniu wojny nie mógł już wrócić w rodzinne strony, więc szukał swego miejsca w nowej Polsce. Jako żurnalista tułał się trochę po kraju; pracował we wrocławskiej „Gazecie Robotniczej”, „Dzienniku Łódzkim”, krakowskim „Życiu Literackim”. Dopiero dwa lata po ukończeniu studiów filologicznych na Uniwersytecie Jagiellońskim, to jest w 1959 roku, osiadł na stałe w Warszawie.
Był już wtedy cenionym poetą młodego pokolenia, który do kariery literackiej wystartował w tym samym momencie co Zbigniew Herbert, Miron Białoszewski, Jerzy Harasymowicz i Stanisław Czycz. Mając na koncie cztery zbiory poezji („Jest takie drzewo”, 1956; „Moja Polska”, 1957; „Południe i cień”, 1960; „Skarga do syna”, 1962), postanowił spróbować sił jako beletrysta. Zadebiutował powieścią „Pasje Armina Laskowicza” (1962); później – na przemian z książkami reporterskimi i eseistycznymi, dramatami i kolejnymi tomikami wierszy – opublikował jeszcze „Manewr: ucieczka w sionce” (1964), „Wigwam” (1966), „Arnhem – ciemne światło” (1968) oraz „Stare srebra” (1973). Po drodze przydarzyła mu się też potężna afera, której skutki odczuwał – w postaci środowiskowego ostracyzmu – praktycznie do końca życia. 25 listopada 1961 roku w zielonogórskim Teatrze Ziemi Lubuskiej miało swoją premierę oparte na dramacie Drozdowskiego przedstawienie „Kondukt”, w którym Ryszard Kapuściński dopatrzył się plagiatu swego reportażu pod tytułem „Sztywny”.
I chociaż autor „Konduktu” nie ukrywał swoich inspiracji oraz przekonywał, że dramat stanowi jedynie twórcze rozwinięcie pomysłu Kapuścińskiego, ten nie odpuścił Drozdowskiemu. Sprawa trwała lata. Wszystkie sądy – zarówno państwowe, jak i koleżeńskie – oczyściły „podejrzanego” z zarzutu plagiatu, ale błoto, jakie przylepiło się do dramaturga, już na nim pozostało. Dla przyjaciół i kolegów twórcy „Szachinszacha” był spalony. Biorąc jednak pod uwagę jego późniejszą aktywność, chyba niewiele się tym przejmował. W każdym razie pisał sporo. Trafił też do świata filmu, choć – jak się okazało – była to wizyta krótka i efemeryczna. W 1976 roku Drozdowski napisał scenariusz dramatu kryminalno-psychologicznego „Dźwig”, a na telewizyjny ekran przeniósł go Zbigniew Kuźmiński (późniejszy reżyser „Stu koni do stu brzegów”, „Nad Niemnem” oraz „Między ustami a brzegiem pucharu”). Główne role zagrali w nim Henryk Bąk (wcielający się w tokarza Dyląga), Kazimierz Kaczor (kapitan Milicji Obywatelskiej) oraz Józef Osławski (jako dźwigowy Tarsa). Niespełna godzinny film miał premierę w styczniu 1977 roku i od tamtej pory chyba nieczęsto był emitowany (jeśli w ogóle).
Prawie dwa lata po premierze obrazu Drozdowski, któremu widocznie historia ta nie dawała spokoju, postanowił rozwinąć ją do rozmiarów (mikro)powieści. Zrobił to w grudniu 1978 i styczniu 1979 roku w Zakopanem. Stawiam dolary przeciwko orzechom, że przebywał wówczas – jak bohaterowie komedii „Jak to się robi” (1973) Andrzeja Kondratiuka – w którymś z domów pracy twórczej. W 1980 roku zbeletryzowany „Dźwig” ukazał się w formie książkowej w serii „Z koniczynką” Wydawnictw Radia i Telewizji (w niej wydano także w tym samym czasie „Śledztwo” Zbigniewa Safjana). Nie jest to kryminał sensu stricte, raczej dramat psychologiczny, ale z uwagi na pierwszoplanową postać kapitana MO (nieznanego z imienia i nazwiska, a jedynie z inicjału N.), który stara się rozwikłać sprawę o ciężkie pobicie – spokojnie kwalifikuje się do rubryki „PRL w kryminale”.
Początek powieści jest bardzo mocny. Pewnej jesiennej nocy dróżnik Kazimierz Michałkowski – a gwoli ścisłości to jego pies – znajduje na poboczu torów pod krzakiem zmasakrowanego człowieka. Wzywa pogotowie, które pojawia się dopiero po dwóch godzinach, niemal na równi z milicją. Szczęście, że pobity nie wyzionął w tym czasie ducha. Ostatecznie ląduje w szpitalu na intensywnej terapii. Ofiarą okazuje się Wincenty Kaczor, młody mężczyzna, który pracuje w miejscowej fabryce jako operator suwnicy. Do miasta przybył ze wsi, wcześniej pracował jako traktorzysta w Państwowym Ośrodku Maszynowym, ale chciał się wyrwać ze swego dotychczasowego środowisko, więc zrobił odpowiedni kurs i przeniósł się do miasta. Takich jak on chłoporobotników traktowano jednak nieufnie; zwłaszcza że Kaczor, zamiast pójść z kolegami po pracy na piwo lub wódkę, wolał odłożyć zarobiony grosz.
Po operacji okazuje się, że mimo licznych obrażeń, życiu Kaczora nie zagraża niebezpieczeństwo. Kapitan N. próbuje więc z nim porozmawiać, dowiedzieć się, co się stało i kto go tak urządził, ale pacjent zamyka się w sobie i milczy. Mijają kolejne dni, a on nie odzywa się ani słowem. Może to być oczywiście skutkiem traumy, lecz funkcjonariusz MO jest przekonany, że kryje się za tym coś więcej. Zaczyna więc śledztwo, podczas którego trafia do zakładu pracy Kaczora – rozmawia z dyrektorem fabryki, jego bezpośrednim przełożonym, jak również tokarzem Kazimierzem Dylągiem. I niczego się nie dowiaduje, co w połączeniu z uporczywą niechęcią Kaczora do wyjawienia prawdy o pobiciu sprawia, że zaczyna myśleć o ewentualnym umorzeniu dochodzenia. Tego przynajmniej domaga się od niego szef, który uważa, że są poważniejsze sprawy, jakimi mógłby zająć się N. Tyle że ta nie daje milicjantowi spokoju. Drąży więc dalej.
To nie jest wielka literatura. Ot, intrygujący obrazek obyczajowy. Typowy dla epoki Gierkowskiej „produkcyjniak” z wątkiem kryminalnym (wystarczy porównać z powstałymi w latach 70. XX wieku, a więc mniej więcej w tym samym czasie co filmowy „Dźwig”, serialami „Dyrektorzy”, „Znaki szczególne” czy „Ślad na ziemi”). Osią fabularną jest umiejętnie zarysowany przez Drozdowskiego konflikt rodzący się na styku dwóch światów reprezentowanych przez dwie formalnie przodujące w Polsce Ludowej grupy społeczne – robotników i chłopów. Ukształtowani w różnych środowiskach bohaterowie, z różnym bagażem doświadczeń i światopoglądem – stają naprzeciw siebie, łypiąc złowrogo. Jeden czuje się zagrożony i wstrząśnięty, drugi odrzucony i upokorzony. W obu górę biorą negatywne emocje, które prowadzą do eskalacji konfliktu i rękoczynów. By jednak nie narazić się cenzurze, w finale następuje swoiste pojednanie. Sojusz robotniczo-chłopski okazuje się niezagrożony.
„Dźwig” – jak zresztą wszystkie literackie i filmowe „produkcyjniaki” z czasów Gierka – ma swoje korzenie w realizmie socjalistycznym z przełomu lat 40. i 50. Z tą różnicą, że nie ma w nim prostackiego dydaktyzmu i natrętnego ideologizowania. Elementy te wprawdzie występują w powieści, lecz w dawkach, jakie chronią autora przed oskarżeniami o wskrzeszanie ducha Bieruta czy Stalina. Jak najbardziej współczesne są też wątki erotyczne. Cóż, bohaterowie „Dźwigu” rzadko utrzymują wstrzemięźliwość, z kolei Drozdowski w opisywaniu ich miłosnych (pozamałżeńskich) perypetii chętnie posługuje się językiem potocznym, nie stroniąc przy tym od wulgaryzmów. Także w kolejnych swoich książkach, zapewne chcąc przypodobać się czytelnikom i przy okazji zdyskontować sukces takich powieści Zbigniewa Nienackiego, jak „Uwodziciel” (1978), „Raz w roku w Skiroławkach” (1983) i „Wielki las” (1987), autor „Konduktu” staje się coraz bardziej otwarty na obyczajowy libertynizm – vide zbiór opowiadań „Kobiety i ludzie” (1987) oraz wydana pod pseudonimem Sebastian Lost powieść „Bastard” (1988). Pisarz zmarł w kwietniu 2013 roku. Czy kiedyś jeszcze jego twórczość wróci na literackie salony – należy wątpić.
koniec
24 września 2021

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Coś więcej niż dźwięki
Marcin Mroziuk

27 X 2021

W „Projekcie Bitoven” Joanna Wachowiak pokazuje młodym czytelnikom, że czasem warto zrezygnować z odgradzania się od rówieśników szczelnymi barierami ochronnymi. Wtedy pojawia się bowiem okazja, by znaleźć wspólny język nawet z kimś o zupełnie odmiennych zainteresowaniach i razem zrobić coś naprawdę wyjątkowego.

więcej »

Krótko o książkach: Kolejna hagiografia
Miłosz Cybowski

26 X 2021

Abraham Lincoln jest jedną z tych postaci historycznych, o których pisze się na dwa sposoby: albo w sposób bardzo krytyczny, albo przesadnie pozytywny. „Lincoln”, powieść Emila Ludwiga, zalicza się do tej drugiej kategorii.

więcej »

Mała Esensja: Z kociej perspektywy
Marcin Mroziuk

25 X 2021

W „Mruczandzie na trzy rodziny i jedną kamienicę” Grzegorz Kasdepke z poczuciem humoru sportretował mieszkańców pewnego dwupiętrowego budynku na warszawskiej Saskiej Kępie, których zachowania niejednokrotnie wprawiają w zdumienie pewnego szarego dachowca. Obserwując ich perypetie, młodzi czytelnicy będą z pewnością doskonale się bawić.

więcej »

Polecamy

Przeciętniak w swym zawodzie

Stulecie Stanisława Lema:

Przeciętniak w swym zawodzie
— Agnieszka Hałas, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Nie wszystko i nie wszędzie jest dla nas
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.