Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 30 listopada 2021
w Esensji w Esensjopedii

‹Kapitan Sieniuć i porucznik Altar na tropie (1)›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKapitan Sieniuć i porucznik Altar na tropie (1)
Data wydania2018
Wydawca Wielki Sen
CyklKapitan Sieniuć i porucznik Altar
SeriaSeria z Warszawą
Cena25,—
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl

PRL w kryminale: Tak hartowała się stal!
[„Kapitan Sieniuć i porucznik Altar na tropie (1)” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Zebrane po półwieczu gazetowe opowiadania i reportaże kryminalne Tadeusza Żołnierowicza, publikowane przed laty w bydgoskim „Dzienniku Wieczornym” i toruńskich „Nowościach”, nie są literackimi majstersztykami, ale na pewno zasługują na uwagę tych wszystkich, którzy chcą wiedzieć, jak wyglądała żmudna praca milicjantów w drugiej połowie lat 60.

Sebastian Chosiński

PRL w kryminale: Tak hartowała się stal!
[„Kapitan Sieniuć i porucznik Altar na tropie (1)” - recenzja]

Zebrane po półwieczu gazetowe opowiadania i reportaże kryminalne Tadeusza Żołnierowicza, publikowane przed laty w bydgoskim „Dzienniku Wieczornym” i toruńskich „Nowościach”, nie są literackimi majstersztykami, ale na pewno zasługują na uwagę tych wszystkich, którzy chcą wiedzieć, jak wyglądała żmudna praca milicjantów w drugiej połowie lat 60.

‹Kapitan Sieniuć i porucznik Altar na tropie (1)›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKapitan Sieniuć i porucznik Altar na tropie (1)
Data wydania2018
Wydawca Wielki Sen
CyklKapitan Sieniuć i porucznik Altar
SeriaSeria z Warszawą
Cena25,—
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Peerelowskie popołudniówki były najpoczytniejszymi dziennikami w kraju. Do sprzedaży trafiały o takiej porze dnia, kiedy miliony mniej lub bardziej przykładnych obywateli Polski Ludowej kończyło właśnie pracę i wracało do domu. Nierzadko sprzedawano je wprost na ulicy. Cieszyły się zainteresowaniem, ponieważ oferowały teksty dziennikarskie lżejszego kalibru, o mniejszej dozie propagandy politycznej i większym stopniu sensacji. Niemal obowiązkowym ich punktem były powieści w odcinkach i różnego rodzaju „kryminałki”. Powołany do życia pod koniec lat 50. ubiegłego wieku w Bydgoszczy „Dziennik Wieczorny” nie był pod tym względem wyjątkiem. Ukazywały się w nim zarówno paski komiksowe (wiele z nich dostarczał Jerzy Wróblewski), jak i literackie reportaże kryminale. Za te ostatnie od 1966 roku odpowiadał Tadeusz Żołnierowicz, twórca postaci kapitana Krzysztofa Sieniucia i porucznika Daniela Altara (znanych z powieści „Ktoś musi zginąć” oraz „Pająk rozpina sieci”).
Pierwsza powieść – w formie książkowej – z tymi bohaterami ukazała się dopiero w 1975 roku, a więc niemal na dziesięciolecie „narodzin”. Wcześniej znali ich jedynie czytelnicy wspomnianego powyżej „Dziennika Wieczornego” oraz konkurencyjnych toruńskich „Nowości” (popołudniówki wydawanej w mieście Kopernika od końca 1967 roku). O tych krótkich tekstach przez lata mało kto pamiętał. Dopiero w 2019 roku przypomniało je – w dwóch częściach – klubowe wydawnictwo Wielki Sen (w serii „Z Warszawą”). W tomie pierwszym zebrano dziewięć opowiadań: jedno dłuższe (można je chyba nawet uznać za mikropowieść), opublikowane pierwotnie w „Nowościach” w 1970 roku oraz osiem krótszych, które swój pierwodruk miały w bydgoskim „Dzienniku…” w latach 1966-1969. Bohaterami wszystkich są Sieniuć i Altar, chociaż nie zawsze autor wymienia ich z nazwisk, niekiedy pisze o nich po prostu „kapitan” bądź „porucznik”. Ale i tak wiadomo o kogo chodzi.
Na początek wybrany został tekst najmłodszy i najdłuższy – „Zbrodniarz myli tropy” (1970). Zaczyna się dramatycznie. Wracającego z dalekiej służbowej wyprawy kierowcę ciężarówki zatrzymuje, wyskakując na drogę, mniej więcej trzydziestoletni mężczyzna z teczką. Prosi o podrzucenie do miasta, przekonując, że spieszy się do pracy. Kilka kilometrów przed celem każe jednak kierowcy zatrzymać się, wysiada z kabiny i… znika w pobliskim lesie. Ma nosa, bo nieco dalej samochód zostaje zatrzymany przez patrol milicyjny, a nieznajomemu chodziło chyba właśnie o uniknięcie takiego spotkania. Jeżeli tak, to znaczy, że musiał mieć coś poważnego na sumieniu. Kilka dni później w jednej z kamienic w Toruniu zostają znalezione zwłoki niejakiego Stefana Uniłowskiego, starszego referenta w spółdzielni usługowej „Transport”. Wiele wskazuje na to, że popełnił samobójstwo, trując się gazem z kuchenki. Milicjantom jednak trzy rzeczy nie dają spokoju: trzymany w dłoni przez ofiarę nowy banknot tysiączłotowy, dokładnie wytarte odciski palców (także zmarłego) oraz fakt, że przed śmiercią ofiara zażyła środki nasenne. Może więc jednak nie było to samobójstwo?
Ostatecznie teza ta zostaje odrzucona, kiedy kierowca ciężarówki rozpoznaje w denacie dziwnego autostopowicza. Sprawa jest na tyle poważna i skomplikowana, że ostatecznie trafia na biurko kapitana Sieniucia, któremu pomagają porucznik Altar i sierżant Michał Grad. Banknot w dłoni Uniłowskiego naprowadza milicję na pewien trop. Wszak w ostatnich tygodniach dokonano w okolicy kilku bandyckich napadów – na kasjerkę we Włocławku i na banki w Chojnicach i Toruniu. Czyżby stał za tym Uniłowski? Jeśli tak, to musiał mieć wspólników. I być może to oni właśnie teraz z jakiegoś powodu pozbyli się go. Rozpoczyna się szeroko zakrojone śledztwo, które nabiera jeszcze większej intensywności po znalezieniu kolejnego trupa. Tadeusz Żołnierowicz nieźle radzi sobie z fabułą: krótkie rozdziały pozwalają nadać akcji odpowiedniego tempa, a życiowe dialogi umiejętnie popychają ją do przodu. Znać po tym tekście rasowego reportera z wieloletnim już doświadczeniem. Jedyne co może razić, to zupełnie niepotrzebny, ale w tamtych czasach – czyli w epoce schyłkowego Gomułki – zapewne konieczny, wtręt propagandowy w finale opowieści. Główny bandyta okazuje się bowiem nie tylko bambrem-prywaciarzem, ale także szmalcownikiem z czasów wojny.
„Zbrodniarz myli tropy” zajmuje połowę książki, co świadczy o tym, jak krótkie na jego tle muszą być pozostałe opowiadania / reportaże. Właśnie: gatunkowa przynależność tych tekstów wymyka się bowiem jednoznacznej ocenie. Najbliżej im do – takiego określenia użyłem już wcześniej – kryminalnego reportażu literackiego. „Uwaga, niebieski wóz…” zaczyna się od okrutnego morderstwa – na leśnej drodze ginie mężczyzna przejechany przez samochód (sekcja zwłok wykazuje, że wcześniej jeszcze „dla pewności” został uderzony czymś ciężkim w głowę). Ofiara nie ma przy sobie dokumentów, a jedynie bilet do kina i bilet kolejowy. Chcąc dopaść sprawcę, trzeba więc przede wszystkim wytropić samochód – marki Warszawa. To dzięki niej udaje się po nitce dobrnąć do kłębka i rozwiązać sprawę, likwidując przy tym groźną szajkę. W „Śmierci po raz drugi” odpoczywający kilkadziesiąt kilometrów od Bydgoszczy ma wielkiego pecha – w prywatnym pensjonacie, w jakim się zatrzymał, zostaje bowiem popełnione morderstwo, a jego ofiarą pada cicha i skromna staruszka Janina P. (wzorem wielu reportażystów Żołnierowicz używa niekiedy inicjałów nazwisk). Jakżeż wielkie jest zdziwienie MO, gdy parę dni później okazuje się, że w szopie na węgiel przy jednej z bydgoskich kamienic odnaleziona zostaje czaszka kobiety (podobny wątek autor wykorzystał później w „Ktoś musi zginąć”), a dawna sąsiadka rozpoznaje w niej… zaginioną parę lat wcześniej Janinę P.
Kolejne teksty są już coraz krótsze, mają po kilkanaście, a niekiedy nawet kilka stron. Ich fabuła jest raczej pretekstowa, lecz na tyle interesująca, że przy odpowiednim czasie i dobrej woli można by je rozwinąć do rozmiarów pełnoprawnego opowiadania. W „Trzecim włamywaczu” oficerowie szukają odpowiedzi na pytanie, kto okradł dom towarowy ze sprzętu fotograficznego. W „Nienawiści” muszą złapać człowieka, który przez otwarte okno strzelił do starszego mężczyzny w mieszkaniu. W „Nocnym intruzie” starają się złapać człowieka, który nocami z jakiegoś powodu włamuje się do sąsiadujących ze sobą mieszkań w tym samym domu. W „Człowieku z pistoletem” wyjaśniają zagadkę bezcelowej, zdaje się, śmierci samotnego staruszka, a w „Spóźnionym przechodniu” próbują rozwikłać sprawę śmiertelnego zranienia nożem młodego mężczyzny. I jest jeszcze zagadkowa „Śmierć w lesie”, której ofiarą pada stary wozak. Wspólnym mianownikiem wszystkich tych opowieści jest pora dnia, w jakiej dochodzi do przestępstw – zawsze jest to noc (względnie późny wieczór). Co zresztą tak bardzo nie dziwi, bo pod jej osłoną łatwiej ukryć się bądź uciec.
Krótsze teksty Żołnierowicza nie wypadają już tak interesująco, jak chociażby „Zbrodniarz myli tropy” czy późniejszy „Ktoś musi zginąć”, ale to zrozumiałe – autor nie miał możliwości rozwinąć i skomplikować fabuły, gazetowa objętość zmuszała go do prostego podążania do celu. Ale nawet i w nich udało mu się przemycić sporo z kolorytu epoki, czyli końca lat 60. – i to jest największa wartość kryminalnych reportaży z kapitanem Sieniuciem i porucznikiem Altarem w rolach głównych. Pod tym względem proza bydgoskiego pisarza lokuje się w tych samych rejonach co dokonania Jacka Wołowskiego i – w nieco mniejszym stopniu – Zygmunta Sztaby. A to już wystarczająca rekomendacja.
koniec
19 listopada 2021

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Na wysokich obrotach
Joanna Kapica-Curzytek

29 XI 2021

Rezolutna Jaga, młoda czarownica, musi stawić czoło bandzie zmorów i uratować uprowadzonych rodziców. Powieść „Jaga i dom na orlich nogach” nie pozwala się nudzić i z humorem prowadzi młodych czytelników do granic wyobraźni.

więcej »

Urok małych książek: Sęp też człowiek
Wojciech Gołąbowski

27 XI 2021

Badacze uważają, że butlonosy nadają sobie imiona – określone dźwięki – i pamiętają o nich nawet po 20 latach rozłąki. Słonie urządzają pogrzeby zmarłym członkom stada, mają także swoje cmentarzyska, na które się udają, czując zbliżający się koniec. Czy tylko ludzie są obdarzeni inteligencją?

więcej »

Krótko o książkach: Obyś cudze dzieci uczył….
Agnieszka ‘Achika’ Szady

26 XI 2021

…to starożytna klątwa, której ofiarą padła autorka książki „Pani Kebab”. Możemy poznać zapiski pracującej w Leeds asystentki nauczyciela, czyli osoby pomagającej uczniom nieznającym języka angielskiego lub po prostu obarczonym różnymi deficytami.

więcej »

Polecamy

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)

Stulecie Stanisława Lema:

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)
— Mieszko B. Wandowicz

List znad Oceanu
— Beatrycze Nowicka

Lem w komiksie
— Marcin Knyszyński

Przeciętniak w swym zawodzie
— Agnieszka Hałas, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Nie wszystko i nie wszędzie jest dla nas
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.