Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 29 stycznia 2023
w Esensji w Esensjopedii

Jerzy Edigey
‹Elżbieta odchodzi›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułElżbieta odchodzi
Data wydania1973
Autor
Wydawca Śląsk
SeriaZ Krukiem
Format256s.
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl

PRL w kryminale: Bój się pięknych i młodych kobiet!
[Jerzy Edigey „Elżbieta odchodzi” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Starszy mężczyzna, będący nudnym naukowcem, i jego piękna, dużo młodsza i lubiąca nieskrępowaną zabawę żona – to z miejsca zapowiada melodramatyczne turbulencje. Do tego dodajmy, że on jest wynalazcą pracującym nad działem laserowym dla ludowego wojska, a jej przeszłość tonie w mrokach tajemnicy. To gotowy przepis na powieść sensacyjno-szpiegowską. I takim właśnie dziełem jest „Elżbieta odchodzi” Jerzego Edigeya.

Sebastian Chosiński

PRL w kryminale: Bój się pięknych i młodych kobiet!
[Jerzy Edigey „Elżbieta odchodzi” - recenzja]

Starszy mężczyzna, będący nudnym naukowcem, i jego piękna, dużo młodsza i lubiąca nieskrępowaną zabawę żona – to z miejsca zapowiada melodramatyczne turbulencje. Do tego dodajmy, że on jest wynalazcą pracującym nad działem laserowym dla ludowego wojska, a jej przeszłość tonie w mrokach tajemnicy. To gotowy przepis na powieść sensacyjno-szpiegowską. I takim właśnie dziełem jest „Elżbieta odchodzi” Jerzego Edigeya.

Jerzy Edigey
‹Elżbieta odchodzi›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułElżbieta odchodzi
Data wydania1973
Autor
Wydawca Śląsk
SeriaZ Krukiem
Format256s.
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Jerzy Edigey (1913-1983) był pisarzem nadzwyczaj nierównym. Obok pozycji niezłych, które zachowały swój urok do dzisiaj („Strzał na dansingu”, „Szkielet bez palców”), ma na swoim koncie również książki bardzo średnie, których lektura raczej irytuje, niż sprawia przyjemność („Żółta koperta”), nie brakuje też jednak w jego dorobku wydawnictw wybitnie słabych, które należało ukryć przed czytelnikami, a dzisiaj udostępniać jedynie badaczom peerelowskich „powieści milicyjnych” („Gang i dziewczyna”, „Tajemnica starego kościółka”). Do której z tych grup zaklasyfikować opublikowaną w 1968 roku przez katowicką oficynę Śląsk (w serii „Z tukanem” bądź „Z krukiem”) książkę zatytułowaną „Elżbieta odchodzi”?
Na szczęście – do tych pierwszych! Bo choć nie brakuje w niej naiwności, będących cechą charakterystyczną fabuł konstruowanych przez Edigeya, to mimo wszystko tym razem udało mu się obmyśleć intrygę, która intryguje i trzyma w napięciu do samego końca. Wydana dwa lata później – przez to samo wydawnictwo i w tej samej serii – tematycznie zbliżona („Żółta koperta” tych walorów na przykład nie posiadała, a naiwność postępowania bohaterów osiągnęła w niej poziom maksymalny. W przypadku „Elżbiety…” autor zdołał powściągnąć nieco swoje zapędy. Najbardziej nierozgarniętą postacią jest w tej książce, której akcja rozpoczyna się, co łatwo wyliczyć, w sierpniu 1965 roku (kończy natomiast parę tygodni później), inżynier Adam Wojciechowski – czterdziestopięcioletni pracownik Fabryki Maszyn Precyzyjnych, wynalazca, mający na koncie „szereg różnych patentów”, które zainteresowały wojsko. I, jak się okazuje, nie tylko.
Obecnie, czyli w powieściowe lato połowy lat 60. ubiegłego wieku, inżynier Wojciechowski doprowadza właśnie do, jak się wydaje, szczęśliwego finału pracę nad działem laserowym (trochę science fiction nie zaszkodzi, prawda?). Jak to nieco eufemistycznie ujął Edigey, znajduje się ona w „stadium końcowym teoretycznych rozwiązań”. Jak to rozumieć? Że pozostają do zrobienia ostatnie doświadczenia i budowa prototypu działa. A kiedy dzieło zostanie już zwieńczone, broń będzie można wykorzystać w obronie przeciwlotniczej i przeciwrakietowej. Taki człowiek, będący de facto na etacie w Ministerstwie Obrony Narodowej, którym kierował w tamtym czasie marszałek Marian Spychalski, powinien być świadomy tego, jak łakomym kąskiem dla obcych wywiadów – głównie zachodnioniemieckiego i amerykańskiego – są owoce jego działań. Tymczasem Wojciechowski (na jego usprawiedliwienie można dorzucić, że również osłaniający go polski kontrwywiad) daje się podejść jak dziecko.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
A wszystko, jak to często bywa, dzieje się za sprawą kobiety. Tytułowej Elżbiety, żony inżyniera. Z kart powieści wyłania się postać Wojciechowskiego wychowanego w patriarchalnej rodzinie i takiemu właśnie jej modelowi hołdującego. Wszak to „pan domu”, który doprowadził do tego, że „Elżbieta nigdzie nie pracowała”, ponieważ „mąż sprzeciwiał się temu kategorycznie i zażądał, aby w dniu ślubu rzuciła posadę w spółdzielni (…)”. Cóż za kochający i dbający o spokój swojej drugiej połówki małżonek, nieprawdaż? W rachubę może wchodzić też opcja, że inżynier był zwyczajnie zazdrosny: Elżbieta jest bowiem piękną kobietą (wszyscy to podkreślają na każdym kroku), na dodatek dużo młodszą od niego (aż o osiemnaście lat). I aż dziw, że właśnie to ostatnie nie wywołało w nim wątpliwości. Nieczęsto przecież się zdarza, że młoda i urocza kobieta (Edigey i jego bohaterowie notorycznie używają określenia „przystojna”), nie mająca żadnych trosk materialnych, zakochuje się od pierwszego wejrzenia w dużo starszym mężczyźnie po przejściach. A Wojciechowski – nic. Utonął w jej oczach bez reszty.
Intryga tej sensacyjno-szpiegowskiej powieści zaczyna się od tajemniczego zniknięcia Elżbiety. Gdy mąż, jak co dzień, wraca z pracy, nie zastaje swej żony w domu, choć powinna w nim być. Wszystko wygląda tak, jakby zniknęła nagle i niespodziewanie, w trakcie przygotowań do obiadu. Poważnie zaniepokojony Wojciechowski informuje o sprawie swego przyjaciela z lat szkolnych, a teraz zawodowego wojskowego, pułkownika Zygmunta Jareckiego, ten z kolei natychmiast przekazuje wiadomość do majora Jana Pałkowskiego z kontrwywiadu Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, który z miejsca wszczyna śledztwo, przyznając się tym samym do poważnego uchybienia. Kontrolując inżyniera (oczywiście z powodu wykonywanych przez niego zleceń na rzecz wojska), nie sprawdzono bowiem jego młodej małżonki. Widać nikt w Służbie Bezpieczeństwa nie założył, a powinien (kłania się w końcu casus Maty Hari), że zagrożenie może nadejść z tej strony.
Pałkowski od samego początku nie ma wątpliwości, że tajemnicze zniknięcie inżynierowej Elżbiety Wojciechowskiej musi mieć jakiś związek z grą obcych wywiadów w Polsce. Otwarte pozostaje jedynie pytanie, jaką rolę powierzono pięknej kobiecie. Czy została wplątana w aferę szpiegowską przypadkowo, czy też od jej zarania była ważnym rozgrywającym? Edigey, prowadząc czytelnika śladami dochodzenia kierowanego przez majora Pałkowskiego, dość szybko rozstrzyga tę kwestię, ale mimo to potrafi utrzymać napięcie aż do finału. Co świadczy o tym, że warszawski prozaik potrafił, jeśli akurat przyłożył się do swojej pracy, wznieść się ponad przeciętność. I chociaż w tej książce drażni zwłaszcza naiwność inżyniera, to broni się ona szczegółowym opisem mistyfikacji obcych służb. Jak również – i to była dla mnie, historyka, szczególna niespodzianka – ciekawym wątkiem nawiązującym do przedwojennych, wojennych i tuż powojennych dziejów Opolszczyzny i Dolnego Śląska. Pewne jest jedno: mimo ponad półwiecza od publikacji, „Elżbieta odchodzi” wciąż jest intrygującą lekturą. Można jedynie żałować, że w czasach PRL-u żaden reżyser filmowy nie wpadł na pomysł, by przenieść ją na ekran.
koniec
13 stycznia 2023

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

PRL w kryminale: „Przepraszam wszystkie kobiety” – podpisano: Autor
Sebastian Chosiński

27 I 2023

Jeżeli w dotychczas bardzo spokojnym prowincjonalnym miasteczku w krótkim czasie zostają popełnione cztery morderstwa, musi to wywołać szok zarówno wśród jego mieszkańców, jak i służących w nim milicjantów. Takie założenie przyjął Jerzy Edigey, siadając do pracy nad „Alfabetycznym mordercą” – jedną ze swoich najlepszych „powieści milicyjnych”, która trafiła do księgarń w wyjątkowo niesprzyjającym momencie, na kilka miesięcy przed wprowadzeniem stanu wojennego.

więcej »

Krótko o książkach: Próba lojalności
Joanna Kapica-Curzytek

26 I 2023

Powieść fantasy dla młodzieży „Wojna cukierkowa. Awantura w salonie gier” to ponowne spotkanie z czwórką przyjaciół z miasteczka Colson. Tym razem ich zadaniem jest wyjaśnienie zagadki podejrzanego salonu gier.

więcej »

Zmieniać obyczaje
Joanna Kapica-Curzytek

25 I 2023

„Kobiety mojej duszy” Isabel Allende to autobiograficzne eseje, w których można odnaleźć wiele uniwersalnych refleksji na temat kondycji kobiecości we współczesnym świecie.

więcej »

Polecamy

Cyborg, czyli mózg w maszynie

Stare wspaniałe światy:

Cyborg, czyli mózg w maszynie
— Andreas „Zoltar” Boegner

Narodziny superbohatera
— Andreas „Zoltar” Boegner

Pierwsza historia przyszłości
— Andreas „Zoltar” Boegner

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.