Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 18 sierpnia 2022
w Esensji w Esensjopedii

Barbara Gordon
‹Dwaj panowie w „Zodiaku”›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułDwaj panowie w „Zodiaku”
Data wydania1967
Autor
Wydawca Czytelnik
CyklKapitan Sebastian Chmura
SeriaZ jamnikiem
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl

PRL w kryminale: W przededniu upadku
[Barbara Gordon „Dwaj panowie w „Zodiaku”” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
„Zodiak” to – przynajmniej w powieści Barbary Gordon – mocno podejrzana knajpa. Niegdyś może i miała renomę, ale teraz lepiej trzymać się od niej z daleka. Kiedy więc pewnego dnia pojawiają się w niej dwaj bardzo elegancko ubrani panowie w średnim wieku, musi to oznaczać coś niezwykłego. Zwłaszcza że kilka godzin później jeden z nich zostaje znaleziony martwy. Wtedy do akcji wkracza kapitan Sebastian Chmura z Komendy Głównej MO.

Sebastian Chosiński

PRL w kryminale: W przededniu upadku
[Barbara Gordon „Dwaj panowie w „Zodiaku”” - recenzja]

„Zodiak” to – przynajmniej w powieści Barbary Gordon – mocno podejrzana knajpa. Niegdyś może i miała renomę, ale teraz lepiej trzymać się od niej z daleka. Kiedy więc pewnego dnia pojawiają się w niej dwaj bardzo elegancko ubrani panowie w średnim wieku, musi to oznaczać coś niezwykłego. Zwłaszcza że kilka godzin później jeden z nich zostaje znaleziony martwy. Wtedy do akcji wkracza kapitan Sebastian Chmura z Komendy Głównej MO.

Barbara Gordon
‹Dwaj panowie w „Zodiaku”›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułDwaj panowie w „Zodiaku”
Data wydania1967
Autor
Wydawca Czytelnik
CyklKapitan Sebastian Chmura
SeriaZ jamnikiem
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
W połowie lat 60. XX wieku Polską Ludową, rządzoną wówczas przez pierwszego sekretarza KC PZPR Władysław Gomułkę, wstrząsnęła jedna z największych, a na pewno jedna z najbardziej nagłośnionych, afer gospodarczych – tak zwana „afera mięsna”. Otóż okazało się, że Stanisław Wawrzecki, dyrektor państwowego przedsiębiorstwa Miejski Handel Mięsem Warszawa Praga, dopuścił się na swoim stanowisku wielu nieprawidłowości. Fałszowano faktury, towar lepszej jakości zastępowano gorszym, do sprzedaży nielegalnie wprowadzano mięso z prywatnych masarni, wręczano wysokie łapówki. Wawrzecki stworzył szeroko rozgałęzioną sieć urzędników, kierowników sklepów i właścicieli firm, którzy czerpali z tego procederu mniejsze lub większe zyski. Kiedy sprawa się wydała, władze komunistyczne postanowiły wykorzystać ją propagandowo i zrzucić na barki hochsztaplerów winę za kłopoty aprowizacyjne z mięsem w całym kraju. Żeby jednak społeczeństwo w to uwierzyło, potrzebne były wysokie wyroki.
Dlatego do prowadzenia sprawy w warszawskim Sądzie Wojewódzkim oddelegowano zaprzedanego władzom sędziego Romana Kryżego, który miał już na sumieniu między innego rotmistrza Witolda Pileckiego. Na dodatek podjęto decyzję, że proces odbędzie się w trybie doraźnym, co otworzyło drogę do wydania wyroków śmierci przy jednoczesnym uniemożliwieniu oskarżonym prawa do odwołania się. Na początku lutego 1965 roku – po ponad dwumiesięcznym procesie – zapadły wyroki: oskarżyciele żądali w sumie trzech „kaesów”, orzeczono jeden, który został wykonany przez powieszenie (Wawrzecki). W 2004 roku wyroki wydane w „aferze mięsnej” zostały uchylone jako wydane „z rażącym naruszeniem prawa”. Tym samym sędziemu Kryżemu dopisano do „osiągnięć” kolejny mord sądowy. Sprawa już wtedy bulwersowała opinię publiczną i wzbudzała wiele kontrowersji. Nie dziwi więc, że zajmowali się nią zarówno dziennikarze (vide reportaż Barbary Seidler „Mięso i inne sprawy”), jak i pisarze.
Co prawda wydana w 1967 roku w poczytnej Czytelnikowskiej serii „Z jamnikiem” powieść Barbary Gordon (a w rzeczywistości Larysy Zajączkowskiej-Mitzner) „Dwaj panowie w «Zodiaku»” nie jest zbeletryzowaną wersją wydarzeń związanych z aferą, w jakiej brał udział Stanisław Wawrzecki, lecz bez wątpienia to na nim wzorowana jest postać dyrektora Władysława Kotyma – człowieka, który korzystając ze swoich wpływów w warszawskim handlu, zdołał stworzyć prawdziwy łapówkarski „gang”, do którego wciągnął innych urzędników, kierowników sklepów, ekspedientki, a także prywatnych dostawców. Pisarka, mająca już wtedy na koncie między innymi takie książki, jak „Ulica Bliska” (1958), „Błękitne szynszyle” (1960), „Gwiazdy na ziemi” (1961), „Adresat nieznany” (1962), „Proces poszlakowy” (1963), „Klika” (1964) oraz „Spotkanie pod zegarem” (1965), cieszyła się dużym uznaniem. Głównie dlatego, że jej dzieła znacznie wykraczały poza schemat – niekiedy fabularnie bardzo topornych – peerelowskich „powieści milicyjnych”, co zawdzięczały nieodmiennie mocno rozwiniętym wątkom obyczajowo-psychologicznym.
Nie inaczej jest w przypadku „Dwóch panów w «Zodiaku»”. Nie jest to bowiem jedynie książka opisująca zbrodnię i podejmowane przez milicję próby jej wykrycia, ale także – a może przede wszystkim – historia upadku człowieka, który dla wielu swoich współpracowników wydawał się wręcz wszechmocny, nie do ruszenia. W życiorysie Kotyma – przyglądając się tej postaci, Gordon cofa się zresztą aż do przedwojnia i okupacji niemieckiej – swoje odzwierciedlenie znajduje także Polska Ludowa. Bez jej gospodarczych absurdów i niedorzeczności taka „kariera” nie byłaby bowiem możliwa. Kotym jest dyrektorem od siedmiu lat. To zwieńczenie jego drogi na szczyt. Zwieńczenie, jakie osiągnął, popisując się wieloma talentami, ale i niejednokrotnie wielkim ryzykiem. W czasie wojny, kiedy był zatrudniony w przedsiębiorstwie przewozowym, z jednej strony lojalnie wypełniał zarządzenia okupanta (niektórzy mogliby uznać go nawet za kolaboranta), lecz z drugiej – współpracował z podziemiem. I to tym komunistycznym, co okazało się być bardzo przydatne po przepędzeniu Niemców.
Na los Kotyma wpłynęło też małżeństwo. Zuzanna, jego żona, była kobietą piękną, ale okazała się też niezwykle kłótliwą i chciwą, marzącą o życiu na wysokiej stopie. A że Władysław nie mógł zapewnić jej tego uczciwą pracą, chcąc zatrzymać ją przy sobie, musiał sięgać po środki zdobywane nieuczciwie. Im wyżej się wspinał, tym bardziej rosły również oczekiwania Zuzanny: willa na Żoliborzu, zagraniczny samochód, futra, kosztowności, wczasy zagraniczne – na to wszystko „szarzy” obywatele PRL-u nie mogli sobie pozwolić. Ona – dzięki obrotnemu mężowi – tak. Trudno jednak powiedzieć, by doceniała mężowski zapał w spełnianiu jej zachcianek; uznawała to wszystko za coś, co jej się zwyczajnie należy. Na dodatek nie miała skrupułów, aby wiedzę na temat przekrętów Władysława traktować jako formę nacisku (by nie rzec: szantażu) na niego. W efekcie Kotym dość szybko zdał sobie sprawę z tego, że znalazł się w potrzasku, sytuacji bez wyjścia.
Czytelnik poznaje Kotyma w – mówiąc symbolicznie – przededniu upadku. Cały z mozołem budowany przez niego od siedmiu lat – tyle bowiem minęło od dnia, w którym zasiadł na stołku dyrektorskim – gmach z dnia na dzień zaczyna się sypać. Wokół jego bliskich współpracowników kręci się milicja (funkcjonariusze z wydziału przestępstw gospodarczych), niektórzy są już nawet zatrzymywani i przesłuchiwani. Kotym wciąż jednak wierzy w mityczne „plecy”, znajomości wśród ludzi na wysokich – jeszcze wyższych od zajmowanego przez niego – stanowiskach, dzięki którym zdoła uniknąć odpowiedzialności. A jednocześnie uchroni nielegalnie zdobyty majątek przed konfiskatą na rzecz skarbu państwa. Czego jak czego, ale głowy do przekrętów nigdy mu nie brakowało. Teraz więc przystępuje do ostatecznej rozgrywki, zdawałoby się, ze wszystkimi, to jest z milicją (i tropiącym go zażarcie od miesięcy kapitanem Wojciechem Jastkiem), żoną, córką Magdaleną i nie zawsze lojalnymi kontrahentami.
Musi jednak liczyć się z tym, że jak w każdej organizacji o charakterze mafijnym, może zdarzyć się tak, iż ktoś obawiający się tego, że po aresztowaniu Kotym zacznie sypać – postanowi pozbyć się go, zamknąć mu usta raz na zawsze, by nie pociągnął za sobą na dno innych. Z biegiem czasu atmosfera się więc zagęszcza, a czytelnik nie ma wątpliwości, że prędzej czy później musi wydarzyć się coś nadzwyczaj dramatycznego. I tak też się dzieje: w podwarszawskim Piasecznie zostaje znaleziony trup, a wiele wskazuje na to, że to właśnie nieszczęsny dyrektor Kotym, który doczekał się wreszcie tego, na co sobie, według wielu, zasłużył. To zła informacja dla kapitana Jastka, ponieważ w tym momencie dochodzenie przejmuje wydział zabójstw i – tym razem wyjątkowo długo trzeba było czekać na jego pojawienie się – kapitan Sebastian Chmura (to jego czwarte śledztwo, wcześniejsze Gordon opisała w „Błękitnych szynszylach”, „Adresacie nieznanym” oraz „Spotkaniu pod zegarem”). Tyle że Chmura nie ma wcale zamiaru pozbawiać młodszego kolegi zasług, wręcz przeciwnie – uznawszy, że nikt nie wie o Kotymie tyle co Jastko, zaprasza go do współpracy.
Barbara Gordon po mistrzowsku skonstruowała fabułę powieści. Zaczynając w zasadzie od końca (milicja szykuje się już w zasadzie do zamknięcia sprawy Kotyma, który lada chwila ma zostać aresztowany), potrafiła tak zagmatwać intrygę, że do ostatniej strony czytelnik pozostaje w niepewności, zadając sobie pytania: kto? co? i dlaczego? Przy okazji stworzyła niemałą galerię ciekawych postaci, wśród których, o dziwo!, najlepiej wypadają osoby, które w „powieściach milicyjnych” zazwyczaj były poddawane krytyce, jak chociażby malarz-abstrakcjonista Janek Klimunt czy też jego eksdziewczyna Bożena, „prywaciara”. Tym razem złych musimy szukać po drugiej stronie – wśród państwowych urzędników, prezesów, sklepikarzy. To ciekawe i nietypowe dla literatury peerelowskiej odwrócenie proporcji. Ale też Barbara Gordon nie była wcale typową piewczynią milicyjnej chwały.
koniec
29 kwietnia 2022

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ten okrutny XX wiek: Najtragiczniejsza katastrofa kolejowa w PRL-u
Sebastian Chosiński

18 VIII 2022

Była druga połowa sierpnia 1980 roku. Wakacje powoli dobiegały końca. Znad morza (ale nie tylko) wracały pociągiem do centralnej Polski rodziny z dziećmi. Około godziny 4:30 zdecydowana większość pasażerów jeszcze spała. Wtedy wydarzyła się katastrofa: skład osobowy zderzył się czołowo z pociągiem towarowym. O tym wydarzeniu, które miało miejsce pod Otłoczynem na Kujawach, opowiada reportaż Jonasza Przybyszewskiego „25 godzina”.

więcej »

Dni ostatnie
Marcin Mroziuk

17 VIII 2022

Fabuła powieści Richarda Flanagana okazuje się równie dziwna i podatna na różnorakie interpretacja jak jej tytuł. W każdym razie „Żywe morze snów na jawie” to lektura nie tylko intrygująca, ale także skłaniająca do rozmyślań nad przemijalnością życia.

więcej »

Zapomniani bohaterowie czasów zarazy
Sebastian Chosiński

16 VIII 2022

Pisząc w połowie lat 60. ubiegłego wieku „Zarazę” – swój najbardziej znany reportaż, poświęcony epidemii ospy prawdziwej we Wrocławiu – Jerzy Ambroziewicz nie mógł wyjawić najważniejszego, czyli tego, skąd choroba wzięła się w stolicy Dolnego Śląska. Ale i bez tej wiedzy jest to fascynująca lektura. Mimo że to opis wydarzeń sprzed kilku dekad, zdaje się być ponownie – po naszych doświadczeniach z pandemią koronawirusa – bardzo aktualny.

więcej »

Polecamy

Terapia szokowa

W podziemnym kręgu:

Terapia szokowa
— Marcin Knyszyński

Seksapokalipsa
— Marcin Knyszyński

Odwieczna dialektyka
— Marcin Knyszyński

Rzeczy, które robisz w piekle, będąc martwym
— Marcin Knyszyński

Bulwar Zachodzącego Słońca 2
— Marcin Knyszyński

Borat Dzong-Un z pasem szahida
— Marcin Knyszyński

Rozkład i rozkładówka
— Marcin Knyszyński

Nowoczesny mit
— Marcin Knyszyński

Horror rzeczywistości
— Marcin Knyszyński

Osaczona
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.