Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 30 listopada 2022
w Esensji w Esensjopedii

Barbara Nawrocka-Dońska
‹Zatruty bluszcz›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułZatruty bluszcz
Data wydania1977
Autor
Wydawca Czytelnik
SeriaZ jamnikiem
Format147s.
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl

PRL w kryminale: Piękny pięćdziesięcioletni
[Barbara Nawrocka-Dońska „Zatruty bluszcz” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Cztery lata po doskonałej powieści „Zatrzymaj zegar po jedenastej” Barbara Nawrocka-Dońska w serii Czytelnika „Z jamnikiem” wydała swoją ostatnią „powieść milicyjną” – „Zatruty bluszcz”. To historia wybitnego i popularnego przed laty śpiewaka operowego, który w dojrzałym już wieku przeżywa – za sprawą nowo poznanej kobiety – drugą młodość. Co, jak można się domyślać, źle się dla niego kończy.

Sebastian Chosiński

PRL w kryminale: Piękny pięćdziesięcioletni
[Barbara Nawrocka-Dońska „Zatruty bluszcz” - recenzja]

Cztery lata po doskonałej powieści „Zatrzymaj zegar po jedenastej” Barbara Nawrocka-Dońska w serii Czytelnika „Z jamnikiem” wydała swoją ostatnią „powieść milicyjną” – „Zatruty bluszcz”. To historia wybitnego i popularnego przed laty śpiewaka operowego, który w dojrzałym już wieku przeżywa – za sprawą nowo poznanej kobiety – drugą młodość. Co, jak można się domyślać, źle się dla niego kończy.

Barbara Nawrocka-Dońska
‹Zatruty bluszcz›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułZatruty bluszcz
Data wydania1977
Autor
Wydawca Czytelnik
SeriaZ jamnikiem
Format147s.
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Opublikowała – samodzielnie bądź ze zmarłym w 1973 roku mężem Ryszardem – jedynie pięć „powieści milicyjnych”, a jednak trudno byłoby sobie wyobrazić peerelowską literaturę sensacyjną bez niej. Barbara Nawrocka-Dońska (1924-2018) nigdy nie zeszła bowiem poniżej pewnego poziomu, nigdy nie napisała książki, której po latach musiałaby się – czy to z przyczyn artystycznych, czy też ideologicznych – wstydzić. Czego nie można powiedzieć chociażby o Danucie Frey-Majewskiej (vide niesławne, zarażone pomarcowym antysemityzmem „Kto zabił Kruka?”) bądź Annie Kłodzińskiej (jej kryminały z okresu stanu wojennego). Ba! wydana w 1973 roku powieść Nawrockiej „Zatrzymaj zegar o jedenastej” to arcydzieło gatunku! A jak na jego tle wypadł ostatni w dorobku warszawskiej pisarki kryminał – wydany cztery lata później „Zatruty bluszcz”? Mówiąc najkrócej: nieco (z naciskiem na „nieco”) słabiej, aczkolwiek wciąż jest to poziom niedościgły dla wielu innych twórców „powieści milicyjnych” w Polsce Ludowej.
Ponownie – podobnie jak to miało miejsce w „Zatrzymaj zegar o jedenastej”, ale również jeszcze wcześniejszej „Śmierci czarnoksiężnika” (1970) – w „Zatrutym bluszczu” pojawiają się kapitan Henryk Korda (wreszcie poznajemy jego imię!) oraz porucznik Zygmunt Gabler, którzy choć wcześniej nie zawsze za sobą przepadali, to tym razem – takie przynajmniej można odnieść wrażenie – darzą się coraz większym szacunkiem i sympatią. I słusznie, w końcu reprezentują sobą majestat Milicji Obywatelskiej, a więc powinni być – po pierwsze – bez skazy, a po drugie – gloryfikować pracę zespołową. Przy okazji poprzednich śledztw różnie z tym bywało. Teraz starają się, jak tylko to jest możliwe, wzajemnie się uzupełniać. Chociaż mimo wszystko Korda wciąż ma tendencje do gry solowej i nie zawsze dzieli się ze swoim współpracownikiem najważniejszymi informacjami.
„Zatruty bluszcz” to oczywiście rasowy kryminał milicyjny, ale także w dużym stopniu powieść obyczajowy z życia Polaków epoki „środkowego Gierka”. Zasadnicza część akcji, nie licząc retrospekcji, rozgrywa się latem 1975 roku. To właśnie wtedy dochodzi do zagadkowego wypadku z udziałem Andrzeja Gandera. Ponad pięćdziesięcioletni mężczyzna, mieszkający samotnie na trzecim piętrze kamienicy (bądź bloku, ale raczej to pierwsze) wypada ze swego gęsto porośniętego bluszczem (w ten sposób odseparowywał się od ewentualnych wścibskich sąsiadów) balkonu na ulicę. Przybyły na miejsce zdarzenia kapitan jest gotów uznać to nawet za samobójstwo, choć instynkt podpowiada mu, że sprawa może być bardziej skomplikowana. Problemem jest brak świadków zdarzenia. Jest w zasadzie tylko jedna kobieta, która jednak w czasie kiedy Gander leciał głową w dół, goniła właśnie po ulicy swego niefrasobliwego psa. Podczas kolejnej rozmowy z milicjantami przekazuje ona jednak pewną zastanawiającą informację: otóż przed „wypadkiem” przed klatką schodową domu ofiary stał fiat 125p koloru pomarańczowego (bahama yellow), który zniknął krótko potem, gdy wokół leżącego na ulicy trupa zaczęli zbierać się gapie.
Kim jest ofiara? Nawrocka-Dońska opisała go w bardzo szczególny, godny przytoczenia sposób: „Był to niewątpliwie piękny mężczyzna, chociaż przeszedł swoją smugę cienia. Minął już szczyt męskich lat. Zdjęcie promieniowało jednak nadal urodą i ciepłem. Uśmiech, odbijający się w jego oczach, na pewno zdobywał zaufanie dziewcząt. Dzieci lubią wsuwać rączki w podobną dłoń – wrażliwą i czułą. Za takimi mężczyznami snują się kobiety i psy. Koty moszczą się zaraz na kolanach”. Inspirujące, prawda? Jesteście w stanie określić na podstawie tego opisu zawód wykonywany przez Grandera? Otóż był on… śpiewakiem operowym i operetkowym. W chwili śmierci już emerytowanym. Przed wojną kształcił się we Florencji, występował na deskach mediolańskiej La Scali, do kraju powrócił – kierowany patriotyzmem – w 1946 roku. Przez kolejne lata występował bardzo intensywnie w różnych miejscach, nie zawsze odpowiednich, w efekcie czego nabawił się choroby strun głosowych, która spowodowała przedwczesną rezygnację ze znakomitej kariery.
Sporo na temat Grandera kapitan Korda dowiaduje się od swego dawnego druha z czasów wojny, Aleksandra Baumanna, którego poznał, kiedy ukrywał się przed Niemcami. Baumann był byłym powstańcem z getta warszawskiego, po opuszczeniu stolicy zaciągnął się do oddziału partyzanckiego w lasach janowskich, po wyzwoleniu został śpiewakiem, a następnie reżyserem operowym. Doskonale znał Grandera, podziwiał go i lamentował nad jego przerwaną z powodu zdrowia karierą. Spotkawszy się z Kordą, opowiada mu głównie o zawiłościach życia osobistego ofiary, który nigdy nie stronił od młodych kobiet, nawet wtedy, kiedy pozostawał w związku małżeńskim. Od Baumanna też milicjant otrzymuje bardzo istotną wskazówkę: najprawdopodobniej od jakiegoś czasu rozwiedziony śpiewak spotykał się z kimś. Musiała to być dla niego kobieta na tyle ważna, że dla niej wydobył się z nałogu alkoholowego. Kim jednak była? W mieszkaniu Grandera porucznik Gabler trafia na pewien ślad – anons z biura matrymonialnego (bądź instytucji bardzo je przypominającej).
Teraz trzeba tylko odnaleźć kobietę, która umilała śpiewakowi ostatnie miesiące życia. Jeśli bowiem ktoś ma rzucić na nie więcej światła, to jedynie ona. Tyle że jej poszukiwania przypominają rozglądanie się za igłą w stogu siana… Równolegle do opisu dochodzenia prowadzonego przez Kordę i Gablera Nawrocka-Dońska w retrospekcjach przedstawia historię romansu ofiary. Zauroczenie starszego już mężczyzny młodą i piękną kobietą, którą – dzięki własnemu urokowi, wielkiemu doświadczeniu i wiedzy – może stopniowo kształtować, dzielić się z nią tym, co niegdyś stanowiło sens jego życia. Po nieudanym małżeństwie i okresie pogrążania się w nałogu znajomość z Lidką jest dla niego wiatrem w żagle, drugą młodością. Takie fascynacje bywają też jednak niebezpieczne. Autorka powieści dokonuje na kartach „Zatrutego bluszczu” wiwisekcji umysłu mężczyzny pięćdziesięcioletniego, który chcąc ocalić w sobie wewnętrzne piękno, wikła się w związek, który tak naprawdę nikomu nie może przynieść szczęścia. Ba! jest prostą receptą na tragedię. To oczywiste od pierwszych rozdziałów książki; tym większa więc zasługa Nawrockiej-Dońskiej, że potrafi praktycznie do samego końca utrzymać tajemnicę i zaskakiwać czytelnika. Choć, gwoli ścisłości, mniej więcej w dwóch trzecich powieści sprawa zdaje się być już oczywista.
koniec
4 listopada 2022

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Pierwsze miłości PRL-u: Wiem, że nic nie wiem, ale i to warto wiedzieć
Sebastian Chosiński

29 XI 2022

„Łukasz” Krystyny Siesickiej ukazał się jako trzecia publikacja w serii „Portrety”. To historia warszawskiego szesnastolatka, który prowadzi swoją własną „wojenkę” z otaczającym go światem, co skazuje go na – częściowo dobrowolne, częściowo wymuszone przez sytuację i rodziców – zesłanie na prowincję. Jego pojawienie się w nowej szkole wywołuje spore zamieszanie, tym bardziej że swoim zachowaniem zdaje się przyciągać kłopoty.

więcej »

Retrospektywa
Joanna Kapica-Curzytek

28 XI 2022

„A gdy obejrzysz się za siebie” to niebanalna fabularyzowana biografia wybitnego kolumbijskiego reżysera, a przede wszystkim - refleksja o niełatwej powojennej historii samej Kolumbii.

więcej »

Tytus, Balbinka i inni
Marcin Osuch

26 XI 2022

Ten rok był wyjątkowo obfity w zakresie komiksowej publicystyki. Otrzymaliśmy monumentalny „Komiks polski” Adama Ruska, „Każdy komiks jest fantastyczny” nieodżałowanego Macieja Parowskiego, drugi tom „Moich komiksów” Pawła Ciołkiewicza, że przez skromność o Konrada Wągrowskiego i moich więcej »

Polecamy

Cyborg, czyli mózg w maszynie

Stare wspaniałe światy:

Cyborg, czyli mózg w maszynie
— Andreas „Zoltar” Boegner

Narodziny superbohatera
— Andreas „Zoltar” Boegner

Pierwsza historia przyszłości
— Andreas „Zoltar” Boegner

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.