Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 3 grudnia 2022
w Esensji w Esensjopedii

Janusz Domagalik
‹Marek›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMarek
Data wydania1971
Autor
Wydawca Horyzonty
CyklZielone kasztany
SeriaPortrety
Format144s.
Gatunekdla dzieci i młodzieży, obyczajowa
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl

Pierwsze miłości PRL-u: Gol do własnej bramki
[Janusz Domagalik „Marek” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
W ostatnich tygodniach roku szkolnego drużyna piłkarska jednego z liceów na warszawskim Powiślu gra mecz, który ma zdecydować o wakacyjnym wyjeździe na turniej zagraniczny. W ostatniej chwili trener odsuwa jednak od składu trzech kluczowych zawodników, co rodzi podejrzenia, że nie wszystko toczy się uczciwie. Tak zawiązana zostaje intryga „Marka” – powieści Janusza Domagalika, która otworzyła młodzieżową serię „Portrety”.

Sebastian Chosiński

Pierwsze miłości PRL-u: Gol do własnej bramki
[Janusz Domagalik „Marek” - recenzja]

W ostatnich tygodniach roku szkolnego drużyna piłkarska jednego z liceów na warszawskim Powiślu gra mecz, który ma zdecydować o wakacyjnym wyjeździe na turniej zagraniczny. W ostatniej chwili trener odsuwa jednak od składu trzech kluczowych zawodników, co rodzi podejrzenia, że nie wszystko toczy się uczciwie. Tak zawiązana zostaje intryga „Marka” – powieści Janusza Domagalika, która otworzyła młodzieżową serię „Portrety”.

Janusz Domagalik
‹Marek›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMarek
Data wydania1971
Autor
Wydawca Horyzonty
CyklZielone kasztany
SeriaPortrety
Format144s.
Gatunekdla dzieci i młodzieży, obyczajowa
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
To Januszowi Domagalikowi (1931-2007) przypadł w udziale zaszczyt – tak dzisiaj można to postrzegać – otwarcia nowej serii książkowej Wydawnictwa Harcerskiego „Horyzonty” – „Portrety”, której głównymi (i zarazem tytułowymi) bohaterami byli żyjący w Polsce Ludowej, wchodzący w dorosłość w latach 70. XX wieku nastolatkowie. I nie był to wcale wybór przypadkowy czy niezasłużony. Bo choć konkurencja wśród twórców literatury młodzieżowej była wówczas spora, Domagalik miał już wtedy ugruntowaną pozycję. Urodził się w śląskiej Czeladzi, ale całe swoje dorosłe życie związał z Warszawą. Tam ukończył wydział filologii polskiej w Wyższej Szkole Pedagogicznej oraz studiował na Wydziale Dyplomatyczno-Konsularnym Akademii Nauk Politycznych. Nie został jednak ani nauczycielem, ani dyplomatą; poszedł w zupełnie innym kierunku – zdecydował się na dziennikarstwo. W 1956 roku awansował na redaktora naczelnego harcerskiego „Świata Młodych” – bezsprzecznie najpopularniejszego pisma dla młodszych nastolatków, jakie wychodziło w PRL-u. Funkcję tę pełnił przez dwanaście lat.
W tym czasie zadebiutował również jako profesjonalny prozaik (choć jego pierwsze próby literackie sięgały jeszcze 1950 roku), wydając opowiadania „Męska sprawa” (1963) i „Pieska moja niebieska” (1964). Wielką popularność – zresztą nie tylko w ojczyźnie – przyniosła mu opublikowana po raz pierwszy w 1966 roku (a później wielokrotnie wznawiana) powieść „Koniec wakacji”, która w połowie lat 70. doczekała się nawet ekranizacji kinowej (autorstwa Stanisława Jędryki). Dość powiedzieć, że została ona wpisana na Listę Honorową IBBY, czyli Międzynarodowej Izby ds. Książek dla Młodych (wcześniej ten zaszczyt spotkał między innymi Irenę Jurgielewiczową za „Tego obcego”). I chociaż kiedy szefostwo „Horyzontów” wpadło na pomysł „Portretów” Domagalik nie był związany z wydawnictwami harcerskimi (od paru lat pracował w Polskim Radiu jako kierownik Naczelnej Redakcji Programów dla Dzieci), to właśnie do niego wydeptano pierwszą ścieżkę.
Zamówienie zostało przyjęte i latem 1971 roku do sprzedaży trafiła otwierająca serię powieść zatytułowana „Marek”. Trzy lata później Domagalik dopisał do niej kontynuację pod postacią „Irminy”, a po kolejnych trzech wydał całość jako… „Zielone kasztany”. I po tę właśnie pozycję w połowie lat 80. sięgnął reżyser Wojciech Fiwek (1924-2020), szukając ciekawego materiału do scenariusza kolejnego filmu. Filmu w miarę wiernie oddającego pierwowzór literacki, chociaż oba dzieła dzieliło kilkanaście lat, a w historii polskiej piłki nożnej między latami 1971 i 1985 była kolosalna przepaść. Dlaczego wspominam przy okazji „Marka” o futbolu? Ponieważ wokół tej właśnie dyscypliny sportowej osadzona jest fabuła książki. Kiedy Domagalik ją pisał, polska reprezentacja nie miała jeszcze żadnych osiągnięć na koncie; kiedy do kin trafiła jej adaptacja (co stało się kilka miesięcy po zakończeniu zdjęć) – mogliśmy poszczycić się już dwoma medalami przywiezionymi z Igrzysk Olimpijskich (1972, 1976) i dwoma z Mistrzostw Świata (1974, 1982). A zaledwie tydzień wcześniej, 18 czerwca 1986 roku, Brazylijczycy odesłali nas do domu z mundialu w Meksyku.
Co ciekawe, tytuł powieści Domagalika odnosi się w zasadzie nie do jednego, ale dwóch jej bohaterów. Marek bowiem to nie tylko narrator całej historii, ale także jego największy wróg – dla rozróżnienia nazywany (co samo w sobie ma wydźwięk negatywny) „Markońcem”. Obaj są uczniami tej samej klasy pierwszej jednego z warszawskich liceów i obaj grają w szkolnej drużynie piłkarskiej, wierząc w to, że to jedynie początek ich wspaniałej kariery, którą później będą kontynuować w barwach Legii bądź Polonii. Co ich dzieli? Przede wszystkim – charaktery, ale również podejrzenia co do uczciwości „Markońca”. Skąd się wzięły? Po kolei. Szkolna drużyna Marka wygrała właśnie pierwszy z dwóch meczów, mających zdecydować o tym, który z zespołów pojedzie w wakacje (rok szkolny właśnie dobiega końca) na turniej do Niemieckiej Republiki Demokratycznej. Jeśli trzy dni później nie przegra rewanżu – już mogą zacząć się pakować.
Tymczasem dzień po zwycięstwie trener (i nauczyciel wychowania fizycznego w jednym) Iwanicki oznajmia zdumionym zawodnikom, że w rewanżu nie zagrają Marek, Kmita oraz bramkarz Kowal, będący bez najmniejszych wątpliwości głównymi graczami drużyny. Wspierający trenera „Markoniec” – kapitan zespołu – wyjaśnia, że jest to spowodowane ich słabymi ocenami. Ale czy to prawda? Oczy otwiera Markowi inny kumpel, Zawistowski, gardzący wprawdzie sportem, ale zazwyczaj świetnie orientujący się w życiu szkolnym i mający łeb do intryg. To on sugeruje, że „Markoniec” mógł… sprzedać mecz rywalom. Wszystko to wygląda tak prawdopodobnie, że trzej odsunięci od rewanżu gracze postanawiają zemścić się – z pomocą Zawistowskiego – na kapitanie-zdrajcy. Całą sprawę komplikuje jednak jeszcze fakt, że sprawca ich nieszczęścia jest – z czego Marek dotąd nie zdawał sobie sprawy – bliskim znajomym jego młodszej siostry, chodzącej do ostatniej klasy „podstawówki” Irm(in)y. Zresztą kręci też wokół niej Zawistowski, co przyprawia nieszczęsnego brata dziewczyny o jeszcze większy ból głowy.
„Afera futbolowa” staje się dla Janusza Domagalika pretekstem do wniknięcia w środowisko warszawskich nastolatków, przedstawienia ich odmiennych charakterów, życiowych losów i wyborów. Postacią, wokół której wszystko się kręci, jest oczywiście Marek (nie „Markoniec”) – tym bardziej może zaskakiwać fakt, że jest on tak słabo poinformowany. Nie zdaje sobie sprawy ani z towarzyskiego życia siostry, ani z problemów zdrowotnych dziadka, który mieszka z nimi pod jednym dachem i do niedawna, przed przejściem na emeryturę, był – pod nieobecność ojca – prawdziwą głową rodziny. Z czasem do chłopaka dociera, jak bardzo oddalił się od swoich najbliższych, jak wielkim stał się egoistą, jak jego własne sprawy zaczęły przesłaniać mu resztę świata. Uświadamia mu to nie tylko Irma, ale nade wszystko szkolna koleżanka Kaśka (potocznie nazywana Czeremchą), w której Marek odnajduje bliską sobie duszę. Gdy dzięki kilku różnym osobom udaje mu się w końcu poumieszczać elementy układanki na właściwe miejsca, przekonuje się, że mógł popełnić wielki błąd, krzywdząc człowieka, który tak naprawdę nie był niczemu winien.
koniec
15 listopada 2022

Komentarze

15 XI 2022   10:56:59

Czeladź to nie Śląsk ;)

15 XI 2022   14:05:46

Dyć to gorol, chaziaj jako i ja sam ;-p

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

PRL w kryminale: Ani śmiać się, ani płakać…
Sebastian Chosiński

2 XII 2022

Książka „Spadkobiercy pani Zuzy” – bardziej powieść szpiegowsko-sensacyjna niż stricte kryminalna – była doskonałym debiutem Jerzego Siewierskiego w roli beletrysty. Później wiodło mu się już bardzo różnie. Opublikowany w 1976 roku tom opowiadań „Pięć razy morderstwo” był eksperymentem ciekawym, ale dalekim od doskonałości. Na dodatek z kilku zamieszczonych w nim tekstów do „PRL-u w kryminale” pasuje tylko jeden: „Umarli nie składają zeznań”.

więcej »

Pierwsze miłości PRL-u: Wiem, że nic nie wiem, ale i to warto wiedzieć
Sebastian Chosiński

29 XI 2022

„Łukasz” Krystyny Siesickiej ukazał się jako trzecia publikacja w serii „Portrety”. To historia warszawskiego szesnastolatka, który prowadzi swoją własną „wojenkę” z otaczającym go światem, co skazuje go na – częściowo dobrowolne, częściowo wymuszone przez sytuację i rodziców – zesłanie na prowincję. Jego pojawienie się w nowej szkole wywołuje spore zamieszanie, tym bardziej że swoim zachowaniem zdaje się przyciągać kłopoty.

więcej »

Retrospektywa
Joanna Kapica-Curzytek

28 XI 2022

„A gdy obejrzysz się za siebie” to niebanalna fabularyzowana biografia wybitnego kolumbijskiego reżysera, a przede wszystkim - refleksja o niełatwej powojennej historii samej Kolumbii.

więcej »

Polecamy

Cyborg, czyli mózg w maszynie

Stare wspaniałe światy:

Cyborg, czyli mózg w maszynie
— Andreas „Zoltar” Boegner

Narodziny superbohatera
— Andreas „Zoltar” Boegner

Pierwsza historia przyszłości
— Andreas „Zoltar” Boegner

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.