Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 27 stycznia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Stephen King
‹Miasteczko Salem›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMiasteczko Salem
Tytuł oryginalnySalem’s Lot
Data wydania3 listopada 2005
Autor
PrzekładArkadiusz Nakoniecznik, Paulina Braiter, Michał Wroczyński
Wydawca Prószyński i S-ka
ISBN83-7469-230-8
Format488s. 150×231mm; oprawa twarda
Cena39,90
Gatunekgroza / horror
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Kołek w serce
[Stephen King „Miasteczko Salem” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Klasyczna powieść Stephana Kinga „Miasteczko Salem”, doczekała się w końcu godnego wydania – ilustrowanego, z licznymi dodatkami. A co w środku? Małe miasteczko, tajemnica z przeszłości i wampiry. Dużo wampirów. Ponieważ King równie sprawnie straszy, co snuje ciekawą opowieść – nikt nie powinien być rozczarowany.

Tomasz Markiet

Kołek w serce
[Stephen King „Miasteczko Salem” - recenzja]

Klasyczna powieść Stephana Kinga „Miasteczko Salem”, doczekała się w końcu godnego wydania – ilustrowanego, z licznymi dodatkami. A co w środku? Małe miasteczko, tajemnica z przeszłości i wampiry. Dużo wampirów. Ponieważ King równie sprawnie straszy, co snuje ciekawą opowieść – nikt nie powinien być rozczarowany.

Stephen King
‹Miasteczko Salem›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMiasteczko Salem
Tytuł oryginalnySalem’s Lot
Data wydania3 listopada 2005
Autor
PrzekładArkadiusz Nakoniecznik, Paulina Braiter, Michał Wroczyński
Wydawca Prószyński i S-ka
ISBN83-7469-230-8
Format488s. 150×231mm; oprawa twarda
Cena39,90
Gatunekgroza / horror
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Wampiry to wspaniały wynalazek literatury. Niby to bohaterowie zwykłych opowiastek o krwiopijcach w czarnych pelerynach polujący na blond dziewice, a z drugiej strony, gdzie by nie spojrzeć, można się doszukiwać całej masy podtekstów. Bo to przecież istoty upadłe, potępione – jak Szatan. Są personifikacją freudowskiego „id”. Symbolizują zarazy i choroby krwi – łącznie z AIDS. Wsysały się w szyje mężczyzn na długo, zanim tematyka homoseksualna na dobre rozgościła się w kulturze. Reprezentują elegancję i wyszukane maniery, a jednocześnie mają naturę nocnych drapieżników. Ubierały się w stroje najmodniejszych projektantów, to znów zachowywały się jak bezmyślni zombie. Walczyły nawet o równouprawnienie ras („Blackula”) i płci („Vampirella”). Maria Janion widzi w nich też symbol rozbudzenia energii seksualnej, natomiast inni dostrzegali we wtykaniu osikowego kołka w serce wampira symbol aktu seksualnego. Krótko mówiąc, wampir dobry na wszystko.
Stephen King miał jeszcze inny zamiar. W „Miasateczku Salem” chciał pokazać pełen przekrój amerykańskiego małomiasteczkowego społeczeństwa, które stoi w obliczu… hmm, zagryzienia przez wampiry. We wstępie do książki King przyznaje się, że jego zamiarem było napisanie odpowiednika „wielkiej amerykańskiej powieści” na wzór „Moby Dicka”. Tyle że zamiast wieloryba, mamy wampira.
Trzeba przyznać, że plan nadzwyczaj się udał, szczególnie, jeśli chodzi o tło obyczajowe. Przez pierwsze dwieście stron poznajemy losy ponad tuzina osób – od kloszarda po księdza. Wszyscy mają na sumieniu ciemne sprawki z przeszłości, co nie będzie bez znaczenia w spotkaniu z siłami nieczystymi. Przewodnikiem po miasteczku jest pisarz, który tu wraca po latach, aby stworzyć książkę, która ma być dla niego formą osobistej psychoterapii. Jak to u Kinga bywa i ten bohater skrywa tragiczną historię ze swojego dzieciństwa. Niestety wszystko wskazuje, że to, od czego uciekał właśnie powróciło do miasteczka Salem. Szybko też okazuje się, że losy wszystkich bohaterów związane są z tajemniczym opuszczonym domem na przedmieściach.
Konstrukcja opowieści spodobałaby się Hitchcockowi – King wstrzymuje moment kulminacyjny, tak długo, jak jest to możliwe. Wampiry pojawiają się dopiero w połowie tej dość grubej książki. Nie jest to jednak absolutnie zarzut. Od początku atmosfera jest bardzo gęsta, a bohaterowie „pełnokrwiści” (do czasu spotkania krwiopijców, oczywiście…).
Nie bez powodu King tak drobiazgowo budował wszystkie postacie. Widać, że to, co interesowało go najbardziej, to właśnie reakcja normalnych, racjonalnie myślących ludzi na pojawienie się irracjonalnego zła, w które do końca nie wierzą, bo spotkali się z nim tylko w filmach i książkach. Nagle te koszmary ożywają i stają obok. Tutaj nie pojawi się nikt taki jak Abraham van Helsing, żeby pokazać jak walczyć z wampirami. Nasi bohaterowie sami ostrzą osikowe kołki, choć jednocześnie wydaje im się to idiotyzmem. Do końca łudzą się, że może chodzi tylko o „zwykłego” mordercę, jednak kiedy umarli wstaną – nikt już nie ma żadnych wątpliwości, co do natury zagrożenia.
Trzeba Kingowi oddać sprawiedliwość, że świetnie gra na lękach przed nieznanym. Oszczędza malowniczych opisów płynącej strumieniami krwi. Nie opisuje jak kołek przebija wampira, tylko skupia się na reakcjach tego, kto ten kołek trzyma.
Jeśli można mieć do książki jakieś zastrzeżenia, dotyczyłyby one samych wampirów, o których King skąpi wszelkich informacji. Niejasne pozostaje ich pochodzenie, jak i ich przywódcy. Do całej koncepcji opowieści nie pasuje też kilka „nadnaturalnych” elementów, np. nie wiedzieć czemu, krucyfiksy w obecności wampirów zaczynają świecić, kule nie imają się krwiopijców, podczas gdy łatwo można je przebić zwykłym kołkiem. Tu bardziej pasowałoby „biologiczne” podejście np. Anne Rice, u której wampira można było zranić czymkolwiek – po prostu jego ciało szybciej się goiło. Wszelkie nadnaturalne zdolności tłumaczyła też umiejętnością nadzwyczaj szybkiego poruszania się – dużo szybszego niż rejestruje to oko ludzkie. A tutaj, świecące krucyfiksy trochę psują realistyczny ton „Miasteczka Salem”.
Wampirom w wydaniu Stephena Kinga daleko do wyrafinowanych istot z książek Anne Rice czy Brama Stokera. Widać tu przywiązanie pisarza do typowo amerykańskiego gatunku horroru z innym gatunkiem żywych trupów w roli głównej – mianowicie do opowieści o zombie. Wampiry z Salem są tępe, kierują się raczej ślepym instynktem – krążąc po mieście, szukając świeżego mięsa i mnożąc się w zastraszającym tempie. Nie ma w nich nic pociągającego, przez co w tym pojedynku wiernie trzymamy stronę ludzi.
Można też poczuć lekki niedosyt z powodu zaniechania wątku właściciela nawiedzonego domu w Salem. King podrzucił kilka intrygujących informacji na jego temat, rozbudził ciekawość… i na tym poprzestał.
Niemniej wiele fragmentów jest strasznych, głównie dzięki temu, że King nie opisuje wszystkiego, tylko podrzuca wskazówki, co mogło się stać – jak choćby w historii matki, która po stracie małego dziecka, opowiada, że co noc śni, iż ono wraca, przytula się i ssie jej pierś. Szybko postępująca anemia matki każe przypuszczać, że nie do końca był to sen.
Powieść wydana ponad trzydzieści lat temu zasłużenie doczekała się już miana klasyka, na pewno głównie dzięki temu, że wampiry są tu tylko pretekstem do pokazania wachlarza ludzkich zachowań pod wpływem irracjonalnego strachu. I trzeba przyznać, że wachlarz ten jest bardzo szeroki. Jednak ani na chwilę nie opuszczamy strony ludzi, choć nie widzimy, co dzieje się po „drugiej stronie barykady”. Krwiopijcy bowiem pojawiają się w książce tylko w towarzystwie ludzi. Nie dowiemy, się co robią, gdy są sami, skąd pochodzą, co myślą.
Warto dodać, że jako klasyk, „Miasteczko Salem” doczekało się w końcu odpowiedniego wydania. Dostajemy ciekawy wstęp Kinga opisujący historię powstania tej opowieści, ciekawostką są też dwa opowiadania kontynuujące wątki historii Salem. Jedno to krótki sequel (czy ktoś miał wątpliwości, że wampiry powrócą znowu do Salem?), kolejne to prequel, opowiadający historię miasteczka w połowie XIX wieku. Co ciekawe napisany w formie powieści epistolarnej. Historia relacjonowana „na zimno” w listach, traci trochę impet, ale i tak, to ciekawostka, choćby ze względu na bardzo rzadko stosowany gatunek literacki. I na deser, chyba wzorem wydań dvd, zaserwowano nam sceny usunięte z rękopisu. To już tylko ciekawostka dokumentalna. Całość jest ilustrowana depresyjnymi, ale bardzo subtelnymi, jak na horror, fotografiami Jerrego Uelsmanna.
A sama powieść doczekała się adaptacji kinowej Tobe’a Hoopera oraz trochę tandetnej wersji telewizyjnej, w której zmarnowali się Donald Sutherland i Rutger Hauer. W komiksie ciekawą „wariacją na temat” „Miasteczka Salem” było „30 dni nocy”, znakomicie zilustrowane przez Bena Templesmitha. A sam pomysł miasteczka oblężonego przez siły nieczyste był później wałkowany przez całe zastępy naśladowców Kinga, przeważnie z miernym efektem. W końcu nazwisko King zobowiązuje.
koniec
11 czerwca 2006

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Gdy szaleje koronawirus
Joanna Kapica-Curzytek

26 I 2021

Tomasz Rezydent to pseudonim lekarza w trakcie specjalizacji chorób wewnętrznych. W „Niewidzialnym froncie” opisał on w formie dziennika swoją codzienną pracę w szpitalu wiosną i latem 2020 roku, podczas pierwszej fali pandemii koronawirusa. Wnioski po lekturze są jednoznaczne: przedstawiona tu praca lekarza to mordercze zmagania w wyjątkowo trudnej do wygrania bitwie.

więcej »

Droga na pewno ma kres
Miłosz Cybowski

25 I 2021

„Koniec wszystkiego” Katie Mack to przystępnie napisane zestawienie różnych wersji końca naszego wszechświata. Co prawda czasami autorkę ponosi fantazja i puszczenie oka do czytelnika staje się nieznośnym mruganiem, ale pamiętajmy, że mamy do czynienia dopiero ze „wschodzącą gwiazdą światowej astrofizyki”.

więcej »

Laurka na jubileusz
Joanna Kapica-Curzytek

24 I 2021

„Muzeum luster” to mocny thriller rozgrywający się w madryckim muzeum Prado. Sporo tutaj akcji i sensacji, ale też mnóstwo ciekawostek związanych ze sztuką. Autorem książki jest hiszpański pisarz Luis Montero Manglano, na co dzień zajmujący się ikonografią.

więcej »

Polecamy

Las oblany słonecznym blaskiem

Na rubieżach rzeczywistości:

Las oblany słonecznym blaskiem
— Marcin Knyszyński

Dick jak Dickens
— Marcin Knyszyński

Kochać to nie znaczy zawsze to samo
— Marcin Knyszyński

Chorzy na życie
— Marcin Knyszyński

Dick w starym stylu
— Marcin Knyszyński

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej
— Marcin Knyszyński

Myślę, ale czy jestem?
— Marcin Knyszyński

Wszyscy jesteśmy androidami
— Marcin Knyszyński

Umieranie wstecz
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Taniec z wampirem
— Magdalena Brzozowska

Tegoż twórcy

Wybawca lekki jak piórko
— Dominika Cirocka

Sir Roland pod Mroczną Wieżą stanął
— Katarzyna Piekarz

Pudełko nie czarno-białe
— Dominika Cirocka

Esensja czyta: Lipiec 2017
— Dominika Cirocka, Miłosz Cybowski, Jarosław Loretz, Beatrycze Nowicka, Katarzyna Piekarz, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Esensja czyta: Czerwiec 2017
— Miłosz Cybowski, Dawid Kantor, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk

Esensja czyta: Maj 2017
— Miłosz Cybowski, Dawid Kantor, Joanna Kapica-Curzytek, Magdalena Kubasiewicz, Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk, Katarzyna Piekarz

Esensja czyta: Styczeń 2017
— Miłosz Cybowski, Dawid Kantor, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Tym razem bez koszmarów
— Dominika Cirocka

Historia niesie pisarza
— Tomasz Kujawski

Esensja czyta: Luty 2015
— Miłosz Cybowski, Jacek Jaciubek, Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk, Joanna Słupek, Konrad Wągrowski

Tegoż autora

Depresja szpiega
— Tomasz Markiet

Mała dziewczynka, Karol Marks i Iron Maiden
— Tomasz Markiet

Żywoty nie-świętych
— Tomasz Markiet

Przygadał kot rabinowi
— Tomasz Markiet

O zagrożeniach płynących z chodzenia do teatru
— Tomasz Markiet

Fantastyka zamknięta w detalach
— Tomasz Markiet

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.