Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 25 lutego 2020
w Esensji w Esensjopedii

Andrzej Sapkowski
‹Lux perpetua›

EKSTRAKT:40%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułLux perpetua
Data wydania15 listopada 2006
Autor
Wydawca superNOWA
CyklTrylogia Husycka
ISBN83-7054-189-5
Format594s. 125×195mm
Cena43,50
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Kup wSelkar.pl: 36,47 zł
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Oczekiwaliśmy światła, a oto ciemność
[Andrzej Sapkowski „Lux perpetua” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Trzeba to powiedzieć szczerze: „Lux perpetua” rozczarowuje. Momentami aż trudno uwierzyć, że powieść wyszła spod pióra Andrzeja Sapkowskiego, arcymistrza polskiej fantasy. Trudno również pozbyć się wrażenia, że pisarz był już husycką trylogią serdecznie znudzony i chciał po prostu czym prędzej zakończyć cykl. Przejściowa słabość? Wypadek przy pracy? Pozostaje mieć nadzieję…

Tomasz Iwanicki

Oczekiwaliśmy światła, a oto ciemność
[Andrzej Sapkowski „Lux perpetua” - recenzja]

Trzeba to powiedzieć szczerze: „Lux perpetua” rozczarowuje. Momentami aż trudno uwierzyć, że powieść wyszła spod pióra Andrzeja Sapkowskiego, arcymistrza polskiej fantasy. Trudno również pozbyć się wrażenia, że pisarz był już husycką trylogią serdecznie znudzony i chciał po prostu czym prędzej zakończyć cykl. Przejściowa słabość? Wypadek przy pracy? Pozostaje mieć nadzieję…

Andrzej Sapkowski
‹Lux perpetua›

EKSTRAKT:40%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułLux perpetua
Data wydania15 listopada 2006
Autor
Wydawca superNOWA
CyklTrylogia Husycka
ISBN83-7054-189-5
Format594s. 125×195mm
Cena43,50
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Kup wSelkar.pl: 36,47 zł
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
W połowie listopada do księgarń w całym kraju trafiła jedna z najbardziej oczekiwanych powieści 2006 roku – „Lux perpetua” Andrzeja Sapkowskiego. Tysiące wiernych fanów ruszyło więc na zakupy. Egzemplarze znikały z półek w rekordowym tempie. Nawet „Gazeta Wyborcza”, umiarkowanie przychylna literaturze fantasy, zamieściła na swych łamach pochlebną recenzję autorstwa Wojciecha Orlińskiego. Chciałoby się rzec, finis coronat opus. Niestety jednak, z czystym sumieniem powiedzieć się tego nie da.
Symptomy twórczego wypalenia widać było w prozie Sapkowskiego już od dawna. Coraz mniej świeżych pomysłów, błyskotliwych dialogów, ciekawych interakcji między bohaterami. Zastanawiająca nieporadność fabularna, notoryczne uciekanie się do rozwiązań w stylu deux ex machina. Coraz więcej nietrafionych dowcipów i taniego efekciarstwa. Wreszcie ewidentne niekonsekwencje względem poprzednich tomów cyklu, jak choćby w przypadku Pomurnika, który w „Lux perpetua” z lubością przypomina biskupowi Konradowi, że jest jego nieślubnym synem (czego nigdy w poprzednich częściach trylogii nie czynił).
Wszystkie wyżej wymienione słabości ujawniły się już w „Bożych bojownikach”. W ostatniej odsłonie husyckiej trylogii osiągają one swe apogeum. Nici fabularne, które autor trzymał dotąd w garści, wymykają mu się teraz z ręki. Przez ponad 400 stron akcja rozłazi się, pozbawiona sensu i składu.
Reynevan, Szarlej, Samson Miodek oraz Urban Horn miotają się po Czechach, Śląsku i południu Niemiec. Husyckie rejzy palą i pustoszą, docierając aż pod Drezno. Biskup wrocławski i Pomurnik intrygują zapamiętale. Tyle tylko, że nic z tego nie wynika. Fabuła nie posuwa się do przodu, a kolejne potyczki, porwania, cudowne ocalenia i szalone ucieczki prędko zaczynają nużyć. Nie prowadzą bowiem do żadnych definitywnych rozstrzygnięć, a jedynie odsuwają je w czasie.
Powieść ratuje trochę ostatnie sto kilkadziesiąt stron. Zapadają znaczące decyzje, ważni bohaterowie rozstają się ze światem. Wydarzenia, które mają miejsce, nieodwracalnie odmieniają losy głównych osób dramatu. Zawiedzie się jednak ten, kto oczekuje brawurowej kulminacji podobnej do tej na zamku Stygga w ostatnim tomie „Sagi o wiedźminie”.
Tym razem autor po prostu zamyka kolejne wątki – jeden po drugim. Metodycznie, na zimno, bez emocji. Jakby chodziło tylko o to, by żaden zarysowany w poprzednich tomach konflikt nie pozostał bez rozstrzygnięcia. Ten bohater ginie, ów ocali życie, jeszcze inny uda się w ostatnią, wymarzoną podróż. Sposób ukazania starcia pod Lipanami wypada bardzo blado w porównaniu z brawurowym, różnorodnym narracyjnie opisem bitwy pod Brenną w „Pani Jeziora”. Nawet scena pożegnania dwóch najbliższych przyjaciół jest tak beznamiętna, że nie porusza w czytelniku żadnej czułej struny.
Wreszcie pojawia się upragniony napis „Koniec tomu trzeciego i ostatniego”. Niestety, zamiast satysfakcji z lektury i nadziei na więcej, przychodzi ulga. To już koniec, więcej nie będzie. Jak napisał prorok Izajasz, syn Amosa, wielokrotnie w „Lux perpetua” cytowany: expectavimus lucem et ecce tenebrae. Oczekiwaliśmy światła, a oto ciemność.
Można westchnąć, odłożyć książkę na półkę i potraktować ją jako potknięcie wybitnego pisarza. Wypadek przy pracy wywołany twórczą niemocą. A potem spokojnie powrócić do bardziej udanych dzieł Sapkowskiego, pochodzących z czasów, gdy autor nie miał jeszcze problemu ze skleceniem skrzącego się humorem dialogu czy aranżacją dramatycznego zwrotu akcji.
Na spotkaniu z czytelnikami Andrzej Sapkowski oznajmił, że chce na jakiś czas odpocząć od pisania. „Lux perpetua” pokazuje, że jest to bardzo dobry pomysł. Twórcze wyjałowienie ujawniło się w pełnej okazałości. Najwyższa pora zająć się czymś innym, zregenerować siły. Mistrz literatury spod znaku magii i miecza nie musi zawsze trwać na stanowisku. Jest wielu innych, którzy gotowi są go zmienić, jak choćby Witold Jabłoński, znacznie ciekawiej opisujący średniowieczny Śląsk w swym cyklu „Gwiazda Wenus, gwiazda Lucyfer”. Czy też Anna Brzezińska, królowa polskiej fantasy, której każda kolejna powieść jest lepsza od poprzedniej.
„Lux perpetua” otrzymuje ocenę 40%. Po Sapkowskim można się było spodziewać dużo, dużo więcej. Niestety, tym razem nie zdołał sprostać oczekiwaniom, jakie rozbudził w ciągu dwudziestu lat swej pisarskiej kariery. Należy mieć nadzieję, że po przerwie znów chwyci za pióro i stworzy dzieło na miarę „Sagi o wiedźminie”. Czego sobie i wszystkim miłośnikom prozy Sapkowskiego życzę.
koniec
30 listopada 2006

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Podróż na wschód: Przez bezdroża Tybetu z chińskim malarzem i nudną narracją
Agnieszka ‘Achika’ Szady

25 II 2020

Książka japońskiej pisarki ma tytuł „Tao”, ale obliczony jest on chyba tylko na przyciągnięcie specyficznej grupy czytelników, bo o taoizmie nie ma tam żadnych wzmianek. Aya Goda opisała swoje przeżycia z pobytu w Chinach w burzliwym roku 1989, kiedy to zakochana w młodym, buntowniczym malarzu wędrowała z nim od Szanghaju do Lhasy i z Tybetu na tropikalną wyspę Hajnan.

więcej »

O komiksach z miłością i znawstwem
Marcin Mroziuk

24 II 2020

Nie ulega wątpliwości, że „Moje komiksy. Vol. 1. Od Tajfuna do Supermana” to książka mogąca zainteresować tych fanów historii obrazkowych, którzy chcieliby poczytać nieco poważniejsze rozważania na temat komiksów niż dominujące w internecie krótkie recenzje niedawno wydanych albumów. I czytelnicy nie zawiodą się tą lekturą, gdyż Paweł Ciołkiewicz nie tylko jest wielbicielem tego medium, ale też posiada o nim sporą wiedzę i umie ją przekazać w ciekawy sposób.

więcej »

Nie grać Bustera Keatona
Joanna Kapica-Curzytek

23 II 2020

„Mistrz offu” to zbiór wspomnień Jacka Fedorowicza związanych z jego filmową karierą. Nazwisko autora zapowiada i gwarantuje, że będzie zabawnie i inteligentnie.

więcej »

Polecamy

Przygodowa powieść science fiction – zrób to sam!

Na rubieżach rzeczywistości:

Przygodowa powieść science fiction – zrób to sam!
— Marcin Knyszyński

Pif-Paf! Zium!
— Marcin Knyszyński

Droga bez powrotu
— Marcin Knyszyński

„Bycie” jest kalejdoskopem
— Marcin Knyszyński

„I Have a Dream”
— Marcin Knyszyński

Koszmarna teofania
— Marcin Knyszyński

Nowe rozdanie
— Marcin Knyszyński

Prawdziwe kłamstwa
— Marcin Knyszyński

„Normalni” szaleńcy
— Marcin Knyszyński

Dwadzieścia sroczych ogonów
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Zagraj to jeszcze raz, odtwarzaczu…
— Marcin T.P. Łuczyński

Lux cykl
— Marcin Łuczyński

Tegoż twórcy

Głos miał nieprzyjemny
— Borys Jagielski

Zagraj to jeszcze raz, Jaskier
— Agnieszka Szady

Esensja czyta: Listopad 2013
— Kamil Armacki, Miłosz Cybowski, Jacek Jaciubek, Jarosław Loretz, Daniel Markiewicz, Paweł Micnas, Beatrycze Nowicka, Joanna Słupek, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski

Zagraj to jeszcze raz, odtwarzaczu…
— Marcin T.P. Łuczyński

Sceny z życia wiedźmina
— Konrad Wągrowski

Esensja czyta: Październik-listopad 2009
— Jędrzej Burszta, Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Michał Kubalski, Marcin T.P. Łuczyński, Joanna Słupek, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski, Krzysztof Wójcikiewicz

Ile mistrza w rzemieślniku?
— Jędrzej Burszta

Szkieletów w szafie brak
— Artur Chruściel

Nobody’s perfect, niestety
— Tomasz Iwanicki

Kwestia wyboru
— Eryk Remiezowicz

Tegoż autora

Nobody’s perfect, niestety
— Tomasz Iwanicki

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.