Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 1 kwietnia 2020
w Esensji w Esensjopedii

Andrzej Sapkowski
‹Lux perpetua›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułLux perpetua
Data wydania15 listopada 2006
Autor
Wydawca superNOWA
CyklTrylogia Husycka
ISBN83-7054-189-5
Format594s. 125×195mm
Cena43,50
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Kup wSelkar.pl: 36,47 zł
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Lux cykl
[Andrzej Sapkowski „Lux perpetua” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
1 2 »
Po raz drugi w swej błyskotliwej pisarskiej karierze Andrzej Sapkowski dobrnął do Wielkiego Końca. Autor kultowej dziś pięciotomowej „Sagi o wiedźminie” sfinalizował swój husycki cykl, puentując go trzecią częścią zatytułowaną „Lux perpetua”. Koniec zaiste wspaniałe wieńczy dzieło – inna sprawa, że niezupełnie tak, jak się powszechnie spodziewano.

Marcin T.P. Łuczyński

Lux cykl
[Andrzej Sapkowski „Lux perpetua” - recenzja]

Po raz drugi w swej błyskotliwej pisarskiej karierze Andrzej Sapkowski dobrnął do Wielkiego Końca. Autor kultowej dziś pięciotomowej „Sagi o wiedźminie” sfinalizował swój husycki cykl, puentując go trzecią częścią zatytułowaną „Lux perpetua”. Koniec zaiste wspaniałe wieńczy dzieło – inna sprawa, że niezupełnie tak, jak się powszechnie spodziewano.

Andrzej Sapkowski
‹Lux perpetua›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułLux perpetua
Data wydania15 listopada 2006
Autor
Wydawca superNOWA
CyklTrylogia Husycka
ISBN83-7054-189-5
Format594s. 125×195mm
Cena43,50
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Kup wSelkar.pl: 36,47 zł
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Napisanie czegoś „po wiedźminie” było dla Andrzeja Sapkowskiego bez wątpienia nie lada wyzwaniem – zwieńczony „Panią Jeziora” (1999) cykl o Geralcie (nie do końca z Rivii) bardzo rozbudził apetyty czytelników i wyśrubował ich oczekiwania. Jak bardzo, dało się zaobserwować na forum strony sapkowski.pl po ukazaniu się pierwszej części nowego dzieła, popularnie określanego mianem husyckiej trylogii. Nie brakowało głosów szalenie krytycznych, czasem wręcz miażdżących, wiele tamtejszych opinii można by streścić: „Narrenturm” poprzedniemu dziełu nie dorasta do pięt, drogi autorze, wracaj do wiedźmina! Ale nie zabrakło czytelników, którzy powitali nowy produkt pióra Sapkowskiego z radością i ukontentowaniem, godząc się z tym, że nie można bez opamiętania mnożyć sequeli i prequeli, by wciąż i wciąż międlić na wszystkie strony tę samą historię.
„Narrenturm” (2002) to niezwykła opowieść o perypetiach Reinmara de Bielau zwanego Reynevanem, Ślązaka, studenta medycyny i adepta magii kształconego na praskiej wszechnicy. Ów młody chłopak o gorącym sercu i jeszcze gorętszej głowie za sprawą niefortunnego romansu z Adelą von Stercza, żoną dzielnego rycerza Gelfrada, wpada w istny huragan wydarzeń: jest ścigany przez krewnych rogacza, szuka go Inkwizycja, polują nań tajemniczy Czarni Jeźdźcy ryczący wniebogłosy swoje „Adsumus!”, ktoś zabija mu brata, kilka band rabusiów i awanturników uparcie stara się go przekonać, by wyjawił, gdzie znajdą skradzione pięćset grzywien podatku ściągniętego na rzecz organizowanej antyhusyckiej krucjaty. Jakby tego było mało, nadchodzi dla Śląska czas wyjątkowy, mnożą się plotki o husytach gotujących się do kolejnej rejzy i właściwie każdy jest podejrzany o działanie na ich rzecz.
No i zaczyna się roić od ludzi i wydarzeń: o szpiegów i donosicieli można się potknąć na każdym kroku, inkwizytorzy Świętego Oficjum i gorliwsi od nich biskupi silą się, by rzeczonych szpiegów i donosicieli było jak najwięcej, porwanie córki bogatego pana Bibersteina burzy niejedną krew, mordy dokonywane w biały dzień na tych kupcach, którzy wbrew zakazom śląskich feudałów handlują z Czechami, sieją atmosferę terroru, a wszystko to jest tylko preludium do potężnej zawieruchy, rozpędzającej – jak to się już wyświechtanie mówi – rydwan historii. Reynevan szybko zyskuje dwóch niezwykłych towarzyszy. Pierwszym jest demeryt Szarlej, więzień klasztoru dla krnąbrnych zakonników, cyniczny i sarkastyczny, z niejasną przeszłością, niewątpliwie wielce doświadczony nie tylko w modłach czy chodzeniu na Barnabę (kto czytał, wie, w czym rzecz). Drugi to przywołany z zaświatów bodaj najbardziej kuriozalnym egzorcyzmem w dziejach Nie-Wiadomo-Za-Bardzo-Kto, wcielony w ciało głupkowatego osiłka o przybranym wdzięcznym imieniu Samson Miodek – bardzo inteligentny, dysponujący rozległą wiedzą, silny jak tur, któremu równie łatwo przychodzi cytować Dantego, jak miotać potężnymi puklerzami. Wskutek lekkomyślności Reinmara tudzież niefortunnych zbiegów okoliczności wszyscy trzej wchodzą w drogę chyba każdemu, kto się nawinie – i tak już zostaje w zasadzie do samego końca.
Jak na mądrze skonstruowany cykl przystało, tom pierwszy jest dość skuteczną przynętą. To bez wątpienia część najpogodniejsza, najśmieszniejsza, najurokliwsza, to tutaj poznajemy pomysł pisarza na konstrukcję całej opowieści, polegający na plastycznym ukazaniu historycznych faktów i postaci, kreślonych w sposób odbrązowiony (choć momentami do przesady), krwisty, często ironiczny i kpiarski. Czytelnicy, których pisarz pozyskał swoim poprzednim dziełem, również pośród kart husyckiego cyklu mogli się poczuć swojsko, albowiem wszystko zostało w nim doprawione magią, która nie jest jedynie ozdobnikiem, błyskotką, lecz pełnoprawnym elementem konstrukcji biegu wydarzeń, skutecznym sposobem wywierania przez Reynevana wpływu na rzeczywistość; czymś, czym dla dzieł antycznych był „deus ex machina”. Nie brakuje na kartach cyklu istot dziś uważanych za mityczne: wodników, goplan, koboldów, golemów i innych kosmatych stworzeń, czasem wprowadzonych w celu wykreowania odpowiedniego nastroju (jak w scenie przy ognisku z Zawiszą Czarnym), czasem zaś jako ważny element fabuły (przykładem niechaj będzie towarzysz Tybalda Raabe, mamun, którego zdolności dowolnego kierunkowania dźwięku pięknie wsparły działania agitacyjne mnicha wśród tłumu). Biskup Konrad Oleśnicki czy Ambroż, przywódca taborytów, prócz „normalnych” szpiegów mają na swych usługach polimorfów, kruka i wilka. Całości dopełnia uruchomiony przez rabina golem.
Dwa ostatnie tomy wypełnia pożoga i wojna, pełno tam rzezi, oblężeń, mordów, zniszczeń i wszystkich innych owoców fanatycznego zapału w walce o upowszechnienie czterech praskich artykułów i komunii sub utraque specie. Reynevan jest tu jakby odrobinę dojrzalszy, choć nie oznacza to bynajmniej, że zaczyna działać racjonalnie i mądrze, zmieniają się tylko jego pobudki. Miejsce idiotycznej młodzieńczej egzaltacji i pożądania dla burgundzkiej kochanki zajmuje w miarę normalna miłość do Jutty vel Nikoletty Jasnowłosej. W dodatku osobowość ściganego jak Śląsk długi i szeroki medyka wzbogaca się o szczerą pasję i oddanie sprawie Kielicha. Bardziej z pragmatyzmu niż z ideowych przekonań tę samą stronę w rozgrzewającym się coraz mocniej sporze obierają Szarlej i Samson, wciąż wierni Reinmarowi, tak w okolicznościach pomyślnych, jak i niefortunnych. Tych pierwszych jest rzecz jasna jak na lekarstwo.
Całość jest podlana charakterystycznym dla Andrzeja Sapkowskiego sosem. Mamy zatem pocieszną spowiedź, która zmienia się w istną erupcję delatorstwa wobec własnych sąsiadów czy znienawidzonych krewnych, mamy obrazy pięknego, twardego męstwa w morzu okrucieństwa i niepohamowanego wandalizmu (kapitalna jest scena w „Bożych bojownikach”, gdy Samson Miodek nie pozwala zniszczyć figury Matki Boskiej Brzemiennej), bestialstwa i upodlenia (studnie zapchane trupami po rzezi w oławskich szpitalach). Pełno wokół cwaniaków, łazików i rozmaitych niegodziwców, donoszących na kumpli w zamian za obietnicę uregulowania karcianych długów, a pośród nich co jakiś czas mignie człowiek zdolny do szlachetnych gestów (jak choćby książę Bolko Wołoszek, który wypuszcza Reynevana przez pamięć na czasy, gdy wspólnie studiowali w Pradze i dla oszczędności brali we dwóch jedną… koleżankę po fachu Doroty Faber). Nie brak spryciarzy potrafiących na wszystkim zrobić dobry interes (ot, choćby na kartach do gry zdobionych scenami biblijnymi w wersji porno) i pokornych, upartych ideowców, jak ekscytujący się swymi ruchomymi czcionkami Gutenberg.
Doprawdy, długo trzeba by wymieniać wszystkie smaczki, dzięki którym historia, tak sucha i chłodna, gdy czytać ją z podręczników, zaczyna pulsować życiem. Ale ma to swoją złą stronę – trudno utrzymać wysoki poziom, pisząc przeszło półtora tysiąca stron. Zwykle, gdy stawia się ostatni krok, ziemia osuwa się spod nóg.
• • •
Trzecia część cyklu, wyczekiwana niecierpliwie od dwóch lat, mimo kilku entuzjastycznych recenzji (np. w „Newsweeku”), spotkała się z druzgocącą krytyką wielu czytelników udzielających się aktywnie na wspomnianym już forum dyskusyjnym. Rozczarowało ich chyba wszystko, co tylko mogło (od siebie dodam, że nie bez racji): sposób, w jaki autor potraktował tak barwne i sympatyczne postacie jak Samson Miodek czy Szarlej (sporo irytacji wzbudziło rozwiązanie tajemnicy tożsamości tego pierwszego, nie lepiej też było z odejściem tego drugiego), tudzież tak znaczące jak Pomurnik (autor nie doprowadził do starcia pomiędzy nim a Samsonem, czego przedsmak dawała ich konfrontacja podczas wyjścia bohaterów z zamkowych podziemi w „Bożych bojownikach”). Nadmiar porwań i napaści na Reynevana mocno rozpychał już pierwsze dwa tomy, a tymczasem w trzecim pod tym względem wcale lepiej nie jest. Wreszcie kwestia dla ostatniego tomu zasadnicza – zakończenie. Jedni uważają, że jest ono nadmiernie rozbudowane, inni dla odmiany są zdania, że wręcz przeciwnie, wskazując na brak wzmianek o dalszych losach niektórych postaci (ot, choćby Zielonej Damy, matki Jutty), które znikają kompletnie czytelnikowi z oczu. Tak czy siak, mało kto jest z zaserwowanego przez autora finału zadowolony.
„Lux perpetua” ukazuje ostatni etap husyckiej rewolty i wszystko, co się wiąże ze schyłkiem każdego rewolucyjnego zrywu: odejście od ideałów i coraz częstsze kompromisy na rzecz zysków pod postacią brzęczącej monety, zmęczenie ludzi i topniejące w oczach morale, stosowanie w walce środków uświęcanych rzekomo przez cel, a w istocie zbrodniczych i niegodnych (dobry przykład to jedna z najmocniejszych scen książki – otwierająca ją rzeź dokonana na przebywających w dwóch oławskich szpitalach rannych husytach, których bezpieczeństwo i nietykalność gwarantował sam książę Ludwik Oławski, by w końcu wydać ich pod nóż ludzi Konrada Oleśnickiego), wewnętrzne spory wynikłe z różnic wizji przyszłości, charakterów tudzież skutecznej działalności obcych agentów, pierwsze klęski rozwiewające nimb niezwyciężoności taborytów. W konflikcie, który rozgrywa się rzut beretem od Królestwa Polskiego, wreszcie pojawia się ktoś działający z ramienia króla Jogajły, odpowiednio zaciemniając obraz i myląc tropy wokół starań o to, by odbyła się kolejna skuteczna rejza husytów, a także działań mających zadecydować, czy dojdzie wreszcie do organizacji antyhusyckiej krucjaty – dla wielu europejskich królestw (w szczególności dla Korony) udział w niej był wielce problematyczny.
1 2 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Krótko o książkach: Co się stało z Michelle Spivey
Joanna Kapica-Curzytek

31 III 2020

„Ostatnia wdowa” to całkiem przyzwoity, trzymający w napięciu thriller

więcej »

Przy zaginięciu liczy się każda godzina
Marcin Mroziuk

30 III 2020

David Bell ma sporo ciekawych pomysłów na komplikowanie intrygi kryminalnej, ale niestety dużo gorzej radzi sobie z połączeniem wszystkich rozpoczętych wątków w spójną całość. W efekcie „Czyjaś córka” jest wciągającą lekturą, jednak po jej skończeniu pozostaje uczucie niedosytu.

więcej »

Więcej niż gole
Joanna Kapica-Curzytek

29 III 2020

„Miro” jest biografią niemieckiego piłkarza o polskich korzeniach Miroslava Klose, ale też niebanalnym, wielowymiarowym obrazem tego, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami świata futbolu.

więcej »

Polecamy

Umieranie wstecz

Na rubieżach rzeczywistości:

Umieranie wstecz
— Marcin Knyszyński

Przygodowa powieść science fiction – zrób to sam!
— Marcin Knyszyński

Pif-Paf! Zium!
— Marcin Knyszyński

Droga bez powrotu
— Marcin Knyszyński

„Bycie” jest kalejdoskopem
— Marcin Knyszyński

„I Have a Dream”
— Marcin Knyszyński

Koszmarna teofania
— Marcin Knyszyński

Nowe rozdanie
— Marcin Knyszyński

Prawdziwe kłamstwa
— Marcin Knyszyński

„Normalni” szaleńcy
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Zagraj to jeszcze raz, odtwarzaczu…
— Marcin T.P. Łuczyński

Oczekiwaliśmy światła, a oto ciemność
— Tomasz Iwanicki

Tegoż twórcy

Głos miał nieprzyjemny
— Borys Jagielski

Zagraj to jeszcze raz, Jaskier
— Agnieszka Szady

Esensja czyta: Listopad 2013
— Kamil Armacki, Miłosz Cybowski, Jacek Jaciubek, Jarosław Loretz, Daniel Markiewicz, Paweł Micnas, Beatrycze Nowicka, Joanna Słupek, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski

Zagraj to jeszcze raz, odtwarzaczu…
— Marcin T.P. Łuczyński

Sceny z życia wiedźmina
— Konrad Wągrowski

Esensja czyta: Październik-listopad 2009
— Jędrzej Burszta, Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Michał Kubalski, Marcin T.P. Łuczyński, Joanna Słupek, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski, Krzysztof Wójcikiewicz

Ile mistrza w rzemieślniku?
— Jędrzej Burszta

Szkieletów w szafie brak
— Artur Chruściel

Nobody’s perfect, niestety
— Tomasz Iwanicki

Kwestia wyboru
— Eryk Remiezowicz

Tegoż autora

Piosenki Wojciecha Młynarskiego
— Przemysław Ciura, Wojciech Gołąbowski, Adam Kordaś, Marcin T.P. Łuczyński, Konrad Wągrowski

Wracaj, gdy masz do czego
— Marcin T.P. Łuczyński

Scenarzysta bez Wergiliusza
— Marcin T.P. Łuczyński

Psia tęsknota
— Marcin T.P. Łuczyński

Dym/nie-dym i polarne niedźwiedzie na tropikalnej wyspie
— Konrad Wągrowski, Jędrzej Burszta, Marcin T.P. Łuczyński, Karol Kućmierz

Zagraj to jeszcze raz, odtwarzaczu…
— Marcin T.P. Łuczyński

Panie Stanisławie, Mrogi Drożku!
— Marcin T.P. Łuczyński

Towarzyszka nudziarka
— Marcin T.P. Łuczyński

Tom Niedosięgacz
— Marcin T.P. Łuczyński

Filiżanki w zlewie
— Marcin T.P. Łuczyński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.