Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 3 grudnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Neil Gaiman
‹Rzeczy ulotne›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułRzeczy ulotne
Tytuł oryginalnyFragile Things
Data wydania3 listopada 2006
Autor
PrzekładPaulina Braiter
Wydawca MAG
ISBN83-7480-034-8
Format344s. 115×185mm
Cena29,—
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Kuferek z pamiątkami
[Neil Gaiman „Rzeczy ulotne” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
„Rzeczy ulotne” Neila Gaimana nieco przypominają kuferek z pamiątkami – można w nim znaleźć parę prawdziwych skarbów, trochę miłych oku, acz niezbyt cennych błyskotek, kilka przedmiotów, które znalazły się tu nie wiadomo po co i kilka takich, które ze względów sentymentalnych podobać się mogą przede wszystkim właścicielowi – albo komuś, kto bardzo właściciela lubi.

Anna Kańtoch

Kuferek z pamiątkami
[Neil Gaiman „Rzeczy ulotne” - recenzja]

„Rzeczy ulotne” Neila Gaimana nieco przypominają kuferek z pamiątkami – można w nim znaleźć parę prawdziwych skarbów, trochę miłych oku, acz niezbyt cennych błyskotek, kilka przedmiotów, które znalazły się tu nie wiadomo po co i kilka takich, które ze względów sentymentalnych podobać się mogą przede wszystkim właścicielowi – albo komuś, kto bardzo właściciela lubi.

Neil Gaiman
‹Rzeczy ulotne›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułRzeczy ulotne
Tytuł oryginalnyFragile Things
Data wydania3 listopada 2006
Autor
PrzekładPaulina Braiter
Wydawca MAG
ISBN83-7480-034-8
Format344s. 115×185mm
Cena29,—
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
„Rzeczy ulotne” to zbiór bardzo zróżnicowany. Obok opowiadań są tu shorty, wiersze, a także teksty, których przynależność gatunkową trudno określić. Różny jest także poziom poszczególnych utworów. Generalnie można powiedzieć, że im tekst dłuższy i bardziej przypominający „normalne” opowiadanie (takie z początkiem, zakończeniem i konkretną fabułą), tym lepszy. Poezja, shorty i eksperymenty literackie bronią się zdecydowanie słabiej. Wobec tej różnorodności omawianie „Rzeczy ulotnych” jako całości nie ma większego sensu. Utworów jest też zbyt dużo, by każdemu z osobna poświęcić kilka zdań. Spróbuję więc skupić się na tych najciekawszych, o reszcie jedynie wspominając.
Zbiór zaczyna się od mocnego uderzenia, czyli od „Studium w szmaragdzie”. To jedno z najlepszych opowiadań Neila Gaimana, inteligentnie łączące motywy znane z twórczości dwóch różnych autorów: Arthura Conan Doyle’a i H.P. Lovecrafta. Jest tu oryginalny pomysł, dopracowana intryga, sporo zabawy konwencją (proszę zwrócić uwagę na nagłówki poszczególnych rozdziałów), a na dodatek jeszcze szczypta grozy – czyli wszystko, czego można oczekiwać po prozie brytyjskiego pisarza. Za zaletę uważam także fakt, iż zakończenie, choć przewrotne, nie bierze się znikąd i ktoś, kto czyta uważnie, ma szansę odgadnąć, o co w opowiadaniu tak naprawdę chodzi.
Równie mocnym akcentem jest zakończenie zbioru. „Władca górskiej doliny” to opowiadanie ze świata „Amerykańskich bogów”. Nie przepadam za podobnymi kontynuacjami, które często okazują się niczym więcej jak tylko odcinaniem kuponów od sławy powieści. Na szczęście Gaimanowi udało się uniknąć pułapki – co prawda bohaterem „Władcy…” jest znany z książki Cień, ale to opowieść o czymś innym i nawet nieco odmienna w nastroju, bo bardziej posępna. Opowiadanie jest długie i wolno się rozkręca, co bynajmniej nie jest wadą, gdyż dzięki temu jest tu mnóstwo miejsca, by smakować klimat odległych zakątków Szkocji, zimnego i ponurego „krańca świata”, gdzie obok ludzi mieszkają potwory – te mitologiczne i te całkiem ludzkie. Obrazoburczo powiem nawet, że pod pewnymi względami „Władca…” wydał mi się lepszy niż „Amerykańscy bogowie”. Po pierwsze, opowiadanie ma sensowniejsze zakończenie, a po drugie, Gaiman zostawił parę kwestii niedopowiedzianych, dzięki czemu po zakończeniu lektury długo towarzyszyło mi uczucie niepokoju.
„Październik w fotelu”, „Zbłąkane oblubienice złowieszczych oprawców w bezimiennym domu nocy potwornego pożądania”, „Ptak słońca” i „Problem Zuzanny” to cztery odrobinę słabsze, ale wciąż bardzo dobre opowiadania. „Październik…” jest nietypową, przewrotną ghost story, której oryginalności dodaje jeszcze zastosowana przez autora rama – oto bowiem historię o spotkaniu małego chłopca z duchem małego chłopca opowiada Październik. Klimat faktycznie kojarzy się z tym właśnie miesiącem – tekst na początku jest ciepło-nostalgiczny, a pod koniec coraz bardziej zbliża się do granicy tragedii i mroku. Zbliża się, lecz jej nie przekracza – wszak tragedia i mrok to już domena Listopada. Nie jestem jedyną osobą, która po przeczytaniu tego opowiadania marzyła, że Neil Gaiman napisze kiedyś zbiorek, w którym każdy z miesięcy opowiada swoją historię.
Zauroczyły mnie także „Zbłąkane oblubienice…”, cudowna, dwupiętrowa kpina z literatury gotyckiej. Gaiman, który najczęściej pisze teksty na granicy humoru i grozy, w „Zbłąkanych oblubienicach…” zupełnie zrezygnował z powagi na rzecz czystej zabawy. Wyszło to tekstowi na dobre – podczas lektury trudno przestać się uśmiechać.
„Ptak słońca” natomiast świadczy o plastyczności talentu Neila Gaimana, który potrafi naśladować innego autora, jednocześnie pozostając sobą. Opowiadanie zostało napisane w stylu R.A. Lafferty’ego i jest czymś w rodzaju słonecznej opowieści grozy, opowiedzianej ze sporą dawką ironicznego humoru. Bardzo sympatyczny tekst z równie sympatycznym – choć przewidywalnym – zakończeniem.
I wreszcie jeden z moich ulubionych utworów w zbiorze, czyli „Problem Zuzanny”. To historia jednej z bohaterek „Opowieści z Narnii”, jedynej, która dorosła i której nie dane było dostać się do narnijskiego raju. Opowiadanie jest mroczne, niepokojące gęstą, sugestywną atmosferą zagrożenia i… erotyzmu. Wątpię, by ten kontrowersyjny tekst przypadł do gustu wielbicielom cyklu Lewisa. Neil Gaiman chciał czytelników zirytować i to mu się całkowicie udało, a przy tym trzeba powiedzieć, że nie jest to irytowanie dla samego irytowania – „Problem Zuzanny” jest bogaty w podteksty i można go odczytywać na wielu poziomach.
Kolejne utwory są już słabsze, choć i wśród nich znalazły się takie, które przypadły mi do gustu. Najlepszym określeniem dla „Arlekina i walentynek” jest słowo „śliczny” – to zgrabne, pomysłowe opowiadanie, trochę jednak zbyt krótkie i zbyt powierzchowne, by głębiej zachwycić – ot, taka błyskotka. Lubię także „Smak goryczy”, niemal w całości oparty na specyficznym klimacie Nowego Orleanu, gdzie zacierają się granice pomiędzy życiem i śmiercią. Ów nastrój jest tak znakomicie opisany, że jestem w stanie wybaczyć brak innych zalet.
Niezłe są trzy krótkie opowiadania: „To inni”, „Jak myślisz, jakie to uczucie?” oraz „Karmiący i karmieni”. Każde z nich zawiera jakiś element, dzięki któremu tekst zapada w pamięć. W przypadku „To inni” jest nim zaskakujące zakończenie, w „Jak myślisz, jakie to uczucie?” przejmujący opis rozpaczy bohatera i jego późniejszej uczuciowej oziębłości, a w „Karmiących i karmionych” bardzo mroczny klimat – to już nie nastrojowa groza, lecz prawdziwy horror.
Są także w zbiorze opowiadania, które sprawiają wrażenie w taki czy inny sposób niedopracowanych. Na przykład w „Pamiątkach i skarbach” autor miał pomysł na interesującego bohatera (a nawet dwóch), ale już nie na całość historii, więc akcja urywa się w momencie, w którym tak naprawdę na dobre powinna się zacząć. Na szczęście obaj bohaterowie wracają we „Władcy górskiej doliny” a Gaiman ma w planach kolejne teksty z ich udziałem. Jeszcze słabsze jest „Jak rozmawiać z dziewczynami na prywatkach” – tutaj autor miał pomysł chyba tylko na jedną scenę. Poza nią nie ma tu nic – ani ciekawego bohatera, ani pointy, ani nawet jakoś szczególnie intrygującego nastroju, choć styl, jak zazwyczaj u Gaimana, jest bez zarzutu. Z bólem do opowiadań niedopracowanych muszę zaliczyć także „Goliata”. Piszę „z bólem”, bo bardzo mi przypadł do gustu pomysł historii w realiach „Matriksa”, która skupiałaby się nie na ratowaniu świata, lecz na dramacie osobistym bohatera. Fabuła wciąga, a ostatnie zdanie jest naprawdę wzruszające, ale co z tego, skoro przez cały czas miałam wrażenie, że autor tylko prześlizguje się po temacie, skracając jak tylko się da opowieść, która śmiało mogłaby być dwa razy dłuższa.
Osobną kategorię w zbiorze stanowią teksty, które na swój własny użytek nazwałam „prezentem dla fanów”. „Kamyki z alei wspomnień” opowiadają o dziecku, które zobaczyło – bądź też wydawało mu się, że zobaczyło – ducha, a „Na grzecznych chłopców czekają dary” o dziecku, które uczyło się grać na kontrabasie. Nie byłoby w tym nic szczególnie interesującego, gdyby nie fakt, że owym dzieckiem jest Neil Gaiman. Utwory nie bronią się jako tekst literacki – trudno nawet nazwać je opowiadaniami, to wspomnienia z dzieciństwa, jakie czasem snuje się w gronie znajomych. I jak zawsze w przypadku podobnych historii, tak i tutaj bardzo ważna jest osoba opowiadającego. Komuś, kto bardzo lubi Gaimana, mogą sprawić przyjemność (mnie sprawiły), zdaję sobie jednak sprawę, że dla pozostałych czytelników prawdopodobnie będą znacznie mniej interesujące.
Także w „Porze zamykania” oraz „Faktach w sprawie zniknięcia panny Finch” pojawia się osobiście Neil Gaiman, choć prawdziwość wydarzeń opisanych w obu opowiadaniach należy potraktować z dużo większym przymrużeniem oka. „Pora zamykania” to nastrojowa i staroświecka ghost story. Może nawet zbyt staroświecka – lubię takie opowieści, lecz Gaiman przyzwyczaił mnie do tekstów bardziej oryginalnych. W „Faktach…” natomiast interesujący jest opis dość nietypowego cyrku – pierwsza kupiłabym bilet, gdybym miała okazję coś podobnego obejrzeć.
Pora przejść do tekstów, które najbardziej mnie rozczarowały. „Dziwne dziewczynki” oraz „Piętnaście malowanych kart z wampirzego tarota” to ciąg ni to obrazów, ni króciuteńkich historyjek. Są klimatyczne (zwłaszcza te z „Piętnastu kart…”), ale nie składają się w żadną sensowną całość, więc dość szybko wypadają z pamięci. W mniej więcej podobnym stylu utrzymane są „Kartki z pamiętnika znalezionego w pudełku po butach w autobusie rejsowym gdzieś między Tulsą w stanie Oklahoma i Louisville w Kentucky” – co prawda tutaj można zauważyć pewien zarys fabuły, ale to jedynie zarys. Opowiadanie zamiast początku, środka i końca ma szereg luźno ze sobą związanych scen i sprawia wrażenie nastrojowego tekstu o niczym. „Dziwne dziewczynki” powstały jako uzupełnienie płyty Tori Amos, a „Kartki z pamiętnika…” zostały napisane na potrzeby jej trasy koncertowej – być może oba teksty sprawdzają się, gdy czyta się je z odpowiednim podkładem muzycznym?
Aby nie pominąć żadnego utworu, wspomnę także o „Krupie chorobotwórców” oraz „Gdy nastał koniec”. Można o nich powiedzieć jedno: że znalazły się w zbiorze, gdyż oba shorty wypadają z pamięci natychmiast po przeczytaniu. Bardziej niż „Gdy nastał koniec” podobał mi się napisany do tego tekstu wstęp: jest trzy razy krótszy i trzy raz zabawniejszy. Zresztą lektura owych wstępów, w których Gaiman opowiada historie poszczególnych utworów, dostarczyć może sporo przyjemności, zwłaszcza że pośród nich znaleźć można dodatkowy bonus – krótkie i sympatyczne opowiadanko w stylu chińskiej przypowieści z iście europejskim, makiawelicznym zakończeniem.
Na koniec zostawiłam sobie najsłabszy element zbioru, czyli wiersze. Neil Gaiman pisze bardzo ładnym, plastycznym stylem i to widać także w poezji. Można więc powiedzieć, że dobrze się ją czyta, kłopot jednak w tym, że podobne stwierdzenie w przypadku prozy jest – bądź przynajmniej może być – komplementem, natomiast w przypadku poezji oznacza klęskę autora. Bo w poezji chodzi o coś więcej niż tylko, żeby dobrze się czytało a tego czegoś we wierszach Gaimana niestety nie znalazłam.
„Rzeczy ulotne” łatwo byłoby ocenić pozytywnie, gdyby nie fakt, że dwa najlepsze opowiadania („Studium w szmaragdzie” oraz „Władca górskiej doliny”), a także jedno z tych bardzo dobrych („Październik w fotelu”) znane są już w Polsce. Nie mogę więc stwierdzić, że zbiór warto przeczytać choćby dla kilku tekstów. Mimo to na szekspirowskie w duchu pytanie „Czytać, albo nie czytać?” odpowiem: owszem, czytać, z jednym zastrzeżeniem – tym, którzy twórczości Neila Gaimana nie znają, polecam zacząć od dłuższych opowiadań, a dopiero potem przejść do shortów oraz poezji, aby już na starcie nie zrazić się do znakomitego autora.
koniec
8 grudnia 2006

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Jesteśmy tylko nośnikami
Miłosz Cybowski

2 XII 2021

Zarówno pozbawiony emocji styl, jak i niektóre tezy stawiane przez Richarda Dawkinsa mogą budzić instynktowny sprzeciw. „Samolubny gen” nie na darmo uchodzi za książkę kontrowersyjną, choć może wraz z rozpowszechnieniem nauki o genetyce to wrażenie nieco przygasło.

więcej »

Mała Esensja: W oczekiwaniu na Boże Narodzenie
Joanna Kapica-Curzytek

1 XII 2021

Ponownie spotykamy się z sympatycznym myszkiem wykreowanym przez autora i ilustratora Alexa T. Smitha. „Winston wraca na święta” pozwoli młodszym (i starszym czytelnikom) odliczać dni do Gwiazdki!

więcej »

Spektaklu akt drugi
Beatrycze Nowicka

30 XI 2021

„Dziesięć Żelaznych Strzał” – kolejny tom cyklu Sama Sykesa o Sal Kakofonii – uważam za lepszy od pierwszego.

więcej »

Polecamy

Pogrzeb pośród mgławic

Stulecie Stanisława Lema:

Pogrzeb pośród mgławic
— Mieszko B. Wandowicz

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)
— Mieszko B. Wandowicz

List znad Oceanu
— Beatrycze Nowicka

Lem w komiksie
— Marcin Knyszyński

Przeciętniak w swym zawodzie
— Agnieszka Hałas, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Nie wszystko i nie wszędzie jest dla nas
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Pomiędzy światami
— Katarzyna Piekarz

Esensja czyta: Październik 2017
— Miłosz Cybowski, Dawid Kantor, Joanna Kapica-Curzytek, Beatrycze Nowicka, Konrad Wągrowski

Esensja czyta: Wrzesień 2017
— Dominika Cirocka, Dawid Kantor, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka

Esensja czyta: Lipiec 2017
— Dominika Cirocka, Miłosz Cybowski, Jarosław Loretz, Beatrycze Nowicka, Katarzyna Piekarz, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Esensja czyta: Maj 2017
— Miłosz Cybowski, Dawid Kantor, Joanna Kapica-Curzytek, Magdalena Kubasiewicz, Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk, Katarzyna Piekarz

Bogowie też lubią iluzję
— Dominika Cirocka

Dymu dużo, ognia mniej
— Beatrycze Nowicka

Przeczytaj to jeszcze raz: Sztuczka z monetami
— Beatrycze Nowicka

Esensja czyta: Wrzesień 2014
— Miłosz Cybowski, Jacek Jaciubek, Daniel Markiewicz, Beatrycze Nowicka, Joanna Słupek

Esensja czyta: Kwiecień 2014
— Miłosz Cybowski, Beatrycze Nowicka, Joanna Słupek, Agnieszka Szady

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.