Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 2 lutego 2023
w Esensji w Esensjopedii

Claudia Gray
‹Wieczna Noc›

EKSTRAKT:30%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWieczna Noc
Tytuł oryginalnyEvernight
Data wydania18 maja 2010
Autor
Wydawca Amber
CyklWieczna Noc
ISBN978-83-241-3650-6
Format272s. 130×205mm
Cena29,80
Gatunekgroza / horror
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Zamek na grząskim podłożu braku logiki
[Claudia Gray „Wieczna Noc” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Pretensjonalny tytuł oraz kiczowata okładka nie wróżą książce Claudii Gray zbyt dobrze, jednak to nie one są głównym problemem „Wiecznej Nocy”. Nie jest nim także kompilacja najpopularniejszych motywów: od „Romea i Julii” począwszy, a na współczesnych romansach paranormalnych skończywszy. Brak oryginalności to bułka z masłem w porównaniu z prującym się w szwach światem.

Anna Kańtoch

Zamek na grząskim podłożu braku logiki
[Claudia Gray „Wieczna Noc” - recenzja]

Pretensjonalny tytuł oraz kiczowata okładka nie wróżą książce Claudii Gray zbyt dobrze, jednak to nie one są głównym problemem „Wiecznej Nocy”. Nie jest nim także kompilacja najpopularniejszych motywów: od „Romea i Julii” począwszy, a na współczesnych romansach paranormalnych skończywszy. Brak oryginalności to bułka z masłem w porównaniu z prującym się w szwach światem.

Claudia Gray
‹Wieczna Noc›

EKSTRAKT:30%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWieczna Noc
Tytuł oryginalnyEvernight
Data wydania18 maja 2010
Autor
Wydawca Amber
CyklWieczna Noc
ISBN978-83-241-3650-6
Format272s. 130×205mm
Cena29,80
Gatunekgroza / horror
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Akademia Wiecznej Nocy to szkoła kształcącą wampiry. Przepraszam, że zaczynam spojlerem, ale po pierwsze, bez tego nie dałabym rady napisać recenzji, a po drugie, akurat tej „niespodzianki” łatwo się domyślić, bazując już choćby na samej nazwie szkoły. Dwóch następnych zwrotów akcji, znacznie bardziej zaskakujących, obiecuję nie zdradzić.
I tak Akademia, po latach wypuszczania ze swych murów wyłącznie krwiopijców, postanawia pewnego dnia przyjąć też pewną ilość ludzi, aby – teoretycznie przynajmniej – wampiry mogły oswoić się z przeciętnymi obywatelami. I nie, nie oznacza to gryzienia ich w szyję, to jest zakazane, bo ludzie nie powinni dowiedzieć się, że wampiry istnieją (swoją drogą, że też nazwa szkoły nie wzbudza w nich wątpliwości…). Wówczas do akademii trafia szesnastoletnia Bianca, która rankiem w dzień rozpoczęcia roku szkolnego poznaje chłopaka o zielonych oczach. Jak łatwo się domyślić, Biankę oraz zielonookiego przystojniaka wkrótce połączy gorące uczucie.
Romansu dwojga młodych nie podejmuję się oceniać – docelowym odbiorcom, czyli nastolatkom, może się podobać, choć jak na mój gust Bianca oraz jej ukochany są zbyt wyidealizowani, i to zarówno pod względem charakteru, jak i fizycznej urody. Plusem mogą też być dwa wspomniane zwroty akcji. Niestety, twisty niewiele na brak oryginalności pomagają – dzięki nim książka po prostu z jednego schematu wpada w drugi.
Wracając do wątpliwości: pozostawionych bez odpowiedzi pytań jest w książce mnóstwo. Akcja rozgrywa się w USA (w każdym bądź razie mowa jest o amerykańskich nastolatkach), mamy początek XXI wieku, szkoła mieści się w zamku, a niedaleko jest miasteczko, gdzie w kinie grają „Podejrzenie” Hitchcocka (bynajmniej nie w ramach festiwalu starych filmów), obok zaś znajduje się knajpa jak z lat 60. Dlaczego tak? Ano problem w tym, że nie wiadomo, wygląda na to, że książką rządzi nie tyle logika, ile uniwersalne prawo malowniczości; jest jak jest, bo tak jest fajnie i koniec.
Podobne prawo rządzi całą Akademią, w której zarówno nauczyciele, jak i większość uczniów są wampirami, przy czym to, po której stronie biurka dana osoba się znajdzie, zależy od… wyglądu. Jeśli ktoś zmarł w starszym wieku, zostaje nauczycielem, jeśli zaś młodo, to uczniem, nawet jeżeli przykry fakt śmierci przydarzył mu się w średniowieczu. Jaki w tym sens? Autorka to i owo próbuje wyjaśniać, np. twierdząc, że kilkusetletnie wampiry od czasu do czasu ganiają do szkoły, żeby nadrobić zaległości i lepiej zrozumieć współczesność. Jest w tym pewna logika, ale zaraz pojawiają się kolejne pytania, bo dlaczego ta konieczność dotyczy jedynie wampirów o młodym wyglądzie? Czy to znaczy, że, powiedzmy, zmarły w XIX wieku czterdziestolatek z natury rzeczy lepiej rozumie XXI-wieczną technikę niż zmarły w tym samym czasie szesnastolatek? W książce Gray młodociany wampir zarówno fizycznie, jak i psychicznie zatrzymuje się na etapie dorastania – ale przecież jeśli kilkusetletni krwiopijcy mają mentalność nastolatków, to tym bardziej powinni szybko się uczyć, umiejętność przyswajania wiedzy jest przecież cechą młodości. I jak autorka wyobraża sobie lekcje, na których z jednej strony należy „unowocześnić” wampiry (np. nauczyć chłopaka ze średniowiecza, że iPodem nie sterują duchy), a z drugiej sprawić, by zwyczajni uczniowie nie domyślili się, że mają z wampirami do czynienia?
Są w książce i drobniejsze potknięcia, np. podczas pierwszego szkolnego dnia Bianki czas płynie zaskakująco szybko, ledwo skończyła się uroczystość rozpoczęcia roku, a już jest pora kolacji. Są dziwaczne zachowania bohaterów – jeden z nich, widząc biegnącą dziewczynę, uznaje, że grozi jej niebezpieczeństwo, po czym w ramach „ratowania damy w opałach” rzuca się na nią szczupakiem i przewraca na ziemię, a nastolatka bojąca się chodzącego za nią chłopaka, zamiast rozsądnie pozostać w towarzystwie znajomych, idzie samotnie w głąb nieznanego lasu, gdzie tenże chłopak może dopaść ją na osobności. O fundamentalnym pytaniu, jakim cudem ludzcy uczniowie nie zauważają, że z ich kolegami jest coś nie tak (większość wampirów ledwo potrafi skorzystać z telefonu), nawet nie wspominam.
Oczywiście można nie zwracać uwagi na te i podobne potknięcia, wszak logika niekoniecznie musi być najważniejszym składnikiem powieści dla romantycznych nastolatków. Jeśli jednak ją pominiemy, i tak niewiele zostanie. Styl, bohaterowie, fabuła – wszystkie te elementy zasługują co najwyżej na miano przeciętnych, w rezultacie czego powstaje takie sobie czytadło dla tych, którzy podczas lektury nie lubią za dużo myśleć nad sensownością przedstawionego w książce świata.
koniec
10 lipca 2010

Komentarze

10 VII 2010   12:41:32

Gratuluję autorce recenzji wytrwałości i siły do przeczytania kolejnej książki o wampirach. Nie rozumiem kto kupuje takie książki. Nikt nawet nie ukrywa, że są pisane tylko dla pieniędzy. Ciekawy jestem czy nastolatki to naprawdę tak dobry target by wydawać kolejne gnioty?

10 VII 2010   13:16:30

Niestety nie tylko nastolatki czytają "paranormale", znam też kilka kobiet po studiach, które chwalą sobie tego typu lektury. Bądź co bądź, romansidła zawsze miały stałe grono niedojrzałych emocjonalnie i czytelniczo odbiorców.

10 VII 2010   16:45:34

Biorąc pod uwagę, że nastolatki właśnie na takich powieściach dorastają, to całkiem możliwe, że podoba fascynacja wampirzymi romansami im nigdy nie przechodzi. Swoją drogą słyszałem, że w angielskich księgarniach ten gatunek zdobył już osobne miejsca na półkach pod szyldem "Paranormal romance".

10 VII 2010   17:22:56

Żadne „już”, raczej „już dawno”. U nas sprawia to wrażenie nawały, bo po „Zmierzchu” wszyscy się rzucili i wydają na wyścigi mając do dyspozycji tak na oko plon ostatnich 10 lat…

12 VII 2010   13:04:22

Powiem tak, z czystej ciekawości wpisałam sobie "książki o wampirach" - niektóre polskie księgarnie internetowe mają osobne działy poświęcone romansom z udziałem nadnaturalnych istot. Ostatnio, jak byłam w Galerii Kazimierz, pół okna wystawy Empiku zajmowały książki tego typu. Schemat jest jeden: ona + wampir (takich jest najwięcej, lekko licząc co najmniej jakieś pięć cykli teraz wychodzi), wilkołak, duch, mag... Rzadziej pojawia się sytuacja, w której to on jest zwykłym człowiekiem. Nawet okładki i tytuły są podobne. Za granicą wręczają już osobne nagrody dla autorów (raczej autorek) tegoż gatunku (ciekawe, jakie są kryteria oceny?). W każdym razie musi się to chyba dobrze sprzedawać.

Tak, czy owak "Zmierzch" stanowi swoisty fenomen: u mojej matki w pracy czyta go bardzo wiele nauczycielek - od stażystek w wieku lat dwudziestu paru po panie w wieku przedemerytalnym. Niektóre moje koleżanki doktorantki też sobie wzajemnie pożyczają. Czytałam kiedyś całkiem ciekawy artykuł na temat popularności książek Meyer, zdaje się jakaś psycholożka to pisała i moim zdaniem miało to sens. Generalnie chodziło tam o to, że pomimo lansowania feminizmu oraz typu "kobiety sukcesu", co to piękna, zaradna, ma własny biznes i dużo zarabia, prowadzi zdrowy styl życia i nie martwi się, jeśli jest sama, gdzieś w kobietach tkwi pragnienie, żeby jakiś facet się zaopiekował, chronił, martwił o wszystko i wszystko załatwiał i dla którego wybranka stanowiłaby centrum wszechświata. Zważywszy na słowa wspomnianej wyżej jednej z koleżanek mojej matki "bo ten Edward to tak się o tę Bellę troszczy", sądzę, że coś jest na rzeczy.

12 VII 2010   15:34:30

To pani Szczuka et consortes pewnie niezbyt zadowolone ze stanu literatury w świecie :D

13 VII 2010   00:12:37

Ciekawie o fenomenie "Zmierzchu" m.in. wśród starszych czytelniczek pisał ostatnio Twardoch: http://www.polityka.pl/kultura/aktualnoscikulturalne/1507024,1,fenomen-mamuski-po-zmierzchu.read

13 VII 2010   11:01:20

Przeczytałam artykuł, nawet ciekawy. Cóż, przyznam się, że przeczytałam tom pierwszy "Zmierzchu" i zgodzę się odnośnie tego, że pomimo braku "scenek" jest tam dość spore erotyczne napięcie pomiędzy bohaterami (gdybym czytając tę książkę miała lat 14 pewnie pochłaniałabym ją z zapartym tchem i myślami "kiedy oni wreszcie").

Co jeszcze bym dorzuciła: ano sądzę, że Meyer wpasowała się doskonale w coś, co określiłabym jako "uśrednioną wizję miłości idealnej" (przynajmniej dla pewnej grupy kobiet). I nie jest do końca prawdą, że z takiej wizji się wyrasta. Sądzę, że ona gdzieś pokutuje,czy się człowiek chce do tego przyznać, czy nie. Np. gdyby jakiś facet zaprosił mnie do domu i grał na pianinie coś, co sam skomponował, mówiąc, że to specjalnie dla mnie, to podejrzewam, że popadłabym w stan błogiego ogłupienia tudzież ekstazy nieledwie i tkwiła w nim co najmniej przez najbliższy miesiąc.

Wreszcie kolejny składnik: mam wrażenie, że w książce opisany jest stan największego zadurzenia, taki z samego początku związku, kiedy myśl o tym, że wieczorem zobaczy się nowo zdobytą drugą połówkę sprawia, że przez cały dzień nie da rady myśleć o niczym innym, człowiek chodzi po ulicy wyszczerzony aż go obcy ludzie zaczepiają a największym zmartwieniem jest to, czemu on jeszcze nie napisał SMSa. Niestety, mózg szybko się uodparnia na takie uniesienia i euforia mija. Tymczasem w książce jest po pierwsze przypomnienie owej euforii a po drugie - jest to tak przedstawione, że tam będzie ona trwać wiecznie: bohaterowie nie zestarzeją się, nie muszą martwić się o pieniądze, pozostaną na zawsze zanurzeni w owym błogostanie.

16 VII 2010   10:09:40

Cieszę się z wielkiego powrotu książek do łask, ale raczej nie jest to powrót w dobrym stylu. Przykre, że zamiast przeczytać coś o sensownej i oryginalnej fabule, nastolatki wybierają tak mało ambitne lekturki. Papka stworzona z romansu i fantasy należy do tych bardziej sprzedażnych gatunków, z czego korzystają autorzy pragnący zarobku, nie przekazu. Podobne, ograne sytuacje, rozterki tragicznych bohaterów oraz ograny motyw miłości zakazanej co niektórym chyba nigdy się nie znudzą.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Krótko o książkach: O czym fantazjowali Francuzi
Miłosz Cybowski

2 II 2023

„Opowieści niesamowite. Literatura francuska” są trochę jak tamtejsza kuchnia: różnorodne, ale nie zawsze łatwostrawne.

więcej »

A więc to tylko tyle
Joanna Kapica-Curzytek

1 II 2023

Najnowsza powieść katalońskiego pisarza „Spaleni w ogniu” jest nieoczywista i przewrotna. Choć może budzić niedosyt.

więcej »

Krótko o książkach: Traumatyczne dzieciństwo
Miłosz Cybowski

31 I 2023

„Zorza Polarna”, pierwszy tom serii „Mroczne materie” Philipa Pullmana, to dziwna książka. Mimo uczynienia główną bohaterką kilkunastoletniej dziewczynki, powieść porusza dość dojrzałe tematy jak na literaturę dla młodszych czytelników. Natomiast dla tych starszych może okazać się miejscami drażniąca.

więcej »

Polecamy

Cyborg, czyli mózg w maszynie

Stare wspaniałe światy:

Cyborg, czyli mózg w maszynie
— Andreas „Zoltar” Boegner

Narodziny superbohatera
— Andreas „Zoltar” Boegner

Pierwsza historia przyszłości
— Andreas „Zoltar” Boegner

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.