Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 14 sierpnia 2022
w Esensji w Esensjopedii

Dean Koontz, Kevin J. Anderson
‹Syn marnotrawny›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSyn marnotrawny
Tytuł oryginalnyProdigal Son
Data wydania3 sierpnia 2006
Autorzy
PrzekładAnna Maria Nowak
Wydawca Prószyński i S-ka
CyklFrankenstein Deana Koontza
ISBN83-7469-384-3
Format296s. 146×225mm
Cena29,90
Gatunekgroza / horror
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Czytadło pociągowe oraz syndrom drugiego tomu
[Dean Koontz, Kevin J. Anderson „Syn marnotrawny”, Dean Koontz, Ed Gorman „Miasto nocy” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
„Syn marnotrawny” Deana Koontza oraz Kevina J. Andersona jest idealnym czytadłem pociągowym. Przez takie określenie rozumiem historię, która nie nudzi, ale też nie wciąga na tyle, by czytelnik przegapił stację, na której powinien wysiąść. Gorzej z kontynuacją, czyli „Miastem nocy”, którą Dean Koontz popełnił do spółki z Edem Gormanem – użycie wobec tej książki słowa „czytadło” byłoby zbyt dużym pochlebstwem.

Anna Kańtoch

Czytadło pociągowe oraz syndrom drugiego tomu
[Dean Koontz, Kevin J. Anderson „Syn marnotrawny”, Dean Koontz, Ed Gorman „Miasto nocy” - recenzja]

„Syn marnotrawny” Deana Koontza oraz Kevina J. Andersona jest idealnym czytadłem pociągowym. Przez takie określenie rozumiem historię, która nie nudzi, ale też nie wciąga na tyle, by czytelnik przegapił stację, na której powinien wysiąść. Gorzej z kontynuacją, czyli „Miastem nocy”, którą Dean Koontz popełnił do spółki z Edem Gormanem – użycie wobec tej książki słowa „czytadło” byłoby zbyt dużym pochlebstwem.

Dean Koontz, Kevin J. Anderson
‹Syn marnotrawny›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSyn marnotrawny
Tytuł oryginalnyProdigal Son
Data wydania3 sierpnia 2006
Autorzy
PrzekładAnna Maria Nowak
Wydawca Prószyński i S-ka
CyklFrankenstein Deana Koontza
ISBN83-7469-384-3
Format296s. 146×225mm
Cena29,90
Gatunekgroza / horror
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Victor Frankenstein nie umarł, lecz przy pomocy nauki zapewnił sobie nieśmiertelność (a przynajmniej długowieczność) i wyprowadził się do Nowego Orleanu, gdzie w ukryciu kontynuuje swoje eksperymenty. Ich celem jest wyeliminowanie Starej Rasy (czyli nas, zwyczajnych ludzi) i zaludnienie Ziemi osobnikami Nowej Rasy, równie długowiecznymi, silnymi i wytrzymałymi jak ich kreator, a jednocześnie bezwzględnie mu posłusznymi.
Potwór, czyli pierwszy twór Frankensteina uszyty z ciał przestępców i ożywiony energią pioruna, również żyje. Przybrał imię Deukalion i zaszył się w tybetańskim klasztorze, którego spokój pomógł mu powściągnąć mordercze skłonności i odzyskać równowagę ducha. Jednak na wieść, że jego stwórca żyje i planuje podbić świat, wyrusza do Ameryki z zamiarem stawienia mu czoła. Frankenstein to groźny przeciwnik, ale i Deukalion nie wypadł sroce spod ogona – nie tylko jest niezwykle silny, ale też dzięki uderzeniu pioruna „poznał kwantową strukturę wszechświata” (Mary Shelley najwyraźniej zapomniała o tym wspomnieć), dzięki czemu potrafi znikać i pojawiać się w innych miejscach, a także robi fajne sztuczki z monetami. Pewnym problemem może być fakt, że Deukalion ma założoną psychiczną blokadę, która uniemożliwia mu zabicie swego stwórcy, ale od czego jest dzielna para policjantów, którzy bez większych wahań stają po jego stronie.
Rozliczanie cyklu Deana Koontza (oraz współautorów) z wierności wobec dzieła Mary Shelley nie ma sensu, bo to dwie zupełnie różne historie, nawet bohaterowie używają innych imion (ta odmienność została wyraźnie zaznaczona w tytule całego cyklu: „Frankenstein Deana Koontza”). Autorom nie chodzi też o zabawę konwencją, bo trudno za taką uznać fakt, że zamienili Frankensteina oraz Potwora rolami – teraz Potwór jest dobry, a Frankenstein zły. Cykl powinien więc bronić się samodzielnie.
Pierwszej części wychodzi to całkiem nieźle. Ma dynamiczną i nieprzeładowaną krwawymi opisami fabułę, ma całkiem sympatyczne postacie „dobrych” oraz intrygujące postacie „złych” , ma wreszcie parę ciekawych wątków dotyczących przedstawicieli Nowej Rasy – tego jak postrzegają świat, a także nas, zwyczajnych ludzi oraz swego stwórcę. Wrażenie dynamizmu wzmaga jeszcze fakt, że cała historia podzielona została na kilkadziesiąt (!) króciutkich rozdzialików. Ponadto jest to świetna książka dla ludzi roztargnionych, bo autorzy od czasu do czasu pracowicie przypominają, kto tu jest kim, jaki ma charakter, jaką przeszłość i jakie motywacje nim kierują. Dzięki temu książkę można czytać w podróży, od czasu do czasu robiąc przerwę na rozmowę ze współpasażerami, zjedzenie kanapki czy wyjrzenie przez okno. „Syna marnotrawnego” zaliczyłabym do niższych stanów średnich literatury rozrywkowej (niższe, bo od wyższych wymagam jednak więcej oryginalności), gdyby nie dwie wady. Pierwsza to kiepskie dialogi, zwłaszcza para policjantów przerzucająca się dowcipasami jak z kiepskich filmów wyjątkowo mnie irytowała. Druga to widoczne już w pierwszej części rozdymanie fabuły. Opowieść zaczyna się od śledztwa w sprawie tajemniczych morderstw – giną kobiety, które zabójca pozbawia części ciała (oczu, uszu, stóp itp.) oraz mężczyźni, którym zabiera organy wewnętrzne (serce czy wątrobę). Policjanci podejrzewają, że to ten sam seryjny morderca, który inaczej traktuje panie, a inaczej panów, lecz w rzeczywistości zbrodniarzy jest dwóch (co wyjaśnia się dość szybko, więc nie uznaję tej informacji za spojler). I o ile zabójca „od organów wewnętrznych” jest ważny dla historii Frankensteina, o tyle ten drugi nie ma z nią nic wspólnego, został dodany chyba tylko po to, żeby było więcej trupów. Zdenerwowało mnie to lekko, zwłaszcza że wątek drugiego mordercy zaczyna się obiecująco, a kończy nijako, jakby autor nagle się nim znudził. I nic z tego wątku ciekawego nie wynika, choć przecież spotkanie dwu seryjnych zabójców, którzy mają podobne metody działania, lecz zupełnie inne charaktery i motywy, jest pomysłem obiecującym.

Dean Koontz, Ed Gorman
‹Miasto nocy›

EKSTRAKT:30%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMiasto nocy
Tytuł oryginalnyCity of Night
Data wydania15 maja 2007
Autorzy
PrzekładAnna Maria Nowak
Wydawca Prószyński i S-ka
CyklFrankenstein Deana Koontza
ISBN978-83-7469-465-3
Format256s. 146×225mm
Cena29,90
Gatunekgroza / horror
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Do lektury części drugiej przystąpiłam więc z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony wiadomo, środkowe części trylogii często bywają najsłabsze, z drugiej miałam nadzieję, że wciąż będzie to sympatyczne, niezobowiązujące czytadło. I zawiodłam się, niestety. Już sam początek „Miasta nocy” atakuje akapitami, w których Dean Koontz oraz Ed Gorman przypominają, co się wydarzyło w tomie poprzednim, kto jest kim, jaką ma przeszłość… Jak w części pierwszej, tylko gorzej. Myślałam, że autorom – jak już wszystko wyjaśnią – przejdzie, ale nie, mamy środek powieści, a oni nadal przypominają i przypominają. Jakby sądzili, że przeciętny czytelnik doznaje całkowitej amnezji po przeczytaniu kilkunastu stron. Gdyby ktoś pił kieliszek wódki za każdym razem, gdy pada stwierdzenie, iż Nowa Rasa ma blokadę uniemożliwiającą zabicie swego stwórcy, nie dotrwałby trzeźwy nawet do jednej czwartej tekstu.
Ponadto daje o sobie znać to, co było widoczne już w części pierwszej, czyli rozdymanie fabuły – tyle że tutaj autorzy robią to nie poprzez wprowadzanie pobocznych wątków, lecz przez niemiłosierne rozciąganie głównych. Tak naprawdę „Miasto nocy” niemal wcale nie posuwa akcji do przodu, bo do konfrontacji z Frankensteinem dojdzie dopiero (tak sądzę) w tomie trzecim. Część druga zaś poświęcona jest przygotowaniom do owej konfrontacji, dzięki czemu czytelnik otrzymuje fascynujące rozdziały traktujące o tym, jak zdobyć nielegalną broń, jaką wybrać, gdzie ją wypróbować itp. Ponadto są też rozdziały mówiące o głębokich rozterkach Deukaliona czy osobliwych rozrywkach pracowników wysypiska śmieci, zaś wątek buntu stworzonego przez Frankensteina autystycznego Randala Sześć (jeden z ciekawszych w części pierwszej) utyka w długaśnych opisach i rusza z kopyta dopiero pod koniec książki. A już szczytem wszystkiego są dialogi pary policjantów, coraz dłuższe i coraz bardziej kiepskie. I gdyby chociaż oni rozmawiali o czekającej ich walce! Ale nie, rozmawiają o tym, jak straszne potrafią być Przytulaśne Miśki wyglądające spod kocyka, a nieszczęsny czytelnik z pianą na ustach i błyskiem szaleństwa w oczach szuka kosza na śmieci, w którym mógłby owo dzieło umieścić.
Przed całkowitą klęską część drugą ratują wątki związane z przedstawicielami Nowej Rasy, którym w oprogramowaniu coś zaczyna się sypać. Zachowują się coraz dziwniej i coraz mniej zgodnie z życzeniami swego stwórcy, zaś ich ciała mutują w osobliwe formy. I tylko pytanie „Do czego to doprowadzi?” sprawiło, że nie odłożyłam książki i być może – jeśli naprawdę bardzo będę się nudzić – sięgnę po część trzecią.
koniec
14 listopada 2007

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Przeczytaj to jeszcze raz: Pomiędzy jednym a drugim kuflem leczniczej wody
Sebastian Chosiński

14 VIII 2022

Do Vichy jeździ się po to, aby odpoczywać i popijać lecznicze wody. Skoro tam właśnie Georges Simenon wysłał Maigreta, oznacza to, że z jego organizmem nie jest najlepiej. I nic w tym dziwnego – trzydzieści lat policyjnej pracy musi odbić się na zdrowiu. Po tygodniu pobytu w uzdrowisku policjant z Paryża dowiaduje się o śmierci kobiety, którą codziennie spotykał podczas spacerów. Jak myślicie, wytrzyma czy zaangażuje się w śledztwo?

więcej »

Mała Esensja: Na moją drapaczkę!
Joanna Kapica-Curzytek

13 VIII 2022

Piąte spotkanie z tytułowym bohaterem książki „Kot Winston. Agent pod przykrywką” przynosi nam zapis szeroko zakrojonego dochodzenia w parku rozrywki. Złoczyńcy nie mają żadnych szans w potyczce z doświadczonym kocim śledczym!

więcej »

PRL w kryminale: Para mieszana, mocno zakochana
Sebastian Chosiński

12 VIII 2022

Władysław Krupka lubił kapitana Mirskiego i parokrotnie powracał do tej postaci (będącej zresztą literackim alter ego komiksowego Jana Żbika). Pisząc powieść „Skazałeś ją na śmierć”, doszedł jednak do wniosku, że prawdopodobnie nie poradzi on sobie w walce z imperialistyczną siatką szpiegowską, więc postanowił dorzucić mu do pomocy bohatera z jeszcze wyższej półki – kapitana Wojciecha Mireckiego z kontrwywiadu Służby Bezpieczeństwa.

więcej »

Polecamy

Terapia szokowa

W podziemnym kręgu:

Terapia szokowa
— Marcin Knyszyński

Seksapokalipsa
— Marcin Knyszyński

Odwieczna dialektyka
— Marcin Knyszyński

Rzeczy, które robisz w piekle, będąc martwym
— Marcin Knyszyński

Bulwar Zachodzącego Słońca 2
— Marcin Knyszyński

Borat Dzong-Un z pasem szahida
— Marcin Knyszyński

Rozkład i rozkładówka
— Marcin Knyszyński

Nowoczesny mit
— Marcin Knyszyński

Horror rzeczywistości
— Marcin Knyszyński

Osaczona
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Mroczna Diuna powstaje
— Michał Kubalski

Śladem czerwia
— Magdalena Kubasiewicz

Kura znosząca złote jajka
— Magdalena Kubasiewicz

Maska do żucia i na podróż
— Anna Kańtoch

Diuna: Reekshumacja
— Michał Kubalski

Prawdziwa twarz suspensu
— Radosław Scheller

Niezwykły dar kontra marzenia mordercy
— Grzegorz Kamiński

Prawdziwe emocje
— Bartosz Jeziorski

Krótko o książkach: Czerwiec-lipiec 2002
— Wojciech Gołąbowski, Bartosz Jeziorski, Joanna Słupek

Za maską
— Bartosz Jeziorski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.