Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 3 sierpnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Grzegorz Mathea
‹Spadek›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSpadek
Data wydania12 stycznia 2007
Autor
Wydawca superNOWA
ISBN83-7054-190-9
Format318s. 125×195mm
Cena25,50
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Afera gruntowa
[Grzegorz Mathea „Spadek” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Grzegorz Mathea udowodnił już w „IV Rzeczpospolitej”, że potrafi stworzyć przyzwoitą satyrę. W „Spadku” znów chodzi o wyśmianie rodzimej biurokracji i sfery publicznej, ale tym razem dodatkowo opakowanych w formułę powieści sensacyjnej. Jack Ryan biegający po Warszawie i CBŚ jako FBI? Z tego może wyjść tylko farsa.

Jakub Gałka, Maciej Popis

Afera gruntowa
[Grzegorz Mathea „Spadek” - recenzja]

Grzegorz Mathea udowodnił już w „IV Rzeczpospolitej”, że potrafi stworzyć przyzwoitą satyrę. W „Spadku” znów chodzi o wyśmianie rodzimej biurokracji i sfery publicznej, ale tym razem dodatkowo opakowanych w formułę powieści sensacyjnej. Jack Ryan biegający po Warszawie i CBŚ jako FBI? Z tego może wyjść tylko farsa.

Grzegorz Mathea
‹Spadek›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSpadek
Data wydania12 stycznia 2007
Autor
Wydawca superNOWA
ISBN83-7054-190-9
Format318s. 125×195mm
Cena25,50
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Haczyk polega na tym, że farsa w „Spadku”, czyli przaśność, zaściankowość i nieudacznictwo to elementy zamierzone. Książka Matei, mimo umieszczenia przez wydawcę w serii „Sensacja”, jest bowiem bardziej powieścią obyczajową, ostrą satyrą na współczesną Polskę, która to satyra z fabuły sensacyjnej bierze główny wątek napędzający akcję, a w wyśmiewaniu celuje szczególnie w policjantów i wojskowych. Jest to zresztą ta sama konwencja, w której autor umieścił swój debiut książkowy – „IV Rzeczpospolitą” – tam też sensacyjny wątek zamachu stanu był tylko pretekstem do bezkompromisowego wytykania niedostatków współczesnej Polski.
Książka teoretycznie opowiada historię poszukiwań testamentu i spadkobierców pewnego powstańca listopadowego, który emigrując do Stanów Zjednoczonych i ginąc tam za „wolność waszą”, otrzymał pośmiertnie od amerykańskiego rządu działkę ziemi – w XXI wieku będącą olbrzymim polem naftowym zajętym przez potężny koncern. Sprawą zajmuje się Departament do Spraw i Sytuacji Nadzwyczajnych Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, o tyle zainteresowany całą historią, że ktoś musi zajmować się najdziwaczniejszymi informacjami od obywateli. Zresztą, akurat rządowi polskiemu mógłby przypaść spory udział w równowartości roponośnych gruntów. Śmierć kolejnych ludzi powiązanych z testamentem powoduje, że traktowana najpierw z niedowierzaniem sprawa staje się poważna i warta zainteresowania. Perypetie Tomasza, młodego, błyskotliwego urzędnika, zajmującego się w Departamencie całą aferą, są jednak tylko pretekstem do ukazania absurdów państwowej biurokracji, przywar jej pracowników, a także mniejszych lub większych wad wszelkich innych ludzi, stających na drodze bohatera. Fabuła sensacyjna rwie się więc okrutnie, poraża liniowością i sztampą (samo umieszczenie akcji w polskich realiach nie wystarcza – wciąż są to elementy ograne) oraz podtapia się w odmętach dygresji. Trzeba przyznać, że autor zwykle wyciąga ją w ostatniej chwili na powierzchnię i akcja posuwa się jakoś do przodu, lecz, niestety, nie na długo. Irytuje postać wszechwiedzącego bohatera, który posiadając zaskakującą zdolność bezbłędnego antycypowania ruchów przeciwnika, zawsze jest o krok za mordercą. Nawet jeśli oznacza to wybieranie rozwiązań zupełnie nieprawdopodobnych, dziwnym trafem akurat zawsze najlepszych. Na fakt, iż Tomasz i jego współpracownicy, przecież zwykli cywilni urzędnicy, poczynają sobie niczym połączenie Sherlocka Holmesa z Jamesem Bondem, trzeba spuścić litościwą zasłonę milczenia.
Plusem „Spadku” jest natomiast nowoczesne spojrzenie na gatunek, w sensie wykorzystania jako motorów napędowych fabuły pieniędzy i bezosobowej, międzynarodowej korporacji, a nie zimnowojennych szpiegów czy szalonych naukowców, kierujących się pobudkami ideologicznymi. Osadzenie tej historii ściśle we współczesnych realiach – nawet płatny zabójca zdobywał swoje szlify nie w KGB czy Wietnamie (nie daj Boże, byłby już co najmniej panem w średnim wieku), ale na Bałkanach w latach 90. – tworzy całkiem fajny zarys i obietnicę akcji nie tylko trzymającej w napięciu, ale też niegłupiej i w jakiś sposób nowatorskiej. Niestety, obietnicę niespełnioną.
Jeśli chodzi o właściwą zawartość książki, czyli satyryczny obraz współczesnej Polski, to jest sporo lepiej, choć też nie idealnie. Tu z kolei grzechem jest nadmiar. Zamiast ograniczyć się do wytykania niekompetencji, głupoty, służalczości, zawiści, wąskich horyzontów, prywaty etc. etc., środowisku służb mundurowych i administracji państwowej, brnie Mathea w krucjatę przeciwko całemu społeczeństwu. Dostaje się księżom, bibliotekarkom, studentom, profesorom, sekretarkom, wujkom, ciotkom, czy, last but not least, babciom w tramwajach. Ta wendetta przeciw głupocie i złośliwe obśmiewanie wszystkich i wszystkiego przyjmuje czasem tak karykaturalne rozmiary, że aż nuży. Drobnostka (jak ta babcia walcząca o miejsce w tramwaju), która jest co najwyżej materiałem na krótki, inteligentnie i dowcipnie napisany felieton w tygodniku, w „Spadku” urasta do rangi faktu i obserwacji typowej dla Polski przełomu wieków. W potoku takich przerysowanych obserwacji giną te naprawdę ważne i interesujące. Kolesiostwo, peerelowskie nieróbstwo czy choćby banalna nieznajomość języków to ułomności powszechnie znane, ale jednak zepchnięte gdzieś w sferę domysłu, stereotypu i żartu. Okazuje się, że nie tylko zwykła „pani z okienka”, ale też najwyżsi rangą urzędnicy w Polsce nie grzeszą inteligencję, a za to rekompensują te braki niewyobrażalnymi pokładami głupoty, cynizmu i cwaniactwa. Więcej nawet, to właśnie te „szare żuczki” z najniższych szczebli, choć też niedoskonałe i spętane brakiem możliwości, utrzymują całą machinę na swoich plecach i tylko modlą się, by ci na górze zepsuli jak najmniej. Władza w oczach Mathei (co udowadniał już w „IV Rzeczpospolitej”) to zbiorowisko nieudolnych, niekompetentnych i ponurych darmozjadów.
Dobrze, że ktoś porusza takie problemy, bo refleksja, że to nie mity, że NAPRAWDĘ (a są podstawy sądzić, że autor zna się na rzeczy – patrz: następny akapit) tak wyglądają polskie wojsko i administracja publiczna, jest, delikatnie mówiąc, porażająca. Pozytywne jest również, że obracając się w takiej tematyce, nie idzie Mathea zbyt głęboko w politykę i choć przemyca aluzje do rzeczywistych osób, nie gmatwa się w przerzucanie win między lewicą a prawicą, postkomunistami a postsolidarnościowcami itp. (choć wyraźnie pokazuje, że gros słabostek i złych cech odziedziczyliśmy po Polsce Ludowej). Niestety, efekt zostaje osłabiony przez „przeginanie” i pójście w stronę karykatury – z takimi osobnikami jak u Mathei, nie tylko WP, ale i urząd miejski w Pcimiu Dolnym, nie byłby w stanie w ogóle funkcjonować. Czytelników „IV Rzeczpospolitej” może też znużyć to, iż autor obraca się cały czas w tych samych klimatach i piętnuje te same wady w podobny sposób.
Co ratuje książkę? Przede wszystkim język. Nie jest autor jakimś wirtuozem słowa, ale solidne rzemiosło, które uprawia, doskonale zdaje egzamin i książkę po prostu dobrze się czyta – nawet mimo leniwego prowadzenia akcji rozpływającej się we wtrętach i dygresjach. Rodzynki, w postaci perełek niewymuszonego słowno-skojarzeniowego humoru, pojawiających się tu i ówdzie, dodają smaku temu satyrycznemu ciastu i łagodzą jadowito-złośliwe zakalce. Wreszcie, choć dla tzw. „przeciętnego czytelnika” może to być niedostrzegalne, znakomicie, wiernie i z werwą opisuje Mathea Podlasie, na którym umieścił część akcji. Ma to nie tylko zalety humorystyczne, ale też uwiarygodnia autora w gestii komentowania układów i postaw wojskowo-urzędniczych. Bo jeśli szczegółowo i starannie odtwarza autor niewielkie podlaskie miasteczko, warszawski klub muzyczny, lotnisko czy bibliotekę, wraz z typowymi dla tych miejsc osobnikami, to może przedstawiając korytarze Sztabu Generalnego, jest równie wiarygodny?
Jeśli ktoś nie boi się złośliwości, jadowitych komentarzy i wrednych bohaterów, a nie znudziła mu się jeszcze codzienna szopka polityczna znana z telewizji, powinien sięgnąć po „Spadek” – z pewnością się nie zawiedzie, a nawet utwierdzi się w swoich poglądach na Polskę i spojrzeniu na świat, a może też znajdzie kilka nowych obiektów do narzekania? Książka powinna się spodobać również Podlasiakom (zwłaszcza bielszczanom!) – miła ciekawostka i trochę związanego z regionem humoru. Natomiast idealiści i miłośnicy sensacji powinni raczej „Spadek” ominąć.
Plusy:
  • humor (miejscami)
  • wiarygodność
  • satyra w słusznej sprawie
Minusy:
  • wątek sensacyjny tylko jako kamuflaż i pretekst
  • czasem przesadna karykaturalność
  • jadowitość i złośliwość w wyśmiewaniu
  • częściowe powielanie tematyki poprzedniej książki
koniec
22 grudnia 2007

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Karmienie bestii
Sebastian Chosiński

2 VIII 2021

Chciałoby się powiedzieć: umarł Amos Oz, niech żyje Yishai Sarid. To – oczywiście – pewna przesada, ale nie zmienia ona faktu, że autor wydanego kilka lat temu w Polsce „Limassol” i opublikowanego w tym roku „Potwora pamięci” wypełnia choć trochę lukę po zmarłym przed niespełna trzema laty wybitnym izraelskim pisarzu. Zwłaszcza że w swojej twórczości podejmuje tematy fundamentalne dla swojej ojczyzny.

więcej »

Krótko o książkach: Znakomita zabawa
Joanna Kapica-Curzytek

1 VIII 2021

Znane baśnie, opowiedziane w nowych wersjach, zwracają uwagę na szereg społecznych problemów związanych z nierównościami, szczególnie z dyskryminacją kobiet. „Kopciuszek i szklany sufit” to spora dawka humoru, ale i ostre spojrzenie na otaczającą nas rzeczywistość.

więcej »

Rodzinne tragedie
Marcin Mroziuk

31 VII 2021

Drugie spotkanie z Krystyną Lesińską okazuje się zaskakujące pod wieloma względami. Nie dość bowiem, że akcja „Lata utraconych” toczy się prawie dwie dekady wcześniej niż zasadniczy wątek „Wiosny zaginionych”, to jeszcze główna bohaterka powieści Anny Kańtoch musi zmierzyć się z wyjątkowo skomplikowaną zagadką kryminalną, w której fałszywych tropów zdecydowanie nie brakuje.

więcej »

Polecamy

Imitacje

W podziemnym kręgu:

Imitacje
— Marcin Knyszyński

„Wolność”
— Marcin Knyszyński

Niektórzy po prostu chcą patrzeć, jak świat płonie
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Panaceum na Rzeczpospolitą
— Maciej Popis

Tegoż autora

Więcej wszystkiego co błyszczy, buczy i wybucha?
— Miłosz Cybowski, Jakub Gałka, Wojciech Gołąbowski, Adam Kordaś, Michał Kubalski, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Nieprawdziwi detektywi
— Jakub Gałka

O tych, co z kosmosu
— Paweł Ciołkiewicz, Jakub Gałka, Jacek Jaciubek, Adam Kordaś, Michał Kubalski, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Wszyscy za jednego
— Jakub Gałka

Pacjent zmarł, po czym wstał jako zombie
— Adam Kordaś, Michał Kubalski, Jakub Gałka, Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Jarosław Robak, Beatrycze Nowicka, Łukasz Bodurka

Przygody drugoplanowe
— Jakub Gałka

Ranking, który spadł na Ziemię
— Sebastian Chosiński, Artur Chruściel, Jakub Gałka, Jacek Jaciubek, Michał Kubalski, Jarosław Loretz, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Ludzie jak krewetki
— Jakub Gałka

Katana zamiast pazurów
— Jakub Gałka

Trzy siostry Thorgala
— Jakub Gałka

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.