Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 12 listopada 2019
w Esensji w Esensjopedii

‹Kochali się, że strach›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKochali się, że strach
Data wydania21 września 2007
Wydawca Fabryka Słów
ISBN978-83-60505-83-0
Format432s. 125×195mm
Cena25,—
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Kup wSelkar.pl: 22,00 zł
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Nie ma się czego bać, czyli o miłości razy 13
[„Kochali się, że strach” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Debiutanci i młodzi, publikowani już pisarze, uczestnicy warsztatów pisarskich konkurencji, czyli Fahrenheita – to autorzy opowiadań zawartych w antologii „Kochali się, że strach”. Przy czym należy zaznaczyć, że są to nowe teksty, niemaglowane na forum Fahrenheita, ale napisane przez już uprzednio przemaglowanych twórców. Prawdopodobnie temu maglowi zawdzięczać należy fakt, że to naprawdę niezła antologia.

Michał Kubalski

Nie ma się czego bać, czyli o miłości razy 13
[„Kochali się, że strach” - recenzja]

Debiutanci i młodzi, publikowani już pisarze, uczestnicy warsztatów pisarskich konkurencji, czyli Fahrenheita – to autorzy opowiadań zawartych w antologii „Kochali się, że strach”. Przy czym należy zaznaczyć, że są to nowe teksty, niemaglowane na forum Fahrenheita, ale napisane przez już uprzednio przemaglowanych twórców. Prawdopodobnie temu maglowi zawdzięczać należy fakt, że to naprawdę niezła antologia.

‹Kochali się, że strach›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKochali się, że strach
Data wydania21 września 2007
Wydawca Fabryka Słów
ISBN978-83-60505-83-0
Format432s. 125×195mm
Cena25,—
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Kup wSelkar.pl: 22,00 zł
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Wątkiem przewodnim zbioru była – a to niespodzianka! – miłość. Autorzy podeszli do niej rozmaicie – i bardzo dobrze, inaczej temat zbrzydłby szybciej niż walentynkowe lukrowe serduszko.
Zacznę od mocnego uderzenia: „Tylko mnie kochaj” Wiktorii Semrau to jedno z dwóch najlepszych opowiadań zbioru. Trójka niby zwykłych osób, dla których prawdziwa miłość może być bardzo dosłownym ratunkiem. I ta czwarta, która miłości łaknęła najbardziej, bo jej nie miała. Bardzo miło, że autorka wkręciła w tekst nawiązanie do Carrolla, z którego wzięła inspirację albo i sam pomysł (niekoniecznie z „Krainy Chichów” – choć stąd też – ale nawet bardziej z opowiadania „Pan Fiddlehead” ze zbioru „Upiorna dłoń”, gdzie Carroll opisał prawie taką samą sytuację, ale z zupełnie innego punktu widzenia). Dzięki temu „Tylko mnie kochaj” nie jest naśladownictwem czy plagiatem, lecz hołdem i świeżym wykorzystaniem motywu. Spokojna narracja, bohaterowie niepapierowi i obdarzeni rysem prawdziwości, przemyślana fabuła i struktura tekstu – same plusy.
Dla kontrastu opowiadanie „Detox” Karola Makawczyka jest zwyczajnie niedobre. Dęte wykłady o przemianach świata zarówno w opisach, jak i w dialogach/monologach, próba wrzucenia filozofii i „głębi” (nieudana), opisy zamiast przekazu, a koniec końców i tak kończymy w knajpie, która wbrew deklaracjom o zmianach nie różni się od dzisiejszych tego typu lokali. Wszystkie światowe wynaturzenia mamy po prostu oznajmione, a nie ukazane. Wygląda to tak, jakby wstępne dylematy bohatera, mającego stworzyć opowiadanie SF o miłości, dotyczyły także autora – on też miał temat, ale nie wiedział, co napisać i jak to zrobić.
„Na końcu świata” Andrzeja Sawickiego to niezłe opowiadanie SF, a nawet space operowe. Sympatyczny oszust i jego statek obdarzony osobowością dawnej kochanki napotykają w przestrzeni… smoka. Olbrzymiego, śpiącego, ale już wkrótce bardzo głodnego smoka. Akcja toczy się żwawo, ma swoje zakręty, językowo także dobrze – ot, przyzwoite opowiadanie SF.
Paweł Grochowalski stworzył „Serce na dłoni” – szorta, który jest miłym drobiażdżkiem o ludzkich i nieludzkich zwyczajach, tyle że bardzo przewidywalnym. Właściwie sam tytuł… i już nic więcej nie mówię.
„Imponderabilia” Aleksandry Janusz to opowiadanie, którego właściwie już teraz nie pamiętam. Aha, to o tym małym impie, który niezdarnie stara się pomóc swemu panu – czarownikowi, który go przywołał – w miłosnych podbojach, nie rozumiejąc praktycznie nic z człowieczych konkurów. No cóż, opowiadanie niezłe, do przeczytania, ale – jak stwierdziłem – nie do zapamiętania.
Kolejnym tego typu opowiadaniem jest „Głóg” Daniela Grepsa. Ta dziejąca się w naszych czasach bajka o dentyście, który jako zapłatę dostaje od dziwnego klienta dziewczynę, nie zostaje na długo w głowie. Może dlatego, że za dużo w niej niewiadomych? A może dlatego, że to bajka, w której morał jest pominięty?
„A imię jej Grace” Aleksandry Zielińskiej zawiera bardzo dużo nawiązań – od początkowego cytatu z piosenki U2, przez fabularne i stylistyczne tricki rodem ze Stephena Kinga, aż po filmowego „Harry’ego Angela” i „Adwokata diabła”. Nawet Bułhakowski Behemot się tu znalazł. A wszystko to sprawnie połączone w opowieści o pisarzu i powtórnej szansie na miłość.
Krzysztof Skolim w „Wielbłądach za Annę” niestety nie dał rady stworzyć wiarygodnych postaci i wydarzeń. Wprawdzie to opowiadanie o nanotechnologicznych wynalazkach i orgazmicznych podróżach międzygwiezdnych czytało się nieźle, ale nie broni się przed nawet mało wnikliwą analizą. Ponoć bardzo groźne wywiady korporacyjne nie są w stanie wydusić z bohatera podstawowych informacji ani przejąć przewożonego taksówką bagażową Bardzo Ważnego Serwera. Zakochany bohater godzi się oddać swe serce na eksperymenty brata-geniusza ukochanej, który w dodatku zachowuje się jak jej alfons. Tantryczny seks pozwala na wizualne podróże do innych układów gwiezdnych, ale nikogo to nie dziwi. Pretekstowe te zagrożenia, papierowe postaci, więc i tekst nie zachwyca.
Karoliny Majcher „Fantastyczna miłość” – o, i to jest fajne. Życiowe takie, boleśnie realne, a przy tym dyskretnie fantastyczne. Fajna ekstrapolacja – to jest to, co się robiło w starej dobrej fantastyce – ekstrapolowało się to, co już widoczne, a polityka prorodzinna posunięta do ekstremum jest w sumie logiczną odpowiedzią na obecny kryzys demograficzny. A w centrum tej historii dwójka desperatów, pragnących wreszcie poukładać sobie życie zgodnie z narzucanym społecznie wzorcem. Kto wie, może tak i będzie. Bardzo dobre. No i emocje – tych nie brakuje i wybrzmiewają prawdziwie.
„Cała prawda o PPM” Martyny Raduchowskiej początkowo zirytowała mnie ogranym ujęciem postmodernistycznej niby-bajki o zakochanym królewiczu, zakochanej (ale w innym) królewnie i przemądrzałej wiedźmie, ale pod koniec… wzruszyła. Bo za miłością nie trafisz. Zajdzie od tyłu i sprzeda kopa. W tym opowiadaniu udało się przekazać tę „prawdę życia i prawdę ekranu”.
„Miód z moich żył” Rafała W. Orkana to tekst będący częścią większego cyklu. To akurat dobrze, bo aluzje do realiów nieopisanych w tekście dają wrażenie bogactwa świata. A ten jest ciekawy: Wieczne Miasto Vakkerby przypomina Nowe Crobuzon (chociaż jak wynika z forumowych komentarzy, treść powieści Chiny Mieville’a nie miała wpływu na wizję autora tego opowiadania) – mutacje, niezrozumiała dla mas polityka klas wyższych, organiczne eksperymenta, rozruchy, zepsucie, brud, smród i ubóstwo. Bohaterami utworu są współlokatorzy: chłopak, krwawiący złocistym miodem o właściwościach narkotycznych i sześcioręka dziewczyna-pająk – starający się przetrwać i znaleźć miłość w trudnych realiach miasta. Początek opowiadania jest jednak zdecydowanie przegadany. Przez pierwsze pięć stron dwa zdania, łącznie pięć słów dialogu – to jednak za mało, zwłaszcza przy barokowych opisach. Potem jest już lepiej, ale i tak za mało realiów przesącza się osmotycznie do świadomości czytelnika. Zakończenie jest niejednoznaczne, pozostawia pewne napięcie, co bynajmniej nie jest zarzutem. Ogólnie niezłe opowiadanie, opisujące świat o dużym potencjale, nieco przytłoczony tylko zbyt obszernymi opisami.
„Wielkie, magiczne… hm…” Konrada Romańczuka – pierwsza uwaga – nie lubię tego typu „mrugnięć” jak nazywanie bohatera Abecedyx. Mam to w „Asteriksie”, wystarczy, poza tym komiksem to już nie śmieszy. I niepotrzebne jest, bo nic nie wnosi. Abecedyx jest magiem, który wraz ze swoim asystentem, krasnoludem o nader ograniczonym słownictwie, zawitał do Hurenburga – miasta burdeli. I od razu natrafił na dwie chędożące się… kamienice. Oczywiście takiej tajemniczej sprawy nie zostawia się gwardzistom. Opowiadanie zachowuje schemat jak z Conan Doyle’a: detektyw rozwiązuje zagadkę w asyście mniej rozgarniętego pomocnika, po czym wyjaśnia tępemu policjantowi co i jak, a ten w zachwycie przyjmuje „sugestie” co do sposobu dalszego działania. Zakończenie jest nieco zaskakujące, lecz logiczne. Niestety, niektóre zastosowane metafory i skojarzenia zatrącają Uznańskim, tzn. są bardzo fizjologiczne i no cóż… wstrętne, ale jednak aż takiego poziomu ohydy nie osiągają.
Na koniec „Dożywocie” Marty Kisiel – sympatycznie. To chyba najlepsze podsumowanie tego humorystycznego opowiadania o podupadłej willi, w której straszy (między innymi) kichający anioł, i jej nowym właścicielu – aspirującym pisarzu na tropie swego Opus Magnum. A dożywocie objawi swój prawdziwy charakter dopiero na końcu.
Najlepszymi tekstami antologii są „Fantastyczna miłość” i „Tylko mnie kochaj”. Ale myślę, że każdy znajdzie w tym zbiorze co najmniej jedno opowiadanie, które przypadnie mu do gustu i nie musi to być jedno z tych, które akurat spodobały się mnie.
Antologię wypada zatem docenić, a inicjatywę promowania debiutantów i młodych autorów pochwalić. Bowiem podobnie jak uprzednio „Bez bohatera” i „Polowanie na lwa”, ten zbiór opowiadań autorów będących dopiero na starcie literackiej drogi przynosi teksty zaskakująco różnorodne i dojrzałe. Oby tak dalej!
koniec
27 grudnia 2007

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Przeczytaj to jeszcze raz: „Legalnie” nadal brzmi świetnie!
Joanna Kapica-Curzytek

11 XI 2019

Czy po sześćdziesięciu dwóch (!) latach od wydania „Do przerwy 0:1” może być jeszcze atrakcyjną lekturą? Jak najbardziej tak!

więcej »

Wymyślamy czy odkrywamy?
Joanna Kapica-Curzytek

10 XI 2019

„Plusy i minusy”, których autorem jest (bardzo!) młody doktor filozofii matematyki, przekonują, że królowej nauk nie trzeba się bać. I słusznie. Ale to tylko jedna z wielu książek popularyzujących matematykę i jej historię.

więcej »

Amour znaczy miłość
Marcin Mroziuk

8 XI 2019

Kiedy na początku książki Katarzyny Ryrych obserwujemy główną bohaterkę odprowadzającą kilkuletnią Amour do szkoły, może się nam wydawać, że to będzie historia, jakich sporo znamy z realnego życia. Ot, kolejna samotna matka, która zaliczyła wpadkę w młodym wieku, więc teraz woli trzymać się z dala od mężczyzn. W miarę czytania „Małej Jerzego” dostrzegamy jednak, że jest to zdecydowanie bardziej skomplikowana opowieść.

więcej »

Polecamy

„I Have a Dream”

Na rubieżach rzeczywistości:

„I Have a Dream”
— Marcin Knyszyński

Koszmarna teofania
— Marcin Knyszyński

Nowe rozdanie
— Marcin Knyszyński

Prawdziwe kłamstwa
— Marcin Knyszyński

„Normalni” szaleńcy
— Marcin Knyszyński

Dwadzieścia sroczych ogonów
— Marcin Knyszyński

Kto tu jest chory?
— Marcin Knyszyński

„Osacza nas zewsząd wug!”
— Marcin Knyszyński

Otwórz oczy!
— Marcin Knyszyński

Zapchajdziura
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż autora

To nie jest straszne
— Michał Kubalski

W krzywym zwierciadle: Europejskie wakacje Pająka
— Michał Kubalski

Film, który poszedł naprzód
— Michał Kubalski

Good comic gone bad, czyli space opera rom-com
— Michał Kubalski

Więcej wszystkiego co błyszczy, buczy i wybucha?
— Miłosz Cybowski, Jakub Gałka, Wojciech Gołąbowski, Adam Kordaś, Michał Kubalski, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Nie taki dobry dinozaur
— Michał Kubalski

O tych, co z kosmosu
— Paweł Ciołkiewicz, Jakub Gałka, Jacek Jaciubek, Adam Kordaś, Michał Kubalski, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Po rozum do głowy
— Michał Kubalski

Poszerzenie pola walki
— Michał Kubalski

Czego oczy nie widziały
— Michał Kubalski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.