Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 29 września 2020
w Esensji w Esensjopedii

‹Wriemia uczenikow 1›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWriemia uczenikow 1
Data wydania1997
RedakcjaAndriej Czertkow
Wydawca AST, Terra Fantastica
CyklMiry brat’jew Strugackich
ISBN5-7921-0076-4
Gatunekfantastyka, humor / satyra
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Strugaccy ponad wszystko
[„Wriemia uczenikow 1”, „Wriemia uczenikow 2”, „Wriemia uczenikow 3” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Nie da się ukryć – uważam braci Strugackich za jednych z najlepszych twórców fantastyki. „Piknik na skraju drogi”, „Ślimaka na zboczu”, „Miliard lat przed końcem świata”, „Poniedziałek zaczyna się w sobotę”, „Porę deszczów” czy wreszcie – niedocenione u nas – „Miasto skazane” (że wymienię tylko kilka tytułów z brzegu) mógłbym czytać na okrągło. Równie chętnie zapoznałbym się z innymi tekstami ich autorstwa; cóż, skoro dotarłem już do wszystkich, także do tych nie tłumaczonych w Polsce, na nowe nie ma co liczyć, a to, co wychodzi spod pióra Borysa Strugackiego (występującego pod pseudonimem S. Witicki) ani mnie ziębi, ani grzeje… Jakaż więc była moja radość, gdy w jednym z warszawskich Empików wpadła w me ręce książka wydana w 1997 roku przez moskiewskie wydawnictwo AST do spółki z petersburską „Terra Fantasticą”, nosząca tytuł „Wriemia uczenikow” („Czas uczniów”), otwierająca serię „Miry brat’jew Strugackich”.

Paweł Laudański

Strugaccy ponad wszystko
[„Wriemia uczenikow 1”, „Wriemia uczenikow 2”, „Wriemia uczenikow 3” - recenzja]

Nie da się ukryć – uważam braci Strugackich za jednych z najlepszych twórców fantastyki. „Piknik na skraju drogi”, „Ślimaka na zboczu”, „Miliard lat przed końcem świata”, „Poniedziałek zaczyna się w sobotę”, „Porę deszczów” czy wreszcie – niedocenione u nas – „Miasto skazane” (że wymienię tylko kilka tytułów z brzegu) mógłbym czytać na okrągło. Równie chętnie zapoznałbym się z innymi tekstami ich autorstwa; cóż, skoro dotarłem już do wszystkich, także do tych nie tłumaczonych w Polsce, na nowe nie ma co liczyć, a to, co wychodzi spod pióra Borysa Strugackiego (występującego pod pseudonimem S. Witicki) ani mnie ziębi, ani grzeje… Jakaż więc była moja radość, gdy w jednym z warszawskich Empików wpadła w me ręce książka wydana w 1997 roku przez moskiewskie wydawnictwo AST do spółki z petersburską „Terra Fantasticą”, nosząca tytuł „Wriemia uczenikow” („Czas uczniów”), otwierająca serię „Miry brat’jew Strugackich”.

‹Wriemia uczenikow 1›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWriemia uczenikow 1
Data wydania1997
RedakcjaAndriej Czertkow
Wydawca AST, Terra Fantastica
CyklMiry brat’jew Strugackich
ISBN5-7921-0076-4
Gatunekfantastyka, humor / satyra
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Na samym początku podkreślić muszę, iż – przynajmniej jeśli chodzi o literaturę – nie ma dla mnie żadnych świętości. Uważam, że każdy, kto ma ochotę i czuje się na siłach może wziąć na warsztat dzieło mistrza i, wykorzystując wykreowane przezeń światy, sytuacje oraz postaci, spróbować pociągnąć zakończone – wydawałoby się – wątki, dopisać diametralnie odmienne zakończenie lub też w oparciu o pomysły uznanego twórcy przedstawić całkiem nowe historie. Albo też zrobić cokolwiek innego, co tylko jego fantazja jest mu w stanie podpowiedzieć.
Hulaj dusza, piekła nie ma!
Na marginesie – świadomie pomijam w niniejszych rozważaniach etyczne oraz prawne aspekty takiej działalności, o ile bowiem w kwestiach etycznych czerpanie z cudzych koncepcji literackich może budzić sprzeciw, to na gruncie prawnym istnienie czegoś takiego jak patent na wykreowaną rzeczywistość lub postaci bohaterów – przynajmniej na gruncie prawa polskiego – jest mi nie znane. Zresztą, nie o tym chciałem opowiedzieć.
Wracając do meritum – w wychwalanej przeze mnie swobodzie twórczej jest jedno „ale”: nie każde powołane w ten sposób do istnienia „fanfiction” musi ujrzeć światło dzienne. Dam przykład: po raz pierwszy z tym zjawiskiem miałem okazję zetknąć się przy okazji lektury „Gwaihira”, fanzinu wydawanego w drugiej połowie lat osiemdziesiątych przez Sekcję Tolkienowską Śląskiego Klubu Fantastyki. Pamiętam do dziś, że utwory Williama Maddoxa, Roba Beattie czy Huberta Sawy nawet na mym młodym umyśle, zafascynowanym dopiero co ukończoną Trylogią, wywarły nieodparte – niekoniecznie pozytywne – wrażenie. Czegoś mi w tych amatorskich próbach literackich, wyrosłych na pożywce fanowskiego entuzjazmu, brakowało; wtedy nie byłem w stanie tego wyartykułować, dziś już wiem, że ów entuzjazm to za mało, by stworzyć coś naprawdę wartościowego. Trzeba jeszcze mieć talent – talent do pisania i do fantazjowania. Bo i do takiej roboty potrzebna jest, moim zdaniem, spora dawka wyobraźni; dobre chęci nie wystarczą do stworzenia interesującej opowieści, historii, która sama w sobie stanowić będzie nową literacką jakość.
Jakość taka ma szansę powstać przede wszystkim wtedy, gdy do roboty weźmie się pisarz już uznany, mający za sobą pokaźny literacki dorobek. Z polskich autorów autorem takim jest Marek Oramus, który w bardzo dobrych moim zdaniem „Trudno nie być bogiem” oraz „Miejscu na Ziemi” odwołał się do znanych powieści – odpowiednio – Arkadija i Borysa Strugackich („Trudno być bogiem”) i Stanisława Lema („Powrót z gwiazd”), oddając jednocześnie – jak sądzę – swoisty hołd wymienionym twórcom. O ile pierwsze z wymienionych opowiadań przeszło raczej bez echa (nie miał kto wstawić się za autorami oryginału, a może krąg czytelników nie był zbyt szeroki z racji pierwotnej publikacji w niezbyt powszechnie dostępnych „Problemach”), to drugie, opublikowane w roku 1999 na łamach „Nowej Fantastyki”, wzbudziło wielkie emocje i sporo kontrowersji; niektórzy zarzucili Oramusowi szarganie świętości, sam Lem ponoć się na autora obraził… Że jednak „Miejsce…” nie było takie złe świadczyć może fakt przyznania mu nagrody „Sfinksa” za najlepsze polskie opowiadanie roku.
O ile u nas proceder taki nie należy do popularnych, to w Rosji ostatnimi czasy na bazie uznanych dzieł powstało wiele utworów autorstwa zarówno amatorów czystej wody, jak i tych, dla których pisanie stanowi podstawowe – o ile nie jedyne – źródło utrzymania. Do pierwszej grupy zaliczyć można na przykład niejakiego Farita Achmedżanowa, który w zamieszczonym w internetowym piśmie „Aktiwnaja organika” opowiadaniu „Zapiski pewnego orka” z iście haszkowym poczuciem humoru przedstawił stosunki panujące pośród sauronowych orków, do drugiej zaś – Nika Pierumowa oraz Kiryłła Jeskowa. Pierumow napisał kolejną trylogię dziejącą się w świecie Śródziemia, kilkadziesiąt lat po wydarzeniach opisanych we „Władcy Pierścieni”, Jeskow zaś w „Ostatnim Władcy Pierścieni” podaje „prawdziwą” wersję Wojny o Pierścień i wydarzeń, które nastąpiły po jej zakończeniu.

‹Wriemia uczenikow 2›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWriemia uczenikow 2
Data wydania1998
RedakcjaAndriej Czertkow
Wydawca AST, Terra Fantastica
CyklMiry brat’jew Strugackich
ISBN5-7921-0222-X
Gatunekfantastyka, humor / satyra
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Ale kolejne klony Tolkiena to nie wszystko. Czas najwyższy na poważnie pogadać o Arkadiju i Borysie Strugackich.
Nie da się ukryć – uważam braci Strugackich za jednych z najlepszych twórców fantastyki. „Piknik na skraju drogi”, „Ślimaka na zboczu”, „Miliard lat przed końcem świata”, „Poniedziałek zaczyna się w sobotę”, „Porę deszczów” czy wreszcie – niedocenione u nas – „Miasto skazane” (że wymienię tylko kilka tytułów z brzegu) mógłbym czytać na okrągło. Równie chętnie zapoznałbym się z innymi tekstami ich autorstwa; cóż, skoro dotarłem już do wszystkich, także do tych nie tłumaczonych w Polsce, na nowe nie ma co liczyć, a to, co wychodzi spod pióra Borysa Strugackiego (występującego pod pseudonimem S. Witicki) ani mnie ziębi, ani grzeje… Jakaż więc była moja radość, gdy w jednym z warszawskich Empików wpadła w me ręce książka wydana w 1997 roku przez moskiewskie wydawnictwo AST do spółki z petersburską „Terra Fantasticą”, nosząca tytuł „Wriemia uczenikow” („Czas uczniów”), otwierająca serię „Miry brat’jew Strugackich”.
„Powinienem od razu się przyznać: na początku zupełnie nie spodobała mi się idea tej książki. Przeczyła ona wszystkim mym wyobrażeniom o skończoności utworu literackiego. Jeśli opowieść została zakończona, to jest ona zakończona zupełnie i na zawsze. Nic dodać, nic ująć. Ani poprawić, ani tym bardziej dopisywać. Jak kurze jajko. Nie da się „kontynuować” ani „rozwinąć” kurzego jajka, w najlepszym razie można je co najwyżej powtórzyć. A jaki jest sens powtarzać nawet największe z utworów literackich? Tak, powiecie, ale jajko kurze można, na przykład, ugotować lub usmażyć. Tak, odpowiem, jednak jajecznica albo „jajko w szklance” to już nie jest to samo jajko. To już, że tak powiem, inny gatunek. Ekranizacja na przykład. Albo inscenizacja. Albo balet na motywach. Mocno wątpiłem w to, że z pomysłu Andrieja Czertkowa cokolwiek wyjdzie” – tak rozpoczął wstęp do „Czasu uczniów” Borys Strugacki. I dalej pisał: „teraz, gdy ta antologia leży przede mną, już gotowa i przeczytana, wcale nie żałuję swej ustępliwości. Eksperyment udał się. Światy, wymyślone przez Strugackich, otrzymały kontynuacje, przy okazji, niepotrzebnie zresztą, udowadniając swoje prawo do istnienia niezależnego od swych twórców. Zawsze podejrzewałem, że dokładnie przemyślany i dobrze wymyślony literacki świat, wyrwawszy się na wolność, uzyskuje samodzielny byt – w umysłach swych czytelników. Zaczyna żyć według jakichś swoich osobistych prawideł, obrastając licznymi nowymi szczegółami i detalami, w które usłużnie zaopatruje je czytelnicza wyobraźnia. I zostaje tylko żałować, że nie istnieje jakiś supermentoskop, z pomocą którego można by ten wielokrotnie ubogacony i skomplikowany świat uczynić dobrem powszechnie dostępnym. Cóż, antologia ta co prawda nie do końca spełnia oczekiwania, to jednak stanowi namiastkę takiego urządzenia – przekazuje nam światy, do których się przyzwyczailiśmy, ujrzane innymi oczyma i wzbogacone inną wyobraźnią”.
Zacytowałem tak długi fragment, chciałem bowiem za jego pomocą wyjaśnić, dlaczego lubię czytać dobrze napisane – że pozwolę sobie na użycie niezbyt chyba adekwatnego w tym akurat konkretnym przypadku określenia – fanfiction. I, oczywiście, również po to, by przedstawić opinię na temat całego projektu osoby najbardziej chyba zainteresowanej, od której tak naprawdę wszystko się zaczęło (swoją drogą, czy Stanisław Lem przyklasnąłby podobnemu pomysłowi?; czy gdyby np. Ziemkiewicz, Sapkowski, Żerdziński, Dukaj, Białołęcka czy Huberath chcieli oddać Mu hołd pisząc teksty na motywach jego dzieł i kompilując z nich antologię, którą na dodatek ktoś by chciał wydać, to czy spotkałby się choćby z milczącym przyzwoleniem, by nie rzec akceptacją Mistrza?; śmiem wątpić – reakcja Lema na „wybryk” Oramusa nie daje podstaw do odmiennego zdania; jednocześnie uważam, że projekt taki odniósłby spory sukces komercyjny).
Jakie to zresztą „fanfiction”! No, chyba że zapomnimy o własnych dorobkach autorów opowiadań i powieści zamieszczonych w „Czasie uczniów”, i uznamy ich tylko za czytelników zafascynowanych prozą braci Strugackich…

‹Wriemia uczenikow 3›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWriemia uczenikow 3
Data wydania2000
RedakcjaAndriej Czertkow
Wydawca AST, Terra Fantastica
CyklMiry brat’jew Strugackich
ISBN5-17-000541-5
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Spójrzmy: w pierwszym tomie (tak, pierwszym, bo w 1998 roku światło dzienne ujrzał tom drugi, w 2000 roku zaś – trzeci tom „Czasu uczniów”; wydawca zarzeka się, że na tym już koniec) znaleźć można utwory Siergieja Łukianienki (znakomity tekst dziejący się w rzeczywistości znanej z powieści „Poniedziałek zaczyna się w sobotę”), Anta Skalandisa (świetna wariacja na temat „Pory deszczów”), Leonida Kudriawcewa („I myśliwy…” – realia „Pikniku na skraju drogi”; opowiadanie kilka lat temu wydrukował „Fenix”; mocna rzecz, nieprawdaż?), Nikołaja Romanieckiego (też „Piknik…”, także znakomite: możemy na wydarzenia opisane w „Pikniku…” i następujące po nich spojrzeć oczyma żony i córki Shoeharta), Wiaczesława Rybakowa („Miliard lat…” – jeden ze słabszych moim zdaniem fragmentów zbioru), Andrieja Łazarczuka („Południe, XXII wiek”) oraz Michaiła Uspienskiego (kontynuacja „Przyjaciela z piekła”; zdecydowanie najlepszy tekst pierwszego tomu, rozwijający dzieło mistrzów w zupełnie niespodziewanym kierunku; a że do tego Uspienski sam z siebie ma talent – cóż, powieść jak najbardziej zasłużenie zebrała kilka fandomowych nagród…). Na zakończenie – esej Wadima Kazakowa.
W tomie drugim również znaleźć można nazwiska czołówki współczesnej rosyjskiej fantastyki, zebrane w nim teksty nie wzbudziły już jednak we mnie takiego zachwytu, jak było to w przypadku utworów z tomu pierwszego. Kogóż zatem tutaj mamy? Ano, Wasilija Szczepietniewa z epilogiem do „Krainy purpurowych obłoków”, ponownie Siergieja Łukianienkę z kontynuacją „Drapieżności naszego wieku”, Nikołaja Jutanowa (rozwinięcie wątków z „Poniedziałku…” oraz „Bajki o Trójce”), Daniela Kługiera z zabawnym nawiązaniem do „Drugiego najazdu Marsjan”, Władimira Wasiliewa (ciekawostka: to kontynuacja nie utworu Strugackich, lecz tekstu W. Rybakowa z pierwszego tomu antologii), Pawła Amnuela, który okrasił swoją opowieść ze świata „Żuka w mrowisku” elementami cyberpunku, Aleksandra Jetojewa (znów „Południe, XXII wiek”), Leonida Filippowa („Żuk…”, „Fale tłumią wiatr”), Andrieja Izmaiłowa ze swobodną wariacją na temat „Drapieżności…” oraz Eduarda Geworkiana (publicystyka!).
I wreszcie tom trzeci, ciut chyba lepszy od drugiego, a w nim: Andriej Łazarczuk („Daleka tęcza”), Władimir „Wocha” Wasiliew z opowiadaniem inspirowanym cyklem wczesnych opowiadań „Stażyści”, Aleksander Szczegoliew z powieścią „Pik Żilina”, chyba najlepszym utworem w tym tomie (Iwan Żilin, znany z kilku wczesnych utworów Braci, trafia w sam środek sensacyjnej rozgrywki wywiadów rodem z Forsythe’a czy innego Ludluma), Nikołaj Romaniecki (realia Lasu ze „Ślimaka…”), Jelena Pierwuszyna („Trudno być bogiem”), Aleksander Chakimow („Żuk…”, „Przenicowany świat”), Nikita Fiłatow („Piknik…”), Stanisław Gimadiejew (ponownie Las), Aleksandr Jetojew („Opowieść o przyjaźni i nieprzyjaźni”) i wreszcie Wiaczesław Rybakow w nostalgicznym opowiadaniu, w którym bohaterowie utworów Strugackich spotykają się ze swoimi stwórcami…
Pierwszy tom „Czasu uczniów” jest zdecydowanie najlepszy, choć i w dwóch pozostałych jest sporo dobrej – lub wręcz bardzo dobrej – literatury. Niemal wszystkie pomieszczone w nich utwory przeczytałem z wielką przyjemnością, delektując się możliwością odbycia ponownej wizyty w znanych mi realiach książek Strugackich. Przyjemność ta była tym większa, że znaczna część autorów opowiadań i powieści z „Czasu…” stanęła na wysokości zadania, i tylko niektórzy (taki Gimadiejew na przykład) zanotowali ewidentną obsuwę. Mamy tu bezpośrednie odwołania do prozy Braci (większość tekstów), jak i przypadki, w których koncepcje Strugackich, po przenicowaniu (he he), nabierają zupełnie nowych, niespodziewanych kształtów, kroczą w zaskakujących kierunkach i zaczynają żyć własnym życiem (najlepszym przykładem powieść Michaiła Uspienskiego z pierwszego tomu).
W sumie – ocena jak najbardziej pozytywna. Mocna czwórka.
Pozostaje mi tylko czekać, że pan redaktor Czertkow nie dotrzyma słowa i świat dzienny ujrzy skompilowany przezeń czwarty tom „Czasu uczniów”. I że tom ten (i następne?) przyniesie mi tyle przyjemności, ile przyniosły trzy pierwsze tomy.
koniec
1 stycznia 2000

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Dozwolone do lat osiemnastu
Beatrycze Nowicka

29 IX 2020

„Bezświt” ostatni tom trylogii o Mii Corvere uważam za gorszy od tomu drugiego, choć zapewne wierni fani cyklu poczuli się usatysfakcjonowani.

więcej »

Ciemne strony medali
Joanna Kapica-Curzytek

28 IX 2020

Zdobycie medalu olimpijskiego gwarantuje podziw, prestiż, sławę. Czy zawsze? Tom reportaży „Olimpijki” pokazuje, że gdy jest się kobietą-sportsmenką, inna jest miara i smak sukcesu.

więcej »

Nie tylko Bodo, nie tylko romanse
Wojciech Gołąbowski

27 IX 2020

Chwytliwy tytuł „Bodo i jego burzliwe romanse” wydaje się nieco na wyrost, niemniej z książki można się wiele dowiedzieć o życiu tego wybitnego przedwojennego aktora oraz wielu kobiet, z którymi miał styczność. A także o powstawaniu i rozwoju kina na terenach Polski.

więcej »

Polecamy

Chorzy na życie

Na rubieżach rzeczywistości:

Chorzy na życie
— Marcin Knyszyński

Dick w starym stylu
— Marcin Knyszyński

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej
— Marcin Knyszyński

Myślę, ale czy jestem?
— Marcin Knyszyński

Wszyscy jesteśmy androidami
— Marcin Knyszyński

Umieranie wstecz
— Marcin Knyszyński

Przygodowa powieść science fiction – zrób to sam!
— Marcin Knyszyński

Pif-Paf! Zium!
— Marcin Knyszyński

Droga bez powrotu
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Z tego cyklu

Wiatr ze Wschodu (74)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (73)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (72)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (71)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (70)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (69)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (68)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (67)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (66)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (65)
— Paweł Laudański

Tegoż autora

Ballada o poświęceniu
— Paweł Laudański

Wspomnienie o Maćku
— Paweł Laudański

Esensja czyta: Styczeń 2010
— Anna Kańtoch, Paweł Laudański, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski

Rok 2007 w muzyce
— Sebastian Chosiński, Paweł Franczak, Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Paweł Laudański

Kir Bułyczow – polska bibliografia
— Paweł Laudański

Kroki w Nieznane: Sześciu wspaniałych
— Paweł Laudański

W sieci: Rodem zza wschodniej granicy
— Paweł Laudański

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.