Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 9 grudnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Ryszard Ćwirlej
‹Trzynasty dzień tygodnia›

EKSTRAKT:30%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułTrzynasty dzień tygodnia
Data wydania27 listopada 2007
Autor
Wydawca Replika
CyklPoznańscy milicjanci
ISBN978-83-60383-38-4
Format328s.
Cena29,90
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Blubry starego milicjanta
[Ryszard Ćwirlej „Trzynasty dzień tygodnia” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Ryszard Ćwirlej napisał pastisz powieści milicyjnej. Trzeba przyznać, że porządnie się do tego przyłożył – o ile jednak powieść milicyjna wyszła mu bez zarzutu, to gorzej z pastiszem. Bo „Trzynasty dzień tygodnia” to nic innego jak powtórka z popularnego w czasach PRL-u gatunku.

Michał Foerster

Blubry starego milicjanta
[Ryszard Ćwirlej „Trzynasty dzień tygodnia” - recenzja]

Ryszard Ćwirlej napisał pastisz powieści milicyjnej. Trzeba przyznać, że porządnie się do tego przyłożył – o ile jednak powieść milicyjna wyszła mu bez zarzutu, to gorzej z pastiszem. Bo „Trzynasty dzień tygodnia” to nic innego jak powtórka z popularnego w czasach PRL-u gatunku.

Ryszard Ćwirlej
‹Trzynasty dzień tygodnia›

EKSTRAKT:30%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułTrzynasty dzień tygodnia
Data wydania27 listopada 2007
Autor
Wydawca Replika
CyklPoznańscy milicjanci
ISBN978-83-60383-38-4
Format328s.
Cena29,90
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Największe dokonania na polu krytyki tzw. powieści milicyjnych należą do Stanisława Barańczaka i jego „Książek najgorszych”. W kilkunastu złośliwych i śmiesznych recenzjach rozprawił się on z czymś, co sam trafnie określił jako „grafomanię z państwową pieczątką”. Chodzi tu głównie o kryminały z milicją i SB w roli głównej pisane przez polskie „sławy”: Jerzego Edigeya, Zygmunta Zeylder-Zborowskiego, Stanisławę Fleszarową-Muskat i innych. W latach 70. i 80. powieść milicyjna była synonimem obciachu i tandety, przykładem, że dla komunistycznej władzy nie liczył się talent literacki, a „słuszne ideowo” poglądy autorów.
Ćwirlej napisał powieść, która w zamierzeniu miała być pastiszem takiej tandetnej literatury, a przy tym wciągającym kryminałem i panoramą Poznania z lat 80. Naśmiewanie się z kiczu to rzecz znana w literaturze. Przykładem Leopold Tyrmand i jego „Zły” – ni to romans, ni kryminał, a w sumie studium powojennej Warszawy i ówczesnych ludzi. O ile jednak Tyrmand potrafił pod skorupą kiczu i tandety ukryć trochę głębszych przemyśleń, u Ćwirleja niczego takiego nie znajdziemy. Powiedzmy sobie szczerze: drugi tom przygód porucznika Alfreda Marcinkowskiego1) i jego kolegów to powrót do powieści milicyjnej.
Akcja kryminału zaczyna się nocą 13 grudnia 1981 roku. Wysłani po opozycjonistę z „Solidarności” milicjanci przypadkowo znajdują zwłoki zastrzelonego mężczyzny. Prowadzący śledztwo porucznik Marcinkowski odkrywa, że w mieszkaniu zamordowanego znajdowały się grube pieniądze przeznaczone na działalność opozycyjną. Sprawą szybko zaczyna interesować się SB, pojawiają się kolejne trupy, a w tle rozpoczyna się wprowadzony przez generała Jaruzelskiego stan wojenny. Jak stwierdza jeden z bohaterów: „A teraz to już w ogóle gemela taka, że nikt nic nie wie”.
Śledztwo wygląda tak, że poznańscy milicjanci jeżdżą z jednego miejsca na drugie (obowiązkową „milicyjną nyską”), SB potyka się o własne nogi, a patriotycznie nastawiony naród pomstuje na Jaruzelskiego. Kryminalna zagadka zostaje rozwiązana właściwie tylko dzięki serii szczęśliwych przypadków (żona, chcąc się zemścić za zdradę męża, podaje adres jego kryjówki na komendzie). Zresztą nie ma się czemu dziwić, bo opisywani przez Ćwirleja milicjanci na dobrą sprawę nie zajmują się niczym poza spożywaniem w wielkich ilościach alkoholu. Piją w pracy, w domu, podczas akcji i spotkań z przełożonymi. Ale żeby tylko milicja! Na ponad trzystu stronach powieści wódką, bimbrem, piwem czy koniakiem raczą się niemal wszyscy: SB, lekarze, ludzie „Solidarności”, złomiarze, zwykli obywatele, a nawet księża. Momentami zdaje się, że alkohol jest głównym tematem „Trzynastego dnia tygodnia”, a zagadka kryminalna to tylko zbędny dodatek.
Nadużywanie napojów wyskokowych powoduje, że bohaterowie Ćwirleja posługują się rynsztokowym językiem: „Można ochujeć od tego całego burdelu”, „Nie ubole, ja pierdole [sic!], tylko jebana esbecja”. Co gorsza, prymitywny język udziela się narratorowi, któremu nieczęsto zdarza się wyjść poza proste, pojedyncze zdania, przez co powieść chwilami przypomina milicyjny raport. Na dodatek wszyscy bohaterowie Ćwirleja niczym się od siebie nie różnią, poza tym że SB to same dranie, a milicjanci wręcz przeciwnie – swoje chłopy, co to Jaruzelskiego nie znoszą prawie tak samo jak opozycja.
W ogóle milicja w „Trzynastym dniu tygodnia” jest pokazana nader pozytywnie. Nawet ci, którzy zajmują się łapaniem ludzi „Solidarności”, w gruncie rzeczy nie skrzywdziliby muchy: „Kapitan Karpiński […] Wcale nie palił się do tej roboty z wsadzaniem opozycji do pudła”, dowiadujemy się z książki. Nie ma to jak prawda historyczna – źli byli ci z SB, natomiast milicja zawsze stała na straży obywatelskiego porządku.
Słowa uznania należą się natomiast Ćwirlejowi za znajomość Poznania lat 80. Autor barwnie opisuje często nieistniejące już miejsca (np. piwiarnię na Półwiejskiej), absurdy PRL-u (listy kolejkowe), umie także oddać gwarę rodowitych poznaniaków. Jest i kilka śmiesznych fragmentów w książce, jak choćby scena z ogłoszeniem stanu wojennego przez Jaruzelskiego: „Hela, Hela, chodź ino tu. Jakiś ksiądz tu gada przez radio”.
Te krótkie przebłyski nie zmieniają faktu, że „Trzynasty dzień tygodnia” jest książką słabą. Zagadka kryminalna właściwie nie istnieje, brakuje też choćby szczątkowej pracy umysłowej u prowadzących śledztwo, nie mówiąc już o sprawcach. Ci ostatni zresztą wykazują się skrajną głupotą, nic nie robiąc sobie ze ścigających ich milicjantów i SB. Na dodatek dziwi fakt, że mordercy nieudolnie próbują zasugerować samobójstwo Walkowiaka (pierwszy trup), choć dobrze znając metody śledcze, muszą wiedzieć, że w ten sposób nie oszukają milicji. Pastisz natomiast w powieści Ćwirleja sprowadza się do erotycznych aluzji i wulgaryzmów rzucanych przez bohaterów albo do zapijania wszystkiego wódką. Co zostaje? Powieść milicyjna retro, nostalgia za kiczem, który dawno przeminął. W Poznaniu na takie gadanie bez większego ładu mówi się po prostu: blubry2).
koniec
16 marca 2008
1) Tom pierwszy to „Upiory spacerują nad Wartą”.
2) Bzdury, głupoty.

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

W sytuacji bez wyjścia
Joanna Kapica-Curzytek

9 XII 2021

„Druga szansa” to sugestywnie napisana powieść, w której przenikają się elementy horroru i motywy medyczne. Efekt jest znakomity: intrygujący i przerażający…

więcej »

Świat nie jest wolny od zagrożeń
Joanna Kapica-Curzytek

8 XII 2021

Choć thriller „Pielgrzym” oparty jest na sprawdzonych schematach, nie sposób się od niego oderwać. Powieść przynosi także refleksję o losach współczesnego świata w obliczu globalnego zagrożenia.

więcej »

Sen o słodkiej Francji
Beatrycze Nowicka

7 XII 2021

Tym razem nietypowo – słów kilka o powieści obyczajowej czyli „Madame” Antoniego Libery.

więcej »

Polecamy

Pogrzeb pośród mgławic

Stulecie Stanisława Lema:

Pogrzeb pośród mgławic
— Mieszko B. Wandowicz

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)
— Mieszko B. Wandowicz

List znad Oceanu
— Beatrycze Nowicka

Lem w komiksie
— Marcin Knyszyński

Przeciętniak w swym zawodzie
— Agnieszka Hałas, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Nie wszystko i nie wszędzie jest dla nas
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.