Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 26 stycznia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Joe Haldeman
‹Wieczna wojna›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWieczna wojna
Tytuł oryginalnyForever War
Data wydania12 marca 2007
Autor
PrzekładZbigniew A. Królicki
Wydawca Solaris
ISBN978-83-89951-57-6
Format300s. oprawa twarda
Cena39,90
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Wojna nigdy nie trwa wiecznie
[Joe Haldeman „Wieczna wojna” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
„Wieczna wojna”, klasyczna już powieść science fiction, w roku 2008 jest równie aktualna co w momencie zakończenia konfliktu w Wietnamie, gdy otrzymywała nagrody Hugo i Nebula. Wbrew tytułowi nie dlatego, że Joe Haldeman opowiada o wojnie, ale dzięki temu, że mówi o tym, co się dzieje po niej.

Jakub Gałka

Wojna nigdy nie trwa wiecznie
[Joe Haldeman „Wieczna wojna” - recenzja]

„Wieczna wojna”, klasyczna już powieść science fiction, w roku 2008 jest równie aktualna co w momencie zakończenia konfliktu w Wietnamie, gdy otrzymywała nagrody Hugo i Nebula. Wbrew tytułowi nie dlatego, że Joe Haldeman opowiada o wojnie, ale dzięki temu, że mówi o tym, co się dzieje po niej.

Joe Haldeman
‹Wieczna wojna›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWieczna wojna
Tytuł oryginalnyForever War
Data wydania12 marca 2007
Autor
PrzekładZbigniew A. Królicki
Wydawca Solaris
ISBN978-83-89951-57-6
Format300s. oprawa twarda
Cena39,90
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Mamy koniec pierwszego dziesięciolecia XXI wieku, 50 lat od zakończenia II wojny światowej i 30 lat od wyjścia Amerykanów z Wietnamu. Wojna blaknie w pamięci przeciętnego Amerykanina czy Europejczyka, zamieniając się w coraz bardziej niewiarygodne opowieści dziadków-weteranów. A jednak napisana pod wpływem pobytu w Wietnamie „Wieczna wojna”, dzięki temu, że nie boi się co jakiś czas spychać efektowny kosmiczny konflikt na drugi plan, wciąż jest powieścią aktualną i zmuszającym do refleksji manifestem antywojennym.
Wojna z Obcymi pod koniec powieściowego XX wieku, gdy człowiek dzięki „nowej” fizyce ujarzmił przestrzeń międzygwiezdną, wybucha przypadkiem. Nie ma wśród jej przyczyn wielkiej polityki, ideologii, walki o zasoby. Jest plemienny wręcz konflikt graniczny, choć później do gry dołącza w pewnym stopniu ekonomia. W sam środek wojny rzucony zostaje William Mandella – jeden z wyselekcjonowanej grupy wyjątkowo sprawnych fizycznie i intelektualnie specjalistów różnej maści, będących odpowiednikami komandosów. Od samego początku nie jest do wojska przekonany, a kolejne wydarzenia, szkolenia i misje bojowe tylko go w tym utwierdzają.
Już na początku Haldeman naigrawa się z idei „jednostki specjalnej”, każąc wybrańcom ludzkości zabijać obcych na przykład… łopatą. Za pomocą inteligentnej ironii i sarkazmu, co zresztą czyni jego bohatera jedną z ciekawszych postaci literackich, autor atakuje wojsko także przy wielu innych okazjach. Biurokracja, ograniczone horyzonty i nieliczenie się z własnymi żołnierzami to grzechy dowódców zarówno we współczesnych bitwach naziemnych, jak i w przyszłych potyczkach w kosmosie. Oczywiście taka prosta ekstrapolacja mechanizmów działania armii, podejmowania decyzji i uwarunkowań psychologicznych żołnierzy jest pewnym nadużyciem. Haldeman dość bezrefleksyjnie przenosi XX-wieczny sposób prowadzenia wojny w kosmos, w konflikt wielowiekowy, którego teatrem działań jest cała galaktyka.1)
Nie przeszkadza to jednak w lekturze. Po pierwsze, fragmenty te jako przygodowa space opera – która z definicji nie skupia się zbytnio na prawdopodobieństwie przedstawianej przyszłości – sprawdzają się doskonale, a idea pola stasowego jako rozwinięcie maksymy Einsteina o IV wojnie światowej i maczugach2) naprawdę działa na wyobraźnię. Zresztą Haldeman nie oszczędza na pomysłach i ciekawie wygrywa zarówno paradoks bliźniąt związany z podróżami z prędkością podświetlną, jak i klonowanie oraz zbiorową świadomość. „Wieczną wojnę” można spokojnie czytać jako powieść rozrywkową i czerpać z tego mnóstwo przyjemności. Po drugie, w warstwie ideologicznej ważniejsze jest to, jak bohater odbiera wojnę, a nie szczegóły konfliktu, a przede wszystkim to, co dzieje się na jego zapleczu.
Sporą część powieści, i chyba najważniejszą, stanowi bowiem historia powrotu Mandelli na Ziemię po zakończeniu kontraktu (dzięki dylatacji czasu, odbywając jedną kilkutygodniową kampanię, ma za sobą kilka lat służby pozwalających na przejście do rezerwy). Rodzima planeta, na którą trafia, nie jest miejscem miłym ani znajomym, mimo że wciąż żyje tu jego rodzina, która… mentalnie okazuje się niewiele mniej obca od owadopodobnych kosmitów. W szczegółach wizja Haldemana nie jest zbyt oryginalna, szczególnie po erze cyberpunku, który na nowo zdefiniował pojęcie dystopii w literaturze science fiction. Rząd światowy, przeludnienie, gospodarka podporządkowana wojnie, rozwarstwienie społeczeństwa, brutalizacja i narastająca przestępczość. Poza tym postępująca rozwiązłość moralna i narastający homoseksualizm, propagowany przez rząd jako polityka antykoncepcyjna. Parabola Ameryki tracącej niewinność w trakcie wojny w Wietnamie? Nic nowego, a do tego dziś już mało szokujące, choć trzeba przyznać, że nieźle opisane i spójnie połączone w jedną całość. Ważniejszy od szczegółów jest jednak obraz ogólny tego zderzenia Mandelli z przyszłością. Wyalienowanie, obustronne niezrozumienie, poczucie bezradności i nieprzydatności. I tylko jedna droga wyjścia – powrót w kamasze. A wojsko przyjmie z otwartymi ramionami zaprawionego w bojach żołnierza, który nie ma nic do stracenia, na którego na Ziemi nic już nie czeka. Przyjmie i brutalnie wykorzysta, zabierając ostatnią cenną rzecz, choć zdawało się, że nic już do odebrania nie było. Przesłanie proste, ale mocne i wciąż zmuszające do zastanowienia.
Pisząc o powieści Haldemana nie sposób nie wspomnieć o komiksowej adaptacji Marvano – bezsprzecznie jednym z arcydzieł gatunku, w Polsce bardzo popularnym swego czasu.3) W komiksie wyraźnie widać zmienione akcenty, tak by – w zamierzeniu – stworzyć opowieść bardziej uniwersalną i bliższą współczesnemu (czyli temu z lat 80. XX wieku) czytelnikowi. Z wyobcowania w dziwnym, brutalnym, nierozumiejącym weterana świecie nacisk przełożono na głupi i okrutny rząd, który z premedytacją okłamuje społeczeństwo, zamienia swoich chłopców w sterowane hipnozą i narkotykami maszyny do zabijania oraz knuje na wszelkie sposoby, by nie pozwolić im uciec z wojska. Jednak Marvano, który w Wietnamie nigdy nie był, tworzył swoje dzieło w czasach względnego spokoju – komunizm chylił się ku upadkowi, a zimna wojna wygasała. Stąd różnice w rozłożeniu akcentów między obserwującym konflikt z bezpiecznej odległości Belgiem a bezpośrednio dotkniętym przez wojnę Amerykaninem – choć przecież ten ostatni też krytykuje wojskowość i wojnę jako taką.
Dzięki temu, że komiks Marvano ciąży bardziej w stronę przygodowo-romantycznej opowieści o zagubionej w czasie jednostce (zresztą będąc w tej konwencji znakomitym), a w sferze przesłania przestrzega przed totalitaryzmem – odbieranym, zwłaszcza w Europie, jako zagrożenie uniwersalne i ciągle aktualne – zdawałby się lepiej przystosowany do przejścia próby czasu. Tymczasem, o dziwo, na początku XXI wieku w krajach tak zwanej cywilizacji zachodniej to powieść Haldemana jest bardziej aktualna. O dyktaturach gdzieś na końcu świata słyszy się tylko w telewizji, a i to coraz częściej w kontekście ich obalenia lub sądzenia zbrodniarzy, natomiast przekształcanie cywilizowanych rządów we wszechwładnego Wielkiego Brata wciąż pozostaje tylko w sferze obaw, często zresztą przesadnych (vide wprowadzanie dowodów tożsamości w krajach anglosaskich). Do powszechnej świadomości powróciła za to wojna. Nie komputerowy blitzkrieg, gdzie informacja i nowoczesny, automatyczny sprzęt – jak za pierwszym razem w Zatoce Perskiej i na Bałkanach – zamieniają pole walki w jednostronną strzelnicę, ale długotrwały konflikt, gdzie zwycięstwo jest tylko pozorne, nominalne, a krew płynie miesiącami. Wojny w Iraku i Afganistanie im trwają dłużej, tym bardziej przypominają bowiem – oczywiście z zachowaniem odpowiednich proporcji – wykrwawianie się Amerykanów w Wietnamie. Do tego można zaryzykować tezę, że dziś przeciętny czytelnik „Wiecznej wojny” jest bliżej tych konfliktów niż Marvano był wobec Wietnamu. Składają się na to nie tylko globalizacja i rozwój mediów, ale także szczególna sytuacja geopolityczna, która – poprzez wpisywanie tych wojen w walkę z terroryzmem – sprawia, że nawet w państwach niezaangażowanych obecność w Iraku i Afganistanie jest dyskutowana i komentowana. A przecież sporo jest też krajów, których te konflikty dotyczą bezpośrednio poprzez obecność choćby symbolicznej liczby żołnierzy.
W takim kontekście literacka „Wieczna wojna” znów staje się aktualna – jak świat światem, żołnierze zawsze mieli problem z przystosowaniem się po powrocie z długotrwałej wojny. Co prawda Haldeman nie idzie tak daleko jak twórcy „Urodzonego 4 lipca” czy „Rambo”, pokazujący okrutną obojętność i pogardę wobec weteranów, ale również kładzie nacisk na wyalienowanie żołnierza we własnym, zdawałoby się doskonale znanym mikroświecie. W „Wiecznej wojnie” to żołnierz, mimo całego bagażu strasznych doświadczeń, jest ostoją rozsądku, normalności i humanistycznego pacyfizmu, a społeczeństwo – choć nie otwarcie wrogie – jest mentalnie i kulturowo zupełnie obce, przeżarte agresją i niszczy więzi międzyludzkie. A rzeczywistość pod tym względem niewiele się zmieniła: XXI-wieczni weterani prawdopodobnie spotykają się zarówno z pogardą (Irak i Afganistan też mają swoje My Lai – zresztą dotykające również Polskę4)), jak i z wyobcowaniem (oczywiście zachowując proporcje między pobytem na wojnie lat pięć, a piętnaście czy kilkaset). Media alarmują, że już kilkuset powracających z wojny żołnierzy chwyciło za broń i popełniło morderstwo, nie wspominając o problemach psychicznych, próbach samobójczych i alkoholizmie. Nieumiejętność przystosowania się do nowej rzeczywistości, nieodwracalne zmiany w psychice spowodowane okropieństwami wojny czy wszystko naraz? Co prawda powieściowy Mandella sobie z tymi problemami poradził (zresztą happy end u Haldemana nie drażni, a daje nadzieję i logicznie wpisuje się historię – zarówno tę powieściową, jak i rzeczywiste losy samego pisarza, który przetrwał piekło i wrócił do normalnego życia, odnosząc nawet sukcesy), ale przestroga umieszczona w „Wiecznej wojnie” wciąż jest aktualna. I pewnie jeszcze długo będzie.
koniec
25 kwietnia 2008
1) Jednak przesadza skarżący się w posłowiu na takie dosłowne przenoszenie Marek Oramus, co zresztą udowadniają w jakimś stopniu współczesne konflikty zbrojne, wciąż opierające się na ludziach. Zresztą, pomijając fakt, że dziwną praktyką jest zamieszczanie tekstu dyskredytującego własne wydawnictwo (bo Oramus ostatecznie chyba bardziej gani książkę niż chwali), posłowie ma też kilka innych mankamentów, poczynając od dezaktualizacji (pisane ponad dekadę temu, zapewne do wcześniejszego wydania) po dość kontrowersyjny, wulgarny język („rżnąć się z kim popadnie”, „inwazja pedalstwa”).
2) „Nie wiem, czym będą walczyć w III wojnie światowej, ale ci, co przeżyją, w IV będą walczyć maczugami” – stwierdzenie o zagładzie cywilizacji w III wojnie światowej przypisywane Einsteinowi. Wspominany w następnym zdaniu paradoks bliźniąt również jest ilustracją Einsteinowskiej teorii względności.
3) Między innymi dzięki temu, że dla większości polskich czytelników komiks był pierwszą możliwością zapoznania się z pełną historią „wiecznej wojny”:
1974 r. – Haldeman wydaje „Forever War” (w kolejnych dwóch latach nagrodzoną Hugo i Nebulą)
1982 r. – „Fantastyka” publikuje opowiadanie „Ostatnia runda”, będące ostatnim rozdziałem „Wiecznej wojny” (z kilkoma zmianami)
1988 r. – Marvano wydaje komiks „La guerre éternelle”
1990 r. – „Komiks-Fantastyka” publikuje adaptację Marvano
1995 r. – ukazuje się pierwsze polskie wydanie „Wiecznej wojny” (wyd. Zysk i S-ka)
4) Tzw. „masakra w My Lai” – zbrodnia dokonana w 1968 r. przez amerykańskich żołnierzy na bezbronnych mieszkańcach wietnamskiej wioski, najgłośniejszy przypadek okrucieństwa w wojnie wietnamskiej i symbol zbrodni wojennych, który wywołał olbrzymią reakcję oburzenia na całym świecie. W 2004 roku ujawniono przypadki okrutnego i upokarzającego znęcania się amerykańskich żołnierzy nad więźniami w irackim więzieniu Abu Ghraib, a w sierpniu 2007 roku polscy żołnierze ostrzelali wioskę w Afganistanie, w wyniku czego śmierć ponieśli niewinni cywile. Oba wypadki (choć polski ma mniejszą skalę, a i wina nie jest do końca oczywista) spotkały się z potępieniem, a także spowodowały dyskusje nad zasadnością przedłużania wojny i nadszarpnęły wizerunek wojska – podobnie jak 40 lat temu wydarzenia w My Lai.

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Gdy szaleje koronawirus
Joanna Kapica-Curzytek

26 I 2021

Tomasz Rezydent to pseudonim lekarza w trakcie specjalizacji chorób wewnętrznych. W „Niewidzialnym froncie” opisał on w formie dziennika swoją codzienną pracę w szpitalu wiosną i latem 2020 roku, podczas pierwszej fali pandemii koronawirusa. Wnioski po lekturze są jednoznaczne: przedstawiona tu praca lekarza to mordercze zmagania w wyjątkowo trudnej do wygrania bitwie.

więcej »

Droga na pewno ma kres
Miłosz Cybowski

25 I 2021

„Koniec wszystkiego” Katie Mack to przystępnie napisane zestawienie różnych wersji końca naszego wszechświata. Co prawda czasami autorkę ponosi fantazja i puszczenie oka do czytelnika staje się nieznośnym mruganiem, ale pamiętajmy, że mamy do czynienia dopiero ze „wschodzącą gwiazdą światowej astrofizyki”.

więcej »

Laurka na jubileusz
Joanna Kapica-Curzytek

24 I 2021

„Muzeum luster” to mocny thriller rozgrywający się w madryckim muzeum Prado. Sporo tutaj akcji i sensacji, ale też mnóstwo ciekawostek związanych ze sztuką. Autorem książki jest hiszpański pisarz Luis Montero Manglano, na co dzień zajmujący się ikonografią.

więcej »

Polecamy

Las oblany słonecznym blaskiem

Na rubieżach rzeczywistości:

Las oblany słonecznym blaskiem
— Marcin Knyszyński

Dick jak Dickens
— Marcin Knyszyński

Kochać to nie znaczy zawsze to samo
— Marcin Knyszyński

Chorzy na życie
— Marcin Knyszyński

Dick w starym stylu
— Marcin Knyszyński

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej
— Marcin Knyszyński

Myślę, ale czy jestem?
— Marcin Knyszyński

Wszyscy jesteśmy androidami
— Marcin Knyszyński

Umieranie wstecz
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Esensja czyta: IV kwartał 2008
— Artur Chruściel, Ewa Drab, Jakub Gałka, Daniel Gizicki, Anna Kańtoch, Paweł Sasko, Agnieszka Szady, Konrad Wągrowski

Na zawsze bez sensu
— Darth Caine al-Taqwa Atreides

Tegoż autora

Więcej wszystkiego co błyszczy, buczy i wybucha?
— Miłosz Cybowski, Jakub Gałka, Wojciech Gołąbowski, Adam Kordaś, Michał Kubalski, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Nieprawdziwi detektywi
— Jakub Gałka

O tych, co z kosmosu
— Paweł Ciołkiewicz, Jakub Gałka, Jacek Jaciubek, Adam Kordaś, Michał Kubalski, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Wszyscy za jednego
— Jakub Gałka

Pacjent zmarł, po czym wstał jako zombie
— Adam Kordaś, Michał Kubalski, Jakub Gałka, Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Jarosław Robak, Beatrycze Nowicka, Łukasz Bodurka

Przygody drugoplanowe
— Jakub Gałka

Ranking, który spadł na Ziemię
— Sebastian Chosiński, Artur Chruściel, Jakub Gałka, Jacek Jaciubek, Michał Kubalski, Jarosław Loretz, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Ludzie jak krewetki
— Jakub Gałka

Katana zamiast pazurów
— Jakub Gałka

Trzy siostry Thorgala
— Jakub Gałka

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.