Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 18 listopada 2019
w Esensji w Esensjopedii

Christopher Moore
‹Najgłupszy anioł›

EKSTRAKT:30%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułNajgłupszy anioł
Tytuł oryginalnyThe Stupidest Angel
Data wydania3 listopada 2006
Autor
PrzekładJacek Drewnowski
Wydawca MAG
ISBN978-83-7480-035-8
Format284s. 130×205mm; oprawa twarda, obwoluta
Cena29,99
Gatunekhumor / satyra
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Przedświąteczne pandemonium
[Christopher Moore „Najgłupszy anioł” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
„Najgłupszy anioł” Christophera Moore’a to książka reklamowana przez wydawcę i określana przez recenzentów jako bardzo śmieszna. Tylko… o jakim poczuciu humoru właściwie mówimy?

Agnieszka ‘Achika’ Szady

Przedświąteczne pandemonium
[Christopher Moore „Najgłupszy anioł” - recenzja]

„Najgłupszy anioł” Christophera Moore’a to książka reklamowana przez wydawcę i określana przez recenzentów jako bardzo śmieszna. Tylko… o jakim poczuciu humoru właściwie mówimy?

Christopher Moore
‹Najgłupszy anioł›

EKSTRAKT:30%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułNajgłupszy anioł
Tytuł oryginalnyThe Stupidest Angel
Data wydania3 listopada 2006
Autor
PrzekładJacek Drewnowski
Wydawca MAG
ISBN978-83-7480-035-8
Format284s. 130×205mm; oprawa twarda, obwoluta
Cena29,99
Gatunekhumor / satyra
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Sięgnęłam po tę książkę zachęcona lekturą „Baranka” tego samego autora. „Najgłupszy anioł” jest o połowę krótszy, co okazało się zaletą. Dlaczego? Cóż, lektura nie sprawiła mi przyjemności. Powieść co prawda pochłania się szybko i lekko (to najwyraźniej typowe dla utworów Moore’a), ale wbrew zapowiedziom i recenzjom odebrałam ją jako dość przygnębiającą. Obsceniczny humor – a taki tu dominuje – też nie przypadł mi do gustu.
Akcja toczy się w małym kalifornijskim miasteczku, gdzie trwają przygotowania do Bożego Narodzenia – trafniej byłoby chyba powiedzieć „Gwiazdki”, bo sądząc po opisach i zachowaniach bohaterów, można by pomyśleć, że święto to nie ma nic wspólnego z jakąkolwiek religią. Być może miała to być satyra na rozszalałą przedświąteczną konsumpcję. Jedyny w mieście kościół – kaplica świętej Róży (patronki dekoratorów wnętrz, przedstawionej na witrażu, gdy wręcza Matce Boskiej poduszkę – według mnie najbardziej udany żart z całej książki) – służy jako… miejsce mocno zakrapianej wigilijnej imprezy dla samotnych.
Bohaterowie są do tego stopnia papierowi i nijacy, że trudno byłoby ich od siebie odróżnić, więc autor wyposażył każdą postać w jakiś nawyk, dziwactwo lub gadżet. Posterunkowy popala marihuanę, jego żona w okresie odstawienia leków psychotropowych zmienia się w Kendrę, Wojowniczą Laskę z Pustkowi (którą kiedyś grała w filmie), pewien facet ma owocożernego nietoperza w okularach przeciwsłonecznych, inny jest przyrodnikiem-abnegatem, wiekowa właścicielka baru „Głowa ślimaka” uwielbia faszerować świąteczne ciasto narkotykami i tak dalej.
Tytułowy „najgłupszy anioł” pojawia się bardzo, nomen omen, przelotnie. Przybył na Ziemię z misją, by spełnić gwiazdkowe życzenie dowolnie wybranego dziecka. Na skutek braku precyzji w formułowaniu życzenia, a także braku pomyślunku u anioła, dochodzi do wskrzeszenia wszystkich zmarłych z miejscowego cmentarza, którzy jako zombie atakują uczestników gwiazdkowego przyjęcia celem pożarcia ich mózgów. To jednak następuje dopiero pod koniec książki – początkowe 2/3 tomu to opisy rozmaitych, po większej części nieciekawych, towarzysko-zawodowo-łóżkowych perypetii bohaterów. Prawie jak u Stephena Kinga, który lubi lwią część książki poświęcać opisom mieszkańców i atmosfery w „małym, sennym miasteczku”. Moore’owi przedstawienie klimatu też wyszło nieźle – tyle że wbrew zamierzeniom może bardziej czytelnika zdołować niż rozśmieszyć. No, chyba że kogoś bardzo bawi przyglądanie się, jak życiowi rozbitkowie rozpaczliwie próbują znaleźć sobie partnera do, jak sami to określają, „pieprzenia się pod choinką”, co ma zniwelować świąteczne poczucie pustki i beznadziejności.
Zabrzmi to bardzo szowinistycznie, ale moim zdaniem jedyną nacją, której z wdziękiem wychodzą pikantne historyjki, są Anglicy. W cyklu Toma Sharpe’a o Henrym Wilcie seks jest źródłem wielu dowcipów, a niejednokrotnie wręcz napędza akcję (jak w trzeciej części – „Odjazd według Wilta”, która zaczyna się skutkami wypicia przez głównego bohatera piwa, do którego żona ukradkiem wsypała przesadnie dużą dawkę afrodyzjaku), a jednak wszystko jest przedstawione z dużo większą klasą niż u Moore’a. W dodatku Amerykanin najwyraźniej nie wie, kiedy przestać. Weźmy fragment opisujący gwiazdkowy bal kostiumowy:
Gabe Fenton zmajstrował sobie kostium orki z masy papierowej i farby w spraju, zapomniał jednak o zrobieniu płetw z otworami na ręce i był teraz uwięziony w czarno-białej skorupie z dłońmi przy ciele. W paszczy orki widniała jego twarz, przykryta czarną pończochą z okularami na wierzchu, co wyglądało tak, jakby waleń właśnie pożarł biologa i wypluwał niestrawne druciane oprawki.
– Gabe, to ty? – spytał Theo.
– Tak, po czym poznałeś?
– Pod ogonem widać twoje buty, a poza tym jako jedyny w tym towarzystwie mogłeś znać właściwe proporcje prącia samca orki.
Scena ta sama w sobie jest całkiem śmieszna, jednak autor nie darował sobie i musiał przebić ją za pomocą właścicielki baru przebranej za „osiołka z pytą jak kij bejsbolowy”, co jest już tylko wulgarne. W porównaniu z tymi fragmentami opisane w „Wilcie” wyciąganie dmuchanej lalki z wykopu pod fundamenty jest symfonią dobrego smaku i delikatności.
Podsumowując, „Najgłupszy anioł” nadaje się nieźle jako niezobowiązująca lektura do pociągu, jednak mianem „podnoszącej na duchu opowieści” (tak brzmi podtytuł) nie określiłabym jej w żadnym wypadku. Śmiesznej zresztą też nie.
koniec
22 czerwca 2008

Komentarze

26 VII 2011   19:31:45

Nie ma to jak bez ostrzeżenia zawrzeć spoiler w recenzji.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Architekt
Joanna Kapica-Curzytek

18 XI 2019

Były trener reprezentacji Polski mężczyzn w siatkówce dokonuje swoistego zawodowego bilansu. Czytelnicy-kibice z pewnością niejedno przeżyją jeszcze raz, ale „Licencja na trenowanie” znacznie wykracza poza wspomnienia ze sportowych wydarzeń.

więcej »

Mała Esensja: Słów nie rzuca się na wiatr
Marcin Mroziuk

17 XI 2019

„Zula i jednoskrzydły smok” to – podobnie jak poprzednie tomy o przygodach młodej czarownicy – wciągająca historia, w której równie istotne jak czary i spotkania z magicznymi postaciami są zmieniające się relacje głównej bohaterki z jej rówieśnikami. Czytelnicy w trakcie lektury nowej książki Nataszy Sochy na brak wrażeń nie mogą narzekać.

więcej »

Krótko o książkach: Specjalne moce Szymona
Joanna Kapica-Curzytek

16 XI 2019

„Przygoda z mapą” to książka o dysleksji dla dzieci, rodziców i nauczycieli

więcej »

Polecamy

„I Have a Dream”

Na rubieżach rzeczywistości:

„I Have a Dream”
— Marcin Knyszyński

Koszmarna teofania
— Marcin Knyszyński

Nowe rozdanie
— Marcin Knyszyński

Prawdziwe kłamstwa
— Marcin Knyszyński

„Normalni” szaleńcy
— Marcin Knyszyński

Dwadzieścia sroczych ogonów
— Marcin Knyszyński

Kto tu jest chory?
— Marcin Knyszyński

„Osacza nas zewsząd wug!”
— Marcin Knyszyński

Otwórz oczy!
— Marcin Knyszyński

Zapchajdziura
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Świąteczny chaos, groza i mnóstwo śmiechu
— Anna Kańtoch

Tegoż twórcy

Tragiczna błazenada
— Jędrzej Burszta

Mało dowcipne wampiry
— Jędrzej Burszta

Absurdalnie lekkostrawne
— Jędrzej Burszta

Fanfik do Biblii, czyli nieświęta ewangelia
— Agnieszka Szady

A zatem jesteś Śmiercią…
— Maciej Popis

Tegoż autora

Tak naprawdę nie dzieje się nic, i nie stanie się nic aż do końca
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Budowanie to radość…
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Noc Kultury 2019 w Lublinie – fotorelacja
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

A może rzucić to wszystko i wyjechać w kosmos?
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Cudowne lata (oj, lata, lata – jak szalona)
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

„Marvel” znaczy „coś cudownego”
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Inspektor Ishida na tropie
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Spider-Manowie wszystkich wymiarów, łączcie się!
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Nie tylko klata
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Oklejeni plasterkami
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.