Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 21 stycznia 2022
w Esensji w Esensjopedii

K.J. Bishop
‹Akwaforta›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułAkwaforta
Tytuł oryginalnyThe Etched City
Data wydania6 czerwca 2008
Autor
PrzekładMichał Jakuszewski
Wydawca MAG
SeriaUczta Wyobraźni
ISBN978-83-7480-086-0
Format328s. 135×205mm; oprawa twarda
Cena35,—
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Miasto snem malowane
[K.J. Bishop „Akwaforta” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Kolejna wydana przez wydawnictwo Mag książka z serii „Uczta wyobraźni” i… kolejny strzał w dziesiątkę. Tym razem przyszła pora na „Akwafortę” Kristen J. Bishop, debiut autorki obdarzonej niepokorną wyobraźnią i stylem, dzięki któremu już na starcie pozostawia w tyle wielu znacznie bardziej doświadczonych pisarzy.

Anna Kańtoch

Miasto snem malowane
[K.J. Bishop „Akwaforta” - recenzja]

Kolejna wydana przez wydawnictwo Mag książka z serii „Uczta wyobraźni” i… kolejny strzał w dziesiątkę. Tym razem przyszła pora na „Akwafortę” Kristen J. Bishop, debiut autorki obdarzonej niepokorną wyobraźnią i stylem, dzięki któremu już na starcie pozostawia w tyle wielu znacznie bardziej doświadczonych pisarzy.

K.J. Bishop
‹Akwaforta›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułAkwaforta
Tytuł oryginalnyThe Etched City
Data wydania6 czerwca 2008
Autor
PrzekładMichał Jakuszewski
Wydawca MAG
SeriaUczta Wyobraźni
ISBN978-83-7480-086-0
Format328s. 135×205mm; oprawa twarda
Cena35,—
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Gdzieś daleko na skraju pustyni, w zabitej dechami dziurze trochę jak z Dzikiego Zachodu, spotykają się lekarka Raule oraz rewolwerowiec Gwynn. Oboje brali udział w stłumionym powstaniu, teraz zaś ukrywają się przed zwycięską Armią Bohaterów. W dalszą drogę ruszają razem, a po pewnym czasie dochodzą do wniosku, że najbezpieczniej byłoby opuścić Kraj Miedzi i udać się do miasta zwanego Ashamoil.
Początek zapowiada historię przygodową w lekko onirycznym klimacie, co jest poniekąd mylące. Piszę „poniekąd”, bowiem dalej, już po przybyciu bohaterów do Ashamoil, oniryczny nastrój staje się coraz wyraźniejszy, znika natomiast prosta przygoda czy nawet fabuła, pojmowana jako ciąg zdarzeń logicznie wynikających jedno z drugiego i prowadzących do niepozostawiającego wątpliwości zakończenia.
W Ashamoil akcja gwałtownie zwalnia, dzieląc się przy tym na kilka wątków. Raule pracuje w szpitalu dla miejskiej biedoty, Gwynn natomiast zaciąga się na służbę do miejscowego mafiosa, nawiązuje romans z tajemniczą artystką, a także prowadzi religijno-filozoficzne dysputy z kapłanem, który pragnie go nawrócić. Są też wątki poboczne oraz postaci drugoplanowe. Jednak ten prosty opis jedynie w niewielkim stopniu oddaje istotę „Akwaforty”. W debiutanckiej powieści Bishop akcja balansuje na granicy jawy i snu, zapętla się i przystaje – co rusz pojawiają się tu sceny, które rozbijają narrację. Przy czym część z nich wydaje się być malowniczym i efektownym dodatkiem, a część… część niezupełnie. Oto na przykład Gwynn spotyka trzech mężczyzn, z których każdy opowiada mu swoją historię, zaś treść tych opowieści niepokojąco zazębia się z tym, co przydarza się bohaterom, stanowiąc w istocie trop prowadzący do odpowiedzi na pytanie „o co w tym wszystkim chodzi?”.
Takich tropów w powieści jest więcej, ukrytych w snach, dialogach, a także w całych scenach. W Ashamoil wydarzyło się coś ważnego, coś, co w subtelny sposób zmieniło zarówno bohaterów, jak i samo miasto. Co to było? Zakończenie „Akwaforty” to iście salomonowy wybór pomiędzy dwiema skrajnościami. Z jednej bowiem strony postawienie „kropki nad i” niewątpliwie zniszczyłoby tak ważny dla tej powieści klimat sennej niejednoznaczności, z drugiej zaś strony czytelnik, który w finale zostałby z garścią do niczego niepasujących puzzli, czułby się rozczarowany. Autorka wybrała więc rozwiązanie pośrednie – nie jedno wyjaśnienie, lecz kilka (kilkanaście?) równorzędnych, z których żadne do końca wszystkiego nie tłumaczy.
Debiut Bishop zaliczany jest do new weird, lecz jednocześnie różni się od powieści autorów takich jak China Miéville czy Ian R. MacLeod, u których to, co jest weird, wynika z konstrukcji świata i ma swoje reguły – skomplikowane i niekoniecznie jasne dla czytelnika, ale niewątpliwie istniejące. W „Akwaforcie” jest inaczej, bo Ashamoil to w dużej mierze dość typowe, zatłoczone i brudne miasto z, powiedzmy, osiemnastego czy dziewiętnastego wieku. Weird nie zmienia tu założeń świata, nie wprowadza żadnego rodzaju magii ani osobliwych wynalazków, lecz wykrzywia rzeczywistość zgodnie z niepokojącą logiką snu. Codzienność Ashamoil naznaczona jest czymś na kształt wewnętrznego pęknięcia, przez które wlewają się niesamowitości: kalecy bogowie, dzieci-potworki czy zdarzenia, które teoretycznie nie miały prawa się wydarzyć… I wszystko to bohaterowie traktują bez szczególnego zdumienia, bo czyż śniący dziwią się własnym snom?
„Akwafortę” czyta się doskonale, w czym duża zasługa tłumacza, Michała Jakuszewskiego, któremu udało się oddać specyficzny klimat i rytm narracji. Dla wielbicieli weird niemal każda scena tej książki to prawdziwa perełka – mnie chyba najbardziej do gustu przypadł wątek Beth Constanzin i jej niezwykłej sztuki, makabrycznej i fascynującej zarazem. Zaskakująco udani są w tej historii bohaterowie – „zaskakująco”, bo oniryczny klimat nie sprzyja wiarygodności psychologicznych portretów. Tymczasem w „Akwaforcie” literackie postacie są niejednoznaczne i ludzkie zarazem; nawet wspomniana wyżej Beth, najbardziej „odrealniona”, momentami bywa przejmująca.
Wymieniłam mnóstwo zalet, a na koniec przydałoby się parę słów ostrzeżenia: otóż „Akwaforta” nie jest książką, którą można polecić każdemu. Z pewnością znajdą się tacy, którym przeszkadzać będzie leniwa i zagmatwana akcja, ale to niejedyny problem. Drugi stanowi okrucieństwo przejawiające się zarówno w działaniach bohaterów, jak i odautorskim opisie świata, swoista „estetyka turpizmu”, mocno zresztą dla new weird charakterystyczna – ktoś, kto czytał którąś z dwóch wydanych po polsku książek Chiny Miéville’a albo „Miasto szaleńców i świętych” Jeffa VanderMeera, będzie wiedział, o czym mówię. Jeśli więc, drogi czytelniku, bardzo nie lubisz takich klimatów, lepiej trzymaj się od „Akwaforty” z daleka. Jednak jeśli nie lubisz ich tylko trochę, to może warto się przełamać i po książkę sięgnąć? Gorąco namawiam, bo „Akwaforta” ma wiele do zaoferowania.
koniec
23 lipca 2008

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

PRL w kryminale: Pamflet na środowisko filmowe
Sebastian Chosiński

21 I 2022

Barbara Gordon – jedna z najlepszych autorek peerelowskich „powieści milicyjnych” – była doskonałą obserwatorką. Jak mało które z jej koleżanek bądź kolegów po fachu potrafiła podglądać rzeczywistość. Dlatego jej książki mają tak dobrą podbudowę obyczajową. Nie inaczej jest w „Ćmach”, których bohaterami są artyści z różnych dziedzin: reżyserzy, aktorzy, pisarze, tancerka i scenografka. Obstawiajcie, kto zginie!

więcej »

Perły ze skazą: „Najpiękniejsza historia miłosna świata”
Sebastian Chosiński

20 I 2022

Jak po latach patrzymy na literaturę powstającą w Związku Radzieckim, która zalewała księgarnie w czasach Polski Ludowej? Jak na coś, co przeminęło i nie powinno już wrócić. Niesłusznie! Wśród wielu propagandowych, mało wartościowych dzieł publikowano bowiem również prawdziwe perły – nowele, opowiadania i powieści, które do dzisiaj lśnią nadzwyczajnym blaskiem. Jak „Dżamila”, wczesne dzieło Czingiza Ajtmatowa, klasyka prozy kirgiskiej.

więcej »

Mała Esensja: Puste postumenty
Marcin Mroziuk

18 I 2022

W Warszawie jest wprawdzie mnóstwo okazałych monumentów i skromniejszych rzeźb, ale na co dzień mieszkańcy mijają je obojętnie, a co gorsza niewiele wiedzą nawet o tych będących turystycznymi atrakcjami. W „Śledztwie inspektora Mątwy” Małgorzata Strękowska-Zaremba przedstawia zupełnie zwariowaną historię, która uświadamia młodym czytelnikom, ile stolica straciłaby bez pomników Syreny czy Szczęśliwego Psa.

więcej »

Polecamy

Pijane ślimaki prowadzą śledztwo

Stulecie Stanisława Lema:

Pijane ślimaki prowadzą śledztwo
— Mieszko B. Wandowicz

Pogrzeb pośród mgławic
— Mieszko B. Wandowicz

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)
— Mieszko B. Wandowicz

List znad Oceanu
— Beatrycze Nowicka

Lem w komiksie
— Marcin Knyszyński

Przeciętniak w swym zawodzie
— Agnieszka Hałas, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Esensja czyta: Lipiec 2012
— Miłosz Cybowski, Jacek Jaciubek, Joanna Kapica-Curzytek, Magdalena Kubasiewicz, Daniel Markiewicz, Beatrycze Nowicka, Konrad Wągrowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.