Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 stycznia 2019
w Esensji w Esensjopedii

Stanisław Barańczak
‹Pegaz zdębiał›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułPegaz zdębiał
Data wydania1995
Autor
Wydawca Wydawnictwo Puls
ISBN1-85917-045-5
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Mag z lenna rysuje psu kopyta!

Esensja.pl
Esensja.pl
Ni to żartobliwy podręcznik, ni to poradnik. „Pegaz zdębiał” Stanisława Barańczaka to świetna, pełna humoru lektura dla wszystkich miłośników zabawy słowem. A jeżeli ktoś nie jest miłośnikiem zabawy słowem, to po lekturze tego tomiku z dużym prawdopodobieństwem nim zostanie.

Agnieszka ‘Achika’ Szady

Mag z lenna rysuje psu kopyta!

Ni to żartobliwy podręcznik, ni to poradnik. „Pegaz zdębiał” Stanisława Barańczaka to świetna, pełna humoru lektura dla wszystkich miłośników zabawy słowem. A jeżeli ktoś nie jest miłośnikiem zabawy słowem, to po lekturze tego tomiku z dużym prawdopodobieństwem nim zostanie.

Stanisław Barańczak
‹Pegaz zdębiał›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułPegaz zdębiał
Data wydania1995
Autor
Wydawca Wydawnictwo Puls
ISBN1-85917-045-5
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Tytuł książki nawiązuje do dzieła „Pegaz dęba” Juliana Tuwima, również poświęconego zabawom słowem. Tuwim jednak skupiał się na istniejących realnie gatunkach poetyckich, Barańczak zaś wymyśla je sam: tworzy najdziwaczniejsze nazwy, po czym dopasowuje, można powiedzieć, praktykę do teorii. W ten sposób powstają daktylimeryki, fabuliony i inne cudności.
Jak każdy porządny podręcznik, „Pegaz zdębiał” jest podzielony na rozdziały poświęcone poszczególnym gatunkom i – a jakże – podaje ich definicje. Na przykład PALINDROMADER to zdanie spełniające definicję PALINDROMU […], jednocześnie wszelako górujące nad tuzinkowym palindromem tym, że przypomina DROMADERA, ma mianowicie duże rozmiary, jest z pozoru niezgrabne (ale tylko dopóki nie ruszy z kopyta), rozpędza się tak bardzo, że trzeba je powstrzymywać wędzidłem twórczej samokontroli, sprawia wrażenie, jakby zdążało (znaczeniowo) w kilku kierunkach naraz, i obarczone jest pokaźnym garbem poetyckiej nadorganizacji. Z definicji tej widać, że teoretyczna część „Pegaza…” bywa niekiedy nieco przegadana, jednak – w przeciwieństwie do prawdziwego podręcznika – nikt nie ma obowiązku jej czytać, można beztrosko przeskakiwać z jednego barwnego kwiatka na drugi i zachwycać się urodą samych liberyków, similofonów czy chociażby idiomatołów, z których wiele krąży już jako samodzielne dowcipy („Będą z niego ludzie = He’s bound to develop a multiple personality disorder”).
Jeżeli jednak ktoś zechce się zagłębić w wyjaśnienia, otrzyma sporo szczegółowych informacji technicznych – na przykład o tym, jakich zbitek głosek należy unikać przy tworzeniu palindromów. Tworząc coraz bardziej skomplikowane palindromadery, autor opatruje je wyjaśnieniami – pozornie bezsensowne zdanie A car: „Bojarom Rady róg od imago nacinaj i piel!” – a je jeża, i nawraca masona, i suką złowi pensa; ja na to: „Do gęby ryz, o bracia moi, włóżmy tym umytym żółwiom, a i car Boży rybę-Godota na jasne piwo łzą kusi (a nosa ma car-Wania, że jej!… ale i, pijanica, nogami do góry darmo Raj obraca!…) ma aż piętnaście przypisów, z których jasno wynika, że, na przykład, łowienie suką pensa oznacza, iż Iwan Groźny zarabiał na eksporcie rasowych charcic do Anglii, zaś „umyte żółwie” to niechętny reformom higienicznym prosty lud rosyjski…
Moim ulubionym rozdziałem są „Liberyki”, czyli przeróżne wariacje na temat limeryków. Na przykład w ameryku należy umieścić słowo „Ameryka”, a w Liebe!ryku musi być słyszalny „ryk miłosnego pożądania”. Ukoronowaniem wszystkiego są l’imiteryki, czyli przykłady limeryków, jakie napisaliby rozmaici poeci mając za zadanie rozwinięcie linijki „Pewien starszy pan z Kuala Lumpur”. Wymieniać można jeszcze długo, ale zaraz po „Liberykach” następuje rozdział „Turystychy”, też przeuroczy, poświęcony przykładom rymowanych pozdrowień, jakie można znajomym wysyłać z różnych miejsc – a im bardziej egzotycznych, tym lepiej (bo jakimż wyzwaniem jest znaleźć rym do Wołogdy!). Rozdział to nader inspirujący: starczy powiedzieć, że kiedy kilkanaście lat temu po raz pierwszy przeczytałam „Pegaza…”, przez trzy lata wysyłałam wyłącznie widokówki z rymowanym tekstem. Nic to jednak przy osiągnięciu samego Stanisława Barańczaka, który wyznaje, że „nazwa Hong-Kong, absolutnie niepowtarzalna w swoim fonetycznym i rymogennym uroku”, sprawiła, że wydał na pocztówki i znaczki całe honorarium za wykład. Przytoczone turystychy są urocze – od czterolinijkowców po nieomal ballady w rodzaju:
Pozdrowienia z Hong-Kongu
Gdzie od grania na gongu
Już mi oczy skośnieją
I żegnam się z nadzieją,
Zwłaszcza, że cera żółknie,
A żandarmerii pułk nie
Chce słuchać, gdy rwąc baczki
Z żuchw, wołam: „To z żółtaczki!”
(Żandarm na to odpowiedź
Ma jedyną: „Wyzdrowieć!”).
Czeka mnie tu wcielenie
Do czegoś i szalenie
Mi się to nie podoba:
Moja skromna osoba
Obroną przed inwazją?
Do cholery z tą Azją.
Nie można również nie wspomnieć o rewelacyjnych „Poliględźbach”, w którym to rozdziale zawarte są zabawy słowne, można rzec, międzynarodowe, polegające na podobnej wymowie („Oggi casa bava” – „O, dzika zabawa”) lub pisowni (fragment „Ten pies… I owe forty…” może być odczytany równie dobrze po polsku, jak i po angielsku).
Jest też rozdział poświęcony onanagramom, czyli anagramom ułożonym z nazwisk – własnego lub cudzych, przy czym największą sztuką jest tak przestawić litery w danych personalnych jakiejś znanej osoby, by powstałe wyrażenie jednocześnie ją charakteryzowało, na przykład z Roberta De Niro powstaje „O, terror in bed!”. Tytuł niniejszej recenzji też jest anagramem – utworzyłam go z wyrażenia „Esensja – magazyn popkultury”.
Na zakończenie zaś zapraszam wszystkich czytelników do udziału w konkursie na inne onanagramy ułożone z hasła „Esensja – magazyn popkultury”.
koniec
29 lipca 2008
PS. Recenzja powyższa została napisana na podstawie wydania z 1995 r. Obecne wydanie jest rozszerzone o wierszyki nieprzyzwoite, których poeta pierwotnie nie zdecydował się opublikować.

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Burszowie sprzed (ponad) stu lat
Sebastian Chosiński

19 I 2019

Po zdjęciu wydawniczego „aresztu” z Eberharda Mocka Marek Krajewski z prawdziwą przyjemnością powrócił do swego sztandarowego bohatera i w ciągu trzech lat wydał trzy kolejne powieści, w których gra on pierwszoplanową (i jednocześnie pierwszorzędną) rolę. „Mock. Pojedynek” zamyka trylogię poświęconą losom młodego Eberharda, przedstawiając go w czasach, kiedy jeszcze nie był policjantem, ale dopiero studentem uniwersytetu w Breslau.

więcej »

Ten okrutny XX wiek: Szaleństwo Envera Hoxhy
Sebastian Chosiński

18 I 2019

Kraj z dostępem do Adriatyku, który na kilkadziesiąt lat skazał się na przebywanie na peryferiach Europy. Kraj, którego przywódca nawet przez inne głowy państw obozu wschodniego postrzegany był jako groźny paranoik. Kraj, który do dzisiaj leczy blizny. To oczywiście Albania – zbiorowy bohater reportażowej książki „Błoto słodsze niż miód”, za którą jej autorka, Małgorzata Rejmer, otrzymała właśnie Paszport Polityki.

więcej »

Krótko o książkach: Syberia – druga ojczyzna Polaków
Miłosz Cybowski

17 I 2019

„W ludzkiej i leśnej kniei” powstało po publikacji „Przez kraj zwierząt, bogów i ludzi”, ale opisuje o wiele wcześniejsze przygody Ossendowskiego na Syberii. Taka kolejność nie wpływa jednak w żaden sposób na przyjemność płynącą z lektury – daleki wschód imperialnej Rosji w okresie pokoju jest miejscem równie wartym uwagi i niebezpiecznym, co ten sam region ogarnięty wojną domową.

więcej »

Polecamy

Ten świat to jeden wielki Kant!

Na rubieżach rzeczywistości:

Ten świat to jeden wielki Kant!
— Marcin Knyszyński

„Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno” – 1 Kor 13, 12
— Marcin Knyszyński

Świat jako miraż albo ludzie jak bogowie
— Marcin Knyszyński

Prawda Absolutna kontra prawdy subiektywne
— Marcin Knyszyński

Gra w życie
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż autora

Inspektor Ishida na tropie
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Spider-Manowie wszystkich wymiarów, łączcie się!
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Nie tylko klata
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Oklejeni plasterkami
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Rąbek u spódnicy
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Cyniczny, bezczelny i… ulubiony
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Niuchacz, czarownica i stary Kredens
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Magiapunk
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Można jak pierwszy!
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Krwawa wieczorynka
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.