Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 2 marca 2021
w Esensji w Esensjopedii

Lisa Scottoline
‹Czuły punkt›

EKSTRAKT:40%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułCzuły punkt
Tytuł oryginalnyLegal Tender
Data wydania6 czerwca 2008
Autor
Wydawca Rzeczpospolita SA
CyklRosato and Associates
ISBN978-83-60192-66-5
Format338s. 125×195mm
Cena27,—
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Prawnicza znieczulica
[Lisa Scottoline „Czuły punkt” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Mam wrażenie, że powieść „Czuły punkt” Lisy Scottoline wydano przez pomyłkę. Dzieło to jest tak podobne do „Córeczki tatusia”, czyli innej książki pisarki, że pewnie nikt by nie zauważył różnic między nimi, gdyby nie odmienny tytuł i okładka. Wygląda na to, że autorce ciekawe literackie koncepty skończyły się już dawno, a teraz jedynie nową oprawą mydli oczy czytelnikowi.

Paweł Sasko

Prawnicza znieczulica
[Lisa Scottoline „Czuły punkt” - recenzja]

Mam wrażenie, że powieść „Czuły punkt” Lisy Scottoline wydano przez pomyłkę. Dzieło to jest tak podobne do „Córeczki tatusia”, czyli innej książki pisarki, że pewnie nikt by nie zauważył różnic między nimi, gdyby nie odmienny tytuł i okładka. Wygląda na to, że autorce ciekawe literackie koncepty skończyły się już dawno, a teraz jedynie nową oprawą mydli oczy czytelnikowi.

Lisa Scottoline
‹Czuły punkt›

EKSTRAKT:40%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułCzuły punkt
Tytuł oryginalnyLegal Tender
Data wydania6 czerwca 2008
Autor
Wydawca Rzeczpospolita SA
CyklRosato and Associates
ISBN978-83-60192-66-5
Format338s. 125×195mm
Cena27,—
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Tym razem śledzimy losy młodej przedstawicielki palestry, której dalsza kariera staje pod znakiem zapytania z powodu oskarżenia o popełnienie morderstwa. Zawirowania losu spowodowały, że Bennie Rosato miała mnóstwo powodów, by wyprawić swojego wspólnika do Krainy Wiecznych Łowów, więc automatycznie staje się główną podejrzaną. Prawniczka występowała jako oskarżyciel w sprawach przeciwko policji, toteż mocno funkcjonariuszom zalazła za skórę i sprawa morderstwa nieoczekiwanie staje się dla nich wymarzoną okazją do wyrównania rachunków. Po piętach bohaterki depcze kostyczny śledczy Azzic, który za punkt honoru postawił sobie wsadzenie Rosato za kratki.
Gdybym nie znał innych książek Scottoline, zatarłbym ręce z zachwytu. Przecież tak zarysowana fabuła to doskonały wstęp do wciągającej opowieści – szkoda jedynie, że że jest to niemal kopia wypadków z innej książki pisarki – „Córeczki tatusia”. Gdy pada pierwsze oskarżenie o popełnienie morderstwa, a bohaterka jeszcze nie jest poszukiwana przez policję, czytelnikowi zapala się czerwona lampka. Nauczony doświadczeniem nabytym przy innych książkach Scottoline, oczekuje następnych trupów. Kiedy koronerzy pakują do plastikowych worków kolejnych denatów, a podejrzenie pada na młodą prawniczkę, mina odbiorcy rzednie i zaczyna on przecierać oczy z niedowierzaniem. Powieść „Czuły punkt” wygląda, jakby została napisana na podstawie tego samego konspektu co „Córeczka tatusia”, i nosi znamiona masowej produkcji. Autorka korzysta dokładnie z tych samych elementów fabularnych, które zostały jedynie nieznacznie przesunięte względem siebie, a to kompletnie odbiera przyjemność z lektury. Odbiorca nawet nie próbuje zgadywać, co wydarzy się dalej, ponieważ już zna tę historię – jeśli nie z innych dzieł Scottoline, to z przypowieści o Hiobie. Gdyby fabułę ująć językiem biblijnym, wystarczyłoby jedno zdanie: Człowiek ze społecznych wyżyn stacza się na samo dno za przyczyną Boga i zostaje wystawiony na ciężką próbę. To jednak nic w porównaniu do tego, co przechodzi czytelnik.
Dzieje się tak dlatego, że prawniczy thriller „Czuły punkt” mimo wielu podobieństw do „Córeczki tatusia” do pięt jej nie dorasta. Autorka wybiórczo skorzystała z najciekawszych motywów, a pomiędzy nimi upchnęła kilka fragmentów grafomańskich rojeń i quasi-literackich pomysłów. Zaraz po tym, jak policja zaczyna szukać prawniczki Rosato, fabuła przybiera formę ciągu absurdalnych zdarzeń, które sukcesywnie obniżają jakość thrillera. Po ciekawym, choć bardzo wtórnym i odtwórczym początku, następuje tragiczne rozwinięcie – bohaterka jeździ z miejsca na miejsce, rozmyśla, karmi kota, aż w końcu dochodzi do wniosku, że ukrywać się nie będzie, bo najciemniej jest pod latarnią, i wraca do swojego miasta. A później rozpacza, bo ciągle wpada na policjantów prowadzących śledztwo.
Gdyby nie fakt, że główna postać to kompilacja cech innych bohaterek z książek Scottoline, można by prawniczkę Rosato nawet polubić. Trudno przełamać niechęć do literackiego klona, który zachowuje się tak, jak cała armia statystek wyprodukowanych przez autorkę. Nieco bezczelne było ujednolicenie zachowania bohaterki „Córeczki tatusia” i prawniczki Rosato z „Czułego punktu” – obie kobiety po wyjęciu spod prawa obcinają włosy (znalezionymi nożycami), farbują je i zaczynają działać w przebraniu, po czym otrzymują pomoc od przyjaciela, z którym rychło lądują w łóżku. Identycznych cech i zdarzeń jest całe multum. Scottoline zachowała jednak resztki przyzwoitości i postarała się o śladową indywidualizację bohaterki. Rosato ma chorą matkę, dla której jedyną nadzieją pozostaje kuracja elektrowstrząsami, i jest to niewątpliwie jeden z ciekawszych pomysłów, jaki autorka zdecydowała się zaimplementować do tej opowieści.
Kompletnie nietrafionym pomysłem była próba wyposażenia Rosato w poczucie humoru. Cytat na okładce (z „Chicago Tribune”) mówi coś o „rewelacyjnej kombinacji sarkastycznego humoru” i jest to najlepszy żart, jaki zostaje w pamięci po przeczytaniu tej książki. Słowne grepsy bohaterki są przyciężkawe i wymuszone, zazwyczaj banalne i mało błyskotliwe. Trudno pozbyć się wrażenia, że Scottoline próbuje przywdziać nie swoją skórę i jakimiś szamańskimi zabiegami stara się pozyskać czytelnika. Autorka wydała już 14 powieści i udało jej się udowodnić ponad wszelką wątpliwość, że poczucia humoru nie ma za grosz. Odbiorcy zdążyli do tego przywyknąć, więc nieco pozbawione sensu jest udawanie kogoś innego – nawet jeśli działa się w intencji ratowania humorem bardzo słabej powieści.
Czymś, co przeszło moje najśmielsze oczekiwania, jest zakończenie. W szoku przeczytałem je dwa razy, by ogarnąć umysłem wszystkie wydarzenia. Przez cały thriller bohaterka nie martwi się zbytnio swoim położeniem – odwiedza matkę, karmi kota, „żartuje” oraz podejmuje różnorakie działania pozorowane w kierunku oczyszczenia siebie z zarzutów. Ale czyni to w takim stylu, jakby nie wierzyła, że cokolwiek złego może się wydarzyć, co powoduje, że i odbiorca nastraja się podobnie. Po tym przygotowaniu następuje tak uroczy, słodki i rzewliwy happy end, że rozpływa się serce. Szkoda tylko, że rozpływa się w kwasie, bo od dawna nie czytałem czegoś tak absurdalnego.
Niewątpliwe Scottoline potrafi pisać, co udowodniła już wielokrotnie, jednak podejrzewam, że dowolny thriller z jej repertuaru można uznać za probierz całej twórczości. Powieści „Czuły punkt” i „Córeczka tatusia” mają tyle elementów wspólnych, że nietrudno bohaterki i wydarzenia pomieszać ze sobą. Pozostaje tylko nadzieja, że autorka nie wpadnie w ciąg odcinania kuponów od starych pomysłów i jeszcze da się poznać z lepszej strony. A na „Czuły punkt” polecam znieczulicę.
koniec
20 sierpnia 2008

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Lekkość ruchów okupiona ciężką pracą
Marcin Mroziuk

2 III 2021

Wiele dziewczynek i niektórzy chłopcy marzą o tym, by kiedyś podziwiano ich, gdy będą z gracją tańczyć na scenie. To właśnie dla nich „Mój balet” będzie lekturą nie tylko interesującą, ale również pożyteczną. Aneta Wira-Ostaszyk i Joanna Kończak przedstawiają bowiem wiele informacji, które z jednej strony mogą być przydatne dla młodych czytelników poważnie myślących o karierze baletowej, a z drugiej z pewnością zaciekawią też wielbicieli tańca klasycznego.

więcej »

Mała Esensja: Różnorodny świat zwierząt
Joanna Kapica-Curzytek

1 III 2021

Mała małpka zgubiła swoją mamę. Z pomocą przychodzi motylek. Musi tylko się dowiedzieć, jak mama wygląda.

więcej »

Uciec, ale dokąd?
Marcin Knyszyński

27 II 2021

Wydawnictwo IX zebrało pięć starszych opowiadań Dawida Kaina, dołożyło dwa zupełnie nowe i wydało „Wszystkie grzechy korporacji Somnium”. Skromna, mała książeczka – ale niech nie zwiodą was jej niepozorne gabaryty. Wszystkie dotychczas czytane przeze mnie powieści autora („Oczy pełne szumu”, „Fobia” i „Ostatni prorok”) dotykały podobnego zagadnienia – kłopotu zwanego „istnieniem”. Tak, dokładnie – coś, co jest absolutnie podstawowe, niezbywalne i konieczne (choć tu można się spierać na szczycie (...)

więcej »

Polecamy

Imperium wcale się nie rozpadło

Na rubieżach rzeczywistości:

Imperium wcale się nie rozpadło
— Marcin Knyszyński

Lęk i odraza w Kalifornii
— Marcin Knyszyński

Las oblany słonecznym blaskiem
— Marcin Knyszyński

Dick jak Dickens
— Marcin Knyszyński

Kochać to nie znaczy zawsze to samo
— Marcin Knyszyński

Chorzy na życie
— Marcin Knyszyński

Dick w starym stylu
— Marcin Knyszyński

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej
— Marcin Knyszyński

Myślę, ale czy jestem?
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Gdzie kucharek sześć…
— Anna Kańtoch

Licencja na zniechęcanie
— Paweł Sasko

Tegoż autora

Zakalec z ambicjami
— Paweł Sasko

Końskie mordy
— Paweł Sasko

Dziwy nad dziwami
— Paweł Sasko

Coś na spanie
— Paweł Sasko

Lewe jądro Szatana
— Paweł Sasko

Z miłości do pędzli
— Paweł Sasko

Tęsknię, Lizaczku
— Paweł Sasko

Zmiana warty w Baśniogrodzie
— Paweł Sasko

Tylko dla fanatyków
— Paweł Sasko

Pogoń za zwłokami
— Paweł Sasko

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.