Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 22 października 2020
w Esensji w Esensjopedii

Philip K. Dick
‹Głosy z ulicy›

EKSTRAKT:40%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułGłosy z ulicy
Tytuł oryginalnyVoices from the Street
Data wydania19 sierpnia 2008
Autor
PrzekładJarosław Rybski
Wydawca Rebis
ISBN978-83-7510-070-9
Format424s. 128×197mm; oprawa twarda
Cena37,90
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Wołanie na puszczy
[Philip K. Dick „Głosy z ulicy” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Zanim został klasykiem science fiction, Philip K. Dick próbował sił jako autor powieści głównonurtowych. Mimo olbrzymich chęci nie zdobył dzięki nim oczekiwanego rozgłosu, ponieważ wydawcy konsekwentnie odrzucali kolejne rękopisy. Większość tych tekstów opublikowano dopiero po śmierci pisarza. „Głosy z ulicy” – choć napisał je na początku lat 50. ubiegłego wieku – światło dzienne ujrzały dopiero w 2007 roku.

Sebastian Chosiński

Wołanie na puszczy
[Philip K. Dick „Głosy z ulicy” - recenzja]

Zanim został klasykiem science fiction, Philip K. Dick próbował sił jako autor powieści głównonurtowych. Mimo olbrzymich chęci nie zdobył dzięki nim oczekiwanego rozgłosu, ponieważ wydawcy konsekwentnie odrzucali kolejne rękopisy. Większość tych tekstów opublikowano dopiero po śmierci pisarza. „Głosy z ulicy” – choć napisał je na początku lat 50. ubiegłego wieku – światło dzienne ujrzały dopiero w 2007 roku.

Philip K. Dick
‹Głosy z ulicy›

EKSTRAKT:40%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułGłosy z ulicy
Tytuł oryginalnyVoices from the Street
Data wydania19 sierpnia 2008
Autor
PrzekładJarosław Rybski
Wydawca Rebis
ISBN978-83-7510-070-9
Format424s. 128×197mm; oprawa twarda
Cena37,90
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Twórczość Philipa K. Dicka powinien znać każdy szanujący się fan science fiction. „Człowiek z Wysokiego Zamku”, „Trzy stygmaty Palmera Eldritcha”, „Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?”, „Ubik”, „Galaktyczny druciarz”, „Przez ciemne zwierciadło” czy „Valis” to powieści, bez których współczesna literatura byłaby znacznie uboższa. Niewielu czytelników jednak wie, że zanim Dick zabrał się za pisanie opowiadań i powieści fantastyczno-naukowych, starał się zainteresować wydawców swoimi tekstami głównonurtowymi. W latach 50. ubiegłego wieku, a więc gdy dopiero terminował w pisarskim fachu, spłodził ich całą masę. Niektóre zaginęły, inne w formie maszynopisów długie lata pozostawały w szufladach. Poza „Wyznaniami łgarza” – napisanymi w 1959, a opublikowanymi kilkanaście lat później – żadna z nich nie ujrzała światła dziennego za życia autora. Dopiero po śmierci Dicka w 1982 roku, gdy czytelnicy poznali już (prawie) wszystkie jego dzieła fantastyczne, zaczęto sięgać po teksty wcześniej odrzucane, m.in. znane również w Polsce „Na terenie Miltona Lumky’ego” (1958, wydana w 1985), „Człowiek o jednakowych zębach” (1960, wydana w 1984) i wreszcie – „Głosy z ulicy”. Lawrence Sutin, autor „Bożych inwazji” (biografii pisarza), uważa, że Dick pracował nad ostatnią z wymienionych książek w latach 1952-1953. Jeśli tak było w rzeczywistości, to czekała ona na druk w ojczyźnie autora pięćdziesiąt pięć lat. W Polsce natomiast rok dłużej.
W pierwszych latach kariery pisarskiej Amerykanin wcale nie marzył o pozycji wziętego autora science fiction. Literatury fantastycznej zbytnio nie szanował; marzyło mu się raczej pójście drogą twórcy „Ulissesa”. Szybko się jednak przekonał, że popyt na jego powieści obyczajowe jest wśród wydawców zerowy (tymczasem bardzo chętnie publikują oni produkowane przezeń masowo opowiadania z okolic sf), ale nie rezygnował. Cóż z tego, skoro jego tekstów głównonurtowych nikt nie chciał drukować, a z czegoś przecież trzeba było żyć. Z perspektywy czasu żaden krytyk nie może mieć wątpliwości, że dobrze się stało, i nie zmieni tego nawet fakt, że po latach odrzucone niegdyś teksty Dicka znajdują wreszcie wydawców. Liczą oni bowiem na to, że książki te kupią nie admiratorzy Jamesa Joyce’a, Samuela Becketta czy Louisa-Ferdinanda Celine’a, ale właśnie ci czytelnicy, którzy wcześniej zaczytywali się w „Klanach księżyca Alfy”, „Płyńcie łzy moje, rzekł policjant” czy też „Transmigracji Timothy’ego Archera”. Inna sprawa, że srodze się zawiodą – i wcale nie dlatego, że wezmą do ręki powieść, która z fantastyką nie ma nic wspólnego, ale przede wszystkim z tego powodu, że są to po prostu kiepściutkie teksty. „Głosy z ulicy” nie są tu, niestety, żadnym wyjątkiem.
Główną postacią książki jest dwudziestopięcioletni mieszkaniec prowincjonalnego Cedar Groves, Stuart Hadley. Jak wielu innych bohaterów Dicka, pracuje on w sklepie ze sprzętem radiowo-telewizyjnym. Jego żona Ellen właśnie spodziewa się dziecka, ale on – zamiast podtrzymywać ją na duchu i pomagać w codziennych obowiązkach – oddaje się głównie marzeniom. Sam mówi o sobie: „Jestem intelektualistą. Myślicielem. Marzycielem.” – prowadzi go to zresztą do rozczarowania światem i pogłębiającej się frustracji. Codzienna praca daje mu coraz mniej satysfakcji: czeka już jedynie na to, aby jego szef – zrzędliwy, ale i poczciwy Jim Fergesson – kupił nowy magazyn i wyniósł się na przedmieścia, dzięki czemu on będzie mógł awansować na kierownika Modern TV. Niestety (dla Stuarta) moment ten przedłuża się niemal w nieskończoność. Oparciem dla Hadleya nie są nawet jego przyjaciele – Dave Gold i jego żona Laura, oboje związani z prasą socjalistyczną. Nic więc dziwnego, że młody mężczyzna zaczyna szukać nowych doznań. Nadzieją na objawienie – i to dosłowne – jawi mu się Theodore Beckheim, czarnoskóry kaznodzieja stojący na czele Stowarzyszenia Strażników Jezusa. Stuart, który przypadkiem trafia na spotkanie z przywódcą sekty, jest pod jego wielkim wrażeniem. Niebawem zresztą, dzięki romansowi z poznaną u Goldów Marshą Frazier, będzie miał okazję poznać Beckheima osobiście. I właśnie to wydarzenie stanie się momentem zwrotnym w życiu Hadleya. Od tej pory nic już bowiem nie będzie takie samo.
Zgodnie z opracowaną przez Lawrence′a Sutina listą dzieł Dicka „Głosy z ulicy” są najstarszą zachowaną i opublikowaną powieścią Amerykanina; tym samym też – książką, w której można dopatrywać się genezy wielu wątków jego późniejszej twórczości. A jest ich całkiem sporo: przede wszystkim motyw poszukiwania Boga (Ellen Hadley, opowiadając o swoim mężu Fergessonowi, przedstawia go następująco: „To, czego chce, czego szuka, jest zbyt mgliste, zbyt odległe i abstrakcyjne. (…) Sto lat temu nazywano to łaską. To poszukiwanie kogoś, w kim może pokładać wiarę. Kogoś, kto go nie zawiedzie” – naturalnym kandydatem na duchowego przewodnika Hadleya jest oczywiście Beckheim), tyle że w powieściach Dicka znacznie częściej pojawiał się bóg-zwodziciel aniżeli prawdziwa Najwyższa Istota (vide Palmer Eldritch). Prawdopodobieństwo, że w „Głosach…” będzie inaczej, jest zatem niezbyt wielkie. Sam Stuart jest zresztą postacią archetypiczną – jego cechy odnajdziemy po latach zarówno u Jacka Isidore’a z „Wyznań łgarza”, jak i u Nicholasa Brady’ego z „Radio Wolne Albemuth”, a także wielu, wielu innych postaci. Nie on jednak przykuwa największą uwagę czytelnika. Postaciami znacznie ciekawszymi od rozhisteryzowanego i wiecznie niezadowolonego Stuarta są – pojawiające się na drugim planie – dwie kobiety. Sally Sorrell to starsza siostra Hadleya, uwielbiana przez niego, ale niezbyt z kolei lubiana przez Ellen. Można się tylko domyślać, że Sally to domniemany portret Jane Charlotte, siostry-bliźniaczki Dicka, która mimo tego, że zmarła w niemowlęctwie, to jednak obecna była w życiu Philipa do samego końca. Jeszcze większe wrażenie robi niedoszła kochanka Stuarta, Marsha Frazier – kobieta po przejściach, zajmująca się (nieregularnym) wydawaniem antysemicko-rasistowskiego pisemka „Succubus”. Czy to przypadek, że z bardzo bogatej galerii postaci przewijających się przez tę powieść w zasadzie ona jedyna jest człowiekiem czynu? Dick, opisując ją, chciał zapewne przekazać czytelnikom ostrzeżenie, które w znacznie szerszym stopniu i pod względem artystycznym dużo bardziej udanie przedstawi dopiero w „Człowieku z Wysokiego Zamku”.
Oryginalny maszynopis „Głosów z ulicy” liczy ponoć grubo ponad pięćset stron – i to jest największy grzech tej książki. Interesujące postacie, dobrze zapowiadająca się fabuła, intrygujące wątki i przesłanie giną w wodolejstwie Dicka. Czasami można odnieść wrażenie, jakby autor przekonany był o tym, że o wartości dzieła decyduje głównie jego objętość. Stara się więc bardzo szczegółowo opisywać wszystkie wykonywane przez bohaterów czynności, rozwleka w nieskończoność dialogi, niezwykle drobiazgowo przedstawia wewnętrzne przemyślenia Hadleya. W tej powodzi słów ginie to, co najważniejsze – tragiczny los rozczarowanego światem człowieka, który, nie znalazłszy u nikogo pomocy, stopniowo pogrąża się w szaleństwie. Jest w tym dalekie echo „Zbrodni i kary” Fiodora Dostojewskiego, choć ani „zbrodnia”, ani „kara” obecne w „Głosach…” nie są jeszcze tej miary, co w najlepszych (późniejszych o dekady) powieściach Dicka – jak chociażby w książce „Przez ciemne zwierciadło”. Zagorzałych fanów pisarza rozczarować może także zakończenie. Autor nie posuwa się wprawdzie do tego, co zrobił Steven Spielberg w finale „Raportu mniejszości”, ale jest tego, niestety, bliski. Podsumowując: „Głosy z ulicy” to książka, po którą sięgnąć powinni jedynie najwięksi Dickożercy, a i oni zapewne po dotarciu do ostatniej stronicy nie będą w stanie ukryć rozczarowania.
koniec
12 września 2008

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

PRL w kryminale: Milicjant, który chciał być księdzem
Sebastian Chosiński

22 X 2020

„Brat Mikołaja” to dość przewrotny kryminał Zygmunta Zeydlera-Zborowskiego, w którym tytułowy bohater pojawia się jedynie w opowieściach retrospektywnych. Choć praktycznie wszystko – od pierwszej do ostatniej strony – kręci się wokół niego. Jednocześnie też autor wskazuje na to, jak bardzo krzywdzące mogą być niesprawdzone plotki, zwłaszcza kiedy powielają je osoby uchodzące za szanowane.

więcej »

Nieoczekiwane skutki walki z blokadą twórczą
Joanna Kapica-Curzytek

21 X 2020

„Co powiesz na spotkanie?” to rzeczywiście zwariowana komedia romantyczna, jak czytamy na okładce. Lektura wnosi wiele pozytywnej energii i pozwala spojrzeć na życie z optymizmem.

więcej »

To, co najsmutniejsze
Joanna Kapica-Curzytek

20 X 2020

„Podróż życia sióstr Shergill” to powieść o sile i przekleństwie tradycji.

więcej »

Polecamy

Chorzy na życie

Na rubieżach rzeczywistości:

Chorzy na życie
— Marcin Knyszyński

Dick w starym stylu
— Marcin Knyszyński

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej
— Marcin Knyszyński

Myślę, ale czy jestem?
— Marcin Knyszyński

Wszyscy jesteśmy androidami
— Marcin Knyszyński

Umieranie wstecz
— Marcin Knyszyński

Przygodowa powieść science fiction – zrób to sam!
— Marcin Knyszyński

Pif-Paf! Zium!
— Marcin Knyszyński

Droga bez powrotu
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Narkotykowy trip z robalami w rolach głównych
— Sebastian Chosiński

Wasale i robale
— Katarzyna Piekarz

Wzloty i upadki
— Katarzyna Piekarz

Staronarodzeni i złowrodzy agenci Biblioteki
— Anna Nieznaj

Ziemia zginie. Na milion sposobów
— Jacek Jaciubek

Wyprawa poprzez umysły
— Jacek Jaciubek

Kopalnia pomysłów
— Jacek Jaciubek

Esensja czyta: Październik 2013
— Kamil Armacki, Miłosz Cybowski, Joanna Kapica-Curzytek, Jarosław Loretz, Paweł Micnas, Marcin Mroziuk, Konrad Wągrowski

Esensja czyta: Lipiec 2013
— Miłosz Cybowski, Joanna Kapica-Curzytek, Jarosław Loretz, Daniel Markiewicz, Paweł Micnas, Beatrycze Nowicka, Agnieszka Szady, Konrad Wągrowski

Moje paranoje
— Jacek Jaciubek

Tegoż autora

Myślozbrodnia Winstona Smitha
— Sebastian Chosiński

Ogień wciąż płonie, gniew nie wygasa
— Sebastian Chosiński

Słowiańska dusza, amerykański szyk
— Sebastian Chosiński

Morskie opowieści w rytmie roots reggae
— Sebastian Chosiński

Po obu stronach Bałtyku
— Sebastian Chosiński

Internacjonalizm międzygalaktyczny
— Sebastian Chosiński

Gdzie diabeł nie może, tam Rotanowa pośle
— Sebastian Chosiński

„I po ch… pani robiła te badania?!”
— Sebastian Chosiński

Za siedmioma odległymi galaktykami…
— Sebastian Chosiński

W Rosji najgorzej być zakładnikiem…
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.