Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 29 listopada 2021
w Esensji w Esensjopedii

Marek Krajewski, Mariusz Czubaj
‹Róże cmentarne›

EKSTRAKT:30%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułRóże cmentarne
Data wydania11 lutego 2009
Autorzy
Wydawca W.A.B.
CyklNadkomisarz Pater
SeriaMroczna seria
ISBN978-83-7414-551-0
Format123×195mm
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Neurotyczny gliniarz w poszukiwaniu sensu życia
[Marek Krajewski, Mariusz Czubaj „Róże cmentarne” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Kiedy przed rokiem Marek Krajewski – twórca cyklu powieści kryminalnych o Eberhardzie Mocku – „popełnił” wespół z Mariuszem Czubajem, dziennikarzem o literackich zapędach, „Aleję samobójców”, wszystkie jej niedociągnięcia można było zapisać na karb trudnych początków duetu. Niestety, opublikowana właśnie przez obu panów druga odsłona przygód nadkomisarza Jarosława Patera pozostawia jeszcze gorsze wrażenie.

Sebastian Chosiński

Neurotyczny gliniarz w poszukiwaniu sensu życia
[Marek Krajewski, Mariusz Czubaj „Róże cmentarne” - recenzja]

Kiedy przed rokiem Marek Krajewski – twórca cyklu powieści kryminalnych o Eberhardzie Mocku – „popełnił” wespół z Mariuszem Czubajem, dziennikarzem o literackich zapędach, „Aleję samobójców”, wszystkie jej niedociągnięcia można było zapisać na karb trudnych początków duetu. Niestety, opublikowana właśnie przez obu panów druga odsłona przygód nadkomisarza Jarosława Patera pozostawia jeszcze gorsze wrażenie.

Marek Krajewski, Mariusz Czubaj
‹Róże cmentarne›

EKSTRAKT:30%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułRóże cmentarne
Data wydania11 lutego 2009
Autorzy
Wydawca W.A.B.
CyklNadkomisarz Pater
SeriaMroczna seria
ISBN978-83-7414-551-0
Format123×195mm
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Marek Krajewski zapewnił już sobie trwałe miejsce w polskiej literaturze popularnej pierwszej dekady XXI wieku, stworzywszy postać charyzmatycznego komisarza policji Eberharda Mocka, który w niemieckim Wrocławiu – czytaj: Breslau – z dużym powodzeniem tropi najbardziej zwyrodniałych zbrodniarzy. Cykl pięciu powieści (jak dotąd – szósta powinna ukazać się w najbliższych miesiącach) przyniósł autorowi – filologowi klasycznemu z wykształcenia – zasłużoną popularność, która szybko wykroczyła poza granice ojczystego kraju. Przed trzema laty Krajewski postanowił zdyskontować sukces Mocka, tworząc kolejną literacką postać – komisarza Jarosława Patera, pracownika Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku (chciałoby się napisać – Danzig!). Ta postać miała jednak w rzeczywistości dwóch ojców. Tym drugim był Mariusz Czubaj (z zawodu antropolog kultury), który poznał autora „Śmierci w Breslau”, przeprowadzając z nim wywiad z okazji przyznania mu Paszportu „Polityki”. Panowie przypadli sobie do gustu, odkrywszy wiele wspólnych zainteresowań – oczywiście poza zamiłowaniem do kryminałów. Katalizatorem okazała się dodatkowo redakcja „Polityki”, która zaproponowała Krajewskiemu i Czubajowi prowadzenie blogu kryminalnego na stronach internetowych pisma. W efekcie zaczęły powstawać pisane wspólnie opowiadanka, z których jedno rozrosło się do rozmiarów powieści. Tak powstała wydana przed rokiem „Aleja samobójców”, na kartach której po raz pierwszy objawił się światu nadkomisarz gdańskiej policji Jarosław Pater. W porównaniu z opowieściami o Mocku jak najbardziej współczesna historia o tropieniu zbrodniarza odpowiedzialnego za mordy dokonane w położonym niedaleko Rozewia Domu Seniora „Eden” wypadła wyjątkowo blado. Jednak przynajmniej rodziła nadzieje na przyszłość. Obaj panowie zapowiadali bowiem, że „Aleja…” nie będzie prawdopodobnie ich jedynym wspólnym dziełem. I słowa dotrzymali – w lutym na księgarskie półki trafiła powieść „Róże cmentarne” (po drodze jeszcze Czubaj opublikował swój pierwszy samodzielny kryminał „21:37”).
Akcja „Róż…” rozgrywa się latem 2007 roku, równo rok po wydarzeniach opisanych w „Alei samobójców”. W życiu nadkomisarza Patera niewiele się w tym czasie zmieniło: wciąż lubi grać w pokera w sopockim „Mandarynie”, nadal namiętnie obstawia wyniki zawodów sportowych w zakładach bukmacherskich, wciąż jest wymagający wobec podwładnych, którzy za plecami złośliwie nazywają go „Antypaterem”. Nie potrafi też ułożyć sobie życia osobistego. Spotyka się wprawdzie z pielęgniarką Joanną Radziewicz, którą poznał w trakcie śledztwa prowadzonego w „Edenie”, chciałby, aby łącząca ich sympatia przerodziła się w poważniejsze uczucie, lecz brakuje mu z jednej strony stanowczości, z drugiej zaś – przekonania, że ten związek ma szanse powodzenia. Pater nie poddaje się jednak bez walki i zaprasza Joannę na wspólne wakacje na jednej z greckich wysp. Tyle że tuż przed terminem planowanego wyjazdu we Władysławowie zostaje popełniona zbrodnia. Ofiarą jest Anna Sereda, studentka z Elbląga, która kilkanaście dni wcześniej po kłótni z rodzicami uciekła z domu. Jej ciało odnaleziono na plaży w dość dziwacznej pozycji, z wypiętymi pośladkami. Na jednym z nich widniał tatuaż przedstawiający różę i – jak sądził nadkomisarz – krzyż. Przywiodło mu to od razu na myśl mord, którego ofiarami cztery lata wcześniej padły dwie młode dziewczyny w Jelitkowie. Tak samo ułożone były ich ciała, też miały na pośladkach tatuaże, jedna z nich identyczną co Sereda różę. Tamto śledztwo nie zakończyło się sukcesem i Pater doskonale zdawał sobie sprawę, że to z jego winy. Walcząc o uratowanie własnego małżeństwa, podczas prowadzonego dochodzenia popełnił wiele błędów, które pozwoliły umknąć zbrodniarzowi. Zbrodniarzowi, który po czterech latach powrócił, ponownie rzucając wyzwanie nadkomisarzowi.
Zbrodnia we Władysławowie została jednak wpisana przez Krajewskiego i Czubaja w znacznie szerszy wątek kryminalny opowieści. Otóż bowiem objawił się w Polsce seryjny morderca – typowy „copycat killer”, naśladujący zbrodniarzy z przeszłości. Uderzył już w Katowicach, zabijając swą ofiarę w identyczny sposób co Zdzisław Marchwicki, w Warszawie, gdzie naśladował Lucjana Staniaka, i wreszcie w Krakowie, wzorując się na Karolu Kocie. Morderstwo we Władysławowie (w książce częściej nazywanym zdrobniale Władkiem) też było naśladownictwem – zbrodni z Jelitkowa. Nie ma się więc co dziwić, że odnalezienie zabójcy nadkomisarz Pater potraktował prestiżowo i ambicjonalnie, starając się za wszelką cenę doprowadzić do schwytania zbrodniarza. Tym samym uspokoiłby własne sumienie i zadośćuczynił rodzinom ofiar sprzed czterech lat. Na czas śledztwa „Antypater” przenosi się zatem do nadmorskiego kurortu, gdzie towarzyszą mu również dwaj współpracownicy – Piotr Kulesza i Rafał Wieloch, a wszelką pomocą służy także komendant miejscowego posterunku Banasiuk. Niestety, rozwój sprawy komplikuje nieco relacje policjanta z Joanną, ale to w końcu jak najbardziej typowe – dobry gliniarz nie może przecież mieć udanego życia osobistego.
„Róże cmentarne” powielają wszystkie błędy „Alei samobójców”. Widać jak na dłoni, że panowie Krajewski i Czubaj nie nauczyli się jeszcze tworzyć w duecie. Co jest, wbrew pozorom, znacznie trudniejszą sztuką niż pisanie samopas. Powieść zbyt często bowiem rozłazi się, pęka w szwach, czuć na odległość, że pisali ją dwaj różni autorzy, mający na dodatek odmienne temperamenty i chyba jednak trochę inne wizje rozwoju fabuły. Widoczne są różnice w stylu. Jednak to pół biedy! Gorsze jest to, że twórcy nie byli nawet w stanie uzgodnić obowiązującej wersji imienia ofiary z władysławowskiej plaży – gdy jeden nazywa ją „Anną”, drugi kilkadziesiąt stron dalej pisze o „Agnieszce Seredzie”. Tworząc portret Patera, w kilku miejscach podkreślili jego zamiłowanie do poprawnej polszczyzny (w poprzednim „wcieleniu” nadkomisarz był nawet nauczycielem) i niezwykle denerwujący współpracowników nawyk poprawiania ich błędów językowych. Można by rzec, że szkoda, iż nad Krajewskim i Czubajem nie stał taki irytujący „Antypater”, który na „szczotkach” powieści zaznaczyłby im czerwonym długopisem następujące zdanie: „codzienne obcowanie ze studentami nauczyło jej pewnej szorstkości”. Takich wpadek jest, niestety, jeszcze kilka; trafiają się również literówki, choć te złoszczą nieco mniej.
Zawodzi także fabuła powieści. Rozdziały są krótkie, akcja co rusz się rwie, nowe wątki pojawiają się jak króliki z kapelusza, sprawiając wrażenie, że wymyślono je tylko po to, by tekst długości opowiadania rozdąć do rozmiarów pełnowymiarowej powieści. Aczkolwiek można być niemal pewnym, że Krajewski i Czubaj podczas tworzenia „Róż…” mieli niezły ubaw. Dopisując kolejne rozdzialiki, często stawiali jeden drugiego w trudnej sytuacji. Później pewnie zastanawiali się, w jaki sposób kompan od pióra wybrnie z sytuacji i gdzie dalej pchnie nieszczęsnego Patera. Problem jednak w tym, że czytelnik w ogóle na tym nie korzysta. W efekcie ich zabiegów bowiem gdański policjant przypomina genetyczną krzyżówkę pełnego werwy, niecofającego się przed niczym „brudnego” Harry’ego Callahana ze zidiociałym porucznikiem Jaszczukiem z „07 zgłoś się”. O ile skojarzenie bohatera z tym pierwszym jest, jak można mniemać, zamierzone przez autorów, w jakiś sposób nawet przez nich sugerowane, o tyle z tym drugim Pater zaczyna kojarzyć się mimochodem. Niejednokrotnie bowiem postępuje on w sposób – delikatnie mówiąc – mało profesjonalny. Szukając podejrzanego o popełnienie zbrodni, znając go na dodatek z imienia i nazwiska, nie wydaje rozkazu przeszukania przez funkcjonariuszy wszystkich nadmorskich lokali, ale sprowadza do Władysławowa Joannę – która notabene zna go ze studiów – i z nią rusza w „tournee” po knajpach. Leci także samolotem do Wrocławia, tracąc tym samym bezcenny czas, tylko po to, aby w mieszkaniu innego podejrzanego przeczytać jego pamiętnik i przesłuchać taśmę znalezioną w dyktafonie. Znacznie prościej byłoby chyba, gdyby wrocławscy policjanci wpakowali zeszyt i dyktafon do koperty i wysłali kurierem na Pomorze.
W „Różach cmentarnych” nie ma nawet grama emocji, dramaturgii czy suspensu. Książka sprawia wrażenie pisanej trochę od niechcenia. Czytelnikowi strasznie trudno jest uwierzyć, że tropienie „Naśladowcy” – taką ksywkę nadano mordercy – to najważniejsza sprawa w karierze Jarosława Patera. Dedukcja zastosowana przez nadkomisarza, prowadząca go prostą drogą do rozwiązania zagadki, jest tak samo wydumana jak nazwiska niektórych bohaterów (Zygfryd Marks, Artemida Prociw-Bury, Patryk Czosnyk, Filip Traszka). Uśmiech politowania wywołuje także „Epilog” opowieści, mający postawić całość na głowie. I niby stawia, ale jeszcze bardziej śmieszy. Również dlatego, że jest dość pokracznie napisany. Obie powieści duetu Krajewski-Czubaj zapewne zostaną szybko zapomniane. Szkoda tylko, że za ileś tam lat badacze twórczości pierwszego z nich będą musieli, omawiając jego dorobek literacki, poświęcać im miejsce i konfrontować z serią o komisarzu Mocku. Swoją drogą ciekawe, czy powstanie jeszcze tom trzeci przygód Jarosława Patera i czym się ostatecznie okaże – gwoździem do trumny pisarskiego tandemu czy odskocznią do dalszej kariery?
koniec
2 marca 2009

Komentarze

02 X 2014   13:57:37

@ wydumana jak nazwiska niektórych bohaterów (...) Artemida Prociw-Bury

Hehe.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Ewdoksia_Papuci-W%C5%82adyka

28 VI 2017   18:28:08

A mnie tam się podoba...

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Urok małych książek: Sęp też człowiek
Wojciech Gołąbowski

27 XI 2021

Badacze uważają, że butlonosy nadają sobie imiona – określone dźwięki – i pamiętają o nich nawet po 20 latach rozłąki. Słonie urządzają pogrzeby zmarłym członkom stada, mają także swoje cmentarzyska, na które się udają, czując zbliżający się koniec. Czy tylko ludzie są obdarzeni inteligencją?

więcej »

Krótko o książkach: Obyś cudze dzieci uczył….
Agnieszka ‘Achika’ Szady

26 XI 2021

…to starożytna klątwa, której ofiarą padła autorka książki „Pani Kebab”. Możemy poznać zapiski pracującej w Leeds asystentki nauczyciela, czyli osoby pomagającej uczniom nieznającym języka angielskiego lub po prostu obarczonym różnymi deficytami.

więcej »

Dwóch panów w drodze (nie licząc lokaja)
Miłosz Cybowski

24 XI 2021

Trzy historie i trzech bohaterów… wróć! Trzy historie i trójka postaci (bo „bohaterami” nie można ich nazwać) zaprezentowane w tomie pierwszym „Opowieści o Bauchelainie i Korbalu Broachu” to zebrane w jedną całość opowiadania, przed laty wydane w osobnych tomach. Dobrze się stało, że Wydawnictwo Mag zdecydowało się na ich wznowienie, choć książka pozostaje dziełem, które trafi wyłącznie do fanów prozy Stevena Eriksona.

więcej »

Polecamy

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)

Stulecie Stanisława Lema:

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)
— Mieszko B. Wandowicz

List znad Oceanu
— Beatrycze Nowicka

Lem w komiksie
— Marcin Knyszyński

Przeciętniak w swym zawodzie
— Agnieszka Hałas, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Nie wszystko i nie wszędzie jest dla nas
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż autora

Poobiednie lenistwo
— Sebastian Chosiński

Śpij, kochanie, po słonecznej stronie ulicy
— Sebastian Chosiński

Ballady i impro-romanse
— Sebastian Chosiński

Puma skacząca do gardeł wampirów
— Sebastian Chosiński

Mroczna zatoka
— Sebastian Chosiński

Zdradzona i porzucona
— Sebastian Chosiński

Znaki na niebie i ziemi
— Sebastian Chosiński

Noir w kolorze… żółtym
— Sebastian Chosiński

Miłość w cieniu katastrofy
— Sebastian Chosiński

Na Dzikim Zachodzie i w kraju Łokietka
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.