Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 15 września 2019
w Esensji w Esensjopedii

Cormac McCarthy
‹Dziecię boże›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułDziecię boże
Tytuł oryginalnyChild of God
Data wydania25 marca 2009
Autor
PrzekładAnna Kołyszko
Wydawca Wydawnictwo Literackie
ISBN978-83-08-04333-2
Format224s,. 123×197mm
Cena28,90
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Kup wSelkar.pl: 26,97 zł
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Fotografia zbrodni
[Cormac McCarthy „Dziecię boże” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Wyobraźmy sobie, że zamiast „Dziecięcia bożego” w księgarni dostajemy album ze zdjęciami albo widokówki z jakiegoś miasta. Fotografie poukładane są według klucza chronologicznego, na większości z nich pojawia się ten sam bohater. Wydana niedawno powieść Cormaca McCarthy’ego przypomina właśnie taki album.

Michał Foerster

Fotografia zbrodni
[Cormac McCarthy „Dziecię boże” - recenzja]

Wyobraźmy sobie, że zamiast „Dziecięcia bożego” w księgarni dostajemy album ze zdjęciami albo widokówki z jakiegoś miasta. Fotografie poukładane są według klucza chronologicznego, na większości z nich pojawia się ten sam bohater. Wydana niedawno powieść Cormaca McCarthy’ego przypomina właśnie taki album.

Cormac McCarthy
‹Dziecię boże›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułDziecię boże
Tytuł oryginalnyChild of God
Data wydania25 marca 2009
Autor
PrzekładAnna Kołyszko
Wydawca Wydawnictwo Literackie
ISBN978-83-08-04333-2
Format224s,. 123×197mm
Cena28,90
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Kup wSelkar.pl: 26,97 zł
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Metafora albumu ze zdjęciami wydaje się być bardzo dobra do opisania książki amerykańskiego pisarza. Czytelnik otrzymuje w „Dziecięciu…” coś w rodzaju serii obrazków prezentujących głównego bohatera, Lestera Ballarda. Wprawdzie łączą się one w normalną narrację, jednak w trakcie lektury nie opuszcza nas wrażenie, jakbyśmy zamiast tekstu przeglądali fotografie albo oglądali parominutowe etiudy filmowe. Poszczególne, często bardzo krótkie (na stronę, nawet pół) rozdziały są jedynie dotknięciami historii tytułowego dziecięcia. Jednak te dotknięcia potrafią zmrozić krew w żyłach.
Nie wiem, czy jest sens wprowadzać czytelnika w historię opisaną przez McCarthy’ego. Chyba nie, bo powieść jest tak krótka, że wszelkie objaśnienia byłyby w gruncie rzeczy spojlerami. Dlatego pozwolę sobie tylko na pewne naprowadzenie. Jak zwykle u autora „Drogi” czy „To nie jest kraj dla starych ludzi” mamy mroczne tematy, analizę zła i jego wpływu na jednostkę. Tło, jak w większości książek, to południe Stanów Zjednoczonych, prowincja zamieszkiwana przez prostych, nieskomplikowanych bohaterów. Do tego celowo ubogi, czasami drażniący, czasami porywający język. McCarthy stara się opowiadać tak, jak by to robili to jego bohaterowie – nie owijając w bawełnę, nie bawiąc się w nadmierną stylizację. Żeby tak pisać, trzeba mieć nie tylko świetny warsztat, ale także mistrzowski słuch.
„Dziecię boże” zostało wydane w 1974 roku, u nas jednak ukazuje się dopiero po znakomitej „Drodze” i bardzo dobrym „To nie jest kraj dla starych ludzi”. Poziom powieści nie równa się z ostatnimi dokonaniami McCarthy’ego, jednak nie jest to książka słaba. „Dziecię…” to raczej kwintesencja stylu jednego z najlepszych amerykańskich pisarzy. Prosta opowieść, która potrafi wciągnąć czytelnika na kilka godzin. Nie przez epatowanie makabrycznymi zbrodniami czy opisami ponurego świata, w którym nie ma miejsca na dobro – raczej pochyleniem się nad główną postacią. W którymś momencie zaczynamy rozumieć straszliwe postępowanie głównego bohatera. Może nie usprawiedliwiać, ale z pewnością McCarthy’emu udaje się powiedzieć parę ważnych słów na temat zbrodni. A także na temat wszelkiej maści potworów w ludzkiej skórze, których tak chętnie potępiamy.
Autor „Dziecięcia…” bardziej zarysowuje fabułę, niż na poważnie wprowadza w nią czytelnika. W książce można znaleźć sporo niedopowiedzianych wątków, jak choćby temat Ku Klux Klanu czy sprzedaży ziemi. Z jednej strony wymaga tego konstrukcja powieści, z drugiej zaś w czytelniku pozostaje pewien niedosyt. Chciałoby się więcej – więcej wiadomości na temat bohatera, którego dopiero zaczynamy rozumieć, a także pomocy ze strony autora. Ten ostatni jednak ogranicza się do opowiedzenia fabuły, wnioski zostawiając czytelnikowi.
Mówi się, że McCarthy to jeden z czterech najlepszych żyjących amerykańskich pisarzy, obok Thomasa Pynchona, Philipa Rotha i Dona DeLillo. Albo że to współczesny William Faulkner. „Dziecię boże” nie jest co prawda na miarę „Absalomie, Absalomie”, jednak powieść warto przeczytać. Kropka.
koniec
8 kwietnia 2009

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Klasyka gryziona po kostkach
Jarosław Loretz

15 IX 2019

„Miła dziewczyna”, gromadząca kilkanaście opowiadań Fritza Leibera, miała być ucztą dla czytelnika spragnionego starszej, amerykańskiej science fiction. Niestety, zaproponowane dania są trudne do przełknięcia i grozi po nich solidna niestrawność.

więcej »

Kanibal z Niebuszewa
Sebastian Chosiński

14 IX 2019

Max Czornyj – adwokat i pisarz – pozazdrościł chyba Remigiuszowi Mrozowi i postanowił pościgać się z nim w liczbie wydawanych książek. Opublikowany w sierpniu „Rzeźnik”, w którym opisał losy i zbrodnie Józefa Cyppka, być może najokrutniejszego seryjnego mordercy w dziejach Polski Ludowej, jest jego czwartą powieścią w tym roku. I chociaż czyta się ją ekspresowo i z zainteresowaniem, prawdopodobnie zapomni się o niej tak samo szybko…

więcej »

Krok we właściwą stronę
Joanna Kapica-Curzytek

13 IX 2019

W książce „Żeby nie było zgorszenia. Ofiary mają głos” najważniejszy jest podtytuł: to molestowane ofiary własnym głosem mówią o tym, co je spotkało ze strony duchownych. Często jest to przerwanie milczenia po latach. Przełamywanie własnego wstydu i niezrozumienia ze strony tych, którzy słuchają. Pokonywanie strachu przed stygmatyzowaniem.

więcej »

Polecamy

Nowe rozdanie

Na rubieżach rzeczywistości:

Nowe rozdanie
— Marcin Knyszyński

Prawdziwe kłamstwa
— Marcin Knyszyński

„Normalni” szaleńcy
— Marcin Knyszyński

Dwadzieścia sroczych ogonów
— Marcin Knyszyński

Kto tu jest chory?
— Marcin Knyszyński

„Osacza nas zewsząd wug!”
— Marcin Knyszyński

Otwórz oczy!
— Marcin Knyszyński

Zapchajdziura
— Marcin Knyszyński

Ten świat to jeden wielki Kant!
— Marcin Knyszyński

„Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno” – 1 Kor 13, 12
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Esensja czyta: Październik-listopad 2009
— Jędrzej Burszta, Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Michał Kubalski, Marcin T.P. Łuczyński, Joanna Słupek, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski, Krzysztof Wójcikiewicz

Esensja czyta: Maj-czerwiec 2009
— Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Michał Kubalski, Daniel Markiewicz, Joanna Słupek, Agnieszka Szady, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski

Esensja czyta: Marzec-kwiecień 2009
— Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Michał Kubalski, Joanna Słupek, Konrad Wągrowski

Tegoż twórcy

To czego nie można odtworzyć
— Dawid Kantor

O świecie, gdzie na co dzień gwałci się arbuzy
— Mieszko B. Wandowicz

Cudzego nie znacie: Świat na żywo jest nie do przyjęcia
— Mieszko B. Wandowicz

Nie ma takich na świecie, ale bywają w nas
— Mieszko B. Wandowicz

W tym dobrym świecie żyli źli ludzie
— Mieszko B. Wandowicz

Cudzego nie znacie: Sowy płaczą nad okrutnym światem
— Mieszko B. Wandowicz

Esensja czyta: III kwartał 2008
— Michał Foerster, Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Michał Kubalski, Daniel Markiewicz, Paweł Sasko, Konrad Wągrowski, Marcin T. P. Łuczyński

Podróż zimowa
— Michał Foerster

Cudzego nie znacie: Iść, ciągle iść…
— Michał Kubalski

To nie jest książka dla idiotów
— Michał Foerster

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.