Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 13 lipca 2020
w Esensji w Esensjopedii

Marek Krajewski
‹Głowa Minotaura›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułGłowa Minotaura
Data wydania6 maja 2009
Autor
Wydawca W.A.B.
CyklEberhard Mock, Edward Popielski
SeriaMroczna seria
ISBN978-83-7414-580-0
Format123×195mm
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Aus Breslau nach Lemberg
[Marek Krajewski „Głowa Minotaura” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
„Głowa Minotaura” – szósta odsłona cyklu Marka Krajewskiego o Eberhardzie Mocku – jest pod kilkoma względami powieścią przełomową. Po raz pierwszy, nie bez powodu zresztą, w tytule nie pojawia się słowo „Breslau”. Akcja książki toczy się bowiem przede wszystkim we Lwowie, który zepchnął Wrocław na drugi plan. Podobnie jest z głównym bohaterem, któremu wyrósł groźny konkurent do czytelniczej sympatii – komisarz lwowskiej policji Edward Popielski.

Sebastian Chosiński

Aus Breslau nach Lemberg
[Marek Krajewski „Głowa Minotaura” - recenzja]

„Głowa Minotaura” – szósta odsłona cyklu Marka Krajewskiego o Eberhardzie Mocku – jest pod kilkoma względami powieścią przełomową. Po raz pierwszy, nie bez powodu zresztą, w tytule nie pojawia się słowo „Breslau”. Akcja książki toczy się bowiem przede wszystkim we Lwowie, który zepchnął Wrocław na drugi plan. Podobnie jest z głównym bohaterem, któremu wyrósł groźny konkurent do czytelniczej sympatii – komisarz lwowskiej policji Edward Popielski.

Marek Krajewski
‹Głowa Minotaura›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułGłowa Minotaura
Data wydania6 maja 2009
Autor
Wydawca W.A.B.
CyklEberhard Mock, Edward Popielski
SeriaMroczna seria
ISBN978-83-7414-580-0
Format123×195mm
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Eberhard Mock to dla Marka Krajewskiego kura znosząca złote jajka. Nikt zdrowy na umyśle takiej kury świadomie zarzynać nie będzie. Dlatego, mimo że przed trzema laty – po publikacji czwartego tomu serii, „Festung Breslau” – autor ogłosił, że rozstaje się ze swoim bohaterem, nie wszyscy przyjęli tę zapowiedź jako ostateczną. I jak się okazało, niedowiarki miały rację. Już rok później na księgarskich półkach pojawiła się bowiem „Dżuma w Breslau”, z kolei na początku maja tego roku – po dwóch średnio udanych skokach w bok w tandemie z Mariuszem Czubajem (vide „Aleja samobójców” oraz „Róże cmentarne”) – światło dzienne ujrzała „Głowa Minotaura”. Gdybyśmy wszystkie dotychczas wydane książki z „cyklu wrocławskiego” ułożyli chronologicznie – nie według roku wydania, ale czasu, w którym rozgrywa się akcja poszczególnych części – kolejność przedstawiałaby się następująco: „Widma w mieście Breslau” (1919 rok), „Dżuma…” (lata 1923-1925), „Koniec świata w Breslau” (1927), „Śmierć w Breslau” (1933-1934), „Głowa Minotaura” (1937-1939), wreszcie „Festung Breslau” (1945). W porównaniu z poprzednią powieścią tym razem Krajewski wykonał skok o piętnaście lat w przód – do drugiej połowy lat 30. XX wieku. Czasy to w dziejach Europy niezwykle burzliwe, zapowiadające już nadchodzący wielkimi krokami wojenny kataklizm. Hitler umocnił się na stanowisku kanclerza, łącząc w swojej osobie – jako Führer III Rzeszy – kompetencje szefa rządu i głowy państwa. Powstały pierwsze obozy koncentracyjne, z wzorcowym Dachau na czele. Rozpoczęły się prześladowania ludności pochodzenia żydowskiego, „uwieńczone” przyjęciem przez parlament Rzeszy rasistowskich ustaw norymberskich (w 1935 roku). Do wielkiego znaczenia doszło gestapo, spychając na dalszy plan policję kryminalną, w której do tej pory służył Eberhard Mock. Słowem: to już zupełnie inne Niemcy niż te, które poznaliśmy w poprzednich – poza „Festung Breslau” – częściach cyklu.
Mock w „Głowie Minotaura” jest pięćdziesięcioczterolatkiem, który – nie mogąc znieść panoszących się w jego resorcie gestapowców – przed trzema laty porzucił pracę we wrocławskiej policji i przeniósł się do miejscowego oddziału abwery (takiej właśnie formy używa w powieści Krajewski). Tym samym z komisarza stał się hauptmannem, czyli kapitanem Mockiem. Nowe miejsce pracy zapewnia mu względną niezależność, co zawsze sobie cenił, choć nie chroni go całkowicie od kontaktów z funkcjonariuszami tajnej policji politycznej. W niektórych przypadkach jest wręcz zmuszony z nimi współpracować, ale przynajmniej na zasadach, które sam określa. Rok 1937 zaczyna się dla Mocka nieszczególnie. Gdy po sylwestrowych szaleństwach wraca z żoną do domu, czeka tam już na niego nadsekretarz kryminalny Seuffert, oficer łącznikowy między wrocławskim gestapo a abwerą, który przekazuje mu rozkaz szefa, by natychmiast zajął się „pilną sprawą polityczną”. Ta nie cierpiąca zwłoki sprawa to zabójstwo młodej dziewczyny, do którego doszło w nędznym hoteliku na obrzeżach Breslau „Warszawski Dwór”, zajmującym się głównie wynajmem pokojów na godziny. Zamordowana, która była cudzoziemką, została najpierw zgwałcona i uduszona, po czym sprawca zbrodni odgryzł jej pół twarzy (choć kolejność tych odrażających czynów mogła też być inna). Jedynym śladem znalezionym w obskurnym pokoju była wepchnięta pod łóżko maszyna do pisania z obcymi czcionkami, co gestapo uznało za przejaw działalności szpiegowskiej – stąd też przekazanie całej sprawy do rozwiązania abwerze. Szybkie dochodzenie Mocka ujawnia, że tajemnicza cudzoziemka, której personaliów nie udało się na razie ustalić, przyjechała do stolicy Dolnego Śląska z Polski, a dokładniej – pociągiem, który wyjechał ze Lwowa. Gdy kontaktuje się z lwowską policją, otrzymuje informację o dwóch bardzo podobnych zbrodniach, których dokonano dwa lata wcześniej na terenie wschodniej Galicji. Ofiarami zabójcy, którego ochrzczono Minotaurem, padły dwie młode dziewczyny. Podobnie jak ofiara z Breslau, również zostały one zgwałcone i okaleczone.
Śledztwo w sprawie tych morderstw prowadził komisarz Edward Popielski. To kolejna charakterystyczna postać stworzona przez Krajewskiego. Człowiek z „przeszłością” – od dziesiątego roku życia sierota (jego ojciec zatłuczony został przez tatarskich bandytów pod Kijowem, a matka dzień później powiesiła się na kijowskim dworcu kolejowym), co może tłumaczyć jego skomplikowane relacje z córką, siedemnastoletnią pięknością Ritą. O Popielskim dowiadujemy się również między wierszami, że był na zesłaniu w Rosji i studiował filologię w Wiedniu, co łączy go – oczywiście charakter studiów, a nie ich miejsce – z Mockiem i… Markiem Krajewskim. Podobnie jak jego wrocławski kolega po fachu, lwowski policjant nie stroni od stosowania w śledztwie przemocy i szantażu. Często wizytuje spelunki i burdele, narażając się tym miejscowym batiarom. Niejednokrotnie korzysta z pomocy swoich agentów i informatorów, którzy wywodzą się z przeróżnych, najczęściej bardzo podejrzanych środowisk. To, co go od Mocka różni, to pewien przeklęty dar. Pod wpływem ostrego światła słonecznego Popielski dostaje ataków epilepsji, podczas których ma wizje przyszłych zbrodni. Podczas jednej z nich widzi swoją córkę, która pada ofiarą wcale nie mitycznego, ale jak najbardziej realnego Minotaura. Od tej pory zdaje sobie sprawę, że – mimo wielu uprzedzeń – musi współpracować z oficerem abwery, bo tylko połączywszy siły będą w stanie wytropić i powstrzymać zdegenerowanego zbrodniarza. Stosunki obu policjantów, początkowo bardzo napięte, znacznie poprawiają się po wspólnej eskapadzie do Katowic, podczas której panowie odkrywają, jak wiele wspólnych zainteresowań ich łączy. To początek przyjaźni ponad podziałami i ponad granicami, która w finale powieści znajdzie swe bardzo specyficzne i zaskakujące zwieńczenie.
„Głowa Minotaura” to udane odświeżenie formuły cyklu. Krajewskiemu udało się bowiem, nie zmieniając nic w klimacie i charakterze opowieści, wprowadzić kilka istotnych zmian. Przede wszystkim po raz pierwszy główną areną działań nie jest niemiecki Wrocław (Breslau), ale polski Lwów (Lemberg). To z kolei wymagało od autora dogłębnych studiów nad dziejami wschodniogalicyjskiej stolicy w okresie międzywojennym. Trzeba przyznać, że – wydatnie korzystając z pomocy specjalistów – zadanie wykonał na poziomie zdecydowanie zadowalającym czytelnika. Stylizacja języka, zachowanie topografii miasta z lat 30., wreszcie bezpośrednie nawiązania do miejsc (Kawiarnia Szkocka, Wysoki Zamek) i postaci historycznych (vide słynne środowisko lwowskich matematyków, w którym główne role odgrywali pojawiający się w powieści ekspremier II Rzeczypospolitej Kazimierz Bartel, Stefan Banach, Leon Chwistek czy Hugo Steinhaus) – wystawiają Krajewskiemu wysoką cenzurkę. Po raz pierwszy też na plan pierwszy wybija się inna postać niż Eberhard Mock, który tym razem staje się właściwie prawą ręką komisarza Popielskiego. To na barkach Polaka spocznie główny ciężar dochodzenia, to on ostatecznie odkryje sprawcę zbrodni, płacąc za to zresztą niezwykle wysoką cenę. Pisarzowi, co warto podkreślić, udało się ominąć czyhające nań pułapki i mielizny. Gdy na kartach powieści pojawiła się bowiem córka komisarza Popielskiego, notabene sprawiająca ojcu niezliczoną wprost ilość kłopotów, było pewnym, że dziewczyna musi zostać wplątana w całą sprawę. I, zgodnie z przewidywaniami, została. Sporym zaskoczeniem są jednak jej dalsze losy. Jednego możemy być pewni – pisarze ani scenarzyści amerykańscy na taki rozwój wypadków na pewno by nie wpadli.
Najnowsza odsłona cyklu nie dorównuje może swoim bezpośrednim poprzedniczkom (trochę jednak brakuje tego klaustrofobicznego klimatu międzywojennego Wrocławia), ale też nie zawodzi. Zresztą, to tak naprawdę kwestia gustu. Ci, którzy przyzwyczaili się do postaci Mocka, mogą poczuć się trochę rozczarowani zepchnięciem go na boczny tor; z kolei ci, dla których lektura „Głowy Minotaura” będzie pierwszym kontaktem z twórczością Krajewskiego, nie odczują tego zbyt boleśnie, gdyż miejsce wrocławskiego policjanta zajęła przecież postać nie mniej barwna i charyzmatyczna, a może nawet – z racji swego pochodzenia – bliższa polskiemu czytelnikowi. Swoją drogą ciekawe, czy autor „Śmierci w Breslau” przewidział dla komisarza Popielskiego miejsce także w którejś z kolejnych odsłon serii. Dajmy na to takiej, której akcja rozgrywałaby się między 1939 a 1941 rokiem. Lwów pod okupacją sowiecką i kolejne wspólne śledztwo prowadzone przez Mocka i Popielskiego! Pomarzyć można, prawda?
koniec
12 maja 2009

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ten okrutny XX wiek: Wielka Historia przy kawiarnianym stoliku
Sebastian Chosiński

13 VII 2020

To jedna z tych książek, po które warto sięgać zawsze i wszędzie. Traktując ją przede wszystkim jako ostrzeżenie – przed totalitarnym reżimem i własnymi słabościami. Egipski noblista Nadżib Mahfuz wpisał się „Karnakiem” w nurt politycznej literatury rozliczeniowej. Stanął tym samym obok Arthura Koestlera i Aleksandra Sołżenicyna. Choć stylistycznie jest od nich bardzo daleki.

więcej »

Niestrawione dzieci rewolucji
Joanna Kapica-Curzytek

12 VII 2020

Baskijska powieść „Samotny mężczyzna” porusza problemy ludzi oddanych wypalonym, przebrzmiałym ideom. Chcą na nowo wrócić do normalności, ale piętno przeszłości nie daje o sobie zapomnieć.

więcej »

Mała Esensja: Indyjskie sekrety Bajkowego Króla
Marcin Mroziuk

11 VII 2020

Czytając „Oko Węża”, możemy się po raz kolejny przekonać, że bohaterom „Kronik Archeo” naprawdę trudno znaleźć chwilę spokoju, bo wszędzie przytrafiają im się niesamowite przygody. Warto zaznaczyć, że tym razem muszą zmierzyć się oni z wyjątkowo skomplikowaną zagadką, a ich życie kilka razy będzie wisieć na włosku.

więcej »

Polecamy

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej

Na rubieżach rzeczywistości:

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej
— Marcin Knyszyński

Myślę, ale czy jestem?
— Marcin Knyszyński

Wszyscy jesteśmy androidami
— Marcin Knyszyński

Umieranie wstecz
— Marcin Knyszyński

Przygodowa powieść science fiction – zrób to sam!
— Marcin Knyszyński

Pif-Paf! Zium!
— Marcin Knyszyński

Droga bez powrotu
— Marcin Knyszyński

„Bycie” jest kalejdoskopem
— Marcin Knyszyński

„I Have a Dream”
— Marcin Knyszyński

Koszmarna teofania
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Esensja czyta: Lato 2009
— Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Joanna Słupek, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski

Tegoż twórcy

Prometeusze na sowieckim widelcu
— Sebastian Chosiński

W alkoholowo-hipnotycznym transie
— Sebastian Chosiński

Szpiegowska afera w wielkim stylu
— Sebastian Chosiński

Burszowie sprzed (ponad) stu lat
— Sebastian Chosiński

Przygody Eberharda na Czarnym Lądzie
— Sebastian Chosiński

Popielski is dead, long live Mock!
— Sebastian Chosiński

Nad pięknym i modrym… Bałtykiem
— Sebastian Chosiński

Drzewo złe owoców dobrych wydawać nie może
— Sebastian Chosiński

Mrok to jednak nie Mock
— Sebastian Chosiński

Esensja czyta: Październik 2012
— Miłosz Cybowski, Jacek Jaciubek, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Daniel Markiewicz, Agnieszka Szady

Tegoż autora

Muzyka czasów pandemii
— Sebastian Chosiński

Uralski realizm zepsuty przez magię
— Sebastian Chosiński

Czasami lepiej widzieć mniej (lub nic)
— Sebastian Chosiński

Niektórych marzeń lepiej nie spełniać
— Sebastian Chosiński

Na tropie Bucky’ego i Red Skulla
— Sebastian Chosiński

Do kraju tego, w którym zmarli nie mają spokoju…
— Sebastian Chosiński

Na zesłaniu w Piekle
— Sebastian Chosiński

Jeśli Bóg maczał w tym palce…
— Sebastian Chosiński

Może być tylko gorzej
— Sebastian Chosiński

Bóg, heros, karzeł i wojowniczka
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.