Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 26 stycznia 2022
w Esensji w Esensjopedii

Jonathan Carroll
‹Całując ul›

EKSTRAKT:30%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułCałując ul
Tytuł oryginalnyKissing the Beehive
Data wydania2001
Autor
PrzekładPiotr Taufelmann
Wydawca Rebis
CyklCrane’s View
SeriaSalamandra
ISBN83-7120-542-2
Format256s
Cena25,—
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Kraina Carrolla
[Jonathan Carroll „Całując ul”, Jonathan Carroll „Zaślubiny patyków”, Jonathan Carroll „Drewniane morze” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
"Crane′s View" to kiepski cykl, nie ma więc sensu się nad nim pastwić - fani przeczytają go i tak, a jeżeli ktoś chce dopiero rozpocząć przygodę z twórczością Carrolla, niech sięgnie po "Krainę chichów" lub "Kości księżyca" - warto jednak napisać kilka słów podsumowujących ostatnie poczynania autora.

Tomasz Kujawski

Kraina Carrolla
[Jonathan Carroll „Całując ul”, Jonathan Carroll „Zaślubiny patyków”, Jonathan Carroll „Drewniane morze” - recenzja]

"Crane′s View" to kiepski cykl, nie ma więc sensu się nad nim pastwić - fani przeczytają go i tak, a jeżeli ktoś chce dopiero rozpocząć przygodę z twórczością Carrolla, niech sięgnie po "Krainę chichów" lub "Kości księżyca" - warto jednak napisać kilka słów podsumowujących ostatnie poczynania autora.

Jonathan Carroll
‹Całując ul›

EKSTRAKT:30%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułCałując ul
Tytuł oryginalnyKissing the Beehive
Data wydania2001
Autor
PrzekładPiotr Taufelmann
Wydawca Rebis
CyklCrane’s View
SeriaSalamandra
ISBN83-7120-542-2
Format256s
Cena25,—
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Jonathan Carroll zadebiutował na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych rewelacyjną, sławną już "Krainą chichów". Ponieważ książka sprawia niemałe trudności z klasyfikacją gatunkową, a przy tym dziełem jest znaczącym, "przyznają się" do niej zwolennicy zarówno fantasy, SF, jak i głównego nurtu (cokolwiek by to nie było). Jak pokazał czas, wszelkie szufladkowania nie mają jednak, jak się zdaje, większego sensu - Carroll wypracował własny, niepowtarzalny styl, opierający się na zderzeniu świata rzeczywistego z elementami fantastycznymi i wytrwale przy nim trwa. W ciągu kilkunastu lat, oprócz zbiorów opowiadań i scenariuszy filmowych, wydał jeszcze siedem powieści opartych na tym samym pomyśle. Są to: Głos naszego cienia oraz sześć kolejnych książek powiązanych przewijającymi się w nich postaciami. Niestety żaden z tych utworów nie dorównuje "Krainie...", a do tego wszystkie są do siebie bardzo podobne - trudno nie odnieść wrażenia, że autor pisze wciąż na nowo jedną i tę samą powieść.
W każdej z nich fabuła ma podobny schemat: głównym bohaterem jest samotny mężczyzna (wyjątek stanowią tu "Kości księżyca" i częściowo "Na pastwę aniołów"), przeważnie osoba publicznie znana - pisarz, reżyser, architekt - która właśnie spotyka miłość swojego życia. Po mniej więcej stu stronach, gdy wszystkie postacie dramatu zostaną przedstawione, pojawia się magia, a łącznikiem pomiędzy światami bardzo często bywają zwierzęta. Za każdym razem otrzymujemy frapujący tytuł, zwykle niewiele mający wspólnego z fabułą, pierwszoplanową narrację, śmierć jednego z bohaterów. Za każdym razem akcja prędzej lub później ląduje w Austrii, w Wiedniu. Za każdym razem powieść przepełniona jest wszelkiego rodzaju aforyzmami, anegdotami, opowieściami: ciekawymi, lecz częstokroć robiącymi wrażenie wepchanych na siłę. Wyliczankę można pewnie kontynuować, ale nie ma po co - opowiadane historie są bowiem na tyle fascynujące, że wszystko to szłoby przeboleć gdyby nie ostatni element wspólny: brak zakończenia. Z jednej strony poznajemy realistycznie opisane wzajemne relacje kilku osób, z drugiej - im bliżej ostatniego rozdziału, tym więcej elementów nadnaturalnych pojawia się i wpływa na ich zachowanie. Wątki mnożą się, niewyjaśnionych wydarzeń przybywa, umieramy z ciekawości, o co w tym wszystkim chodzi, i nagle ciach... następuje jedna czy dwie pseudosymboliczne sceny i koniec, resztę dopowiedz sobie, czytelniku, sam.
Maniera ta staje się u Carrolla coraz bardziej dokuczliwa. Uwielbiam jego książki za niepowtarzalną atmosferę, za to, że czasami potrafią zahipnotyzować, za żywych, szczerych bohaterów oraz za prawdziwość, za wierność, z jaką udaje im się oddać radości i smutki życia. Jednak powoli okazuje się, iż to nie wystarcza, z powieści na powieść niesmak, który pozostaje po przeczytaniu ostatnich stron, jest większy i zabija całą słodycz skumulowaną w trakcie czytania.
Z nadzieją więc, ale i ze sporymi obawami podszedłem do najnowszego dzieła Jonathana Carrolla - trylogii "Crane′s View".

Jonathan Carroll
‹Zaślubiny patyków›

EKSTRAKT:20%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułZaślubiny patyków
Tytuł oryginalnyThe Marriage of Sticks
Data wydania2002
Autor
PrzekładJacek Wietecki
Wydawca Rebis
CyklCrane’s View
ISBN83-7120-578-3
Format244s
Gatunekobyczajowa
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Na cykl składają się powieści: "Całując ul", "Zaślubiny patyków" oraz "Drewniane morze". Łączy je miejsce akcji - tytułowe Crane′s View, małe miasteczko położone niedaleko Nowego Jorku - oraz Frannie McCabe, narrator Drewnianego morza, który w pozostałych powieściach odgrywa drugoplanowe, ale dość znaczące role. Prócz tego książki są całkowicie autonomicznymi dziełami, można czytać je niezależnie i w dowolnej kolejności.
"Całując ul" to historia Sama Bayera, popularnego autora powieści sensacyjnych, który cierpi na niemoc twórczą spowodowaną między innymi niedawnym rozwodem z drugą żoną. Pragnie jakoś temu zaradzić i postanawia cofnąć się do czasów dzieciństwa, odwiedzając po latach swoje rodzinne miasto, Crane′s View. Zajechawszy na miejsce, ni stąd, ni zowąd przypomina sobie, że przecież gdy miał piętnaście lat, wraz z kolegą zauważył w rzece ciało zamordowanej kobiety. Sprawa wciąż nie została rozwikłana, a jego przyjaciel z dzieciństwa, straszny łobuz Frannie McCabe, został szefem policji i chętnie mu pomoże w śledztwie. Kryzys twórczy pokonany! Wkrótce w jego życiu pojawia się nowa przyjaciółka Veronica Lake... I tak dalej. Powieść to w dorobku autora o tyle specyficzna, że całkowicie pozbawiona elementów nadnaturalnych. Czym więc jest? Odpowiedź może zaskoczyć - kryminałem. I to kryminałem dość klasycznym, w którym na ostatniej stronie dowiadujemy się kto i dlaczego. Patrząc na utwór w takich kategoriach (w żadnych innych raczej nie można), wypada on niestety bardzo słabo, intryga jest szczątkowa i kiepsko skonstruowana, padają jakieś trupy, ale ogólnie wieje nudą, a rozwiązanie bardziej śmieszy, niż zaskakuje. Trudno dopatrzyć mi się jakichkolwiek plusów, choć zauważyć warto, iż "Całując ul" jest próbą odejścia od schematów poprzednich powieści. Próbą niestety nieudaną.
"Zaślubiny patyków" to koszmarek, najsłabsza część trylogii i, w mojej ocenie, najsłabsza książka Carrolla w ogóle. Narratorem opowieści jest tym razem kobieta, Miranda, właścicielka antykwariatu, która - niespodzianka! - poznaje starszego od siebie, żonatego mężczyznę i bezgranicznie się w nim zakochuje. Po serii romantycznych spotkań postanawiają zamieszkać razem w podarowanym przez przyjaciółkę domu w Crane′s View. Strasznie trudno opowiedzieć, o czym traktuje książka, gdyż składa się na nią seria mało zrozumiałych, pozbawionych przyczynowo-skutkowej logiki scen. O ile początek tworzy jeszcze jako tako spójną całość, o tyle po wkroczeniu magii opowieść całkowicie traci sens, a o finale lepiej nie wspominać. Przeżywane w trakcie lektury cierpienia, umilają za to ortograficzne rarytasy. I tak na stronie 132 możemy przeczytać, że "pstryknąła automatyczna sekretarka", a na stronie 34 i ponownie 132 czeka na nas odrobina awangardowej gramatyki: "można było pęc ze śmiechu". Oj, można, można.

Jonathan Carroll
‹Drewniane morze›

EKSTRAKT:40%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułDrewniane morze
Tytuł oryginalnyThe Wooden Sea
Data wydania2002
Autor
PrzekładRadosław Kot
CyklCrane’s View
ISBN83-7120-934-7
Cena28,-
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
"Drewniane morze", ostatnia część trylogii, okazała się dość miłym zaskoczeniem i podoba mi się najbardziej. Frannie McCabe, szef policji w Crane′s View, zostaje wrzucony w wir niezrozumiałych wydarzeń już w pierwszym rozdziale i z każdym następnym do samego końca będzie się robiło dziwniej i dziwniej. Opowiadana historia naprawdę wciąga, Frannie jest przerzucany w przeszłość i w przyszłość, a także spotyka samego siebie z różnych okresów życia. Pojawiają się wyraźne elementy science-fiction, a wszystko wydaje się przez dłuższy czas sensowne. Prawda wychodzi na jaw na kilkunastu ostatnich stronach i, szczerze mówiąc, lepiej, żeby ich nie było. Nie mam zamiaru zdradzać zakończenia, tym wszystkim, którzy mimo wszystko po książkę sięgną, ale gdyby David Lynch umieścił na końcu "Mulholland Drive" scenę, w której główna bohaterka budzi się z pokazanego na początku wypadku samochodowego i mówi: "Dobrze, że to tylko sen", efekt byłby bardzo podobny. Trudno powiedzieć, dla kogo przeznaczone jest "Drewniane morze"; tych, którzy spodziewają się ciekawej opowieści science-fiction, odrzuci brak zakończenia, z kolei zwolennicy prozy Carrolla za książką nie przepadają również, gdyż w natłoku akcji i wydarzeń, znikli gdzieś bohaterowie.
"Crane′s View" to kiepski cykl, nie ma więc sensu się nad nim pastwić - fani przeczytają go i tak, a jeżeli ktoś chce dopiero rozpocząć przygodę z twórczością Carrolla, niech sięgnie po "Krainę chichów" lub "Kości księżyca" - warto jednak napisać kilka słów podsumowujących ostatnie poczynania autora.
Nie będę zbyt odkrywczy, stwierdzając, że sukces jego prozy opiera się na wspomnianej już, niezwykłej mieszance rzeczywistości i magii. Zetknięcie wiarygodnych, bardzo prawdziwych i bliskich czytelnikowi postaci z elementami fantastycznymi daje częstokroć piorunujące efekty. Podejrzewam, że gdyby spytać czytelników o ulubione powieści Carrolla, większość wymieniłaby te pierwsze przeczytane, gdyż to, co najbardziej zapada z nich w pamięć, owo zaskoczenie, z każdą kolejną książką staje się bardziej przewidywalne. Wiemy, że czytana przez nas opowieść obyczajowa, wkrótce zmieni zwrot o sto osiemdziesiąt stopni i pomknie jak szalona. Ta sama sztuczka za każdym razem robi mniejsze wrażenie, lecz Carroll zdaje się tego nie dostrzegać - to pierwszy gwóźdź do trumny, którą tak uparcie sobie zbija. Drugim, znacznie bardziej znaczącym, jest niezrozumiałość i brak celowości. Obraz kreowany przez "Krainę chichów" jest spójny, źródło magii zostaje opisane, dowiadujemy się, dlaczego zaistniała ona w tak dobrze znanej nam rzeczywistości. W pozostałych powieściach jest ona integralną częścią świata i na tym kończą się wszelkie wyjaśnienia. Nie wiemy, skąd się wzięła ani czemu służy. Jest efektem dla efektu, kaprysem autora.
Próba napisania powieści realistycznej, jaką jest "Całując ul", wypadła miernie. W pozostałych częściach trylogii autor wrócił więc do wielokrotnie wypróbowanego scenariusza i ... też skończyło się to fatalnie. W tym roku ukaże się w Polsce jego najnowsza książka "Białe jabłka"; czas pokaże, co tym razem autor ma nam do zaoferowania, ale z zapowiedzi wynika, że żadnej rewolucji nie będzie. Wydaje mi się, że jeśli Carroll dalej pójdzie wytartym przez siebie szlakiem, nie stworzy powieści, która choć w części byłaby tak dobra jak "Kraina chichów".
W usta pisarza, głównego bohatera "Całując ul", Carroll włożył następującą kwestię:
„Już dawno temu zrezygnowałem z prób zadziwiania ludzi. Jest takie rosyjskie przysłowie: Prawda jest jak pszczoła - żądli prosto w oczy. Jedna z prawd na mój temat jest taka, że piszę książki, które z założenia mają bawić, ale żadna z nich nie pretenduje do tego, aby być wielką.”
Cóż więcej można dodać?
Szkoda...
koniec
1 kwietnia 2002

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Dwadzieścia jeden ról
Joanna Kapica-Curzytek

26 I 2022

Czy „Rewolucja niebieska. Powieść o Mikołaju Koperniku” jest rzeczywiście powieścią? Ten bez wątpienia pięknie napisany utwór sprawdziłby się o wiele lepiej jako esej biograficzny lub historyczny.

więcej »

Perły ze skazą: Sąd – sądem, ale sprawiedliwość…
Sebastian Chosiński

25 I 2022

Gdy odchodzi stary świat i rodzi się nowy, zawsze dochodzi do konfliktów – niekiedy politycznych, niekiedy etycznych. W „Sądzie” Władimira Tiendriakowa – niewielkiej powieści, którą można uznać za majstersztyk prozy psychologicznej – oba te aspekty wzajemnie się przenikają. I z tego powodu ze zdwojoną siłą uderzają w kręgosłup moralny starego myśliwego Siemiona Tietierina.

więcej »

Mała Esensja: Wszystkie bziki Julka
Marcin Mroziuk

24 I 2022

W „Moim bracie czarodzieju” młodzi czytelnicy mogą poznać Juliana Tuwima od dość nietypowej strony. Nie dość bowiem, że Anna Czerwińska-Rydel skupiła się tutaj na przedstawieniu dzieciństwa przyszłego poety, to na dodatek narratorką uczyniła jego młodszą siostrę Irenę.

więcej »

Polecamy

Pijane ślimaki prowadzą śledztwo

Stulecie Stanisława Lema:

Pijane ślimaki prowadzą śledztwo
— Mieszko B. Wandowicz

Pogrzeb pośród mgławic
— Mieszko B. Wandowicz

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)
— Mieszko B. Wandowicz

List znad Oceanu
— Beatrycze Nowicka

Lem w komiksie
— Marcin Knyszyński

Przeciętniak w swym zawodzie
— Agnieszka Hałas, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Carrolla stać na więcej
— Joanna Kapica-Curzytek

Opowiedz mi swój sen
— Joanna Kapica-Curzytek

Czytając Carrolla
— Daniel Markiewicz

Bez (dłuższej) formy
— Daniel Markiewicz

Między Marquezem a brzegiem rozlewiska
— Daniel Markiewicz

Bynajmniej nie wrzątek
— Daniel Markiewicz

Blogiem w czytelnika
— Daniel Markiewicz

U Carrolla bez zmian
— Tomasz Kujawski

Strefa Carrolla
— Michał Młotek

Tegoż autora

Inwazja głupot
— Tomasz Kujawski

Gdzie jest pomysł?
— Tomasz Kujawski

Śmierć na lodach Arktyki
— Tomasz Kujawski

Michael Nyman o wojnie w strugach deszczu
— Tomasz Kujawski

Historia niesie pisarza
— Tomasz Kujawski

O Kingu nijako i biograficznie
— Tomasz Kujawski

Co by było, gdyby…
— Tomasz Kujawski

Byliśmy wieczni
— Tomasz Kujawski

Miasto zbrodni
— Tomasz Kujawski

Zawsze można spróbować od nowa
— Tomasz Kujawski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.