Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 26 października 2021
w Esensji w Esensjopedii

Dan Simmons
‹Triumf Endymiona›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułTriumf Endymiona
Tytuł oryginalnyThe Rise of Endymion
Data wydania17 czerwca 2009
Autor
PrzekładWojciech Szypuła
Wydawca MAG
CyklHyperion
ISBN978-83-7480-122-5
Format800s. 125×195mm; oprawa twarda, obwoluta
Cena59,99
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Rekonfiguracja
[Dan Simmons „Triumf Endymiona” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
1 2 »
„Triumf Endymiona” Dana Simmonsa pokazuje nader dobitnie, że jeszcze trudniejsze od stworzenia arcydzieła jest utrzymanie poziomu w następnych utworach. Dylogia o Endymionie jest ambitną i odważną próbą, lecz zamykający cykl „Triumf…” nie spełnia pokładanych w nim wygórowanych oczekiwań.

Beatrycze Nowicka

Rekonfiguracja
[Dan Simmons „Triumf Endymiona” - recenzja]

„Triumf Endymiona” Dana Simmonsa pokazuje nader dobitnie, że jeszcze trudniejsze od stworzenia arcydzieła jest utrzymanie poziomu w następnych utworach. Dylogia o Endymionie jest ambitną i odważną próbą, lecz zamykający cykl „Triumf…” nie spełnia pokładanych w nim wygórowanych oczekiwań.

Dan Simmons
‹Triumf Endymiona›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułTriumf Endymiona
Tytuł oryginalnyThe Rise of Endymion
Data wydania17 czerwca 2009
Autor
PrzekładWojciech Szypuła
Wydawca MAG
CyklHyperion
ISBN978-83-7480-122-5
Format800s. 125×195mm; oprawa twarda, obwoluta
Cena59,99
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
„Wiesz ty, czym ty mogłeś być?” chciałoby się zapytać, czytając ostatni tom hyperiońskiego cyklu. Charakterystyczny styl Simmonsa nie pozwala wątpić, że „Triumf Endymiona” wyszedł spod tego samego pióra, co „Hyperion” i „Upadek Hyperiona” a jednak chwilami aż trudno uwierzyć, że autor, który potrafił stworzyć wyżej wspomniane pierwsze dwa tomy, nie umiał potem powtórzyć swojego sukcesu. Być może to wpływ zawartych w dylogii hyperiońskiej rozważań o poezji i poetach, niemniej czytając „Endymiona” i Triumf…” nieraz zastanawiałam się nad tym, czy może coś takiego, jak natchnienie naprawdę istnieje i niestety opuściło Simmonsa po napisaniu „Upadku…”. Zabrzmi to nieprofesjonalnie, lecz druga dylogia wydała mi się… pozbawiona duszy. Trzeba pogratulować pisarzowi odwagi – porwał się na wiele, powracając po kilku latach przerwy do wykreowanego przez siebie świata. Musiał zmierzyć się ze swoim dziełem, czekało go także niełatwe zadanie nakreślenia postaci nowego mesjasza. Zaryzykował. „Endymion” i „Triumf…” są próbą dyskursu z pierwszą dylogią. W „Hyperionie” i „Upadku…” Simmons stworzył mity. W tomach kolejnych mity te obala. Rozbija też misterną układankę, z taką pieczołowitością konstruowaną w pierwszej dylogii. Obwieszcza, że niektóre elementy mają zupełnie inny kształt i składa je w odmienny sposób. Czy udaje mu się dzięki temu dorównać samemu sobie?
„Hyperion”, nagrodzony Hugo i Locusem pierwszy tom cyklu dla mnie przynajmniej był objawieniem. To była prawdziwa eksplozja wyobraźni, olśniewająca rozmachem stworzonego świata i setkami pomysłów, które inny autor mógłby spożytkować na co najmniej kilka książek: od symbiontów, czyniących człowieka nieśmiertelnym, do SI próbujących stworzyć boga, od szczegółów w rodzaju domu, którego każdy pokój znajduje się na innej planecie, po historię cofającej się w czasie dziewczynki. Wszystko to opisane było w sugestywny, plastyczny sposób z ogromną wręcz dbałością o adekwatność treści i formy. Ta ostatnia była skomplikowana i dopracowana: szkatułkowa powieść mieszcząca w sobie osobne opowiadania różniące się konwencją, charakterem i klimatem oraz zawierające oprócz własnej fabuły elementy układanki, które czytelnik musiał sam sobie poskładać. „Hyperion” funkcjonował na wielu płaszczyznach. Na najbardziej zewnętrznym poziomie był wciągającą powieścią, posiadającą wyrazistych bohaterów i interesującą, wielowątkową fabułę. Nieco głębiej był także znakomitym przykładem postmodernizmu. Stanowił nie tylko dialog z literaturą SF, jej konwencjami i historią, lecz czerpał pełnymi garściami z całego dorobku kulturalnego: od Biblii, przez XIX-wieczną poezję, po popkulturę. Przez cały czas pozostawał przy tym książką „strawną”, którą się czyta, miast przez nią brnąć. Simmonsowi udała się rzecz niesamowita – utrzymanie napięcia i tempa akcji pomimo wplecenia w nią wierszy czy rozważań na temat sztuki, a nawet sugestii, że może wszystkie wydarzenia są „wnętrzem” dzieła jednego z bohaterów. Można było także czytać „Hyperiona”, jako metaforyczną opowieść o wędrówce człowieka ku śmierci, w czasie której próbuje on rozliczyć się ze sobą, podsumować swoje życie oraz zająć stanowisko względem nieuchronnego. W mojej pamięci szczególnie utkwiła genialna scena: korowód postaci u wrót doliny. Futurystyczny dance macabre z „przedstawicielami wszystkich stanów” i Chyżwarem w charakterze personifikacji śmierci.
Tom drugi okazał się równie dobry, co pierwszy. Simmons zdecydował się na zmianę formy oraz perspektywy i uczynił „Upadek Hyperiona” książką o końcu imperium. Udanie przy tym włączył losy pielgrzymów w wydarzenia o znacznie bardziej globalnym charakterze. Świat został już nakreślony wcześniej, lecz Simmons dodał sporo nowych pomysłów i – co najważniejsze, poprowadził fabułę w ten sposób, by wyjaśnienia zagadek z „Hyperiona” i rozwiązanie niektórych wątków okazały się naprawdę zdumiewające. Wprowadził także nowych bohaterów, w tym ciekawego Severna i znakomitą Meinę Gladstone. „Upadek Hyperiona” również był powieścią erudycyjną i mistrzowsko wręcz skomponowaną. Simmons wykorzystał w nim aż cztery rodzaje narracji, przeplatające się wedle określonego schematu. Narracja była przy tym ściśle dopasowana do akcji – jej tempa i przebiegu (np. gdy pielgrzymi wkraczają w zasięg wzburzonych „prądów czasu” wydarzenia przedstawiane są w poszatkowany, często achronologiczny sposób). Znalazło się także miejsce na dywagacje filozoficzne i humanistyczne przesłanie. „Upadek Hyperiona” przenikał także ogromny głód boga – przebijał z wypowiedzi i przemyśleń postaci, wplatał się w samą koncepcję świata. Pragnienie to nie pozostało nieodwzajemnione. Bóg zstąpił pomiędzy ludzi i o tym właśnie miała opowiadać druga dylogia.
Początek „Endymiona” zapowiadał się nieźle. Odważny i kontrowersyjny – widać było w nim „pazur” Simmonsa. Niestety, później nie było już aż tak intrygująco. Autor zdecydował się sięgnąć po konwencję przygodowo-awanturniczą. Wybrał tylko jeden wątek – ucieczkę Enei przed siłami Paksu, zdecydował się także na zawężenie perspektywy. Okrojenie formy i treści zwracało uwagę, nawet styl był jakby odrobinę mniej barwny. Być może miało to odzwierciedlić fakt, iż opisywane wydarzenia działy się w „nowym średniowieczu” a narrator nie był człowiekiem o szerokich horyzontach (nie miał też dostępu do datasfery, gdzie cały dorobek kulturalny ludzkości znajdował się na wyciągnięcie ręki), lecz uczyniło to „Endymiona” przede wszystkim powieścią akcji. Udany zabieg stanowiło przedstawienie wydarzeń zarówno ze strony uciekinierów, jak i ścigających (Simmons zdecydował się tutaj na dwa przeplatające się rodzaje narracji), niemniej fabuła sprowadzała się do tego, iż przez ponad siedemset stron autor obmyślał rozmaite pułapki i przeciwności czyhające na bohaterów, by później ich z tychże pułapek wyciągać. Był też „Endymion” swego rodzaju mrugnięciem do czytelnika, bo jak inaczej interpretować wypowiedzi bohaterów typu: „Nie mamy żadnego mądrego planu. Myślisz, że i tym razem w razie problemów pojawi się Chyżwar w charakterze deus ex machiny?”.
1 2 »

Komentarze

01 XII 2009   17:58:24

Jak na recenzję "Triumfu...", to trochę za dużo o poprzednich książkach Simmonsa. Bardziej esej, niż recenzja. ;)

02 XII 2009   08:48:42

Zgadzam się z powyższą opinią. Niemniej, brawa dla Autorki :)

02 XII 2009   15:19:46

Niestety autorka nie wspomniała o dużym babolu wydawcy jakim był tytuł utworu wydrukowany na grzbiecie obwoluty książki w sposób odwrotny niż w reszcie cyklu. Na szczęści wydawnictwo bezproblemowo wymienia obwoluty

02 XII 2009   21:30:14

Śmiem twierdzić, że wydawnictwo mnie olało, kolokwialnie mówiąc, w kwestii wymiany obwoluty. Napisałem list w sierpniu, może we wrześniu i do tej pory, ani widu, ani słychu.

02 XII 2009   23:23:41

Spróbuj napisać jeszcze raz. Może Twój mail po prostu gdzieś się zawieruszył. Wiele osób wymieniało te obwoluty (w tym ja) i jeszcze nie spotkałem się z przypadkiem braku reakcji.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Mała Esensja: Z kociej perspektywy
Marcin Mroziuk

25 X 2021

W „Mruczandzie na trzy rodziny i jedną kamienicę” Grzegorz Kasdepke z poczuciem humoru sportretował mieszkańców pewnego dwupiętrowego budynku na warszawskiej Saskiej Kępie, których zachowania niejednokrotnie wprawiają w zdumienie pewnego szarego dachowca. Obserwując ich perypetie, młodzi czytelnicy będą z pewnością doskonale się bawić.

więcej »

Chopin – globalny fenomen
Joanna Kapica-Curzytek

24 X 2021

Osiemnasty Konkurs Chopinowski właśnie przechodzi do historii, liczącej sobie już prawie sto lat. W „Wielkiej grze” przeżyjemy jeszcze raz wszystkie poprzednie edycje tej wielkiej imprezy. Ciekawostek, anegdot, emocji nie zabraknie!

więcej »

Duch czy Demiurg?
Sławomir Grabowski

23 X 2021

„Gnoza” Michała Cetnarowskiego nie rozczarowuje jako pełnoprawna powieść SF z trochę wyższej półki – może trochę epigońska, ale nadrabiająca ciekawym konceptem, choć dalekim od naukowej ortodoksji.

więcej »

Polecamy

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!

Stulecie Stanisława Lema:

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Nie wszystko i nie wszędzie jest dla nas
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Esensja czyta: Październik-listopad 2009
— Jędrzej Burszta, Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Michał Kubalski, Marcin T.P. Łuczyński, Joanna Słupek, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski, Krzysztof Wójcikiewicz

Tegoż twórcy

Umieranie w śniegu
— Anna Nieznaj

Thriller nadprzyrodzony
— Miłosz Cybowski

Czytając (dobre) science fiction
— Daniel Markiewicz

Śmierć na lodach Arktyki
— Tomasz Kujawski

Przeczytaj to jeszcze raz: Między realizmem a fantastyką
— Miłosz Cybowski

Esensja czyta: Grudzień 2012
— Kamil Armacki, Jacek Jaciubek, Anna Kańtoch, Jarosław Loretz, Daniel Markiewicz, Beatrycze Nowicka, Konrad Wągrowski

Potwór z Londynu
— Jacek Jaciubek

Esensja czyta: Październik 2012
— Miłosz Cybowski, Jacek Jaciubek, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Daniel Markiewicz, Agnieszka Szady

Esensja czyta: Październik 2011
— Jędrzej Burszta, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Joanna Słupek, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski

Esensja czyta: Sierpień 2011
— Jędrzej Burszta, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Beatrycze Nowicka

Tegoż autora

Jawnobójstwo deklinacji
— Beatrycze Nowicka

Górska kraina deszczu, niepowodzeń, sępów i złych kobiet
— Beatrycze Nowicka

Jest piękny i ma wspaniałe mięśnie
— Beatrycze Nowicka

Gdzie uczciwość to grzech śmiertelny
— Beatrycze Nowicka

Jak to u nas w wiosce było…
— Beatrycze Nowicka

Razem na złe i na jeszcze gorsze
— Beatrycze Nowicka

Sentymenty
— Beatrycze Nowicka

Bajka o księżniczce i łotrzyku
— Beatrycze Nowicka

Z wizytą w mieście dżinnów
— Beatrycze Nowicka

Przekraczając granice lecz nie limit znaków
— Beatrycze Nowicka

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.