Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 17 października 2019
w Esensji w Esensjopedii

Adriana Trigiani
‹W stylu Valentine›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułW stylu Valentine
Tytuł oryginalnyVery Valentine
Data wydania12 stycznia 2010
Autor
PrzekładAlina Siewior-Kuś
Wydawca Prószyński i S-ka
CyklValentine
ISBN978-83-7648-315-3
Format400s. 125×195mm
Cena34,—
Gatunekobyczajowa
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Kup wSelkar.pl: 27,97 zł
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Wspaniałe buty to priorytet w życiu kobiety (i pomidory)
[Adriana Trigiani „W stylu Valentine” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Risotto to trudna potrawa. Jeśli gotuje się za krótko, wyjdzie rosół, jeśli za długo – ryżowy klej do tapet. Tę kuchenną analogię można zastosować do literatury pięknej, zwłaszcza jeśli pisze się o Amerykanach włoskiego pochodzenia, wśród których jest także szef kuchni. Nie wiem, jak gotuje Adriana Trigiani, ale tworzenie wciągających, ciepłych i pełnych humoru historii wychodzi jej nieźle, co widać w jej najnowszej powieści „W stylu Valentine”.

Magda Jurowicz

Wspaniałe buty to priorytet w życiu kobiety (i pomidory)
[Adriana Trigiani „W stylu Valentine” - recenzja]

Risotto to trudna potrawa. Jeśli gotuje się za krótko, wyjdzie rosół, jeśli za długo – ryżowy klej do tapet. Tę kuchenną analogię można zastosować do literatury pięknej, zwłaszcza jeśli pisze się o Amerykanach włoskiego pochodzenia, wśród których jest także szef kuchni. Nie wiem, jak gotuje Adriana Trigiani, ale tworzenie wciągających, ciepłych i pełnych humoru historii wychodzi jej nieźle, co widać w jej najnowszej powieści „W stylu Valentine”.

Adriana Trigiani
‹W stylu Valentine›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułW stylu Valentine
Tytuł oryginalnyVery Valentine
Data wydania12 stycznia 2010
Autor
PrzekładAlina Siewior-Kuś
Wydawca Prószyński i S-ka
CyklValentine
ISBN978-83-7648-315-3
Format400s. 125×195mm
Cena34,—
Gatunekobyczajowa
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Kup wSelkar.pl: 27,97 zł
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Lubię dobre historie rozgrywające się poza Polską. Są egzotyczne, wciągające, pozwalają poznać kawałek świata bez bolesnych odcisków palców i płacenia majątku biurom podróży. W zależności od mojego nastroju wycieczka może być historyczną wyprawą po Indiach z czasów panowania brytyjskiego za sprawą „Impresjonisty” Hari Kunzru lub lekką i zabawną eskapadą po Nowym Jorku i Włoszech – jak „W stylu Valentine”. W każdym przypadku ma przynajmniej dwa plusy: niezaprzeczalny walor edukacyjny i spokojne smakowanie opowiadanej historii zamiast przewodnika prezentującego oglądane cuda z prędkością światła.
W twórczości Adriany Trigiani często pojawiają się włoskie akcenty. Nic w tym dziwnego – mieszkająca w Nowym Jorku autorka powieści, scenarzystka telewizyjna i realizatorka filmów dokumentalnych pochodzi z Italii, więc to, co opisuje (ludzi, kulturę, zwyczaje, kuchnię, podejście do życia etc.), zna od podszewki. Dzięki temu „W stylu Valentine” to opowieść z pełnokrwistymi bohaterami, wzbogacona prawdziwymi historiami z życia rodziny Trigiani. Ponieważ powstała w hołdzie dla dziadka Adriany, który był szewcem, buty zajmują w niej centralne miejsce. Opisy warsztatu, używanych narzędzi oraz samego procesu wyrabiania butów – od wybierania materiału, przez szycie i zdobienie – upamiętniają powoli odchodzący w przeszłość świat rękodzielników. Poprzez porównanie podejścia do pracy we Włoszech (wyrabiający na Capri wspaniałe sandałki Constanzo Ruocco) i w Ameryce (Angelini Shoes, firma Roncallich) widzimy, jak w epoce supermarketów i towarów produkowanych masowo w Chinach dobra praca traci na znaczeniu i ile trzeba poświęcić, żeby utrzymać się na rynku. Podobnych problemów doświadczy również tytułowa bohaterka powieści.
Valentine Roncalli krótko przed trzydziestką odkryła swoje powołanie – szycie butów. Tajników zawodu uczy się od babci Teodory, która po śmierci męża dalej prowadzi warsztat w ekskluzywnej dzielnicy Greenwich Village przy Perry Street 166. Firma Angelini Shoes oferuje śliczne i perfekcyjnie wykonane ślubne pantofle. Kiedy Valentine wydaje się, że odnalazła swoje miejsce na ziemi, dowiaduje się, że przedsiębiorstwo stoi na skraju bankructwa, a jedynym sposobem na spłatę zaciągniętych przez dziadków długów jest – według jej brata Alfreda – sprzedaż budynku, w którym mieści się dom i warsztat. Nie zgadzając się na takie rozwiązanie, postanawia znaleźć sposób na uratowanie interesu. Jej bliscy – rodzice oraz siostry Tess i Jaclyn – ją w tym wspierają, ale nawet oni nie rozumieją, jak można przedkładać pracę i mieszkanie z babcią nad znalezienie odpowiedniego mężczyzny i założenie rodziny. W tym ostatnim doskonale dogadaliby się (choć raczej na migi, z uwagi na trudności językowe) ze starszym odłamem mojej rodziny. Już widzę oczyma wyobraźni podobny dialog na następnej większej imprezie:
[…] – Młodzież? A gdzie ta młodzież? Masz trzydzieści trzy lata i dawno przestałaś być dzierlatką! – krzyczy ciocia Feen od stołu Zdziecinniałych i na podkreślenie swoich słów syczy przez górną szczękę. Rozgląda się po sali, jej oczy toczą się w oczodołach jak oszalałe piłki golfowe. – Trzydzieści trzy! Madonna! Tyle lat miał Jezus, jak umarł na krzyżu. – W tamtych czasach ludzie dożywali ledwo do czterdziestki! – odpowiada ze złością Tess. – Do diabła, a co to ma do rzeczy? – Gęste białe brwi zlewają się w jeden gruby wałek na czole cioci Feen. – To nawet gorzej. Bo oznacza, że jako trzydziestotrzylatka jest jedną nogą w grobie, a drugą wkracza w starość.1) Urocze, prawda?
Okazuje się jednak, że – mimo „starczego” wieku Valentine – nie wszystko stracone. Na jej drodze pojawia się dwóch mężczyzn: przystojny włoski restaurator pracoholik Roman Falconi i stateczny, atrakcyjny garbarz Gianluca Vechiarelli. Gdyby panna Roncalli była typową bohaterką książek dla płci pięknej, można by liczyć na smakowite opisy ognistego romansu (lub romansów, a co!). Może tak będzie w kolejnych częściach trylogii, bo póki co niby romans jest, ale jakiś taki wybrakowany, mający więcej wspólnego z prawdziwym życiem niż porządnym Harlequinem. Jak dla mnie to plus tej książki – dość mam feministycznych seksoholiczek w stylu Carrie Bradshaw lub zakompleksionych Bridget Jones rozpaczliwie szukających Tego Jedynego.
Wśród zalet książki trzeba wymienić również jej bohaterów: ciepłych, mniej lub bardziej irytujących i nieszablonowych. Jak przystało na prawdziwe dzieci Italii, są impulsywni, hałaśliwi i rąbią prawdę prosto w oczy, bez znieczulenia. Każdy z bliższej lub dalszej rodziny Valentine jest pełnokrwistą postacią, mimo że czasem – tak jak ciocia Feen – pojawia się na kartach powieści tylko epizodycznie. Polubiłam zwłaszcza przyjaciółkę Teodory, June Lawton, szaloną irlandzką siedemdziesięciolatkę lubiącą dobrą zabawę i od czasu do czasu jointa wypalanego na dachu domu Teodory. Dach pełni funkcję nie tylko nielegalnej palarni – jest miejscem rodzinnych spotkań i czarodziejskim ogrodem, w którym uprawia się w skrzynkach smaczne pomidory. Budynek przy Perry Street 166 przypomina mi dom Carla Fredricksena z „Odlotu” - spokojną, solidną oazę otoczoną przez szklane nowoczesne biurowce. Tyle że Carl nie uprawiał na dachu życia towarzysko-ogrodniczego, może dlatego że był starszym panem, a dach nie spełniał wymogów bhp.
Na nic zdałyby się jednak dobre dialogi i barwne postacie, gdyby fabuła rozpadała się niczym felerne obcasy pantofli Fougeraya. Na szczęście pierwsza część historii o rodzinie Roncallich została uszyta przez fachowca – wciąga, bawi, wzrusza i momentami zaskakuje.
W powieści opisującej życie Włochów nie mogło oczywiście zabraknąć dobrej kuchni. Fragmenty o rodzinnych posiłkach były dla mnie prawdziwą torturą kulinarną. Bo jak tu jeść zwykłe kanapki, gdy czyta się o risotcie, manicotti, ravioli i różnych odmianach pasty doprawionych świeżymi, pachnącymi ziołami, doskonałą oliwą i puszystymi sosami z domowych pomidorów hodowanych na dachu? Jak nie zgłodnieć na myśl o przysmakach serwowanych w restauracji Romana Falconiego - Ca′ d′Oro i z okazji przyjęć w La Dolce Vita Leonarda – firmie organizującej wesela? Zaiste, wymaga to opanowania ciała (te znaczące burczenie w brzuchu) i umysłu (by przewrócić w końcu stronę i skupić się na czymś innym niż jedzenie).
Mimo że powieść Adriany Trigiani jest smakowita, nie ustrzegła się kilku wad. Po pierwsze – przeważnie gdy rozmowa schodzi na temat miłości – dialogi robią się górnolotne. Może to pióro autorki, może mój wrodzony brak romantyzmu, a może Włosi już tak mają, że lubią używać wielkich słów? W każdym razie te kilka momentów da się przełknąć w miarę bezboleśnie, więc duży minus to nie jest.
Po drugie – kwestia pracowników. W warsztacie pracuje siedem osób (trzy na pełny etat, a cztery na pół). Tymczasem przy opisach działalności Angelini Shoes nie ma słowa o innych szewcach poza June Lawton. Może i te postacie mają marginalne znaczenie, ale pomijanie ich, choćby we fragmencie opisującym, jak Valentine codziennie otwiera i zamyka warsztat, sugeruje, że pisarka o nich zapomniała.
Po trzecie – kwestie techniczne. Brakuje mi w książce tłumaczenia fragmentów, w których bohaterowie mówią po włosku. Może większość czytelników zrozumie zwroty typu: Bella, czy Come stai?, ale już dłuższe wyrażenia/zdania sprawiają trudność. No i ostatnia sprawa: redakcja i korekta. Podczas lektury można natrafić na parę zdań, które albo zostały źle przetłumaczone, albo zredagowane, bo nie mają sensu. Do tego dochodzą literówki – nie jest ich aż tak dużo, ale dają się zauważyć nawet przez osoby nieparające się zawodowo wyszukiwaniem błędów językowych. Widać, wypadki chodzą nawet po takim wydawnictwie.
„W stylu Valentine” polecam wszystkim, którzy lubią pozytywne historie (póki co – bo nie wiem jeszcze, jak ta trylogia się skończy) i chcą odreagować ponurą zimę oraz polskie dramaty puszczane na okrągło na szklanym ekranie. Jako początkująca bizneswoman czekam już na kolejne części, by sprawdzić, czy Valentine uda się ostatecznie wyprowadzić Angelini Shoes na prostą. Jako kobieta jestem ciekawa nowych projektów butów i – no dobra, przyznaję się – tego, z którym mężczyzną panna Roncalli podąży ku zachodzącemu słońcu. Jak widać, jest na co czekać.
koniec
27 lutego 2010
1) A. Trigiani "W stylu Valentine", s. 32-33. Jak widać, ciocia Feen była nie tylko specjalistką ds. rodziny, ale również jak nikt znała się na statystyce.

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

PRL w kryminale: Czy okrutna zbrodnia może być „elegancka”?
Sebastian Chosiński

17 X 2019

Gdy w 1956 roku zmarł Bolesław Bierut, rozpoczął się w Polsce demontaż systemu stalinowskiego. Przez kolejne lata mogli nieco odetchnąć pisarze, filmowcy, jak również artyści z innych dziedzin. Nieco poluzowany gorset cenzury sprawił, że do księgarń zaczęły trafiać powieści kryminalne. Jedną z nich był „Walther 45771” cenionego dziennikarza Jacka Wołowskiego.

więcej »

Mała Esensja: Guzik szczęścia
Marcin Mroziuk

16 X 2019

Dzięki lekturze „Sklepu z babciami” młodzi czytelnicy mogą się przekonać, że mimo niesprzyjających okoliczności można spędzić czas w całkiem przyjemny i atrakcyjny sposób. Konieczne jest do tego jednak, by w odpowiednim momencie trafić na właściwe osoby. Wtedy pojawia się bowiem taka magia (niemająca nic wspólnego z czarami!) jak w pełnej ciepła opowieści Dominiki Gałki.

więcej »

Z zegarmistrzowską precyzją
Marcin Mroziuk

13 X 2019

Fani przygód Domenica Jordana aż kilkanaście lat musieli czekać na trzeci tom opowiadań z tym bohaterem. Ich cierpliwość została sowicie wynagrodzona przez Annę Kańtoch, bo „Diabeł w maszynie” nie tylko zawiera pięć niezwykle wciągających historii, ale odkrywa też przed czytelnikami nowe fakty z życia tego wyjątkowego medyka.

więcej »

Polecamy

Koszmarna teofania

Na rubieżach rzeczywistości:

Koszmarna teofania
— Marcin Knyszyński

Nowe rozdanie
— Marcin Knyszyński

Prawdziwe kłamstwa
— Marcin Knyszyński

„Normalni” szaleńcy
— Marcin Knyszyński

Dwadzieścia sroczych ogonów
— Marcin Knyszyński

Kto tu jest chory?
— Marcin Knyszyński

„Osacza nas zewsząd wug!”
— Marcin Knyszyński

Otwórz oczy!
— Marcin Knyszyński

Zapchajdziura
— Marcin Knyszyński

Ten świat to jeden wielki Kant!
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.