Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 16 czerwca 2019
w Esensji w Esensjopedii

Cormac McCarthy
‹Blood Meridian: Or the Evening Redness in the West›

EKSTRAKT:100%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułBlood Meridian: Or the Evening Redness in the West
Data wydania5 maja 1992
Autor
Wydawca Vintage Books
ISBN0-679-72875-9
Format352s. 5,1×7,9”
Cena15,00$
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Cudzego nie znacie: Sowy płaczą nad okrutnym światem
[Cormac McCarthy „Blood Meridian: Or the Evening Redness in the West” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Popularność Cormaca McCarthy’ego ostatnimi laty wzrosła. Powody są dwa: ekranizacja „To nie jest kraj dla starych ludzi”, jednej z najsłabszych książek twórcy, wciąż wszakże będącej świetną prozą, i powodzenie znakomitej „Drogi”. Moda dotarła także do Polski: do wydanych dotąd „Przeprawy” i „Rączych koni” dołączyły wyżej wymienione pozycje oraz „Dziecię boże”, a Wydawnictwo Literackie zapowiada przekład chyba największej powieści pisarza – „Blood Meridian”.

Mieszko B. Wandowicz

Cudzego nie znacie: Sowy płaczą nad okrutnym światem
[Cormac McCarthy „Blood Meridian: Or the Evening Redness in the West” - recenzja]

Popularność Cormaca McCarthy’ego ostatnimi laty wzrosła. Powody są dwa: ekranizacja „To nie jest kraj dla starych ludzi”, jednej z najsłabszych książek twórcy, wciąż wszakże będącej świetną prozą, i powodzenie znakomitej „Drogi”. Moda dotarła także do Polski: do wydanych dotąd „Przeprawy” i „Rączych koni” dołączyły wyżej wymienione pozycje oraz „Dziecię boże”, a Wydawnictwo Literackie zapowiada przekład chyba największej powieści pisarza – „Blood Meridian”.

Cormac McCarthy
‹Blood Meridian: Or the Evening Redness in the West›

EKSTRAKT:100%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułBlood Meridian: Or the Evening Redness in the West
Data wydania5 maja 1992
Autor
Wydawca Vintage Books
ISBN0-679-72875-9
Format352s. 5,1×7,9”
Cena15,00$
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Paradoksalnie, Hollywood skrzywdził McCarthy’ego, mimo że nakręcona przez braci Coenów kinowa wersja „No Country for Old Men” lepiej zrobiona być nie mogła, a nowiutka jeszcze adaptacja „Drogi” pozytywnemu odbiorowi książki raczej nie zaszkodzi. Z winy filmowców jednak dwie ostatnie powieści stały się centralnym punktem bibliografii pisarza, w cień odsuwając wcześniejsze, niekiedy wybitne utwory, takie jak np. „Przeprawa”. (Dowodów na tę tezę dostarczyła także „Esensja”: Michał Foerster pisał o „To nie jest kraj dla starych ludzi”, że powieść jeszcze nie osiąga poziomu „Drogi”, z czego łatwo wywnioskować, iż wcześniej nie wydarzyło się w karierze Amerykanina nic choćby równie interesującego). O „Blood Meridian” przypomnieć może adaptacja planowana na 2011 rok, trudno wszakże spodziewać się cudów – o ile materiał wzięty na warsztat przez Coenów sprawia wrażenie wprost stworzonego do transferu na celuloidową taśmę, o tyle prozę tak wieloaspektową i tej rangi, co powieść z 1985 r., kino trywializować po prostu musi. Nawet, jeśli zawiera ona parę wybitnie filmowych scen.
Szczegółowe streszczanie książki zdaje się bezcelowe, mimo że nie popsułoby najpewniej jej odbioru. Nie zaskoczenie stanowi bowiem siłę „Blood Meridian”; każdy z 23 rozdziałów poprzedzony jest obszernym zbiorem podtytułów, które z grubsza – choć niekiedy enigmatycznie – zapowiadają, co wydarzy się na następnych kartach. Treść pierwszych stron sugeruje bildungsroman albo dickensowską przypowieść: czternastoletni chłopiec, rocznik 1833, wychudzony i obdarty półsierota, ucieka od ojca pijaka i rusza w podróż po Ameryce. To jednak mylący ślad. Po pewnym czasie młodzieniec dołącza bowiem do gangu Johna Glantona – łowcy indiańskich skalpów – i „Blood Meridian” staje się przede wszystkim dziełem o wojnie i złu jako takim. Szajka, do której trafił bohater, istniała zresztą naprawdę, a McCarthy historyczny aspekt książki oparł luźno na wspomnieniach malarza Samuela Chamberlaina, grasującego w młodości wraz z bandą.
Wydawca chce widzieć powieść jako pozycję godną postawienia obok starożytnych eposów. Tylko w jednej z czterech opinii, przytoczonych na tylnej stronie okładki brytyjskiej edycji książki, brak nawiązania do Homera – jest za to zdanie o tworzeniu mitologii. Warto podążyć tym tropem. Bo nie da się ukryć, że „Blood Meridian” to dzieło na swój sposób niezwykle epickie; traktujące o długiej i znojnej podróży jednostki, a zarazem za serce mające potyczki i nieodłącznie towarzyszącą im śmierć. Bo zwraca uwagę – tak charakterystyczne dla „Iliady” i „Odysei” – częste powtarzanie tych samych fraz, a wielu porównań nie powstydziłby się sam niewidomy poeta.
Nie ma jednak w „Blood Meridian” homeryckich bohaterów. Jest jeden do nich podobny. Jak wyidealizowani starożytni herosi, sędzia Holden łączy słuszną postawę, nadzwyczajną siłę i lotność umysłu; włada wieloma językami, obmyśla podstępy godne Odyseusza, a gdy trzeba, potrafi podnieść stufuntowy kamień i szybkim jego uderzeniem uśmiercić konia. Coś wszakże sprawia, że różni się od wielkich mitycznych postaci. Holden jest zły. Nie: takim wydaje się współczesnemu czytelnikowi ze względu na niezrozumiały dziś system etyczny; nie: postępuje niegodnie, zaślepiony emocjami. To figura bestialska i plugawa wedle wszelkich standardów, ale zarazem fascynująca swoją intelektualną i fizyczną sprawnością. Zbiera i opisuje nieznane gatunki roślin, bo, jak mówi, jeżeli coś istnieje bez jego wiedzy, istnieje także bez jego przyzwolenia; wypowiedzianym dla rozrywki kłamstwem doprowadza do linczu lokalnego kaznodziei; nie ma oporów przed mordowaniem dzieci. Tak zaś, jak Sędzia jest antyherosem, tak „Blood Meridian” jest antyepopeją, niczym „Iliada” opisującą okrucieństwa, ale okrucieństwa w żaden sposób nieusprawiedliwione.
W tej niekończącej się makabrze główny bohater schodzi na dalszy plan. Nie wiadomo nawet, jak się nazywa, i nie sposób zrzucić tego – wzorem „Drogi” – na minimalizm autora, gdyż każda inna istotna osoba nosi tutaj miano lub przydomek. O nim tymczasem McCarthy pisze po prostu „dzieciak”. Jest potrzebny – jako świadek wydarzeń i przykład słabego człowieka, rzuconego w wir wojny – ale najbardziej wyrazistą postacią pozostaje Holden. I to on na długo rezerwuje sobie miejsce w głowie czytelnika. Najpewniej zresztą taki był zamiar pisarza, skoro podczas gdy bohaterem pierwszego akapitu uczynił chłopca, ostatni podarował Sędziemu.
Właśnie – fragment zamykający powieść zasługuje na osobne omówienie (zamykający, jeśli nie liczyć metaforycznego epilogu, bezpośrednio niepowiązanego z resztą tekstu). Istnieją książki, które warto przeczytać dla jednego lub kilku paragrafów, niezachwycających w pełni, kiedy odbiorca nie zna całej reszty – i ze względu na pointę opłacałoby się poświecić czas „Blood Meridian”, nawet gdyby pozostałe 330 stronic nie robiło wrażenia. Nietaktem byłoby ujawnienie zakończenia; dość zatem napisać, że to podsumowanie przewrotne i niepokojące, które na swój sposób trwoży, ale i uderza złowieszczym humorem, wreszcie – nie pozwala się jednoznacznie zinterpretować. Bo i wyobraźni czytelnika pozostawiona jest odpowiedź na pytanie, czy Holden jest istotą z innego wymiaru, wcielonym Diabłem, czy jedynie zdeprawowanym szaleńcem, siejącym zniszczenie i namawiającym do złego z dziką radością („Sędzia uśmiechnął się” – oto najczęściej występujące w książce zdanie!).
Arystoteles w „Poetyce” powiada, że doskonały język literacki ma być zarazem jasny i niepospolity. McCarthy jak mało kto sprzęga ze sobą te trudne do połączenia przymioty. Choć pozostawia duże pole do odczytania sensu całej książki, poszczególne zdania napisane są zwięźle i precyzyjnie; z drugiej strony autor często używa rzadkich słów i nietypowych metafor. (Znów za Arystotelesem: to ostatnie – tworzenie oryginalnych przenośni, czyli znajdowanie podobieństwa w niepodobnym – najlepiej świadczy o talencie twórcy). Pozornie trudności dostarcza oszczędna interpunkcja, między innymi charakterystyczny dla Amerykanina brak zaznaczania dialogów, jednak stylistyczne dopracowanie pozwala nie zagubić się w gąszczu narracji. Prędzej umknąć może jakieś istotne zajście, bo z tym samym chłodem protokolisty podchodzi pisarz do uśmiercania ważnych postaci i płaczu sów, dobiegającego z oddali uszu wędrowców. Te najważniejsze wydarzenia trzeba więc wyróżnić samodzielnie. Taka formuła sprawia, że przy najbardziej druzgocących fragmentach dopiero po pewnym czasie przychodzi w pełni zdać sobie sprawę z tego, co się przeczytało, a rzecz przyswajana pobieżnie może wydać się lekką przygodową historią. Bynajmniej nią nie jest.
Powyższe nie wyklucza jednak kpiącego humoru, któremu autor daje upust nie tylko, gdy drwi ze swych bohaterów, ale także w opisach przyrody – zadziwiające, ile (niekiedy zakamuflowanej) ironii można upchnąć w tak przytłaczającej emocjonalnie powieści. Chociaż bowiem sceny wyjątkowego barbarzyństwa często wręcz mierżą, kiedy indziej trudno nie zanieść się śmiechem, mimo że odmalowana w książce panorama gwałtu winna budzić jedynie odrazę. I to chyba w dziele McCarthy’ego przeraża najbardziej.
koniec
30 marca 2010
Na marginesie: wedle obecnych informacji polski przekład powieści ma nosić tytuł „Krwawy południk”. Tymczasem wyraz meridian oznacza także zenit, szczyt, apogeum i w tym znaczeniu wielokrotnie używa go McCarthy. W książce nie ma za to ani słowa o prostopadle przecinającej równik linii, która łączy bieguny.

Komentarze

30 III 2010   11:30:55

Bardzo fachowa recenzja, a na polskie wydanie powieści nie mogę się juz doczekać! Mam nadzieję, że premiera nie będzie kolejny raz przesunięta.

30 III 2010   13:02:36

W tej chwili na stronie wydawnictwa widnieje informacja że wyjdzie w tym roku… Nawet miesiąc zniknął.

30 III 2010   13:52:18

A premiera miała być najpierw w lutym, potem przesunęli ją na kwiecień, teraz zaś wygląda na to, że "kiedy będzie to będzie".

30 III 2010   22:29:56

Ba, zaczynali od grudnia zeszłego roku, wrzuciliśmy nawet do polecanek: http://esensja.pl/ksiazka/publicystyka/tekst.html?id=8634#X5903 …

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Zatrzymać koło
Beatrycze Nowicka

16 VI 2019

„Koło Osheim”, czyli zwieńczenie „Wojny Czerwonej Królowej” nie powinno rozczarować czytelników, którzy zdążyli polubić trylogię o księciu Jalanie.

więcej »

Obraz niezdecydowania
Jarosław Loretz

15 VI 2019

„Malowidło” Grzegorza Gajka próbuje uwieść czytelnika klasyczną opowieścią grozy o opętanym portrecie młodego dżentelmena. Niestety, i do klasyki daleko, i do opętania nie tędy droga.

więcej »

Wielkie lustro
Joanna Kapica-Curzytek

14 VI 2019

„Morze wewnętrzne” zalicza się do klasyki reportażu. Zawarty tu obraz prowincjonalnej Japonii z lat 60. XX wieku jest nostalgiczny i wyjątkowej urody.

więcej »

Polecamy

Dwadzieścia sroczych ogonów

Na rubieżach rzeczywistości:

Dwadzieścia sroczych ogonów
— Marcin Knyszyński

Kto tu jest chory?
— Marcin Knyszyński

„Osacza nas zewsząd wug!”
— Marcin Knyszyński

Otwórz oczy!
— Marcin Knyszyński

Zapchajdziura
— Marcin Knyszyński

Ten świat to jeden wielki Kant!
— Marcin Knyszyński

„Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno” – 1 Kor 13, 12
— Marcin Knyszyński

Świat jako miraż albo ludzie jak bogowie
— Marcin Knyszyński

Prawda Absolutna kontra prawdy subiektywne
— Marcin Knyszyński

Gra w życie
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Z tego cyklu

Droga do odkupienia
— Miłosz Cybowski

Za tych, co na morzu
— Miłosz Cybowski

Uratuj świat raz jeszcze
— Miłosz Cybowski

Niekończąca się wojna
— Miłosz Cybowski

Myślę, że nie dzieje się nic
— Miłosz Cybowski

Za dużo Meksykanów
— Joanna Kapica-Curzytek

Nie tylko o wampirach
— Miłosz Cybowski

Przygody pewnego emeryta
— Miłosz Cybowski

Gender fiction
— Miłosz Cybowski

Prywatność to kradzież
— Miłosz Cybowski

Tegoż twórcy

To czego nie można odtworzyć
— Dawid Kantor

O świecie, gdzie na co dzień gwałci się arbuzy
— Mieszko B. Wandowicz

Nie ma takich na świecie, ale bywają w nas
— Mieszko B. Wandowicz

W tym dobrym świecie żyli źli ludzie
— Mieszko B. Wandowicz

Esensja czyta: Październik-listopad 2009
— Jędrzej Burszta, Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Michał Kubalski, Marcin T.P. Łuczyński, Joanna Słupek, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski, Krzysztof Wójcikiewicz

Esensja czyta: Maj-czerwiec 2009
— Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Michał Kubalski, Daniel Markiewicz, Joanna Słupek, Agnieszka Szady, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski

Esensja czyta: Marzec-kwiecień 2009
— Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Michał Kubalski, Joanna Słupek, Konrad Wągrowski

Fotografia zbrodni
— Michał Foerster

Esensja czyta: III kwartał 2008
— Michał Foerster, Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Michał Kubalski, Daniel Markiewicz, Paweł Sasko, Konrad Wągrowski, Marcin T. P. Łuczyński

Podróż zimowa
— Michał Foerster

Tegoż autora

O nienawiści; oraz o tym, szczo treba robyty z Lachamy
— Mieszko B. Wandowicz

O niedoskonałościach perfekcji
— Mieszko B. Wandowicz

Powieść o uciekaniu
— Mieszko B. Wandowicz

Dziwne owoce we wrocławskiej synagodze
— Mieszko B. Wandowicz

Mizantropia i makolągwy
— Mieszko B. Wandowicz

Byk kształtuje świadomość
— Mieszko B. Wandowicz

Esensja czyta: Listopad 2013
— Kamil Armacki, Miłosz Cybowski, Jacek Jaciubek, Jarosław Loretz, Daniel Markiewicz, Paweł Micnas, Beatrycze Nowicka, Joanna Słupek, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski

W Geisterwelcie wilki łypią inaczej
— Mieszko B. Wandowicz

Boga najlepiej żuć powoli
— Mieszko B. Wandowicz

Obcy kontra Predator, czyli żądanie artyzmu
— Jakub Gałka, Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Wkrótce

zobacz na mapie »
Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.