Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 2 października 2020
w Esensji w Esensjopedii

David Almond
‹Skrzydlak›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSkrzydlak
Tytuł oryginalnySkellig
Data wydania23 marca 2010
Autor
PrzekładTomasz Krzyżanowski
Wydawca Zysk i S-ka
ISBN978-83-7506-392-9
Format180s. 162×208mm
Cena25,—
Gatunekdla dzieci i młodzieży, fantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Je myszy i muchy, i męczy go Artek
[David Almond „Skrzydlak” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Gdyby tak wydać „Skrzydlaka” jako powieść dla dorosłych! To oszczędna proza, ale bynajmniej nie prosta: trochę brudna, trochę cudowna i bardzo prawdziwa. Kończysz czytać i jeszcze przez jakiś czas chodzi ci po głowie: „Znalazłem go w garażu, w niedzielne popołudnie. Leżał w ciemnościach, między skrzynkami po herbacie, w kurzu i brudzie”.

Klara Łabacz

Je myszy i muchy, i męczy go Artek
[David Almond „Skrzydlak” - recenzja]

Gdyby tak wydać „Skrzydlaka” jako powieść dla dorosłych! To oszczędna proza, ale bynajmniej nie prosta: trochę brudna, trochę cudowna i bardzo prawdziwa. Kończysz czytać i jeszcze przez jakiś czas chodzi ci po głowie: „Znalazłem go w garażu, w niedzielne popołudnie. Leżał w ciemnościach, między skrzynkami po herbacie, w kurzu i brudzie”.

David Almond
‹Skrzydlak›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSkrzydlak
Tytuł oryginalnySkellig
Data wydania23 marca 2010
Autor
PrzekładTomasz Krzyżanowski
Wydawca Zysk i S-ka
ISBN978-83-7506-392-9
Format180s. 162×208mm
Cena25,—
Gatunekdla dzieci i młodzieży, fantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Kim jest autor „Skrzydlaka”? Wpisuję do Google: „David Almond”. Czytam o laureacie „Małego Nobla”, czyli Nagrody Andersena, przyznawanej przez Stowarzyszenie IBBY, która zaledwie rozpoczyna listę wielu innych prestiżowych wyróżnień. Brytyjski Amazon proponuje mi kolekcję sześciu powieści za cenę 36 funtów. Zamówiłabym, gdyby było mnie stać. Pamiętam, jak dziesięć lat temu czytałam „Skrzydlaka” po raz pierwszy, przepełniona dziecięcą fascynacją, zdumiona, że tak można pisać. Potem był znakomity „Powrót z bezkresu”, a później… A później Prószyński przestał Almonda publikować. Dopiero rok temu nakładem Zysku ukazał się „Dzikus” – efekt współpracy z Dave’em McKeanem. Zysk również stoi za wznowieniem „Skrzydlaka”. Oczywiście, że się z niego cieszę – choć z drugiej strony, gdy czytam o „niezwykłej istocie”, „trochę aniele, trochę sowie”, o „cudownym darze”… nóż się w kieszeni otwiera. Bo powieść Almonda zasługuje na coś więcej niż zamknięcie w szufladzie tak łatwo banalizowanej „literatury dziecięcej”. Stoją mi przed oczyma koszmarne rysunki Joanny Sedlaczek – już kiedy miałam lat dziesięć (ot, takie skromne wyznanie), wiedziałam, że są nie na miejscu, że „Skrzydlakowi” lepiej by było z plamami à la pan Waldemar Świerzy. Może stąd właśnie wynika problem z Almondem, ilustracje, opisy zupełnie nie przystają do treści, do tych czterdziestu sześciu króciutkich rozdziałów, które dziecku mogą zupełnie zmienić sposób pojmowania literatury, a dorosłego zadziwić wrażliwością, precyzją opisu, bogactwem skojarzeń?
Ta „niezwykła istota”, „trochę anioł, trochę sowa” – to bezdomny, którego Michael znajduje w starym garażu. Że bezdomny nie jest zwykłym żulem, wiadomo od razu (poniekąd sugeruje to sam tytuł), lecz ze skrzydłami czy bez, Skrzydlak nie różni się wiele od zgorzkniałego kloszarda: jest małomówny, opryskliwy i śmierdzi mu z ust. Piwo („małe ciemne”) nazywa nektarem bogów. Michael przynosi mu resztki chińszczyzny wygrzebane ze śmietnika, sajgonki i wieprzowinę char sui, grzyby i kiełki, numery w menu: 27 i 53. Skrzydlak je swoimi powykrzywianymi rękami, mlaszcze i oblizuje palce. Zanim zjawił się Michael, jadł myszy i małe owady. Cierpi na artretyzm, pieszczotliwie zwany Artkiem. Nie prosi o pomoc.
Tak właśnie styka się tu konkret z metafizyką. Grożące zawaleniem budynki, zapach szpitala, w którym maleńka siostra Michaela walczy o życie, faule na szkolnym boisku i jeszcze raz – chińszczyzna z pobliskiej knajpki. Tajemnice, te tutaj (kim jest Skrzydlak?) i te z odległej przeszłości (czy łopatki są pozostałością po skrzydłach?). Michael, przeciętny, choć bystry dwunastolatek, poznaje Minę, dziwną dziewczynkę z sąsiedztwa, którą samotna matka, zamiast posyłać do szkoły, karmi mitologią i Williamem Blake’em. Fantastyka wyrasta z brutalnej, szarej rzeczywistości, rodzinnych dramatów, bolączek dorastania. Bo „Skrzydlak” jest powieścią inicjacyjną. Tylko dojrzewanie nie ma tu nic wspólnego z walką między Dobrem a Złem, buntem czy pierwszym seksem. Almond pokazuje, jak zmienia się percepcja dwunastolatka, jak Michael zaczyna „widzieć pewne rzeczy wyraźniej”, jak odsłania się przed nim wielopłaszczyznowość świata. Poważne rozmowy z dorosłymi, troska o siostrzyczkę w inkubatorze, poezja i nauka przyjmowane bardzo osobiście, co nie znaczy, że infantylnie, ślizganie się pomiędzy tym, co zwyczajne, a tym, co niesamowite. Przy czym nie ma tu wielkich gestów i dziecinnego radykalizmu – czytanie Williama Blake’a nie wadzi piłce nożnej. Michael doświadcza cudów, ale jednocześnie uczy się żyć. Tak po prostu.
Źle się pisze o książkach tak dobrych. Jeszcze gorzej – o książkach pięknych. Z trudem przechodzą takie słowa przez palce; jak nie zbanalizować tej literackiej magii? Więc kończę. Czytajcie. Swoim dzieciom także. Jeśli już nie są zupełnie małe i płakały po „Braciach Lwie Serce”.
koniec
6 kwietnia 2010

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

PRL w kryminale: Wieś nie-sielska, nie-anielska…
Sebastian Chosiński

1 X 2020

„Pieczeń sarnia” to trzecia wydana – rok po roku – powieść Zygmunta Zeydlera-Zborowskiego, w której jako główny bohater pojawia się niegdyś sierżant, a teraz już porucznik Milicji Obywatelskiej Franciszek Kociuba. I po raz trzeci dane mu jest prowadzić dochodzenie do spółki z majorem Stefanem Downarem. Ba! epizodycznie pojawia się tu nawet major Jan Stasiak z kontrwywiadu.

więcej »

Demony i magowie albo jeźdźcy smoków z Furii
Beatrycze Nowicka

30 IX 2020

Podzielony na dwie części z powodu znacznej objętości „Mag bitewny” Petera A. Flannery’ego powinien przypaść do gustu czytelnikom stęsknionym za klasycznym heroic fantasy.

więcej »

Dozwolone do lat osiemnastu
Beatrycze Nowicka

29 IX 2020

„Bezświt” ostatni tom trylogii o Mii Corvere uważam za gorszy od tomu drugiego, choć zapewne wierni fani cyklu poczuli się usatysfakcjonowani.

więcej »

Polecamy

Chorzy na życie

Na rubieżach rzeczywistości:

Chorzy na życie
— Marcin Knyszyński

Dick w starym stylu
— Marcin Knyszyński

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej
— Marcin Knyszyński

Myślę, ale czy jestem?
— Marcin Knyszyński

Wszyscy jesteśmy androidami
— Marcin Knyszyński

Umieranie wstecz
— Marcin Knyszyński

Przygodowa powieść science fiction – zrób to sam!
— Marcin Knyszyński

Pif-Paf! Zium!
— Marcin Knyszyński

Droga bez powrotu
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Mała Esensja: Przeplatające się światy
— Daniel Gizicki

Tegoż autora

Romantycznie brutalny, czyli „Drive”
— Piotr Dobry, Łukasz Gręda, Karol Kućmierz, Klara Łabacz, Konrad Wągrowski, Zuzanna Witulska

Wszystkim marzy się koniec świata, czyli „Melancholia”
— Łukasz Gręda, Karol Kućmierz, Klara Łabacz, Patrycja Rojek, Konrad Wągrowski, Zuzanna Witulska

Dzisiaj morderstwo nie znaczy tego co kiedyś, czyli „Szpieg”
— Karol Kućmierz, Klara Łabacz, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Styl i wykonanie, czyli „Czarny łabędź”
— Piotr Dobry, Jakub Gałka, Karol Kućmierz, Klara Łabacz, Joanna Pienio, Konrad Wągrowski, Zuzanna Witulska

Michaśka na tropie
— Klara Łabacz

American Psycho ziewa
— Klara Łabacz

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.