Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 17 stycznia 2022
w Esensji w Esensjopedii

M. John Harrison
‹Światło›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułŚwiatło
Tytuł oryginalnyLight
Data wydania5 lutego 2010
Autor
PrzekładWojciech M. Próchniewicz
Wydawca MAG
CyklŚwiatło
SeriaUczta Wyobraźni
ISBN978-83-7480-157-7
Format304s. 135x202mm; oprawa twarda
Cena35,—
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Chaos to porządek, którego nie rozumiemy
[M. John Harrison „Światło” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Czy za 250 lat, kiedy skolonizujemy kosmos itp. – literatura będzie korzystała z tych samych środków wyrazu co dziś? Intuicja podpowiada, że nie. Gdyby więc poważnie potraktować science fiction, należałoby chyba bardziej skupić się na języku niż wymyślaniu gadżetów. Piszę o tym, bo w „Świetle” M. Johna Harrisona wyraźny jest kontrast między klasyczną formą a nowoczesną tematyką.

Michał Foerster

Chaos to porządek, którego nie rozumiemy
[M. John Harrison „Światło” - recenzja]

Czy za 250 lat, kiedy skolonizujemy kosmos itp. – literatura będzie korzystała z tych samych środków wyrazu co dziś? Intuicja podpowiada, że nie. Gdyby więc poważnie potraktować science fiction, należałoby chyba bardziej skupić się na języku niż wymyślaniu gadżetów. Piszę o tym, bo w „Świetle” M. Johna Harrisona wyraźny jest kontrast między klasyczną formą a nowoczesną tematyką.

M. John Harrison
‹Światło›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułŚwiatło
Tytuł oryginalnyLight
Data wydania5 lutego 2010
Autor
PrzekładWojciech M. Próchniewicz
Wydawca MAG
CyklŚwiatło
SeriaUczta Wyobraźni
ISBN978-83-7480-157-7
Format304s. 135x202mm; oprawa twarda
Cena35,—
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
O takich książkach jak „Światło” mówi się, że mają wysmakowany styl. Już pierwsze zdania pokazują, że został on starannie dobrany, widać pieczołowitość w budowaniu poszczególnych scen czy w wypowiedziach bohaterów. Dotyczy to nawet stosowanych wulgaryzmów, które choć pojawiają się stosunkowo często, to jednak używane są zwykle z wyczuciem. Jest więc „Światło” napisane ładnym, gładkim językiem; czytelnik karmiony zdaniami typu: „Zimowy deszcz siekł w okna zarezerwowanej części restauracyjnej i spływał po nich w pomarańczowym blasku latarń” z przyjemnością zagłębia się w opowieść snutą przez autora. Ale właśnie jednym z głównych problemów powieści jest ów wygładzony, dopasowany język.
Nie chodzi mi tutaj o atakowanie Harrisona, że do opisu wydarzeń z końca XX i początku XXV wieku używa takiego samego stylu, z trzecioosobową narracją i wszechwiedzącym, bezosobowym narratorem. Bo pomysł Harrisona się częściowo sprawdza, częściowo zaś nie (np. w opisach stosunków międzyludzkich w przyszłości). Problem z językiem w „Świetle” polega na tym, że jest on tak dopracowany i ułożony, że staje się wręcz miałki. To jest tak jak z jedzeniem przedobrzonego tortu – przechodzi przez przełyk jak powietrze, ale potem trudno sobie przypomnieć, jak smakował.
Tyle jeśli chodzi o język powieści. Fabuła jest ciekawsza, może dlatego, że Harrison miesza ze sobą kilka wątków, a na dodatek nie ma zamiaru łopatologicznie wyjaśniać czytelnikowi, o co mu chodzi. Dzięki temu możemy pokusić się o tworzenie własnych domysłów na temat „Światła”. Moim zdaniem jest to przede wszystkim opowieść o uciekaniu – przed czymś albo przed kimś, ale głównie przed samym sobą. Tak jest z Michaelem Kearneyem, który stoi na progu naukowego odkrycia i nie chce uprawiać seksu z kobietami. Albo z Serią Mau, dziewczyną żyjącą w dalekiej przyszłości, biologicznie i psychicznie złączoną ze swoim statkiem kosmicznym. Zresztą bohaterów jest więcej – pałętających się po świecie i zagubionych we własnych chaotycznych historiach.
Chaos jest jednym z kluczy do odczytania „Światła” – przede wszystkim na najprostszym poziomie fabularnym, który symbolizują kości Shrandera. (To jeden z artefaktów pojawiający się w książce i fetysz Kearneya). Opowieść – mimo pozornej spójności – w gruncie rzeczy jest bowiem zlepkiem średnio pasujących do siebie elementów. Dlaczego obok siebie występują wydarzenia wyjęte z 1999 i 2400 roku? Jaki związek mają odkrycia współczesnego naukowca i latanie bez większego celu statkiem kosmicznym? Najprostsza odpowiedź brzmi – łączy je postać Kearneya, który stawia podwaliny dla późniejszych lotów międzygwiezdnych. No ale właśnie, jest to tylko najprostsza odpowiedź, która wcale nie musi być jedyną.
Tutaj pojawia się kolejny trop. To mechanika kwantowa, odejście od standardowego rozumienia czasoprzestrzeni. Zdaniem Stephena Baxtera „Światło” w ogóle jest „powieścią kwantową”; nie będę się do tego odnosił, bo zwyczajnie nie znam się na temacie. Jako laik stwierdzam to, co pewnie dla czytelników znających się na rzeczy będzie oczywiste – książka Harrisona bazuje na niestandardowym rozumieniu czasu i przestrzeni. Stąd choćby pomieszanie różnych fabuł, stąd dziwna praca w cyrku jednego z bohaterów, który odczytuje przyszłość.
Mechanika kwantowa nie pozwoliła jednak autorowi na wyzwolenie się z zupełnie standardowych pomysłów. Więcej, Harrison często operuje wyświechtanymi kliszami. To podróże kosmonautów po tajemnicze artefakty zostawione przez Kogoś albo męczące zakończenie, w którym Shrander mówi o parę słów za dużo niż powinien. A także zbyt tandetna jak na mój gust psychologia. Wyjaśnienie, dlaczego Kearney nie chce uprawiać seksu, jest moim zdaniem – nawet jeśli prawdopodobne – proste i ogólnikowe. Podobnie rzecz ma się z problemami Serii Mau, która ciężko przeżyła pewne wydarzenia z dzieciństwa.
Na koniec jeszcze jedna uwaga. Wspomniany już sposób snucia opowieści niewątpliwie sprawdził się w „Viriconium”, gdzie również fabuła była na bakier ze standardowym rozumieniem czasu. Tyle że tamten świat i tamta opowieść dobrze pasują do użytego języka. Natomiast w „Świetle” autor chyba przesadził z ładną, ale też pustą formą. Ale to tylko moje zdanie.
koniec
9 maja 2010

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Łowcy, zbieracze, wędrowcy
Joanna Kapica-Curzytek

16 I 2022

Koczownicy? W Stanach Zjednoczonych? W dzisiejszych czasach? Jest ich więcej niż sądzimy. I wędrują po kraju z powodów zupełnie innych, niż byśmy sobie wyobrażali. Reportaż „Nomadland” opisuje ich losy, przynosząc także gorzką refleksję o tym, że przewidywalny, bezpieczny świat to miraż.

więcej »

Ten okrutny XX wiek: Wygrane i przegrane bitwy
Miłosz Cybowski

15 I 2022

W drugiej części „Czasu Hitlera” Frank McDonough bierze się za obfitujący w wydarzenia okres, jakim były lata 1940-45. Choć na temat II wojny światowej napisano już wiele, autor prezentuje nieco świeżego spojrzenia na to burzliwe pięciolecie. Książkę czyta się dobrze, ale niekiedy można odnieść wrażenie, że całość stanowi zwykły zapis historii tego konfliktu.

więcej »

PRL w kryminale: Co łączy Marchwickiego ze Stawroginem?
Sebastian Chosiński

14 I 2022

O Barbarze Gordon (a właściwie Larysie Zajączkowskiej-Mitzner) pisaliśmy do tej pory przy okazji trzech jej mikropowieści wydanych w serii „Ewa wzywa 07…”. Teraz nadszedł czas na najbardziej znaną książkę słynnej autorki kryminałów milicyjnych – inspirowanego sprawą „Wampira z Zagłębia”, czyli Zdzisława Marchwickiego, „Nieuchwytnego”.

więcej »

Polecamy

Pijane ślimaki prowadzą śledztwo

Stulecie Stanisława Lema:

Pijane ślimaki prowadzą śledztwo
— Mieszko B. Wandowicz

Pogrzeb pośród mgławic
— Mieszko B. Wandowicz

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)
— Mieszko B. Wandowicz

List znad Oceanu
— Beatrycze Nowicka

Lem w komiksie
— Marcin Knyszyński

Przeciętniak w swym zawodzie
— Agnieszka Hałas, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Świetlista uczta
— Marcin Bukalski

Esensja czyta: Listopad 2010
— Jędrzej Burszta, Miłosz Cybowski, Joanna Kapica-Curzytek , Marcin Mroziuk, Konrad Wągrowski

Esensja czyta: Luty-marzec 2010
— Jędrzej Burszta, Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Daniel Markiewicz, Marcin Mroziuk

Tegoż twórcy

Esensja czyta: Listopad 2016
— Miłosz Cybowski, Joanna Kapica-Curzytek, Beatrycze Nowicka, Konrad Wągrowski

Tłumaczenie niepojętego
— Anna Kańtoch

Esensja czyta: Styczeń 2014
— Joanna Kapica-Curzytek, Daniel Markiewicz, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka

I gdzie ten swing?
— Miłosz Cybowski

Piknik na skraju Traktu Kefahuchiego
— Michał Kubalski

Esensja czyta: Czerwiec 2011
— Miłosz Cybowski, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Konrad Wągrowski

Kronika końca czasu
— Anna Kańtoch

Cudzego nie znacie: Rycerze Pastelowego Stołu
— Michał Kubalski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.