Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 7 grudnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Marek Krajewski
‹Erynie›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułErynie
Data wydania17 maja 2010
Autor
Wydawca Znak
CyklEdward Popielski
ISBN978-83-240-1360-9
Format272s. 136×205mm
Cena32,90
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Bohaterowie są zmęczeni
[Marek Krajewski „Erynie” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Marek Krajewski po raz kolejny zmienił wydawcę. W tym kontekście dużo bardziej zrozumiałe wydaje się wprowadzenie w jego ostatniej napisanej dla WAB-u powieści „Głowa Minotaura” nowej postaci – lwowskiego komisarza Edwarda Popielskiego. W opublikowanych właśnie przez Znak „Eryniach” to on prowadzi śledztwo w sprawie mordercy dzieci nazywanego Herodem. O Eberhardzie Mocku nikt już nie pamięta. Czyżby na dobre pogrążył się w pragermańskim Piekle?

Sebastian Chosiński

Bohaterowie są zmęczeni
[Marek Krajewski „Erynie” - recenzja]

Marek Krajewski po raz kolejny zmienił wydawcę. W tym kontekście dużo bardziej zrozumiałe wydaje się wprowadzenie w jego ostatniej napisanej dla WAB-u powieści „Głowa Minotaura” nowej postaci – lwowskiego komisarza Edwarda Popielskiego. W opublikowanych właśnie przez Znak „Eryniach” to on prowadzi śledztwo w sprawie mordercy dzieci nazywanego Herodem. O Eberhardzie Mocku nikt już nie pamięta. Czyżby na dobre pogrążył się w pragermańskim Piekle?

Marek Krajewski
‹Erynie›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułErynie
Data wydania17 maja 2010
Autor
Wydawca Znak
CyklEdward Popielski
ISBN978-83-240-1360-9
Format272s. 136×205mm
Cena32,90
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Karierę autora kryminałów wrocławianin Marek Krajewski rozpoczął w 1999 roku, publikując w Wydawnictwie Dolnośląskim „Śmierć w Breslau”. Powieść spotkała się ze znakomitym przyjęciem zarówno krytyków, jak i czytelników; nic więc dziwnego, że obiecującego pisarza szybko podkupił stołeczny WAB. Pod jego sztandarami ukazały się kolejne odsłony coraz popularniejszego cyklu o komisarzu Eberhardzie Mocku: „Koniec świata w Breslau” (2003), „Widma w mieście Breslau” (2005), „Festung Breslau” (2006), „Dżuma w Breslau” (2007) oraz „Głowa Minotaura” (2009); niejako na boku, do spółki z Mariuszem Czubajem, Krajewski napisał również dwie powieści detektywistyczne z jak najbardziej współczesnym bohaterem – gdańskim (nad)komisarzem Jarosławem Paterem: „Aleję samobójców” (2008) i „Róże cmentarne” (2009). Po wydaniu „Głowy Minotaura” co uważniejsi czytelnicy zaczęli nabierać podejrzeń. Mnożyły się pytania: Dlaczego autor przeniósł akcję książki do Lwowa, chociaż wszystkie wcześniejsze odsłony cyklu rozgrywały się w międzywojennym Wrocławiu? Dlaczego pozwolił u boku Mocka wyrosnąć ponad jego miarę innej postaci, lwowskiemu komisarzowi Edwardowi Popielskiemu? Odpowiedzi na nie poznaliśmy dopiero teraz, kiedy na księgarskich półkach pojawiły się „Erynie”, najnowszy kryminał Krajewskiego. Pierwszy wydany w barwach krakowskiego Znaku i pierwszy – nie licząc powieści stworzonych w tandemie z Czubajem – w którym Mock nie został wspomniany nawet słowem. Poprzednią książką autor otworzył sobie drzwi, przez które wyszedł/przeszedł do pokoju obok. Choć przyznać trzeba, że wciąż pozostał w tym samym mieszkaniu.
Głowa Minotaura”, nie tylko poprzez swoje nawiązania do mitologii greckiej, była tytułem znaczącym – zamknięciem jednego i zarazem otwarciem nowego cyklu. Krajewski pożegnał się nią – choć trudno dać głowę, że już na zawsze – z „Breslau”, wkraczając w nie mniej interesujący, a etnicznie na pewno znacznie bardziej kolorowy, świat przedwojennego Lwowa, który eksploruje także w „Eryniach”. I ten tytuł ma swoje korzenie w mitologii. Oznacza bowiem trzy boginie, zrodzone z krwi okaleczonego boga Uranosa, w chwili gdy jej krople spadły na Gaję, czyli Matkę Ziemię. Ich imiona, których ze strachu starano się jednak nie wymieniać, to: Alekto (niestrudzona), Megajra (wroga, zawistna) oraz Tyzyfone (mścicielka prześladująca zabójców). Tak również zatytułowane są, wyłączając oczywiście „Prolog” i „Epilog”, trzy zasadnicze części powieści, której główną postacią jest wzbudzający ogromne kontrowersje wśród swoich przełożonych komisarz Edward Popielski, prawdziwy enfant terrible lwowskiej policji. Poznaliśmy go już w poprzedniej książce Krajewskiego, w której w 1937 roku, wraz z Eberhardem Mockiem (wówczas już pracownikiem wrocławskiej Abwehry), tropił bezwzględnego gwałciciela i zabójcę młodych dziewcząt, ochrzczonego Minotaurem. Dowiedzieliśmy się wtedy co nieco o Popielskim, chociaż dopiero w „Eryniach” poznajemy bliższe szczegóły jego ponurej egzystencji. Można bowiem odnieść wrażenie, że Niebiosa nadzwyczaj uwzięły się właśnie na niego. Urodził się w Borysławiu w 1886 roku; ojciec był nafciarzem, odnosił sukcesy w swoim fachu, więc zaproponowano mu dyrektorowanie rafinerii w Baku nad Morzem Kaspijskim. W drodze do Azji na pociąg, którym podróżował Paulin Popielski, napadli bandyci. Mężczyzna został bestialsko zamordowany, a jego żona, która atak przeżyła, następnego dnia popełniła samobójstwo, wieszając się na kijowskim dworcu kolejowym. Chłopiec miał wtedy zaledwie dziesięć lat. Od tamtej pory gnębiły go regularnie pojawiające się ataki epilepsji; z biegiem czasu okazało się, że są one powiązane z profetycznymi wizjami, które niejednokrotnie dorosłemu już stróżowi prawa przydawały się w prowadzeniu kolejnych dochodzeń. Edward wyszedł na ludzi – wykształcił się na uniwersytecie w Wiedniu (filologia klasyczna), a później ożenił z piękną i popularną we Lwowie aktorką Stefanią Gorgowicz. Szczęście nie trwało jednak długo. Żona zmarła bowiem w czasie porodu, zostawiając Popielskiego samego z córeczką Ritą. Nie wiadomo, jak poradziłby sobie z wychowaniem dziecka, gdyby nie wydatna pomoc kuzynki Leokadii Tchorznickiej.
Po śmierci żony Popielski zmienił swoje przyzwyczajenia i upodobania (zwłaszcza seksualne), stał się odludkiem, prawdziwym nocnym stworzeniem, do czego zresztą zmuszała go choroba (epilepsia photogenica), wymagająca unikania rozproszonego światła dziennego. Szybko też zdobył we Lwowie reputację policjanta, który zajmuje się najbardziej odrażającymi przestępstwami, tropi najbardziej zwyrodniałych zabójców, nie zawsze jednak doprowadzając ich do sądowych ław (co należy rozumieć jednoznacznie, bo ujść z życiem też przecież im nie pozwala). Takim degeneratem był Minotaur, którego komisarz dopadł z wydatną pomocą Eberharda Mocka; takim zdaje się być również Herod, który rzuca Popielskiemu wyzwanie w „Eryniach”. Jest maj 1939 roku, w powietrzu czuć już zbliżającą się wielkimi krokami wojnę, tymczasem stolicę wschodniej Galicji obiega wieść o bestialskiej zbrodni popełnionej na trzyletnim chłopcu Heniu Pytce. Malec nie tylko został zamordowany, ale był także przed śmiercią sadystycznie torturowany; następnie jego ciało wrzucono do podwórkowej kloaki, gdzie odnalazł je żydowski aptekarz Adolf Aschkenazy. Obrażenia na ciele chłopca wskazują na mord rytualny, a fakt, że jego zwłoki znalazły się w miejscu, gdzie mieszkają Żydzi, ma zapewne bezpośrednio wskazywać winnych. Nie chcąc dopuścić do antysemickich rozruchów w mieście, policja musi jak najszybciej ująć zabójcę, a to oznacza, że Popielski, na którego barki i głowę spada ten problem, ma bardzo niewiele czasu. Chwyta się więc każdego sposobu, który może doprowadzić go do celu; nie ma obiekcji nawet przed zawarciem układu z królem lwowskiego żydowskiego półświatka Mosze Kiczałesem. Na efekty nie trzeba długo czekać. Zabójca zostaje wytypowany i wkrótce też ujęty; jako że nie tak dawno opuścił on mury szpitala psychiatrycznego, trafia tam z powrotem. Nie dożywa jednak procesu, wieszając się w szpitalnej toalecie – taka przynajmniej jest oficjalna informacja, która przedostaje się do mediów. Komisarz, zadowolony z dobrze spełnionego obowiązku, wsiada teraz w pociąg do Krakowa, by tradycyjnie dać w slipingu upust swoim perwersjom seksualnym. W drodze powrotnej dociera doń tajemniczy anonimowy telegram, a jego treść nie pozostawia wątpliwości: Zabójca powrócił, na dodatek dopadł w swoje ręce dziecko, które jest Popielskiemu doskonale znane. Czyżby chodziło o jego wnuka, zaledwie rocznego Jerzyka?
Chociaż w „Eryniach” nie pojawia się Eberhard Mock, powieść utrzymana jest w tym samym „czarnym” klimacie, co cykl o „Breslau”. Wielbiciele stylu pisarskiego Marka Krajewskiego na pewno się nie zawiodą. Pytanie tylko, czy drugą książką o komisarzu Popielskim zdobędzie on nowych czytelników? Zacznijmy od fabuły. Zasady rządzące językiem łacińskim uczą także logicznego myślenia; takowe było zawsze mocną stroną książek wrocławianina. Nie inaczej jest w najnowszej. Problem jednak w tym, że choć wszystkie wątki sensownie się ze sobą wiążą, to jednak całość intrygi wypada wyjątkowo nieprzekonująco. Za wymyślne to, nierealistyczne, zbyt grubymi nićmi szyte. Bo czy naprawdę, chcąc stracić życie w aurze męczennika, trzeba pociągać za sobą w piekielną otchłań niewinne istnienia? Szalenie wydumana jest ta przemiana zwykłego obywatela w zwyrodniałego zbrodniarza. Mimo że autor stara się później w „Epilogu” dopełnić obrazu, wypełniając ewidentne luki i szczeliny, sprawia to jednak tylko wrażenie niezbyt eleganckiego sztukowania. Krajewski lubi zachowywać dystans wobec swoich bohaterów, jako narrator nie wchodzi z nimi w bliższe relacje. Ceną za to jest pewna sterylność stylu, wyprawie z emocji. I to chyba najbardziej dokucza podczas lektury „Erynii”. Czytelnik nie ma odczucia, że powieść powstała z pisarskiej pasji. Zdarzają się też w niej, niestety, drobne wpadki. Tym dziwniejsze, że w podziękowaniach autor wymienia aż trzy osoby, które przeprowadziły „wnikliwą redakcję tekstu przed oddaniem go do wydawnictwa”. Skoro tak, to dlaczego w „Prologu”, którego akcja rozgrywa się latem 2008 roku w tym samym akapicie mowa jest o „lipcowym poranku” i „sierpniowym upale”, który doskwiera bohaterom spotykającym się we wrocławskiej cukierni? I jak ma się nękająca komisarza Popielskiego epilepsia photogenica do stwierdzenia, że podczas kinderbalu u państwa Markowskich, kiedy opiekował się wnuczkiem, jednocześnie też „cieszył się słońcem”? Nagle przestał obawiać się epileptycznego ataku? Ta współczesna klamra jest zresztą najsłabszym ogniwem powieści, choć i ona ma do spełnienia, jak można sądzić, dość istotne zadanie. Dzięki niej Krajewski dopowiedział późniejsze, powojenne losy lwowskiego policjanta. Zamknął tym samym puzderko ozdobione inicjałami „E.P.”. Czy tym sposobem chciał się również pożegnać ze swoim bohaterem? Czy w błędzie są ci, którzy przewidują, że „Erynie” to jedynie druga odsłona cyklu, zaplanowanego na więcej tomów? Bylibyśmy znacznie mądrzejsi, znając treść umowy podpisanej przez pisarza ze Znakiem.
koniec
24 maja 2010

Komentarze

25 V 2010   08:59:04

"Nowa seria autora bestsellerowych kryminałów." Myślę, że to wystarcza za komentarz czy będzie więcej Popielskiego. Podejrzewam, że akcja będzie działa się wcześniej.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Pada śnieg, pachną świąteczne wypieki…
Joanna Kapica-Curzytek

6 XII 2021

W powieści „Kochany Święty Mikołaju” odnajdziemy wszystkie tradycyjne bożonarodzeniowe motywy. I nawet jeśli dobrze wiemy, co w niej znajdziemy, nic nie szkodzi; bo przecież w święta szczególnie chętnie wracamy do tego, co dobrze znamy.

więcej »

Każdy ma swoje demony
Marcin Mroziuk

5 XII 2021

Dla młodych czytelników lektura „Chuligani” jest okazją do poznania problemów rówieśników, którym życie nie rozpieszcza. Katarzyna Ryrych kreśli tutaj z dużą empatią intrygujący portret nastolatki muszącej stawić czoło światu po śmierci rodziców.

więcej »

Krótko o książkach: Wzloty i (głównie) upadki
Miłosz Cybowski

4 XII 2021

Pomysł na „Miasto Archipelag” Filip Springer miał całkiem niezły – wyruszyć w Polskę i odwiedzić niegdysiejsze miasta wojewódzkie, które straciły swoją pozycję w wyniku reformy administracyjnej z 1999 roku. Gorzej z wykonaniem.

więcej »

Polecamy

Pogrzeb pośród mgławic

Stulecie Stanisława Lema:

Pogrzeb pośród mgławic
— Mieszko B. Wandowicz

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)
— Mieszko B. Wandowicz

List znad Oceanu
— Beatrycze Nowicka

Lem w komiksie
— Marcin Knyszyński

Przeciętniak w swym zawodzie
— Agnieszka Hałas, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Nie wszystko i nie wszędzie jest dla nas
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Esensja czyta: Kwiecień-czerwiec 2010
— Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Joanna Słupek, Konrad Wągrowski

Tegoż autora

Poobiednie lenistwo
— Sebastian Chosiński

Śpij, kochanie, po słonecznej stronie ulicy
— Sebastian Chosiński

Ballady i impro-romanse
— Sebastian Chosiński

Puma skacząca do gardeł wampirów
— Sebastian Chosiński

Mroczna zatoka
— Sebastian Chosiński

Zdradzona i porzucona
— Sebastian Chosiński

Znaki na niebie i ziemi
— Sebastian Chosiński

Noir w kolorze… żółtym
— Sebastian Chosiński

Miłość w cieniu katastrofy
— Sebastian Chosiński

Na Dzikim Zachodzie i w kraju Łokietka
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.