Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 stycznia 2019
w Esensji w Esensjopedii

Jacek Dukaj

ImięJacek
NazwiskoDukaj
WWW

Moc generowania sensów

Esensja.pl
Esensja.pl
1 2 3 7 »
Z okazji wydania „Króla Bólu” rozmawiamy z Jackiem Dukajem o… prawie wszystkim. A zwłaszcza o rozrastaniu się opowiadań do powieści, o transhumanizmie i polskości, o planach pisarskich i nie tylko pisarskich, o tym, jaki jest „prawdziwy Dukaj” i jak Dukaj widzi postrzeganie Dukaja, o telewizyjnych serialach i soundtrackach do opowiadań, o „Incepcji” i „Avatarze”, o przyszłości i przeszłości – słowem o wszystkim, co udało się domknąć w ramach w miarę jeszcze rozsądnych rozmiarów rozmowy.

Jacek Dukaj

Moc generowania sensów

Z okazji wydania „Króla Bólu” rozmawiamy z Jackiem Dukajem o… prawie wszystkim. A zwłaszcza o rozrastaniu się opowiadań do powieści, o transhumanizmie i polskości, o planach pisarskich i nie tylko pisarskich, o tym, jaki jest „prawdziwy Dukaj” i jak Dukaj widzi postrzeganie Dukaja, o telewizyjnych serialach i soundtrackach do opowiadań, o „Incepcji” i „Avatarze”, o przyszłości i przeszłości – słowem o wszystkim, co udało się domknąć w ramach w miarę jeszcze rozsądnych rozmiarów rozmowy.

Jacek Dukaj

ImięJacek
NazwiskoDukaj
WWW
Esensja: Jacku, tak się składa, że niedawno „Esensja” obchodziła swoje dziesięciolecie i przy tej okazji zajrzeliśmy do naszego pierwszego numeru z października 2000 roku. Znaleźliśmy tam… wywiad z tobą przy okazji wydania „W kraju niewiernych”, czyli twojego poprzedniego zbioru opowiadań. Czemu na następny trzeba było czekać aż dekadę? Czy krótka forma już cię nie bawi tak jak kiedyś?
Jacek Dukaj: Trochę się z tego tłumaczę w postscriptum „Króla Bólu”. Właściwie wszystko, co pisałem przez ostatnie sześć lat, miało być opowiadaniami do zbioru. Nawet te teksty, które w końcu upchnąłem kolanem w „Królu…”, w większości trudno zakwalifikować jako opowiadania.
Chyba już muszę pogodzić się z tym upośledzeniem. Na przykład od ponad dwóch lat walczę bezskutecznie z zadaną formą bardzo krótkiego (na kilkanaście stron) opowiadania bożonarodzeniowego dla „Tygodnika Powszechnego” – okazuje się to ponad moje siły, kolejne wersje wyjeżdżają raczej pod sto stron. Widać jestem „nowelistą” w anglosaskim sensie.
E: Masz w planach (choćby bardzo odległych) przygotowanie kolejnego zbioru opowiadań? Czy też może – biorąc pod uwagę to, że znaczna część opowiadań rozrosła się do formy powieści – opowiadania nie pozwalają ci już na należyte przedstawienie koncepcji, opowieści itd. i tym samym zaniechasz pisania ich?
JD: Jeśli będzie materiał do niego, to może powstanie i zbiór. Dzisiaj takich planów nie mam. Ale kto wie, w jakim miejscu znajdę się za dziesięć lat – w 2000 roku też nie przewidziałbym, że takie wyznania będę tu czynił.
Na pewno w części jest to kwestia stosownej przestrzeni do rozpisania wizji – jak już zacznę obracać w głowie pomysł, to nie potrafię się zatrzymać w pół drogi. Ale także tzw. oddechu epickiego. Na Zachodzie coraz częściej używa się jako kategorii literackiej terminu „immersive narrative”. Nie bez przyczyny są to zazwyczaj grube powieści albo cykle.
E: W tym wywiadzie mówisz, że „W kraju niewiernych” sprofilowałeś tak, by motywem przewodnim była fantastyka teologiczna, ale następny zestaw opowiadań już od tego odejdzie. Zdajemy sobie sprawę, że „Król Bólu” to zbiór tekstów, które powstawały na przestrzeni wielu lat, ale czy mimo wszystko uważasz, że ma jakiś motyw przewodni?
JD: Na pewno nie ma motywu uniwersalnego, czyli podtrzymującego każdy jeden w nim tekst. Natomiast najczęściej przewija się tu szeroko rozumiany transhumanizm. Co też wydaje mi się właściwe dla zbioru podsumowującego, bo chociaż pisałem dotąd o bardzo różnych rzeczach, to treść sporej ich części rzeczywiście oplata się wokół transhumanizmu i pochodnych.
Na drugim miejscu znalazłaby się polskość i historia – i to też pasuje.
E: Jeszcze w nawiązaniu do poprzedniego pytania – zarówno „Lód”, „Wroniec”, jak i wchodzący w skład najnowszego zbioru opowiadań „Piołunnik” poruszają temat historii. Czy może teraz to ona leży w centrum twoich zainteresowań? Planujesz uczynić ją osią napędową któregoś z twoich przyszłych utworów?
JD: Nie mam jednego „centrum zainteresowań”. Jeśli jako „zainteresowania” rozumieć to, co wciągam w mózg, to – w skali wielu lat – byłaby to dość chaotyczna, równomiernie rozsmarowana po kilkudziesięciu tematach papka informacji kulturotechowej. W skali miesięcy oczywiście tworzą się skupiska, skrzepy, bo treść lektur determinuje chociażby to, co właśnie piszę – na przykład do „Lodu” czytałem dużo historyków i Rosjan, do „Oka potwora” przypominałem sobie wczesnego Lema, a podczas pisania „Linii oporu” – Houellebecqa.
Ale wy pytacie chyba o to, co z mózgu wychodzi, a to są w dużym stopniu rozłączne procesy. I ten drugi najczęściej zaskakuje samego autora. Może on rok studiować materiały o człowieku prehistorycznym, napisze wielką epikę plejstoceńską, a potem okaże się, że to i tak jest transhumanizm. Dlaczego? Bo tak wyobraźnia przepracowuje mu dowolne dane. Ale siadając do pisania, przysiągłby, że „interesuje” go właśnie tamten praczłowiek.
E: Czym są utwory, o których wspomniałeś w postscriptum do „Króla Bólu” – czyli „Fabla”, „Rekursja” i „Stroiciel luster”? O czym opowiadają, kiedy można się ich spodziewać i wokół jakich zagadnień się obracają?
JD: „Stroiciela luster” zapowiadałem już dawno temu jako jedno z opowiadań do „Króla…”; „Fabli” napisałem przed „Wrońcem” jakieś 200-300 stron i wywaliłem, bo językowo przestała mi się podobać; „Rekursję” rozrysowywałem sobie w tym roku, z początku czysto rekreacyjnie. Ale wszystkie one wyrosły z drobiazgów, spontanicznie, fraktalowo.
Od lat przekonany jestem, że klasyczna SF eksploracyjna to powidok marynistyki podróżniczej o czasach, gdy na mapach Ziemi widniały jeszcze białe plamy, lwy i smoki rysowane poza granicą ludzkiego poznania. Swoistym arche owej fantastyki byłaby więc dosłowna marynistyka pangalaktyczna – mam model takiego wszechświata w konspektach od kilkunastu lat, tylko paradoks zamkniętych krzywych czasowych ciągle wchodził mi w paradę. Patent ze „Stroiciela luster” pozwoli mi go ominąć (mam nadzieję).
„Fabla” wyszła z pytania teoretycznego: czy jest możliwa literatura fantastyczna traktująca o świecie całkowicie realistycznym, tzn. tożsamym z naszym? Wtedy za fantastyczność musiałaby odpowiadać sama struktura fabularna opowieści. Czym jednak jest fabuła? Siedzisz w kawiarni przy stoliku, patrzysz na ludzi – czy „widzisz” fabuły, w jakich płyną oni przez świat? A jeśli miałbyś tę świadomość? Ogląd fabuły także własnego życia? Gdzie konkretnie przebiega granica między sztuczną fabularyzacją opowiadacza (selekcjonującego zdarzenia, układającego je w ciągi, interpretującego) a „surowym” przepływem doświadczeń? Czy można się cofnąć przed strukturalistów i postmodernistów i uczynić ich odkrycia elementem poznania świata przedstawionego (całkowicie realistycznego co do kształtu w materii)? Miałem wtedy jazdę na Paula Bowlesa i umieściłem rzecz w przedwojennym Maroku, na styku kultur europejskiej, żydowskiej i arabskiej, w tradycji hatibów i dawnej literatury arabskiej (w X wieku mieli już powieści dla mieszczaństwa, sieci księgarń, wyprzedzali nas o prawie tysiąc lat, potem się to rozmyło, skisło – ale nie musiało).
Z „Rekursją” zabawa zaczęła się od napisania notki biograficznej fikcyjnego pisarza polskiego, niedoszłego noblisty, potęgi na miarę wieszczów XIX-wiecznych. Rzecz jest mocno zakręcona (tytuł oddaje podstawowy algorytm przekształceń), wchodzi w gry kognitywistyczne, spiski ubeckie, „Sen” Keplera, historię literatury polskiej itd. Językowo najbardziej charakterystyczna, bo tam też rekursywna: zdania otwierają szufladki w szufladkach, zjadają własny ogon.
Opowiadam o tym otwarcie także dla założenia przymusu na siebie samego: łatwiej mnie teraz łapać za słowo. Bo boję się, że zanim je zrealizuję, stracę serce do tych projektów, jak się to zdarzyło z tyloma w ostatnich latach. Mam przecież także inne teksty w planach, choćby opowiadanie SF do antologii Kosików – co z niego wybuchnie, Bóg raczy wiedzieć.
E: Co z kontynuacją „Perfekcyjnej niedoskonałości”? Na swojej stronie napisałeś (parę lat temu), że czekasz, aż wyjaśnią się niektóre zagadnienia współczesnej nauki. Pytanie tylko, czy faktycznie „rajd przez wszechświaty odmiennych fizyk” nadal cię interesuje? Nie zmienił się wektor twoich zainteresowań? (Wszak z twardą SF rozstałeś się właśnie „Perfekcyjną niedoskonałością”).
JD: Na pewno nie przestały mnie te rzeczy interesować – ale gdy układam w głowie hierarchię pomysłów do realizacji, to dalszy ciąg „Perfekcyjnej niedoskonałości” spada w niej coraz niżej. Pisząc książkę, chcąc nie chcąc żyję w jej świecie przez długie miesiące, przekręcam się na sposób myślenia właściwy dla tamtych realiów. Nie wiem, jak będzie w dalszej przyszłości, ale w tej chwili muszę szczerze przyznać, że oddalam się od mindsetu „Perfekcyjnej…”.
Tzn. plan drugiego i trzeciego tomu jest i pewnie mógłbym je napisać, gdyby ktoś mi przystawił pistolet do głowy, ale nic dobrego by w ten sposób nie powstało.
E: Nie boisz się niezrozumienia twoich tekstów przez czytelników? Zarzuty względem zbytniej złożoności twoich utworów pojawiają się prawie przy każdej kolejnej publikacji (i zapewne wkrótce się nasilą ze względu na „Linię oporu”). Nie boisz się, że w pewnym momencie czytelnicy się od ciebie odwrócą (podobnie jak od Parnickiego w połowie lat 70.)?
JD: Piszę bardzo różne rzeczy, możesz tu dowieść dowolnej tezy, jeśli odpowiednio dobierzesz przykłady. Przeciągnij wektor przez „Perfekcyjną…”, „Kto napisał Stanisława Lema?” i „Linię oporu”, a potem przeciągnij drugi wektor przez „Inne pieśni”, „Lód” i „Wrońca” – wskażą w dokładnie przeciwne strony. Czy zatem piszę coraz trudniej, czy coraz prościej? Wybór etykietki zależy wyłącznie od tego, które hasło zgadza się twoimi osobistymi preferencjami czytelniczymi.
Zdaję sobie sprawę z istnienia frakcji czytelników, dla których „prawdziwy Dukaj” to „Czarne oceany” i może „Perfekcyjna niedoskonałość” („Metallica skończyła się na »Kill ’Em All«”), a reszta to jakieś literackie dziwactwa, i z frakcji, która nie trawi tych starszych rzeczy, zaczynam się dla nich od „Innych pieśni”; jest też spora grupa, już wychowana na „fantastyce empikowej”, dla której stanowię symbol literatury „nie do czytania”: zamiast pisać prosto i przejrzyście, standardową narracją amerykańską, pozwalam sobie, o zgrozo, na gęstą frazę i „eksperymenty językowe”, jasnym więc dla nich jest, że to książki nie dla normalnych czytelników, tylko dla snobów i krytyków, którzy „chwalą, bo nie rozumieją”.
Jestem tego wszystkiego świadom, ale sądzę, że najgorszym błędem byłoby ugięcie się pod jakimikolwiek oczekiwaniami czytelniczymi. Psychologicznie zdążyłem się chyba uodpornić, bo to stały leitmotiv – już w recenzjach antologii z pierwszymi moimi opowiadaniami stroskani krytycy przepowiadali, że następnego tekstu Dukaja nikt nie zrozumie. Co oczywiście nie znaczy, że za którymś kolejnym razem nie będą mieli racji – ale widzę wyraźnie, że wszystkie alternatywne strategie pisarskie zawiodłyby mnie w ślepy zaułek. Na dłuższą metę jedynym dobrym kierunkowskazem są szczere przekonania, wręcz fiksacje autora, a nie zimne kalkulacje pod szanse sukcesu. Że to ryzykowne? Jak cholera. Bezpiecznie byłoby trzymać się raz sprawdzonej formuły, najlepiej jednego świata, bohatera i stylu, i wsłuchiwać się w głosy zadowolenia i niezadowolenia, wpatrywać w krzywe sprzedaży. Ale to śmierć literatury. Zresztą nie potrafiłbym, zwariowałbym z monotonii. Z drugiej strony – to jest wielki luksus, na który nie wiem, jakim cudem zasłużyłem, że mogę sobie wymyślać i pisać, co mi do głowy wskoczy, i to trafia jakoś do ludzi.
Dlatego jednej rzeczy w tej całej mojej rozpasanej dezynwolturze artystowskiej bardzo pilnuję: żeby być uczciwym wobec czytelników, nie zwodzić ich, nie nabijać w butelkę. Wymyślę to lub tamto, może się sprawdzi literacko, może nie – ale z góry wrzucam w sieć spore darmowe fragmenty (na ile pozwoli wydawca), żeby mogli sobie wyrobić zdanie, zanim wydadzą pieniądze. Ostrzegam też lojalnie, żeby się nie spodziewali „więcej tego samego” – bardziej prawdopodobny jest skok w zupełnie innym kierunku.
Pamiętajcie też jednak, że takimi skokami były i „Inne pieśni”, i „Lód”, i „Wroniec” – dopiero z perspektywy miesięcy, lat postrzegane jako standard, do którego z kolei odnosi się dzieła następne.
1 2 3 7 »

Komentarze

20 XII 2010   16:26:35

Fragmenty o wsparciu Narodowego Centrum Kultury dla "Wrońca" z dedykacją dla pana komentującego plany wydania "Quietusa" w serii "Zwrotnice Czasu"...

17 VII 2014   02:26:56

Panie Jacku! Doprawdy, nie spotkałem w literaturze takiego autora, który z podobną jak Pan finezją łączyłby kunszt języka z oryginalnością koncepcji... Lem był tym ostatnim. Wokół Lema długo nic, aż na szczęście pojawił się Jacek Dukaj. Niech nam jasno świeci słońce Dobrej Matematyki! Oby jak najdłużej!

29 VII 2016   09:57:20

Panie Jacku, jeśli Pan to jakimś łutem szczęścia przeczyta, chciałem podziękować za te codzienne czytelnicze wyzwania, które zawdzięczamy Panu wraz z milionami rodaków. Uwielbiam Pański styl - to, że do każdego opowiadania, każdej powieści trzeba się przeprogramować, zmienić sposób przyjmowania i przetwarzania treści. Zazwyczaj dogrywam się w okolicach setnej strony, toteż staram się czytać Pańskie książki po kilka razy, a każdy taki przebieg jest fascynującą wyprawą, z której wracam z workiem nowych przemyśleń i spostrzeżeń.
Od dawien dawna nie miałem na piedestale żadnego idola, wzorca do naśladowania, ale od kiedy zetknąłem się z Pańską twórczością czuję, że zaraża mnie ona stopniowo głodem wiedzy i poznania, potrzebą wydobywania wartości, żądzą codziennego poszerzania pola świadomego widzenia - i za to nie sposób podziękować dość żarliwie.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Wracać wciąż do domu
Ursula K. Le Guin, Michał Hernes

24 I 2018

Cztery lata temu opublikowaliśmy krótki wywiad z Ursulą K. Le Guin.

więcej »

Jak zrobić „Indianę Jonesa” lepszego od „Poszukiwaczy Zaginionej Arki”?
Menno Meyjes

23 XI 2014

Usłyszałem od Spielberga, że nie powinienem kręcić, dopóki nie poznam emocjonalnego sedna sceny, dopóki nie spojrzę na nią z sercem- mówi Menno Meyjes, scenarzysta „Koloru purpury” i „Imperium słońca”, które wkrótce ponownie wejdą do polskich kin.

więcej »

Piszę o osobach zagubionych i poszukujących
Anna Kozak

17 XI 2014

Prezentujemy wywiad z Anną Kozak, autorką powieści „Okna” wydanej w październiku 2014 roku nakładem wydawnictwa Akurat.

więcej »

Polecamy

Ten świat to jeden wielki Kant!

Na rubieżach rzeczywistości:

Ten świat to jeden wielki Kant!
— Marcin Knyszyński

„Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno” – 1 Kor 13, 12
— Marcin Knyszyński

Świat jako miraż albo ludzie jak bogowie
— Marcin Knyszyński

Prawda Absolutna kontra prawdy subiektywne
— Marcin Knyszyński

Gra w życie
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż autora

Konsekwencje wyobraźni
— Jacek Dukaj

Córka łupieżcy
— Jacek Dukaj

Kilka uwag o wzlocie i upadku fantastyki naukowej
— Jacek Dukaj

Aguerre w świcie
— Jacek Dukaj

SF bez taryfy ulgowej
— Jacek Dukaj

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.