Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 20 października 2019
w Esensji w Esensjopedii

Natchnienie nie istnieje

Esensja.pl
Esensja.pl
Paweł Matuszek
1 2 3 10 »
O grach komputerowych, „Kamiennej Ćmie” i wielu innych tematach z naczelnym „Fantasy & Science Fiction” Pawłem Matuszkiem rozmawia Kamil Trzeciakiewicz.

Paweł Matuszek

Natchnienie nie istnieje

O grach komputerowych, „Kamiennej Ćmie” i wielu innych tematach z naczelnym „Fantasy & Science Fiction” Pawłem Matuszkiem rozmawia Kamil Trzeciakiewicz.
Kamil Trzeciakiewicz: Naszym dzisiejszym gościem jest – że tak powiem w radiowo-telewizyjnym stylu – Paweł Matuszek, jedna z ciekawszych i bardziej znaczących postaci świata polskiej literatury. Przypuszczam, że sam siebie byś tak nie określił, chociażby ze względu na naturalną skromność, ale – tu pytanie retoryczne – jak inaczej określić osobę, która była redaktorem naczelnym największego pisma literackiego w Polsce, legendarnej „Nowej Fantastyki”, a teraz przewodzi polskiej edycji jeszcze bardziej legendarnego czasopisma – kultowego amerykańskiego „Fantasy & Science Fiction”? Ano właśnie.
Jesteś także recenzentem, krytykiem i pisarzem, ale to nie ze względu na twoje dokonania literackie prowadzimy tę rozmowę – doceniając twój wkład i zasługi, dla mnie jako pismaka growego byłeś prawdziwym objawieniem w kontekście tego właśnie medium. Stałeś się bowiem egzemplifikacją i personifikacją tezy, jaką sobie niegdyś postawiłem: że gry są nie tylko formą sztuki, ale też czymś, co prawdziwie docenić i zrozumieć potrafi jedynie człowiek naprawdę inteligentny. Doprowadziłeś bowiem do sytuacji bez precedensu: będąc naczelnym „NF”, całe kilka wstępniaków poświęciłeś tematyce gier (to bardzo dużo, zważywszy że funkcji rednacza nie pełniłeś długo – ze względu na przykry obrót spraw zdecydowałeś się odejść). Co prawda wcześniej pojawiały się sporadycznie tu i ówdzie wypowiedzi nielicznych pisarzy czy dziennikarzy (choćby w samej „NF” przed twoją kadencją gry były raz tematem numeru, ale może pozostawię to bez komentarza – nie żeby zaraz mi się nie podobało, ale zdecydowanie mnie to nie powaliło), jednak aż do czasu twoich pamiętnych wstępniaków nie było tak koherentnych, merytorycznie dużo więcej niż poprawnych i napisanych bez zadęcia komentarzy i analiz na temat gier i samej ich branży.
Gadam i gadam, więc może wreszcie pierwsze pytanie: co cię skłoniło do podjęcia tematyki gier w magazynie może nie do końca stricte literackim, ale reprezentującym jednak mocno intelektualny profil? Na pewno nie brak pomysłów na wstępniaki, które zawsze były odkrywcze i wywoływały burze na forum (vide poruszenie przez ciebie tematu popularności, a raczej jej braku, twórczości Chucka Palahniuka w Polsce).
Paweł Matuszek: Po pierwsze: uważam, że „NF” za mojej kadencji było głównie pismem literackim – oczywiście pisaliśmy o filmach czy komiksach, ale to jednak opowiadania i duży nacisk na długie, rozbudowane recenzje książek nadawały temu pismu charakter. Gwoli ścisłości to ja, zaraz po objęciu fotela redaktora naczelnego, wywaliłem z pisma krótkie, powierzchowne recenzje gier. Moim zdaniem nie pasowały do profilu magazynu. W zamian za to chciałem od czasu do czasu puszczać większe, przekrojowe teksty, np. o światach fantastycznych wykreowanych w grach. Jednak nic z tego nie wyszło. Okazało się, że gracze nie mają ręki do pisania o tym medium, a ludzie, którzy grają sporadycznie, nawet jeśli dobrze piszą, potrafią tylko schematycznie podchodzić do tematu. Tak więc nie udało mi się opublikować żadnego tekstu o grach.
I brakowało mi tego, bo sam jestem graczem. Uwielbiam literaturę, rozkoszuję się komiksową narracją, lubię filmy, ale w grach jest coś jeszcze innego, coś fascynującego, angażującego zupełnie inne partie mózgu niż literatura. To mnie w nich pociąga. Dla mnie gry nie są konkurencją dla literatury, lecz jej przeciwległym kulturowym biegunem, swoistym uzupełnieniem. To rozrywkowe medium wykształciło już na tyle skomplikowany język przekazu, że może przekazywać złożone, poważne treści, choć nie musi. Elementy ludyczne zawsze będą wychodzić w tym medium na pierwszy plan, zresztą tak samo jak w komiksie. Postanowiłem więc sam pisać o nowych grach. Starałem się to robić bez zadęcia, ale też chciałem przy tym uniknąć pułapki tego, co współcześnie uważa się za recenzję. Czyli nie skupiałem się na tym, co mi się podobało, a co nie, lecz starałem się przejrzeć koncept autorów, zrozumieć ich decyzje, dlaczego zrobili to tak czy inaczej. Recenzencka interpretacja zawsze jest inspirująca, bo trzeba się wspiąć na intelektualne palce, opracować jakąś teorię, zrobić coś twórczego – jak mówiłem, nie ma to nic wspólnego z tym, co mi się podoba, a co nie. Uważam, że gry zasługują na takie poważne, ale niezadęte podejście. Warto starać się pisać o nich mądrze i w szerszym kontekście kulturowym. Nie wiem, czy mi się to udawało, ale robiłem, co mogłem, bo, jak już mówiłem, lubię grać i czasem mam ochotę podzielić się z innymi moimi opiniami na ten temat. A śmiem twierdzić, że nie są one interesujące dlatego, że jestem rasowym hardkorem, ale dlatego, że patrzę na gry z szerszej, kulturowej perspektywy.
KT: Co do recenzji gier, to po twym odejściu powróciły one na łamy „NF”, co – nie wchodząc w szczegóły – niestety tylko potwierdziło, że miałeś rację, wywalając je. Zanim wejdziemy głębiej w temat konkretnych tytułów, gatunków i samej branży, postarajmy się wyjaśnić pewną istotną kwestię: dlaczego gry, mimo posiadania choćby tych walorów, jakie przed chwilą wymieniłeś, są wiecznym chłopcem do bicia? Rozmawiałem ostatnio z pewną dość znaną w niektórych kręgach osobą, również jak ty zajmującą się pisaniem (choć nie literatury), i powiedziała mi, że pretensje i ataki były w historii sztuki zmorą praktycznie każdego nowego medium, ale wydaje mi się, że to dość naciągane. Po pierwsze, musielibyśmy zbadać, czy faktycznie tak było i czy domniemane obiekcje ludzi żyjących w czasach powstawania danego medium można by nazwać nagonką, po drugie zaś, trzeba by dokonać stosownego przełożenia ówczesnych realiów na nasze, by przekonać się, czy skala niechęci, „agresji” była podobna do tej, jaka dziś cechuje napastliwość względem gier. Poza tym medium to liczy sobie już – jeśli brać pod uwagę pierwsze, do dziś grywalne hity – około 30 lat, nie jest więc to wcale nowość, a wrogość doń chyba raczej wzrasta, niż maleje. Dobrym przykładem jest tu stosunkowo niedawna, głośna sprawa Rogera Eberta, znanego amerykańskiego krytyka filmowego, który swymi komentarzami starał się pozbawić gry statusu sztuki, sprowadzając je do rangi czegoś pośledniejszego (wcześniej mieliśmy sprawę Jacka Thompsona, prawnika atakującego przy byle okazji choćby serię GTA). A gdy w Polsce jakiś pseudodziennikarzyna z jakiejś lokalnej gazetki zaatakował bodajże BioShocka 2 albo gdy ćwierćgłówki z telewizji zwane dla niepoznaki celebrytami czy – o zgrozo – reporterami szukają sensacji tam, gdzie jej nie ma, atakując gry idiotycznymi argumentami, wszyscy się tym podniecają, przyklaskują temu albo wchodzą w polemikę, jakby było z kim i o czym polemizować. Natomiast gdy intelektualista z prawdziwego zdarzenia powie o nich dobre słowo w największym polskim czasopiśmie literackim, nikt na ten temat się nawet nie zająknie.
Nie wiem nawet, jak to wszystko nazwać – demagogią, populizmem, kazuistyką, czystym debilizmem, szaleństwem? Dlaczego tak się dzieje? I czy sprawa tyczy się tak naprawdę tylko gier? Mam bowiem wrażenie, że ataki wycelowane w to medium są jedynie symptomem czegoś znacznie poważniejszego – postępującego zećwoczenia społeczeństwa. Brzmi to, przyznaję, paradoksalnie i paranoidalnie, ale nie sądzisz, że coś może być na rzeczy?
PM: Nie wiem, z kim rozmawiałeś na ten temat, ale miał rację. Ataki, oskarżenia o deprawację młodzieży, zarzut spłycania kultury – tak jest zawsze, gdy pojawia się jakieś nowe medium, z którym nieobeznane są opiniotwórcze elity. Tak było w przypadku filmu oraz komiksu. Gry i tak nie są aż tak bardzo szykanowane jak przykładowo komiks, na który swego czasu nałożono w USA potężną cenzurę. To się będzie zmieniać, to już się zmienia. Gry gładko weszły na orbitę stałych elementów kultury masowej i nikt ich już stamtąd nie usunie. A ludzie, którzy dorastali już w świecie, w którym stanowiły one integralną część kulturowego krajobrazu, zaczynają dochodzić do głosu i dyktować pełniejsze odczytanie współczesnych wzorców kulturowych.
Masz rację, medium to liczy sobie już około 30 lat, ale tak naprawdę dopiero niedawno zyskało dojrzałość, czyli wypracowało na tyle złożony język, że może być nośnikiem różnych ambitnych treści. Może, ale nie musi. Atak Eberta jest moim zdaniem dowodem na to, że ta dojrzałość jest dostrzegana przez ludzi, którzy profesjonalnie zajmują się kulturą, i zachęca ich do dyskusji, w tym wypadku do deprecjonowania. Ale nie ma w tym nic dziwnego. Pozwolę sobie znowu nawiązać do komiksu, który – z punktu widzenia klasycznego podejścia do tego, co jest i co może być sztuką – jest po prostu kiepskim malarstwem i słabą literaturą. Jest tak, ponieważ definiuje własny język, który mimo powierzchownych podobieństw tak naprawdę nie ma nic wspólnego z literaturą i malarstwem.
Z grami jest tak samo. To nie jest film ani animacja, ani interaktywne obrazy – to coś innego, coś nowego, coś, co dysponuje własnym językiem. Trudno się dziwić, że ludzie, którzy nie wiedzą, czym to się je, czyli nie potrafią kulturowo zdekodować gier, zaczynają dyskusję od oskarżeń. Medialnymi zawirowaniami wokół gier (GTA, narkotyki w Bioshock 2 czy powracający jak bumerang temat uzależnienia od gier) w ogóle bym się nie przejmował. Dziennikarze muszą z czegoś żyć, więc wyszukują gorące tematy na czasie. To tylko kolejny dowód na obecną kulturową aktywność gier, a także głupotę i powierzchniowość współczesnych mediów. Nikogo nie interesuje zgłębianie tematu, wszyscy chcą krzykliwych nagłówków i zaczepnych notek, żyjących przez jeden dzień. Od czasu do czasu pojawiają się również zaskakująco pozytywne inicjatywy, jak cykl tekstów o grach w „Dzienniku”, zainicjowany przez Olafa Szewczyka. Nie równoważy to ogólnej głupoty w podejściu do gier, ale zawsze to coś…
1 2 3 10 »

Komentarze

14 VII 2011   22:15:24

"Przypuszczam, że sam siebie byś tak nie określił chociażby ze względu na naturalną skromność"

Naturalną skromność, ha ha ha.

18 VII 2011   21:44:02

To chyba nie jest najlepszy pomysł walić w wywiadzie pytaniami na ponad 3 tysiące znaków. Chciałem się dowiedzieć co Paweł Matuszek sądzi na różne tematy, ale zanim dobrnąłem do jakiejś jego wypowiedzi, to mi "chcecnie" przeszło.

21 VII 2011   00:58:32

Dużo o grach, mało o literaturze. Ktoś niefortunnie dał tekst do działu książka. Rozbudowane pytania nie przeszkadzają o ile są na temat, ale autorzy powinni zdać sobie sprawę, że po to są działy, żeby czytelnik mógł wybrać sobie temat, który go interesuje. Dziesięć stron to sporo czytania, a zainteresowały mnie ledwie 2-3 akapity. Kiepski wywiad dla osoby nie lubiącej gier.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Wracać wciąż do domu
Ursula K. Le Guin, Michał Hernes

24 I 2018

Cztery lata temu opublikowaliśmy krótki wywiad z Ursulą K. Le Guin.

więcej »

Jak zrobić „Indianę Jonesa” lepszego od „Poszukiwaczy Zaginionej Arki”?
Menno Meyjes

23 XI 2014

Usłyszałem od Spielberga, że nie powinienem kręcić, dopóki nie poznam emocjonalnego sedna sceny, dopóki nie spojrzę na nią z sercem- mówi Menno Meyjes, scenarzysta „Koloru purpury” i „Imperium słońca”, które wkrótce ponownie wejdą do polskich kin.

więcej »

Piszę o osobach zagubionych i poszukujących
Anna Kozak

17 XI 2014

Prezentujemy wywiad z Anną Kozak, autorką powieści „Okna” wydanej w październiku 2014 roku nakładem wydawnictwa Akurat.

więcej »

Polecamy

Koszmarna teofania

Na rubieżach rzeczywistości:

Koszmarna teofania
— Marcin Knyszyński

Nowe rozdanie
— Marcin Knyszyński

Prawdziwe kłamstwa
— Marcin Knyszyński

„Normalni” szaleńcy
— Marcin Knyszyński

Dwadzieścia sroczych ogonów
— Marcin Knyszyński

Kto tu jest chory?
— Marcin Knyszyński

„Osacza nas zewsząd wug!”
— Marcin Knyszyński

Otwórz oczy!
— Marcin Knyszyński

Zapchajdziura
— Marcin Knyszyński

Ten świat to jeden wielki Kant!
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Baśń dla solipsysty
— Michał Kubalski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.