Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 6 kwietnia 2020
w Esensji w Esensjopedii

Andrzej Sapkowski

ImięAndrzej
NazwiskoSapkowski
WWW

Pójdę na bolesną szczerość

Esensja.pl
Esensja.pl
Anna Brzezińska, Andrzej Sapkowski
1 2 3 »
Jeden z dwóch wywiadów udzielonych przez Andrzeja Sapkowskiego po premierze filmu…

Anna Brzezińska, Andrzej Sapkowski

Pójdę na bolesną szczerość

Jeden z dwóch wywiadów udzielonych przez Andrzeja Sapkowskiego po premierze filmu…

Andrzej Sapkowski

ImięAndrzej
NazwiskoSapkowski
WWW
ANNA BRZEZIŃSKA: Zdarzało Ci się wyrażać bardzo różne opinie o literaturze fantasy. Z jednej strony przypominam sobie dość prowokacyjne stwierdzenia, że wystarczy napisać jeden cykl, aby wyczerpać możliwości konwencji, z drugiej zaś wywody o potędze złotookiego potwora wyobraźni i pochwałę baśni sięgającej najgłębszych archetypów. Nie zamierzam więc naciągać Cię na opinie o gatunku, bo dojdziemy tylko do stwierdzenia, że wszystko zależy od wykonania i konkretnego autora. Niemniej: w czym upatrywałbyś głównych możliwości fantasy?
ANDRZEJ SAPKOWSKI: Myślę, że w możliwościach pofantazjowania właśnie. Które to możliwości fantasy ma nieporównywalnie większe niż, dajmy na to, science fiction. Chodzi także rzeczywiście o korzenie w archetypach i toposach. Miłośnicy fantasy to tacy ludzie, którzy korzenie te czują. Wyrastają z nich, są z nimi związani. Niekiedy bardzo emocjonalnie.
ANNA BRZEZIŃSKA: W roku 1986, kiedy na łamach „Fantastyki” ukazało się Twoje opowiadanie „Wiedźmin”, fantasy nie było jeszcze w Polsce równie popularne jak dzisiaj, a i autorów uprawiających ten gatunek było znacznie mniej. Skąd więc wybór tej konwencji?
ANDRZEJ SAPKOWSKI: Ech, rwie się dusza, by pokonfabulować, ale cóż, noblesse oblige, ścisnę zęby i pójdę na bolesną szczerość. Gdy „Fantastyka” w roku 1985 ogłosiła konkurs na opowiadanie fantastyczne, tknięty niewytłumaczalnym impulsem postanowiłem wystartować, ba, wygrać nawet. Taktycznym krokiem ku zwycięstwu miało być „wyróżnienie się na tle”, a wyróżniać miała mnie właśnie konwencja fantasy, co do której mniemałem, że jest w Polsce mało znana i mało modna. Polska fantastyka, myślałem., to hard SF w stylu Lema i polityczna socjologia w stylu Zajdla, i takież przysłane zostaną na konkurs prace, moja fantasy wyróżni się zatem i wpadnie w oko jurorom. Sprytne, n’est ce pas? Otóż nie, wcale to nie było sprytne, bo niemal wszyscy przysłali fantasy. Na szczęście „Wiedźmin” był opowiadaniem na tyle dobrym, by wyróżnić się i tak, dzięki czemu nagrodę w konkursie dostałem. Drugą, przegrywając z „twardą” SF Marka Huberatha.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
ANNA BRZEZIŃSKA: Przyznałeś się kiedyś, że należysz do osób, które wciąż pamiętają, jak w kolejnych latach ukazywały się kolejne tomy „Kronik Amberu” Rogera Zelaznego, i że był to rodzaj doświadczenia pokoleniowego. Nie chcę, żeby zabrzmiało to zanadto apokaliptycznie, lecz czy istnieją inne książki fantastyczne, których lektura stała się dla Ciebie doświadczeniem na tyle istotnym, że wywarła wpływ na Twoje późniejsze teksty?
ANDRZEJ SAPKOWSKI: Owo apokaliptyczne doświadczenie pokoleniowe polegało w moim przypadku na tym, że fantastykę kupowałem wyłącznie za granicą, podczas delegacji służbowych, z natury rzeczy okazjonalnych. Tak to święto okazji wyjazdu zbiegało się i kojarzyło ze świętem okazji nabywania fantastycznych nowości, do których inaczej dostępu bym nie miał, bo do ich przekładów zupełnie się w Polsce nie kwapiono. A do niektórych tytułów nikt i dziś się nie kwapi.
Oprócz Zelaznego mój „przywilej” służbowego światowca pozwolił mi poznać wówczas - czyli w latach siedemdziesiątych-osiemdziesiątych - twórczość Harlana Ellisona, Samuela R. Delany’ego, Marion Zimmer Bradley, Jacka Vance’a, Stephena Kinga, Piersa Anthony’ego, Tanith Lee, C. J. Cherryh, Jane Yolen… Wymieniać mógłbym długo. Czy ktoś z nich miał na mnie wpływ? Myślę, że wszyscy. W jakiejś tam mierze.
ANNA BRZEZIŃSKA: Jaka jest Twoja opinia o Eddingsie? Pytam, bo pod pewnymi względami Eddings wydaje mi się bliski Twojej koncepcji powieści fantasy: ogromnie nośny, błyskotliwy dialog, poczucie humoru (miejscami nader frywolne i obliczone na starszych czytelników), ale przede wszystkim postać Sparhawka. Czy poczuwasz się do pewnych wpływów, czy to jedynie przypadkowe zbieżności?
ANDRZEJ SAPKOWSKI: Odpowiem niczym Pytia delficka: Eddings wpływu na mnie nie miał, nie mógł mieć i miał. Ale żem nie Pytia, wyjaśnię: nie mógł mieć na mnie Eddings wpływu w konkretnym przywołanym przypadku Sparhawka, bo wystarczy porównać daty - zrodzony w 1985 wiedźmin Geralt jest wcześniejszy, pierwszy tom cyklu „Elenium” ukazał się w 1989. Że zaś Eddings wpływu na mnie nie miał, zaświadczyć może Paulina Braiter, która na nieznajomości Eddingsa zagięła mnie i to publicznie, na konwencie w Waplewie w roku 1990. Zawstydzony czym prędzej wszystko Eddingsa - czyli „Belgariadę” i „Malloreon” - przeczytałem, faktycznie dość często bawiąc się podobieństwem naszych recept na pisanie. I tak dochodzimy do momentu, w którym Eddings wpływ na mnie miał. Na przykładzie Eddingsa przekonałem się otóż, że nie wolno nad potrzebę mnożyć tomów cyklu, sequeli i prequeli. Choćby nie wiedzieć jak dobrze sprzedał się oryginał, nie należy go na siłę powielać. Dlatego saga o wiedźminie miała pięć tomów i ani grosza więcej. Sequela nie będzie.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
ANNA BRZEZIŃSKA: Zastrzegasz się, że w chwili rozpoczęcia pracy nad cyklem powieściowym o wiedźminie, znałeś już zakończenie całej historii. Dla mnie jednak uderzająca jest inna ewolucja: mianowicie sposób, w jaki zmienia się sama technika pisarska. Oto zaczynasz od czegoś, co sam określałeś jako fabułę ze strzelaniem do potworów, a kończysz powieścią nasyconą erudycyjnymi nawiązaniami i cytatami. Czy ta ewolucja również była od początku zamierzona?
ANDRZEJ SAPKOWSKI: O „strzelanie do potworów” pozwolę sobie się obruszyć, w ten sposób określiłem pisarstwo krańcowo prymitywne i zupełnie pozbawione polotu; przy całej skromności nie wydaje mi się, by u mnie coś takiego się zdarzało. Co do reszty pytania - potwierdzam, że pisząc pierwszy tom cyklu miałem plan, wiedziałem, dokąd zmierzam, w szczególności precyzyjnie zaplanowany był finał, ów Avalon, ów Galahad, erudycyjny, jak powiadasz, cytat z legendy arturiańskiej. Bądźmy jednak precyzyjni do końca - nie brak takich erudycyjnych nawiązań w tomie pierwszym, że szybko przypomnę nienawiść, która „wrosła w serca i zatruła krew pobratymczą”. To, że takich nawiązań więcej jest w tomach ostatnich, jest naturalne - w tych tomach domyka się fabularne klamry, dopieszcza wątki, wypełnia intrygę - erudycyjne wtręty i zabawy stanowią pewien pisarski modus operandi, pozwalający unikać banału fabuły linearnej.
ANNA BRZEZIŃSKA: Stwierdziłeś kiedyś, że pisarz musi się znać na tym, o czym pisze. Zatrzymajmy się przez chwilę przy autorskiej erudycji: jaki był Twój pierwszy kontakt z literaturą dawną, z eposem, z romansem rycerskim, z sagą germańską wreszcie?
ANDRZEJ SAPKOWSKI: Chryste, ten kontakt był tak dawno, że nawet nie pamiętam, kiedy i od kogo się zaczęło. Mogę jedynie zawęzić badania do przedziału lat 1958-1962, to znaczy dla mnie, wiekowo, 10-14. Taki to już ze mnie Matuzalem. Rzecz jasna, dziesięciolatkowi dostarczało uciechy i wystarczało, gdy król Artur (Achilles, Roland, Zygfryd, Beowulf, Ogier Duńczyk) zdzielił kogoś mieczem w łeb, a na domiar i okrasę pofiglował z jakąś młódką w łożnicy. Poważne związane z tą literaturą przemyślenia przyszły później, przy kolejnych czytaniach.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
ANNA BRZEZIŃSKA: Konfrontujesz czytelnika z tekstem wielopoziomowym, aluzyjnym i wymagającym rozległej erudycji. Czy czasami wyobrażasz sobie idealnego czytelnika, kogoś, jak rozumiem, kto podejmie grę z tekstem, zna odpowiedź Malraux na „czasy pogardy”, uśmiechnie się na widok Galahada cytującego Homera i rozpozna Matkę Ojczyznę z rozwianym włosem? I czy często spotykasz podobnych czytelników na spotkaniach autorskich?
ANDRZEJ SAPKOWSKI: Jak ognia unikam mądrzenia się i „professorenromanu”, nie piszę po to, by z kimś podejmować erudycyjną grę w zagadki literackie i w poszukiwanie kluczy. Piszę tak, by to się podobało mnie, a mnie się taka erudycyjna zabawa podoba. Miło, jeśli to trafia i do innych. A trafia, zdarza się takich czytelników spotkać. Może nie tak bardzo często, ale przez to tym milej.
ANNA BRZEZIŃSKA: Twoje książki są bardzo silnie osadzone w materii historycznej. To ciekawe, ponieważ od pewnego czasu w polskiej powieści historycznej dzieje się bardzo mało - jeżeli w ogóle można w tym nurcie znaleźć coś godnego uwagi i mam wrażenie, że w pewnym sensie w tę lukę wchodzi fantastyka z historią alternatywną. Jak sądzisz, skąd ten kryzys prozy historycznej?
ANDRZEJ SAPKOWSKI: Mówiąc szczerze, nie wiem, nie chcę, będąc wszak dyletantem, snuć teorii, które ktoś mógłby potem potraktować jako głos ex cathedra. Nieśmiało wysunę więc tylko przypuszczenie, że czytelnika - zwłaszcza młodego - zniechęcił do powieści historycznej jej nachalny dydaktyzm i reżymowy serwilizm, przy czym obojętne, o który konkretnie reżym idzie. Uprawiana przez fantastów historia alternatywna nie jest, uważam, całkiem wolna od tego grzechu. Ale jest fantastyką, zawsze ma wiernych fanów, na dobre i na złe.
1 2 3 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Wracać wciąż do domu
Ursula K. Le Guin, Michał Hernes

24 I 2018

Cztery lata temu opublikowaliśmy krótki wywiad z Ursulą K. Le Guin.

więcej »

Jak zrobić „Indianę Jonesa” lepszego od „Poszukiwaczy Zaginionej Arki”?
Menno Meyjes

23 XI 2014

Usłyszałem od Spielberga, że nie powinienem kręcić, dopóki nie poznam emocjonalnego sedna sceny, dopóki nie spojrzę na nią z sercem- mówi Menno Meyjes, scenarzysta „Koloru purpury” i „Imperium słońca”, które wkrótce ponownie wejdą do polskich kin.

więcej »

Piszę o osobach zagubionych i poszukujących
Anna Kozak

17 XI 2014

Prezentujemy wywiad z Anną Kozak, autorką powieści „Okna” wydanej w październiku 2014 roku nakładem wydawnictwa Akurat.

więcej »

Polecamy

Umieranie wstecz

Na rubieżach rzeczywistości:

Umieranie wstecz
— Marcin Knyszyński

Przygodowa powieść science fiction – zrób to sam!
— Marcin Knyszyński

Pif-Paf! Zium!
— Marcin Knyszyński

Droga bez powrotu
— Marcin Knyszyński

„Bycie” jest kalejdoskopem
— Marcin Knyszyński

„I Have a Dream”
— Marcin Knyszyński

Koszmarna teofania
— Marcin Knyszyński

Nowe rozdanie
— Marcin Knyszyński

Prawdziwe kłamstwa
— Marcin Knyszyński

„Normalni” szaleńcy
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Nie taki wiedźmin straszny...
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Quo Vadis, Wiedźminie?!
— Anna Draniewicz

ONI mogą wszystko
— Bartosz Kotarba

Bajka o bajkach
— Eryk Remiezowicz

Z tego cyklu

Cieszę się, że wytrwałem z Zoną tyle lat
— Konrad Wągrowski

Skąd się wzięła magia
— Michał Studniarek

Trzeba jakoś żyć
— Eryk Remiezowicz

Jaja Jaskółki
— Jakub Gwóźdź

Dwie bitwy
— Eryk Remiezowicz

Tegoż twórcy

Głos miał nieprzyjemny
— Borys Jagielski

Zagraj to jeszcze raz, Jaskier
— Agnieszka Szady

Esensja czyta: Listopad 2013
— Kamil Armacki, Miłosz Cybowski, Jacek Jaciubek, Jarosław Loretz, Daniel Markiewicz, Paweł Micnas, Beatrycze Nowicka, Joanna Słupek, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski

Zagraj to jeszcze raz, odtwarzaczu…
— Marcin T.P. Łuczyński

Sceny z życia wiedźmina
— Konrad Wągrowski

Esensja czyta: Październik-listopad 2009
— Jędrzej Burszta, Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Michał Kubalski, Marcin T.P. Łuczyński, Joanna Słupek, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski, Krzysztof Wójcikiewicz

Ile mistrza w rzemieślniku?
— Jędrzej Burszta

Lux cykl
— Marcin Łuczyński

Oczekiwaliśmy światła, a oto ciemność
— Tomasz Iwanicki

Szkieletów w szafie brak
— Artur Chruściel

Tegoż autora

Jeden dzień
— Anna Brzezińska

Ulica
— Anna Brzezińska

Recepta na fantasy
— Anna Brzezińska

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.