Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 grudnia 2018
w Esensji w Esensjopedii
Witold Jabłoński
Witold Jabłoński

Jestem z natury poganinem

Esensja.pl
Esensja.pl
Witold Jabłoński
1 2 »
Zapraszamy do lektury wywiadu z Witoldem Jabłońskim, autorem między innymi kontrowersyjnego „Ucznia Czarnoksiężnika”, z którym rozmawiał Dawid Brykalski. Wywiad jest fragmentem dłuższej rozmowy, która pojawi się w przyszłym roku, w kolejnym tomie „Rozmów przekornych”.

Witold Jabłoński

Jestem z natury poganinem

Zapraszamy do lektury wywiadu z Witoldem Jabłońskim, autorem między innymi kontrowersyjnego „Ucznia Czarnoksiężnika”, z którym rozmawiał Dawid Brykalski. Wywiad jest fragmentem dłuższej rozmowy, która pojawi się w przyszłym roku, w kolejnym tomie „Rozmów przekornych”.
Witold Jabłoński
Witold Jabłoński
Witold Jabłoński: Chciałbyś zapewne wiedzieć, po pierwsze, dlaczego napisałem powieść uznaną przez wielu za antyklerykalną? Cóż, rzeczywiście chyba niezbyt odpowiada mi życie w kraju katolickim, takim jak nasz. Na pewno lepiej czułbym się jako rzymski patrycjusz albo ateński filozof. Jestem z natury poganinem.
Dawid Brykalski: Zdumiewająco oryginalna deklaracja. Nasze czasy zupełnie Ci nie odpowiadają?
WJ: Odpowiada mi demokracja, wywodząca się swymi korzeniami ze starożytnej Grecji. Odpowiada mi wolny rynek, dający ludziom możliwość indywidualnego pokierowania własnym losem. Irytuje mnie natomiast zmowa świętoszków, próbujących rozmaitymi metodami narzucić mi swoje poglądy i styl życia. Świat pogański nie znał tego typu fanatyzmu i głoszenia „jedynie słusznej” prawdy. Poszczególne narody i plemiona szanowały wzajemnie swoich bogów. Nawet Rzymianie nigdy nie próbowali zniszczyć lokalnych kultów w podbitych prowincjach. Przekonanie, iż ma się monopol na „prawdziwego” boga zapoczątkowali Żydzi, co następnie przejęło chrześcijaństwo…
DB: Bliższa Ci zatem epoka umysłu, czy raczej ducha?
WJ: Kieruję się w swoim życiu wiedzą i rozumem, ale nieobce mi są ciągoty mistyczne i metafizyczne spod znaku gnozy. Wierzę, że XXI wiek będzie raczej epoką ducha, ponieważ ludzkość wydaje się zmęczona terrorem technologicznym poprzedniego stulecia i ideologią nieustannego postępu. W historii świata zachodniego zawsze zresztą tak było: po epoce szalenie progresywnej następował swoisty regres. To oczywiście nie oznacza zatrzymania się w rozwoju, lecz na płaszczyźnie kulturowej dostrzegam bardzo wyraźną zmianę oczekiwań. Zawsze fascynowały mnie różne ezoteryczne kulty, ale w kontakcie z Absolutem nie odczuwam potrzeby korzystania z usług etatowych pośredników, czy też uczestniczenia w obrzędach.
DB: Przyjmuję to, ale pozwól, że powrócimy do przeszłości. Proszę Cię zatem o krótkie podsumowanie Twej wcześniejszej, nie fantastycznej twórczości.
WJ: Napisałem podczas studiów kilka krótkich opowiadań. Kiedy pokazałem je Jerzemu Andrzejewskiemu, Wielki Mistrz stwierdził, że są „zbyt mało realistyczne”. Nie wiedziałem jeszcze wtedy, że było to ich zaletą, nie wadą.
DB: Jak wspominasz współpracę z Jerzym Andrzejewskim?
WJ: Trwała ona bardzo krótko, ponieważ przerwała ją śmierć pisarza. Pisanie pod dyktando Pana Jerzego było na pewno znakomitym warsztatem twórczym. Podziwiałem, jak potrafił prowadzić barwną opowieść, wysnuwając ze swego umysłu doskonale zbudowane, przepiękne frazy, układające się powoli w precyzyjną fabułę. Ostatni jego utwór, opowiadający o cesarzu Heliogabalu, do którego dołożyłem szczyptę własnej pracy, pozostał, niestety, niedokończony.
DB: Twoja pierwsza powieść…
WJ: Zadebiutowałem w 1988 r. środowiskową powieścią „Gorące uczynki”. Jej treść była niezwykle jak na owe czasy bulwersująca, działa się bowiem między innymi w kręgu baletowych tancerzy i zaćpanych muzyków rockowych. To, co było wtedy raczej elitarne i ograniczone do wąskiego grona „złotej” młodzieży, dzisiaj jest dosyć powszechne. Odbiór ze strony krytyki był nikły, natomiast cały, dziesięciotysięczny nakład rozszedł się bardzo szybko. W owych czasach nie przekładało się to jednak na jakieś sensowne pieniądze.
DB: Wreszcie nadszedł czas na SuperNową i publikację w tym wydawnictwie powieści wampirycznej „Dzieci nocy”. Czy to była pierwsza przygoda z fantastyką?
WJ: Od początku miałem ku temu ciągoty, tylko nie zdawałem sobie z tego sprawy. W „Gorących uczynkach” też mamy coś w rodzaju realizmu magicznego. Trudne do zakwalifikowania gatunkowego „Dzieci nocy”, no bo sam przyznasz, jak to nazwać – horror fantastyczny? – pisałem właściwie dla zabawy, fragmentarycznie i z doskoku, w wolnych chwilach pomiędzy urzędowaniem i bankietowaniem. Jako regularny wówczas bywalec wspaniałych łódzkich pubów fascynowałem się światem nocnych Marków i barowych ciem. Miałem także ambicję wprowadzenia do świata fantastyki żywiołu legend słowiańskich. W ten sposób zrodził się pomysł opowieści o polskich i rosyjskich wampirach, którym przeciwstawia się środowisko normalnych „słoneczników”, egzystujących za dnia. Miałem rzeczywiście dużo szczęścia, że naczelny Supernowej, Mirosław Kowalski dostrzegł w tej pospiesznie i trochę chaotycznie skleconej powiastce jakiś potencjał. Urzekła go chyba dziwność i pewnego rodzaju paranoiczność przedstawionego w niej świata. Zabawna sprawa, że podczas jej opracowywania kontaktowaliśmy się jedynie telefonicznie…
DB: Można więc u nas wydać powieść bez specjalnego zabiegania o względy wydawcy?
WJ: Tak, jestem tego żywym przykładem. Poznałem bliżej Mirka dopiero, kiedy złożyłem osobiście w wydawnictwie wydruk „Ucznia czarnoksiężnika”, czyli mniej więcej po roku od opublikowania „Dzieci nocy”. Wcześniej byliśmy „na pan”.
DB: Jaka była Twoja reakcja na recenzje? Czy trafnie krytycy odczytali Twoje intencje i zamierzenia?
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
WJ: Byłem pozytywnie zaskoczony. Przede wszystkim faktem, iż tylu młodych ludzi sięgnęło po tak trudną książkę, w znacznym stopniu pozbawioną dialogów i nie obfitującą w zaskakujące zwroty akcji. A przy tym jeszcze chciało im się na ten temat napisać sążniste artykuły. Szczególnie internetowe teksty były bardzo ciekawe, wskazywały bowiem, że oceny niskiego rzekomo oczytania wśród młodego pokolenia są, być może, mocno przesadzone i niesprawiedliwe. W każdym pokoleniu są intelektualne elity i masy, które nie wznoszą się ponad poziom meczu piłkarskiego i telenoweli, to się również nie zmienia. Z prawdziwą satysfakcją obserwowałem, iż wielu czytelników dość dobrze wychwyciło „co autor chciał przez to powiedzieć”. Większość ocen była zdecydowanie przychylna, toteż nie mam powodu narzekać.
DB: Jakiś nieokrzesany recenzent nazwał Twojego bohatera „męską dziwką”. Co Ty na to?
WJ: No, bez wątpienia, bohater mój nie jest aniołem, chyba że upadłym. Wielokrotnie rozmija się z ogólnie przyjętą moralnością. A jednak mało kto zauważył, że w gruncie rzeczy jest człowiekiem samotnym i postacią tragiczną. Trzeba tylko nieco głębiej wczytać się w moją książkę, zamiast odbierać ją wyłącznie „po wierzchu”.
DB: Godzisz się na takie określenie, że „Uczeń Czarnoksiążnika” to „pierwsza polska gejowska powieść fantasy”?
WJ: Ani gejowska, ani fantasy. Rozumiem, że będziemy odtąd dzielić powieści na gejowskie i heteroseksualne, czyli dramat pod tytułem „Romeo i Julia” to „tragedia hetero”? Jak w takim razie zakwalifikować „Wieczór Trzech Króli”? To naprawdę problem. A mówiąc poważnie, nie po to ślęczałem piętnaście lat nad rozmaitymi historycznymi źródłami, aby napisać powieść gejowską. Szkoda byłoby wysiłku i fatygi. Upodobania i doświadczenia seksualne narratora to tylko jeden z wątków tej powieści, wcale nie najważniejszy. Na dodatek ja nie uważam tego cyklu za fantasy, chociaż zawiera pewne jego elementy, jak magia, zjawiska nadprzyrodzone, czy smok w Tatrach. Rzeczywistą nowością jest fakt, że jak dotychczas bohater żadnej polskiej powieści nie był trucicielem i homoseksualistą. Z takim narratorem być może trudno się utożsamić, a tym bardziej go polubić, ale na pewno jest on interesujący i na swój sposób fascynujący. Postaci czarowników są zazwyczaj w tego typu historiach epizodyczne i drugoplanowe. Ja wyciągnąłem kogoś takiego na plan pierwszy i kazałem odgrywać mu główną rolę. Na tym polega novum.
DB: Moralność… nie obawiasz się, że będziesz posądzany o jej „obrażanie”?
WJ: Jeśli jest na tym świecie coś, co naprawdę w sztuce warto obrażać, to jest nią właśnie moralność. Szczególnie zakłamana, obłudna i dwulicowa moralność polskiego drobnomieszczaństwa. Przypomniały mi się w tej chwili dwa opowiadania Gabrieli Zapolskiej „O czym się nie mówi” i „O czym się nawet myśleć nie chce”, traktujące o prostytucji i chorobach wenerycznych. Minęło sto lat, a w świadomości wielu ludzi nic się jakby nie zmieniło. Zamiast o moralności, która jest kolejnym wymysłem świętoszków, wolę rozmawiać o etyce, opartej na prostych zasadach, na przykład „nie czyń drugiemu, co tobie niemiło”.
DB: Ale jedno mnie bardzo zdumiewa… Skąd ta zapiekła nienawiść Witelona wobec Kościoła?
WJ: Gdyby ksiądz z Twej parafii kazał spalić Twoją babcię na stosie, pewnie też byś znienawidził tę instytucję. Swoista cezura w jego życiu, to właśnie moment, kiedy dochodzi do owego samosądu i Witelo przeklina swoją rodzinną wieś. Kierując się pragnieniem zemsty wkracza na niebezpieczną ścieżkę… Obserwując procesy czarownic widzimy ich ofiary wyizolowane z tła społecznego. A przecież były to często kobiety mające rodziny, mężów, dzieci, czy innych krewnych. Co czuli tacy ludzie, stojąc wśród podekscytowanego tłumu i oglądając nieludzką mękę najbliższych? Czy zawsze byli przekonani o słuszności tego, co się dzieje? Ten problem umyka wielu pisarzom i naukowcom, a dla mnie stał się kluczowy, kiedy konstruowałem postać Witelona. W duszy człowieka inteligentnego i utalentowanego narasta coraz większa pogarda i nienawiść wobec prostaczków, dla których „dobry” Bóg przeznaczył podobno królestwo niebieskie. Witelo odrzuca świat chrześcijańskich wartości, ponieważ nie znajduje w nim miejsca dla siebie.
DB: Może to ryzykowne, lecz czytając miałem wrażenie, że oto udało Ci się uchwycić klimat opowieści arturiańskich. Polscy rycerze przypominali mi rycerzy Okrągłego Stołu, lecz bez swego króla…
WJ: Takim idealnym władcą próbował stać się Henryk Probus, który pojawia się w drugim tomie cyklu. Ukazując życie ówczesnych rycerzy, nie stroniłem od ciemniejszych stron ich bytowania, jakimi były okrucieństwo toczonych wówczas wojen, problem wierności wobec nie zawsze uczciwego seniora, czy też kłopoty finansowe. Nie chciałem jednak całkiem odzierać owej kasty z romantycznej aury, jaką przypisywali jej twórcy rycerskich opowieści. Jeśli to się udało, odbieram ten fakt jako duży komplement. W pewnym stopniu inspirowałem się „Mgłami Avalonu” Marion Zimmer-Bradley, w tej bowiem powieści autorka znakomicie połączyła baśniową fantazję z brutalnym realizmem ówczesnej rzeczywistości.
1 2 »

Komentarze

07 IV 2011   23:02:42

Spotkanie z pisarzem - fotorelacja :
http://www.mmlodz.pl/blog/entry/265645/KAWIARNIA+LITERACKO-MUZYCZNA.html

23 XI 2013   22:09:59

alllle niziny...

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Wracać wciąż do domu
Ursula K. Le Guin, Michał Hernes

24 I 2018

Cztery lata temu opublikowaliśmy krótki wywiad z Ursulą K. Le Guin.

więcej »

Jak zrobić „Indianę Jonesa” lepszego od „Poszukiwaczy Zaginionej Arki”?
Menno Meyjes

23 XI 2014

Usłyszałem od Spielberga, że nie powinienem kręcić, dopóki nie poznam emocjonalnego sedna sceny, dopóki nie spojrzę na nią z sercem- mówi Menno Meyjes, scenarzysta „Koloru purpury” i „Imperium słońca”, które wkrótce ponownie wejdą do polskich kin.

więcej »

Piszę o osobach zagubionych i poszukujących
Anna Kozak

17 XI 2014

Prezentujemy wywiad z Anną Kozak, autorką powieści „Okna” wydanej w październiku 2014 roku nakładem wydawnictwa Akurat.

więcej »

Polecamy

Ten świat to jeden wielki Kant!

Na rubieżach rzeczywistości:

Ten świat to jeden wielki Kant!
— Marcin Knyszyński

„Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno” – 1 Kor 13, 12
— Marcin Knyszyński

Świat jako miraż albo ludzie jak bogowie
— Marcin Knyszyński

Prawda Absolutna kontra prawdy subiektywne
— Marcin Knyszyński

Gra w życie
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Witelon rozdarty
— Eryk Remiezowicz

Dolnoślązak Witelon
— Eryk Remiezowicz

Krótko o książkach: Kwiecień 2002
— Artur Długosz, Jarosław Loretz, Eryk Remiezowicz

Potomkowie sennych marzeń
— Eryk Remiezowicz

Tegoż twórcy

Pagan fiction
— Miłosz Cybowski

Hetera, wieczna tułaczka
— Michał Kubalski

Historia żywa
— Eryk Remiezowicz

Niezapomniana lekcja historii
— Eryk Remiezowicz

Tegoż autora

Bracia Strachy
— Witold Jabłoński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.