Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 27 maja 2020
w Esensji w Esensjopedii

Łomocząc się z sobą i z innymi, trwam

Esensja.pl
Esensja.pl
Maciej Parowski
1 2 3 »
Maciej Parowski – redaktor naczelny miesięcznika „Nowa Fantastyka”, krytyk, pisarz (m.in. „Twarzą ku Ziemi”). Jedna z najbarwniejszych, ale i najczęściej krytykowanych postaci w polskiej fantastyce. W ciągu ostatniego roku głośny stał się jego konflikt z fandomem dotyczący nagrody im. Janusza A. Zajdla oraz podziału fantastyki na „rozrywkową” i „problemową”.

Maciej Parowski

Łomocząc się z sobą i z innymi, trwam

Maciej Parowski – redaktor naczelny miesięcznika „Nowa Fantastyka”, krytyk, pisarz (m.in. „Twarzą ku Ziemi”). Jedna z najbarwniejszych, ale i najczęściej krytykowanych postaci w polskiej fantastyce. W ciągu ostatniego roku głośny stał się jego konflikt z fandomem dotyczący nagrody im. Janusza A. Zajdla oraz podziału fantastyki na „rozrywkową” i „problemową”.
Esensja: Jest pan redaktorem „Nowej Fantastyki”. Był pan pisarzem (m.in. „Twarzą ku Ziemi”, „Sposób na kobiety”). Później ukazał się w „Fantastyce” fragment prozy pod tytułem „Mildgor” i miało coś z niego powstać. Co się z tym wszystkim stało?
Maciej Parowski: Na początku lat osiemdziesiątych, po stanie wojennym, miałem pomysł na powieść. Ale nie byłem w stanie jej podołać: w sensie literackim, psychologicznym i politycznym.
Opracowałem dość dokładnie bohatera, który jest policjantem, ubekiem w podbitej przez Lunatyków Szwajcarii. Lunatycy to Ziemianie, którzy znaleźli się na Księżycu i dzięki popularności elektroniki i kosmonautyki przechwycili zasoby bankowe Szwajcarii. Ta zaś dołuje gospodarczo, panuje w niej rodzaj stanu wojennego. Porządku pilnują tacy faceci jak mój Mildgor.
Chciałem zająć się jego podświadomością i świadomością; niemożnością pogodzenia języka wewnętrznego z zewnętrznym W warstwie zewnętrznej on gonił rebeliantów, zaś w środku sprawiał wrażenie człowieka na niewłaściwym miejscu. Sam był po trosze rebeliantem żyjącym w niewłaściwym państwie. Miałem kilka fajnych pomysłów.
Ta powieść mi jednak nie szła, bo pomysł, że zostanie ona napisana i wydana w ówczesnym PRL był chybiony. Wtedy albo się schodziło do podziemia albo pisało powieści o czymś innym. Była to próba powtórzenia fantastyki socjologicznej w rzeczywistości, która z fantastyką socjologiczną już się pożegnała. Zostałem zablokowany jeszcze przez coś. Pisałem fragment o dwóch policjantach, których pobił jeden z opozycjonistów… I wtedy zabili Popiełuszkę.
Zupełnie zgłupiałem. Wiedziałem, że to się nie trzyma: pisanie o ówczesnej rzeczywistości z moją powieścią. To był inny świat.
Żeby było śmieszniej ja sobie tego tak od razu nie uświadomiłem. To się we mnie wywróciło. Bierzesz jakiś pomysł – wychodzi opowiadanie. Bierzesz inny – nie wychodzi. Odkłada się go, przekłada, a on… nie wychodzi. To był właśnie przypadek „Mildgora”.
Nie byłem w stanie poradzić sobie ze sprzecznymi impulsami płynącymi z rzeczywistości i z pisarskiej, wymyślonej sytuacji. Dalej mi się ten pomysł chwilami podoba, ale…
Dowiedziałem się potem od niedoszłego wydawcy, że taka przygoda przydarzyła się jeszcze paru pisarzom. I to nie tylko fantastycznym. Nie byli w stanie rozwiązać zadania pod tytułem: „piszę powieść znaczącą dla mnie i dla Polski w osiemdziesiątym trzecim roku i próbuję ją wydać w tym kraju”. Po prostu im nie wyszło.
Ale przyszli inni młodzi ludzie i zaczęło im wychodzić – chociaż nie od razu. W tamtych latach udawały się opowiadania Baranieckiemu, Oramusowi.
– Ale Baraniecki to jednak był trochę wcześniej.
– Nie, nie. Wszystko się zgadza: osiemdziesiąty drugi i osiemdziesiąty trzeci. Już wtedy pisałem Mildgora. To jest szczytowanie Baranieckiego i moje borykanie się z powieścią.
„Hieny Cmentarne” brały od innej strony te emocje. Były w stanie sobie z nimi poradzić. Ja z powieścią półrealistyczną, dziejącą się w Zurichu nie mogłem dać sobie rady.
I jeszcze jedno. Oczywiście jako młody człowiek wyobrażałem sobie siebie jako powieściopisarza, ale prawda jest taka, że najdłużej byłem dziennikarzem. I to dziennikarzem bardzo z siebie zadowolonym.
To co robiłem sprawiało mi przyjemność i dostarczało profitów… Nawet nie tyle czytelniczych (o nich to ja wiele nie wiedziałem). W redakcji mi mówili, że jestem dobry.
Kiedyś pod moją nieobecność ktoś powiedział, że robię w piśmie najlepsze felietony. A ja o tym nie miałem oczywiście pojęcia, bo męczyłem się z tymi felietonami. Chciałem żeby były dobre, ale nie wiedziałem, że takie są.
Tak właściwie powstała moja czwarta, może najważniejsza książka – „Czas fantastyki”. Była ułożona właśnie z tamtych felietonów…
– Potwornie się zestarzała ta książka.
– Nie wszyscy są takiego zdania. Wiem że ludzie spoza fantastycznego środowiska czegoś się z niej dowiedzieli. Np. o tym, że traktujemy świat i rzeczywistość poważnie. Że traktujemy wyobraźnię poważnie, że widzimy swoje miejsce w szyku kultury i nie musimy się czuć źle – w kontekście wiedzy o Poem czy Orwellu.
– Tak, ale wtedy kultura była inna – wysoka. Teraz kultura podzieliła się bardzo wyraźnie na masową i wysoką, a fantastyka jest tak pośrodku.
– Kultura nie podzieliła się na wysoką i niską. Po prostu istnieją dobre i złe książki, dobre i złe filmy, sztuki teatralne, słuchowiska…
– Zgadzam się z takim podziałem, ale kultura wysoka i popularna różnią się tak zwanym „targetem”, odbiorcą docelowym.
– Jedną z idei jaka mi przyświeca przy robieniu „Nowej Fantastyki” (dalej: NF – przyp. redakcji), jest próba pominięcia problemu „targetu”.
Trzeba sobie odpowiedzieć na fundamentalne pytanie: do czego służy literatura i do czego służy kino. Jeśli ustalimy, że służą do zabijania czasu, że są towarem, który rozpoznaje „target”, i który daje „targetowi” to, co on chce – to co ja robię nie ma sensu.
Jeśli jednak założymy, że literatura i kino są niezbędną każdemu społeczeństwu kulturową i emocjonalną „witaminą”, którą wybrani, utalentowani twórcy wydzierają z siebie i rzucają na rynek. Jeśli literatura jest rozwiązaniem przez jednostkę problemów zbiorowości. A ta zbiorowość jeszcze nie wie o tym, że gdzieś z tyłu, na zapleczu, w fotelu pod lampą albo przy świecy siedzi Szekspir, który pisze coś, co jest opowieścią.
– Szekspir nie siedział z tyłu pod lampą, on był wśród ludzi, on tworzył to, co dzisiaj nazwiemy kulturą popularną. Pisał o tym, że się ludzie mordują i jego publiczność to rajcowało.
– Mówię o Szekspirze, bo zawsze wyciągam „Burzę” jako przykład sztuki stricte fantastycznej, i mówię o Szekspirze ponieważ jego osoba i jego dzieło dowodzą, że nie istnieje „target”. Istnieje tylko wielka sztuka, która powala na kolana wszystkich! I życzę sobie żeby było to zapisane w tym wywiadzie.
Miałem taką przygodę. Na odwiedzinach u rodziny moja kuzynka, która studiuje lingwistykę i o fantastyce nie miała pojęcia wzięła do ręki NF. Otworzyła na opowiadaniu „Oni": tym, w którym jest taki mały nauczycielek w wielkim świecie wampirów. I moja kuzynka powiedziała „Nie wiedziałam, że zamieszczacie takie opowiadania. Że fantastyka jest także czymś takim… To opowiadanie jest o mnie. Ja jestem tą nauczycielką ze Skarżyska w za ciasnej sukience”.
I co? Marnowanie NF to drukowanie opowiadań w stylu Poego, Barkera czy wczesnego Asimova, które piszą obdarzeni nadmiernymi ambicjami, dobrze sytuowani młodzi ludzie. Zamiast tego powinno być miejsce dla takich utalentowanych dukajów in statu nascendi, żerdzińskich in statu nascendi. Dla niepełnych, stających się.
NF istnieje po to żeby nadawała treści istotne, żeby drukować ludzi, którzy mają smykałkę…
– Pisarz siedzi pod lampa i wyczuwa fluidy, które krążą?
– Nie! On rozwiązuje własne problemy. To ważny element mojej filozofii. Jeśli ktoś uczciwie stawia własny wewnętrzny problem i go rozwiązuje to znaczy, że rozwiązuje też problemy co setnego, może co piętnastego Ziemianina.
– Bardzo optymistyczna prognoza.
– Nie wiem czy optymistyczna. Inne pisma wyznawały zasadę awangardy artystycznej, jeszcze inne zasadę pulpy, kolejne twierdziły, że trzeba przedrukować to co, Amerykanie pokazali najlepszego i mimo to padały. Ja łomocząc się z sobą i z innymi trwam.
– Przygotowując się do wywiadu przejrzałem kilka starych roczników „Fantastyki”. I przez ostatnie pięć lat mam kilkanaście „Feniksów”, gdzie są dobre amerykańskie opowiadania, które mnie ruszyły, które coś opowiadają, natomiast w NF były ze trzy takie teksty.
A Pan mówi, że jest fajne to, co opowiada na ważne problemy, a nie jest fajne to co piszą Amerykanie. Czy czyta Pan amerykańską fantastykę? To co się teraz ukazuje?
– Według mnie jednym z powodów, dla których padł np. „Asimov’s magazine” był inny stosunek do fantastyki niż ja reprezentuję.
Nie było tam polskiej prozy, która zrobiła się w międzyczasie dla polskiego czytelnika ważna. Była za to proza anglosaska. Nie było jeszcze jednej rzeczy, która w naszym piśmie wydaje mi się bardzo ważna – publicystyki.
– Ale pod koniec pojawiła się publicystyka.
– Jakiego typu?
– Recenzje, eseje.
– Właśnie. A ja przez publicystykę rozumiem śledzenie również takich spraw, jakie śledzi Jęczmyk w swoich felietonach, takich jakie śledzi w swoich felietonach Hołyński. Przez publicystykę rozumiem kibicowanie ruchowi. Nawet spieranie się z nim…
1 2 3 »

Komentarze

08 I 2020   19:44:27

Jacek Dukaj jest grafomanem. Kompletnym. Nie da się czytać jego "dzieł", a dziwny język i specyficzny debilizm mający uchodzić za intelektualizm, przykrywa braki pomysłowe i potwierdza grafomanię najniższych lotów.

09 I 2020   01:29:43

Pójdźmy dalej: skoro nie jestem w stanie przeczytać podręcznika do fizyki kwantowej oznacza to , że fizycy kwantowi są pseudonaukowcami i szarlatanami.

09 I 2020   10:51:59

I in extremis- skoro nie potrafię zrozumieć połowy wywodów z książek filozoficznych, to oznacza że są bandą baranów coś mącących po pijaku

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Wracać wciąż do domu
Ursula K. Le Guin, Michał Hernes

24 I 2018

Cztery lata temu opublikowaliśmy krótki wywiad z Ursulą K. Le Guin.

więcej »

Jak zrobić „Indianę Jonesa” lepszego od „Poszukiwaczy Zaginionej Arki”?
Menno Meyjes

23 XI 2014

Usłyszałem od Spielberga, że nie powinienem kręcić, dopóki nie poznam emocjonalnego sedna sceny, dopóki nie spojrzę na nią z sercem- mówi Menno Meyjes, scenarzysta „Koloru purpury” i „Imperium słońca”, które wkrótce ponownie wejdą do polskich kin.

więcej »

Piszę o osobach zagubionych i poszukujących
Anna Kozak

17 XI 2014

Prezentujemy wywiad z Anną Kozak, autorką powieści „Okna” wydanej w październiku 2014 roku nakładem wydawnictwa Akurat.

więcej »

Polecamy

Wszyscy jesteśmy androidami

Na rubieżach rzeczywistości:

Wszyscy jesteśmy androidami
— Marcin Knyszyński

Umieranie wstecz
— Marcin Knyszyński

Przygodowa powieść science fiction – zrób to sam!
— Marcin Knyszyński

Pif-Paf! Zium!
— Marcin Knyszyński

Droga bez powrotu
— Marcin Knyszyński

„Bycie” jest kalejdoskopem
— Marcin Knyszyński

„I Have a Dream”
— Marcin Knyszyński

Koszmarna teofania
— Marcin Knyszyński

Nowe rozdanie
— Marcin Knyszyński

Prawdziwe kłamstwa
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż autora

Nie ma jednego postmodernizmu
— Maciej Parowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.