Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 22 sierpnia 2019
w Esensji w Esensjopedii

Romuald Pawlak

ImięRomuald
NazwiskoPawlak
WWW

Tako rzecze Sarturus z Szopinberga, albo dzielny Rosselin z Fertu

Esensja.pl
Esensja.pl
1 2 »
Zapraszamy do lektury wywiadu z Romualdem Pawlakiem, autorem opowiadań i powieści fantastycznych. Z pisarzem rozmawiała Agnieszka Kawula.

Romuald Pawlak

Tako rzecze Sarturus z Szopinberga, albo dzielny Rosselin z Fertu

Zapraszamy do lektury wywiadu z Romualdem Pawlakiem, autorem opowiadań i powieści fantastycznych. Z pisarzem rozmawiała Agnieszka Kawula.

Romuald Pawlak

ImięRomuald
NazwiskoPawlak
WWW

Skoro jest dobrze, to później musi być źle. A jak jest wspaniale, to będą wieszać.

(Z dzieła Sarturusa z Szopinberga „O rozkoszy bycia obywatelem Imperium”)

Agnieszka Kawula: „Czarem i smokiem” został przyjęty raczej pozytywnie, ale trafiają się też opinie, że „Książka miła, ot, tak do poczytania, ale nie wzbudza żadnych emocji, lekka i przyjemna, w sam raz na wakacje”. Chciałeś stworzyć taką literaturę, nazwijmy ją „wagonową”?
Romuald Pawlak: Przyjęcie było bardzo pozytywne, aż mnie zaskoczyło. Ale owszem, to czytadło. Nie jest to książka pozbawiona podtekstów, z takim stwierdzeniem się nie zgodzę, niemniej – czy autor każdą książką powinien zbawiać świat? Miałem ochotę napisać coś zabawnego, ponieważ we mnie jest co najmniej dwóch autorów: taki z „Innych okrętów”, piszący serio, i taki lubiący czasem opowiedzieć zabawną historię, która pozwoli się pośmiać, a nie rości sobie pretensji do nawracania. Bo widzisz, ja nawracanie zostawiam komu innemu. Za to brakuje mi dobrze napisanych czytadeł. Takich, żeby podczas jazdy pociągiem mieć do czytania coś, co nie obraża moich komórek nerwowych, ale jednocześnie nie każe co zdanie rozszyfrowywać trudnych słów.
AK: Nie brakuje też głosów niezadowolenia:
Główny bohater nie jest zbyt zajmujący, podstawowym motorem jego działań jest ciągłe mszczenie się na tych, którzy mu podpadli, co po pewnym czasie staje się dosyć nużące. Ledwo udało mi się przebrnąć przez ten tom.
RP: Każda książka zbiera głosy również osób rozczarowanych jej treścią, więc i moja się kilku takich doczekała. Ale co mam na to odpowiedzieć? Wystarczy wziąć „Czarem i smokiem”, a teraz i „Wojnę balonową” do ręki, żeby już po lekturze okładki zobaczyć, że to czytadła, a nie mierzenie się z Największymi Problemami Wszechświata. Jeżeli ktoś szuka u mnie „poważnej” literatury, powinien sięgnąć po „Inne okręty”, albo zaczekać do jesieni, na zbiór opowiadań.
A inną sprawą jest to, że ja lojalnie uprzedzam na okładce, że to jest cykl. Każdy z tomów staram się tak pisać, żeby dawał się czytać jako pojedyncza książka. Niemniej, z góry wiadomo, że wszystkie tomy złożą się na całość.
AK: Masz rozpisany jakiś plan, co ma się wydarzyć w kolejnych tomach?
RP: Nie tylko plan, ja mam nawet napisaną ostatnią scenę. Tak, piszę na podstawie notatek, stąd wiem, dokąd prowadzę. Oczywiście to nie jest taka ścisła wiedza, że w tomie nr 4, w rozdziale piątym, bohater idzie do łóżka z Annabell. Ale kluczowe rzeczy były obmyślone zanim oddałem wydawcy tom pierwszy.
AK: Ile części planujesz? Pisać tak długo, aż się znudzi czytelnikom?
RP: Nie, cała historia zamyka się w czterech tomach. Trzeci, „Smocze gniazdo”, powinien wyjść w zimie, o ile nie zawalę terminu.

Zabijajcie moich przyjaciół, a z wrogami sam sobie poradzę. Albo zginę z honorem, nie od ciosu w plecy.

(Mądrość Sarturusa z Szopinberga)

AK: Kolejny cykl rozpoczęty, drugi tom można czytać… A gdzie się zapodział Fillegan? Pamiętam, że zapowiadałeś kilka tomów z tego cyklu, czyżbyś zarzucił pisanie o tym panu na dobre?
RP: Fillegan… sam nie wiem. Materiał jest na dysku, ale waham się, czy go publikować. O przerwaniu wydawania cyklu zadecydowały względy raczej pozaliterackie, niemniej – istotne. A teraz… Czy jest sens do tego wracać? Zastanawiam się na przykład, czy dziś Fillegan nie zostałby uznany za gorszą wersję Rosselina i jego smoka? Po co mi to?
AK: Bo sporo czytelników zawiodło się, że nie ma kontynuacji.
RP: Owszem. To jest sytuacja mało komfortowa zarówno dla czytelników, jak i dla mnie. Rozważam taką opcję, żeby „Rycerza” plus długie fragmenty reszty cyklu, w tym opowiadania publikowane kiedyś na łamach „Fantasy”, zebrać w jeden grubaśny tom i po Bożemu zamknąć tę historię.

Kiedy cos się dzieje, trzeba albo uciekać, albo łapać za miecz.

(Mądrość Sarturusa z Szopinberga)

AK: A propos historii, gdzie jest zapowiadana przez Ciebie opowieść o Zakonie Maltańskim? Nie tak dawno odgrażałeś się, że powstanie powieść stricte historyczna, a tu ni widu, ni słychu…
RP: Historia nigdzie się nie podziała, wręcz przeciwnie, ma się bardzo dobrze. Tyle że takie teksty pisze się wolniej – albo przynajmniej ja je tak piszę. Na razie zrealizowałem zamysł książki, w której historia łączyłaby się z fantastyką – jesienią wyjdzie książka, gdzie znajdziesz opowiadanie o rycerzach zakonnych, a także innych średniowiecznych klimatach.
A powieść mam zamiar skończyć do końca roku. Jest więc nadzieja, że w przyszłym roku się ukaże.
AK: Nie obawiasz się, że z historią może Ci po prostu nie wyjść? Jednak z „Innymi okrętami” miało być lepiej niż było, a ludzie raczej kojarzą Cię z nowym cyklem albo ze starym Filleganem.
RP: Wiesz, z perspektywy czasu widzę, że z „Innymi okrętami” wcale nie jest tak źle. Owszem, zebrały trochę recenzji krytycznych w fandomie. Ale sprawdź sobie, co napisał recenzent „Polityki”. On chwali dokładnie to, co odstręczyło miłośników „strzelanek”. Kiedy patrzę na to teraz, również na sprzedaż, to widzę, że recenzje rozminęły się ze sprzedażą. A ponadto, tę książkę kupiło sporo ludzi w ogóle nie czytających fantastyki, za to lubiących powieści historyczne. Mogę podać odwrotny przykład: świetne recenzje, kiepska sprzedaż. To uczciwie powiem, że jeżeli już muszę wybierać, to wolę mieć wiernych czytelników niż dobre recenzje.
AK: To może trzeba było posłać powieść innemu wydawcy, mniej kojarzącemu się z fantastyką? Tak jak na przykład powieść Huberatha „Miasta pod skałą” wydana przez Wydawnictwo Literackie.
RP: Mając dzisiejszą wiedzę rzeczywiście, zaniósłbym do wydawnictwa nie związanego z fantastyką. Ale mimo wszystko nie żałuję, że wydałem tę książkę w Runie. Bo chociaż moje drogi z tym wydawcą się rozeszły, to jednak Ania Brzezińska i Edyta Szulc nie zniechęciły mnie do pisania takiej fantastyki historycznej, namawiając np. do pisania głupich horrorów. Wręcz przeciwnie, miałem poczucie, że warto dalej się w takich klimatach grzebać – a to ważne. Większy wydawca, nie widząc oszałamiającego sukcesu pierwszej książki, różnie by mógł zareagować.
AK: No dobrze, a co z tym baniem się?
RP: Jasne, że boję się, że mi nie wyjdzie. Byłbym idiotą, gdybym zaprzeczył. Ale to mnie nie paraliżuje. Tym bardziej, że powieść historyczną można napisać na kilka sposobów, zaadresować do którejś z kilku grup czytelników. A jeśli spojrzysz na to, co napisałem do tej pory, to zobaczysz, że próbuję sił w kilku konwencjach literackich. Zmierzam do tego, że jeżeli nie wyjdzie w jednej, takiej awanturniczo-psychologicznej, jaką jest „Płaszcz we krwi” (tak ostatecznie będzie się nazywać ta powieść), zawsze mogę przenieść akcenty. I zamiast powieści historycznej zrobić krwawą awanturniczą jatkę, w której zakon został opętany przez Diabła.
AK: W opowieściach o pogodniku na pierwszy plan wysuwa się humor, historia, która tak lubisz trochę ginie…
RP: Nic nie ginie… Cykl o Rosselinie i jego smoku jest w pierwszej warstwie czytadłem. Ale w drugiej – wcale nie. Spójrz na pierwszy tom – toż to klasyczna (no, prawie…) przypowieść o zemście. I sporo czytelników odnalazło nawiązania historyczne do pewnej epoki – bo one gdzieś tam tkwią sobie spokojnie…
A całość ma pewien głębszy sens. Myślę, że ostatni tom będzie dla wielu czytelników prawdziwym zaskoczeniem.

Od braku rozumu gorsza jest tylko wilgoć i smoczy ogon w zasięgu wzroku.

(Myśl Rosselina)

AK: Dobrze, odpuszczam ci i czekam na te opowiadania… Interesuje mnie, kiedy narodziło się ukochane zwierzątko domowe Rosselina – Filippon?
RP: O matko! Żebym to ja wiedział… Smoki w moich tekstach pojawiają się same z siebie. Nawet jeżeli chcę wrzucić tygrysa, zawsze i tak na końcu zamienia się on w smoka. Filippon pojawił się niemal natychmiast, gdy zacząłem się zastanawiać nad tym światem – jeszcze nie miałem konkretnej fabuły, tylko pomysł na świat i na to, co chcę powiedzieć. I tak naprawdę najpierw pojawił się smok, a potem dopiero Rosselin, choć nie mogę wyjaśnić dlaczego, gdyż za wiele bym ujawnił z dwu pozostałych tomów.
1 2 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Wracać wciąż do domu
Ursula K. Le Guin, Michał Hernes

24 I 2018

Cztery lata temu opublikowaliśmy krótki wywiad z Ursulą K. Le Guin.

więcej »

Jak zrobić „Indianę Jonesa” lepszego od „Poszukiwaczy Zaginionej Arki”?
Menno Meyjes

23 XI 2014

Usłyszałem od Spielberga, że nie powinienem kręcić, dopóki nie poznam emocjonalnego sedna sceny, dopóki nie spojrzę na nią z sercem- mówi Menno Meyjes, scenarzysta „Koloru purpury” i „Imperium słońca”, które wkrótce ponownie wejdą do polskich kin.

więcej »

Piszę o osobach zagubionych i poszukujących
Anna Kozak

17 XI 2014

Prezentujemy wywiad z Anną Kozak, autorką powieści „Okna” wydanej w październiku 2014 roku nakładem wydawnictwa Akurat.

więcej »

Polecamy

Prawdziwe kłamstwa

Na rubieżach rzeczywistości:

Prawdziwe kłamstwa
— Marcin Knyszyński

„Normalni” szaleńcy
— Marcin Knyszyński

Dwadzieścia sroczych ogonów
— Marcin Knyszyński

Kto tu jest chory?
— Marcin Knyszyński

„Osacza nas zewsząd wug!”
— Marcin Knyszyński

Otwórz oczy!
— Marcin Knyszyński

Zapchajdziura
— Marcin Knyszyński

Ten świat to jeden wielki Kant!
— Marcin Knyszyński

„Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno” – 1 Kor 13, 12
— Marcin Knyszyński

Świat jako miraż albo ludzie jak bogowie
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż autora

Wolę być wolny niż ważny
— Romuald Pawlak

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.