Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 20 października 2019
w Esensji w Esensjopedii

Jakub Ćwiek

© Yola
© Yola
ImięJakub
NazwiskoĆwiek
WWW

Opłaca się być optymistą

Esensja.pl
Esensja.pl
1 2 3 »
Z Jakubem Ćwiekiem, autorem opowiadań i powieści, scenariuszy komiksów, tekstów piosenek, aktorem, reżyserem – czyli po prostu człowiekiem renesansu – rozmawia Agnieszka Kawula.

Jakub Ćwiek

Opłaca się być optymistą

Z Jakubem Ćwiekiem, autorem opowiadań i powieści, scenariuszy komiksów, tekstów piosenek, aktorem, reżyserem – czyli po prostu człowiekiem renesansu – rozmawia Agnieszka Kawula.

Jakub Ćwiek

© Yola
© Yola
ImięJakub
NazwiskoĆwiek
WWW
Agnieszka Kawula: Wyczytałam w sieci, że nienawidzisz parasoli i rowerów – dlaczego?
Jakub Ćwiek: Co do rowerów, sprawa jest dość prosta. Kiedy przechodziłem swój „rowerowy etap”, a miałem wtedy jedenaście, może dwanaście lat, modne były BMX–y, a główną frajdę sprawiało zjeżdżanie z niebezpiecznych górek i skakanie na rowerze z dużych wysokości. Lubiłem to, a że od zawsze byłem postrzelony, udawało mi się robić rzeczy, które innym nie wychodziły, i przez to zyskiwałem uznanie rówieśników. Potem weszły na rynek „górale” i wymagana już była nie tylko odwaga, ale i spory wysiłek wkładany w jeżdżenie pod górkę. Wydało mi się to nudne i odpuściłem na rzecz innych sportów. A gdy po latach znowu siadłem na rower, okazało się, że wszyscy, nawet moja dziewczyna (obecnie żona), jeżdżą o klasę lepiej niż ja. Uznałem więc, że rowery dokonały zamachu na moje ego i od tamtej pory się do nich nie odzywam <śmiech>.
Kwestia parasoli jest o tyle bardziej skomplikowana, że wciąż niewytłumaczalna. Jakoś mnie dranie nie lubią – łamią się, gdy wezmę je do ręki, trzeszczą, gdy któryś chociażby otrze się o mnie. Jeden nawet omal nie wydłubał mi oka. Siedem parasoli uszkodzonych w przeciągu miesiąca, i to bez specjalnej mojej ingerencji. Czy to nie dowód, że mnie nienawidzą?
AK: Podobno marzy ci się pomysł na opowiadanie, gdzie głównym złym uczynisz parasol…
: Mam już nawet pewien pomysł. Z nawiązaniem do Biblii, by wszyscy wiedzieli, że parasole to pomioty Szatana <śmiech>.
AK: Mówisz, że zawsze byłeś „postrzelony” – czym to się objawiało (oczywiście oprócz skakania na rowerze…)?
: Och, moje szaleństwo miało wiele objawów. Dla zakładu przechodziłem kiedyś w styczniu górską rzekę wpław, spacerowałem po kanałach po omacku i dałem się zamykać w skrzyni, bo uznałem, że mam klaustrofobię i chcę ją zwalczyć. Do tego zjechałem Polskę na stopa, mając za źródło utrzymania jedynie gitarę i własny, średnio udany głos, urządzałem zabawę w „Ściganego”, gdzie jeden człowiek uciekał w las w kajdankach, a reszta goniła go z latarkami etc. Generalnie robiłem wszystko, żeby się nie nudzić.
AK: A kto przynosił kajdanki?
: No, zgadnij <śmiech>. Ale to były prawdziwe policyjne kajdanki, kupione wyłącznie dla potrzeb tej zabawy w sklepie militarnym. Bez żadnych różowo-futerkowych skojarzeń proszę <śmiech>.
AK: Na Twoje szalone pomysły i późniejsze pisanie wpływ mieli też chyba rodzice, dzięki którym Twoja wyobraźnia kwitła.
: Rodzice czytali mi baśnie, opowiadali historie i pozwalali rozwinąć się wyobraźni. Bo to w ten sposób działało – dziecko słucha, chłonie historie, potem zaczyna je dopowiadać, uzupełniać. Pamiętam, jak kiedyś opowiedziałem sobie historię, w której to ja ratowałem „zaklętą w sokoła” i doprowadzałem do tego, by mogła być ze swoim kapitanem. Dziś już bym tego nie zrobił. Pfeiffer była tam zbyt piękna, by oddawać ją Rutgerowi Hauerowi <śmiech>.
Jeśli chodzi o pisanie, to jest ono naturalnym następstwem opowiadania historii. W pewnym momencie człowiek ma dość opowiadania ich samemu sobie. Wtedy pisze.
AK: Trochę schizofreniczne.
: Jasne, że tak, tyle że w moim przypadku to Jekyll opowiada historie Hyde’owi. A teraz wyobraź sobie, że mówisz tej mrocznej, paskudnej części siebie: „Sorry, stary, ale nie będę ci opowiadał historyjek, bo to z lekka schizofreniczne”. Jakoś nie jestem ciekaw, jak by na to zareagował <śmiech>.
AK: Miałeś ulubione baśnie oprócz „Zaklętej w sokoła”? Ja moją babcię męczyłam, żeby mi czytała bajkę z serii „Poczytaj mi, mamo” o kaczuszce, która przemoczyła nóżki. Nie potrafię jej już przytoczyć, ale babcia za każdym razem, kiedy mnie widzi, to głaszcze mnie po głowie i zaczyna z pamięci…
: Uwielbiałem (wciąż uwielbiam) baśnie braci Grimm. Dorastałem wraz z nimi, z wiekiem czytając coraz mniej cenzurowane ich wersje i być może to sprawiło, że cały czas są mi bliskie. Do tego uwielbiałem bajki mojego taty. Opierały się dość luźno na historii Tomcia Palucha i opowiadały o dalszych jego losach. A że mój tata ma wyobraźnię i talent do opowiadania, miałem okazję wysłuchać, jak to Tomcio Paluch trafił do Afryki (gdzie uciekał do morza przed ludożercami, a ci cieszyli się, że jak go złapią, będą mieli słonego paluszka), nurkował z pingwinami na Grenlandii i wiele innych opowiastek.
AK: A sam dzieciom też opowiadasz bajki? Słuchają?
: Na obecnym etapie przede wszystkim czytam: książeczki z obrazkami w trakcie dnia i „Alicję w krainie czarów” przed popołudniową drzemką. Zdaję sobie sprawę, że różnie może być ze zrozumieniem, ale chcę przyzwyczajać dzieci do samego głosu czytającego taty i do tego, że trzeba słuchać. Zrozumienie przyjdzie z czasem. A wtedy przejdę do Grimmów… i własnych bajek.
AK: Spiszesz, czy pozostaną tylko w pamięci dzieci?
: Wątpię, bym chciał je kiedyś spisywać. Oczywiście mam zamiar (i kilka pomysłów), by pisać dla młodszych czytelników, ale te baśnie dla moich dzieci są wyjątkowe i tylko dla nich. A kto wie, może kiedyś opowiedzą je swoim dzieciom. Świadomość, że w XXI wieku opowieści wciąż mogą być przekazywane jak przed wynalezieniem pisma, nie wiedzieć czemu napawa mnie otuchą i radością.
AK: Czasem można się zapomnieć, znowu być dzieckiem – miewasz takie chwile beztroski?
: Pewnie, na przykład tańcząc „indiańskie tańce” przed dzieciakami, by je rozśmieszyć. Albo podczas licznych głupawek w klubie czy na konwentach. Staram się, by mój świat nigdy nie robił się pochmurny, dlatego pruję w niego gazem rozweselającym, gdzie i kiedy się da.
AK: I nie przychodzą chwile zwątpienia w to, co robisz?
: Ależ oczywiście, że przychodzą. Mówiłem, że strzelam, ile się da, a nie, że zawsze trafiam. Zdarzało mi się opadać z sił czy miotać się w bezsilnej wściekłości, bo oto wszystko mi się posypało… a potem okazuje się, że wcale nie wszystko i właściwie to nie jest źle. Zdarzyło się tak kilka razy i uwierzyłem, że tak będzie już zawsze. Staram się więc omijać te złe chwile i przechodzić do dobrych. Nie zawsze się udaje, ale w ostatecznym rozrachunku opłaca się być optymistą.
AK: Myślisz, że gdyby nie Twoje dzieciństwo nastawione na szalone zabawy, czytający ci bajki rodzice i w końcu opowiadający do ucha historie Hyde, zajmowałbyś się dziś tym, czym się zajmujesz, a przede wszystkim pisałbyś?
: Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie, bo nie wyobrażam sobie siebie innego niż jestem. Ale myślę, że to wszystko miało na mnie ogromny wpływ i poniekąd skierowało mnie na tę właśnie drogę.
AK: Jak znam życie, pierwsze opowiadanie napisałeś zapewne dziecięciem będąc…
: Miałem lat siedem. Moja mama, by poprawić mi charakter pisma, poleciła, bym zapisywał dziennie jedną stronę w zeszycie czymkolwiek, byleby nie były to w kółko te same słowa. „Możesz na przykład pisać pamiętnik” – powiedziała. Spróbowałem… i wytrzymałem jeden dzień. A potem napisałem historyjkę o małym chłopcu z przyszłości, który dostał rządowe zadanie załatania dziury ozonowej… uwaga! uwaga! specjalnym klejem. <śmiech> Nie wiem, co się obecnie dzieje z tym opowiadaniem, ale raczej nie jest wyrzucone. Myślę, że spoczywa gdzieś w piwnicy w jakimś starym pudle. Jeszcze nie stetryczałem na tyle, by go szukać jako pamiątki po wspaniałych czasach.
AK: Twój anioł stróż musiał się napracować, kiedy byłeś dzieckiem – a jak się miewa teraz?
: Pewnie nie za dobrze. Żaden ze mnie „bad guy”, ale miewam szalone pomysły i czasem robię naprawdę głupie rzeczy. A facet musi się męczyć i wyciągać mnie z opresji (co idzie mu świetnie). Obecnie, śmiem podejrzewać, pomaga stróżom moich dzieci. Bo rzeczy, jakie one wyprawiają, mogą zmrozić krew w żyłach każdego. A mimo wszystko jakoś się kręci i nic im (odpukać) nie jest.
AK: Ty się dzieci nie czepiaj, bo mają dobre szaleństwo po tatusiu. Pytanie, czy też znienawidzą rowery i czy demon parasolek się do nich przyczepi?
: Co do rowerów to moja córka, jak ta nie przymierzając Julia Capuletti, nic sobie nie robiąc z konfliktu starszyzny, zaprzyjaźniła się z małym rowerkiem o dodatkowych kółkach. Świetnie się bawi, więc nie zamierzam ingerować, ale ostrzegłem czterokołowca, że jakby co, połamię mu ramę <śmiech>. Od parasoli natomiast, mam nadzieję, będą się trzymać z daleka. Nikt nie wie, kiedy tym druciarzom strzeli coś do uchwytów.
AK: Dlaczego anielskie sprawy tak bardzo Cię pochłonęły, że napisałeś już o nich dwie książki?
: Właściwie uważam cały – w założeniu czterotomowy – cykl o Lokim za jedną książkę, bo wszystko wywodzi się z jednego pomysłu. A dlaczego aniołowie? Bo zawsze lubiłem o nich czytać, intrygują mnie jako postaci – ich historia, hierarchia (którą, co nietrudno zauważyć, w książce wywróciłem do góry nogami), opowiastki o nich. Choć akurat w „Kłamcach”, póki co, ich losy nie są najważniejsze. Ale to się zmieni, przynajmniej częściowo.
1 2 3 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Wracać wciąż do domu
Ursula K. Le Guin, Michał Hernes

24 I 2018

Cztery lata temu opublikowaliśmy krótki wywiad z Ursulą K. Le Guin.

więcej »

Jak zrobić „Indianę Jonesa” lepszego od „Poszukiwaczy Zaginionej Arki”?
Menno Meyjes

23 XI 2014

Usłyszałem od Spielberga, że nie powinienem kręcić, dopóki nie poznam emocjonalnego sedna sceny, dopóki nie spojrzę na nią z sercem- mówi Menno Meyjes, scenarzysta „Koloru purpury” i „Imperium słońca”, które wkrótce ponownie wejdą do polskich kin.

więcej »

Piszę o osobach zagubionych i poszukujących
Anna Kozak

17 XI 2014

Prezentujemy wywiad z Anną Kozak, autorką powieści „Okna” wydanej w październiku 2014 roku nakładem wydawnictwa Akurat.

więcej »

Polecamy

Koszmarna teofania

Na rubieżach rzeczywistości:

Koszmarna teofania
— Marcin Knyszyński

Nowe rozdanie
— Marcin Knyszyński

Prawdziwe kłamstwa
— Marcin Knyszyński

„Normalni” szaleńcy
— Marcin Knyszyński

Dwadzieścia sroczych ogonów
— Marcin Knyszyński

Kto tu jest chory?
— Marcin Knyszyński

„Osacza nas zewsząd wug!”
— Marcin Knyszyński

Otwórz oczy!
— Marcin Knyszyński

Zapchajdziura
— Marcin Knyszyński

Ten świat to jeden wielki Kant!
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Bóg od brudnej roboty
— Agnieszka Szady

Sympatyczny zakłamany bóg
— Maciej Dzierżek

Za ostatnie pióro
— Wojciech Gołąbowski

Tegoż twórcy

Witaj w ciemnym mieście Grimm
— Magdalena Kubasiewicz

W ponurym mieście Grimm
— Magdalena Kubasiewicz

Dorośnij, Piotrusiu
— Magdalena Kubasiewicz

Uwierz we wróżki
— Magdalena Kubasiewicz

Zapoznać się, zaśmiać, zapomnieć
— Mieszko B. Wandowicz

Esensja czyta: Styczeń 2010
— Anna Kańtoch, Paweł Laudański, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski

Esensja czyta: Lato 2009
— Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Joanna Słupek, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski

Esensja czyta: Maj-czerwiec 2009
— Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Michał Kubalski, Daniel Markiewicz, Joanna Słupek, Agnieszka Szady, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski

Zobaczyć człowieka
— Agnieszka Szady

Powieść, której mogłoby nie być
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

Bajka o trybach i powrotach
— Jakub Ćwiek

Ofensywa szulerów 2
— Jakub Ćwiek

Szkice projektu Galileo
— Jakub Ćwiek, Artur Wawrzaszek, Edward Wawrzaszek

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.