Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 23 października 2018
w Esensji w Esensjopedii
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup

Wiatr ze Wschodu (54)

Paweł Laudański
Znakomita powieść: „Дом, в котором…” Mariam Petrosjan. Powieść bardzo dobra: „Сад Иеронима Босха” Tima Skorienki. I udana antologia: „Русская фантастика 2011”. Ergo – bardzo dobry początek roku za naszą wschodnią granicą.

Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (54)

Znakomita powieść: „Дом, в котором…” Mariam Petrosjan. Powieść bardzo dobra: „Сад Иеронима Босха” Tima Skorienki. I udana antologia: „Русская фантастика 2011”. Ergo – bardzo dobry początek roku za naszą wschodnią granicą.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
1.
Na obrzeżach miasta, na skraju ponurego blokowiska stoi Dom. Wielkie, dwupiętrowe, zaniedbane gmaszysko, od strony podwórka obarczone brzemieniem drewnianych przybudówek i psich bud. Odgrodzony siatką od otaczającej go przestrzeni niczym samotna wyspa, dryfująca wśród wzburzonych wód oceanu.
Dom, w którym mieszkają dzieci z różnych względów niechciane przez rodziców (o czym myśli – o ile, co bardzo możliwe, czynność taka w ogóle nie jest jej obca – młoda, piękna, elegancka kobieta, która w jednej z początkowych scen powieści odprowadza do Domu swego bezrękiego syna?). To w zasadzie klasyczny przykład tego, co zwykliśmy nazywać „domem dziecka”, choć to raczej swego rodzaju szkoła z internatem i własnym szpitalem, bo wiele zdaje się wskazywać na to, że rodzice praw rodzicielskich ani nie zostali pozbawieni, ani z praw tych nie zrezygnowali. Dom przed wielu laty ufundowany – podobno – przez ekscentrycznego milionera. Podobno. Choć pewności co do tego mieć nie można; nie tylko do tego zresztą. W każdym razie od czasu powstania praktycznie nie remontowany, oddany we władanie mieszkańców, przez lata usilnie przystosowujących go do swych potrzeb i wyobrażeń o prawdziwie przyjaznym domostwie. W ów proces przystosowywania dorośli ingerują jedynie w skrajnych przypadkach.
Dom zapewnia swym wychowankom wikt, opierunek, naukę i – w razie potrzeby – opiekę medyczną. Robi to na tyle skutecznie, że wychowankowie ci nie widzą potrzeby opuszczania jego murów i terenu wewnątrz siatkowego ogrodzenia. Za wyjątkiem wakacyjnych wypadów nad morze i w góry – co roku jednak wciąż w te same miejsca.
Cóż może bowiem jeszcze zaoferować im świat zewnętrzny? Świat, który pozbył się ich, wyrzucił na margines – uznając widać, że na nic mu nie są potrzebni? Przypominający sobie o nich dopiero wtedy, gdy zbliża się dzień, w którym – po osiągnięciu określonego wieku – muszą opuścić mury Domu?
Sam Dom to jedno. Ważniejsza od ścian wydaje się być rzeczywistość, powołana do istnienia przez jego mieszkańców. Przez ich wyobrażenia o tym, jak powinno wyglądać ich życie, jak powinien wyglądać świat, w którym przychodzi im funkcjonować. Świat stworzony przez umysły istot, które albo nie miały okazji zaznać tego, co my zwykliśmy określać mianem realności, albo zaznały go w na tyle wąskim, często spaczonym zakresie, że nie zdołały go pojąć, zrozumieć – albo zrozumiały go w sposób całkowicie, przynajmniej z naszego punktu widzenia, opaczny.
To świat przepełniony magią, mistyką, niesamowitymi opowieściami. Bogata wyobraźnia dzieciaków ma tu duże pole do popisu; poza tym – raz stworzone elementy nie zostają odrzucane, kolejne roczniki przejmują je z całym dobrodziejstwem inwentarza, dodając do misternej konstrukcji własne elementy.
To świat wielopoziomowy – jeden poziom jest dobrze nam znany. Można z niego dostać się do poziomów dla zwykłych śmiertelników (czyli – dla tych, co poza Domem) niedostępnych. Stref, do których można dotrzeć jedynie z Domu. Warstw, co do których nie można mieć pewności, czy przypadkiem nie istnieją wyłącznie w wyobraźni swych twórców.
A jeśli już mowa o twórcach… Dzieciaki. Trudno byłoby wskazać choćby jednego mieszkańca Domu, z którym los nie obszedł się w sposób okrutny. Pozbawieni mocy w nogach lub nóg w ogóle, bez rąk, ociemniali. Niezdolni wysłowić się, niezrównoważeni psychicznie.
Odrzuceni.
Aż wierzyć się nie chce, że tak ciężko doświadczone przez los istoty mogą stworzyć Dom w wielu elementach lepszy od rzeczywistości istniejącej poza jego ścianami. Choć może właśnie dlatego to im się udało; wiedzieli, a przynajmniej wydawało im się, że wiedzą, co stracili, za wszelką zatem cenę, rozpaczliwie starali się powołać do istnienia świat, w którym życie będzie co najmniej znośne.
W kreacji owej pomagały im bez wątpienia zdolności, które bez cienia wahania nazwalibyśmy nadprzyrodzonymi. Gaszenie cudzego bólu. Tworzenie całych światów. Przeprowadzanie przez granicę między rzeczywistościami. Tworzenie magicznych – prawdziwie skutecznych – amuletów.
Rzecz jasna – nie wszyscy mieszkańcy Domu posiadali tego rodzaju umiejętności. Większość z nich to zwykłe, nieszczęśliwe, okaleczone fizycznie lub psychicznie małe ludziki, cierpiące z braku miłości, nie potrafiące, pomimo najszczerszych starań, pojąć, dlaczego nasz świat ich odtrącił. Poszukujące ze wszech sił potwierdzenia, że są komuś potrzebne, że mają po co żyć.
Historię Domu i jego mieszkańców – przede wszystkich ich – opisała pochodząca z Armenii Mariam Petrosjan. Trudno mi uwierzyć w to, że „Дом, в котором…” („Dom, w którym…”), pięknie napisana ni to baśń, ni to miejskie fantasy, ni to opowieść z elementami tak zwanego realizmu magicznego, mogłaby pozostawić kogokolwiek obojętnym. Bez wątpienia mamy do czynienia z książką, która odciska swe piętno na duszy czytelnika.
Na zawsze.
Тим Скоренко ‹Сад Иеронима Босха›
Тим Скоренко ‹Сад Иеронима Босха›
2.
Oto, kto ma szansę na zostanie nowym Mesjaszem: skończona łajza, tępy, niewykształcony przygłup, jednostka totalnie aspołeczna, niezdolna do podjęcia jakiejkolwiek pracy, bezrefleksyjny egoista…
Długo by wymieniać. Może wystarczy? Och, dla pełności obrazu wspomnieć trzeba o nadzwyczajnym upodobaniu do ciał kobiecych, i to tych niekoniecznie cięższych obyczajów.
Taki oto osobnik – ludzki śmieć – zakłada się pewnego dnia z podobnym sobie osobnikiem, że dotrze do Watykanu i złoży pocałunek na czole samego papieża. I co, myślicie pewnie, że fakt zamieszkiwania – o ile w ogóle tak można określić nędzny żywot, który owe indywiduum raczy prowadzić – na kontynencie amerykańskim, wszystkie wymienione wyżej cechy osobowości oraz zupełny brak kasy może go przed zrealizowaniem owego szaleńczego zamiaru powstrzymać?
Ha, nic z tego!
Jeremy L. Smith, bo tak zowie się nasz bohater (bohater?; jaki znów bohater?!), dzięki niebywałemu zbiegowi okoliczności pokonuje Atlantyk bez grosza przy duszy (duszy?; jakiej znów duszy?!), potem z francuskiego Brestu autostopem dociera do Watykanu. A tam – niespodzianka! Papież właśnie oddał ostatnie tchnienie! Wielcy tego świata zjeżdżają się, by oddać hołd zmarłemu. Mowy nie ma, by przypadkowy człowiek dostał się do kaplicy, w której spoczywa ciało boskiego namiestnika na Ziemi.
Jesteście pewni?
Akurat!
Tylko czy mamy do czynienia z przypadkowym człowiekiem?
To wtedy właśnie, całując martwego papieża w czoło, Jeremy L. Smith dokonuje swego pierwszego cudu. Pierwszego widocznego cudu, bo jego dar, dar, o którym nie miał dotąd zielonego pojęcia, dawał o sobie znać zapewne już wcześniej.
Dar: możliwości… Budzenia z martwych. Leczenia nieuleczalnych nawet chorób. Likwidacji wrodzonych ułomności, tak ciała, jak i umysłu. Wpływania na ludzkie uczynki. Czynienia dobra.
Oto, proszę państwa, wasz nowy Mesjasz. Mesjasz na miarę XXI wieku. Dopiero co kawał cholernego skurwysyna (dosłownie i w przenośni), teraz – krynica, z której promieniuje nowe światowe rozdanie.
Dlaczego właśnie ktoś taki, ktoś tak bardzo zdawałoby się niegodny owego daru, zostaje nim obdarzony? Czy stoi za tym jakaś siła? A jeśli tak – to jaka?
Kościół katolicki nie może przepuścić takiej okazji; toż to świetna, biznesowa okazja do powiększenia i tak niemałych zysków osiąganych z instytucji pod nazwą „Wiara i Co”. I interes się kręci – wielu wielkich tego świata jest gotowych słono zapłacić za możliwość poddania się ozdrowieńczym wpływom Jeremiego L. Smitha.
Do czasu rzecz jasna. Do czasu, gdy Jeremy L. Smith zaczyna wybijać się na samodzielność, gdy okazuje się, że pasożytująca na nim instytucja nie jest ani jemu, ani reszcie świata do niczego potrzebna.
Instytucja ta nie zamierza oczywiście dopuścić do utraty kontroli nad kurą znoszącą złote jajka, i gdy tylko dociera do niej informacja o tym, że Masjasz spodziewa się potomka, postanawia rozwiązać rodzący się problem w sposób zdecydowany. Bardzo zdecydowany.
„Сад Иеронима Босха” („Ogród Hieronima Boscha”) Tima Skorienki jest bez wątpienia powieścią obrazoburczą, godzącą w świętości, itp, itd. Ale nie tylko z tego powodu świetnie się ją czyta – to przede wszystkim kawał świetnej literatury, w której pobrzmiewają odległe echa vonnegutowskiego stylu.
‹Русская фантастика 2011›
‹Русская фантастика 2011›
3.
Rozpoczął się kolejny rok, i do czytelników trafił kolejny tom antologii „Русская фантастика” („Rosyjska fantastyka”), tym razem z oznaczeniem „2011”. Ot, taki kaprys wydawcy – co z tego, że kilka opowiadań było już publikowanych, jedno nawet bodaj trzy lata temu, co z tego, że książka ta ukazała się jeszcze w roku 2010?
A może nie ma to większego znaczenia, a ja tylko głupio się czepiam?
Wszak tak naprawdę to tytuł w tym wypadku winien być sprawą jak najbardziej drugo-, a może wręcz trzeciorzędną. Najważniejsze, by to, co można znaleźć między okładkami, zaspokoiło potrzebę obcowania z interesującą prozą.
Czy „RF 2011” potrzebę tę udało się zaspokoić?
Udało – bo choć kompilacja to nierówna, najwyraźniej zamiarem autora wyboru było przedstawienie jak najszerszego spektrum najnowszej rosyjskojęzycznej fantastyki oraz trafienie w gusta jak najszerszego kręgu odbiorców, to tekstów dobrych i bardzo dobrych znalazło się w niej całkiem sporo.
Podobnie jak w zbiorze ubiegłorocznym, najmocniejszy punkt programu stanowią otwierające tom mikropowieści.
„Прощание с Баклавским” („Pożegnanie z Bakławskim”) Greja F. Grina to nastrojowa weird fiction w azjatyckich (Syjam) klimatach, a jednocześnie – trzymająca w napięciu historia z życia miejscowego stróża porządku, który postanowił stawić czoła wielkim tamtejszego półświatka.
Ciekawego eksperymentu podejmuje się Witalij Kapłan w „Трудно быть чертом” („Trudno być diabłem”), choć kto nie czytał „Trudno być bogiem” Strugackich, ten może nie docenić w pełni autorskiego zamysłu. Bo tym razem to nie Ziemianie pełnią rolę progresorów, lecz to oni stają się obiektem obcej interwencji. Co, że już było? W sensie – progresorscy magowie ze świata technologicznie sytuującego się na poziomie naszego średniowiecza? Jakoś – pomimo szczerych chęci – przypomnieć sobie czegoś podobnego nie mogę…
„Отчаяние” („Rozpacz”) Jurija Niesterienki to coś dla czytelników o stalowych nerwach i mocnych żołądkach. Rzecz zdecydowanie nie do czytania podczas posiłku – autor nie szczędzi nam szczegółowych opisów różnych wersji ludzkich zgonów; żaden z nich, co trzeba podkreślić, nie nastąpił ze starości. Nie mamy tu jednak do czynienia z bezsensownym epatowaniem przemocą i koszmarami – wszystko znajduje odpowiednie uzasadnienie w autorskim zamyśle. Oto bohater powieści budzi się pewnego dnia na olbrzymim statku kosmicznym. Podczas wędrówki korytarzami gwiezdnego okrętu natyka się co i rusz na ciała zamordowanych w bestialsko wymyślny sposób ludzi. Przerażenie wzrasta, gdy odkrywa, że wszystkie męskie ofiary są jego dokładnymi kopiami… Czy ta masakra ma jakiś związek z celem wyprawy?
I jeszcze garść interesujących opowiadań.
„Букварь Янки” („Elementarz Janki”) Wiktora Koljużniaka, czyli historia dziewczyny obdarzonej darem wpływania na zachowanie innych ludzi. Taka hipnoza do n-tej potęgi. Niby nic odkrywczego, ale… jak napisane!
„Четырнадцатый” („Czternasty”) Aleksandra Siwinskicha to przejmująca opowieść o miłości genetycznie zmodyfikowanego psa do swej pani. Klasycznie napisany tekst z zaskakującym zakończeniem.
„Человек-нечеловек” („Człowiek-nieczłowiek”) Aleksandra Grigorowa. Każdy z nas hołubi ukryte gdzieś głęboko w podświadomości swoje prawdziwe „ja”. Boisz się zareagować na niewłaściwe zachowanie w autobusie? Nie masz odwagi wyznać dziewczynie, w której skrycie się podkochujesz, swych uczuć? A co by się stało, gdybyś jednak zdobył się na odwagę i zrobił porządek z autobusową hołotą? Gdybyś przełamał się i padł na kolana przed swą ukochaną? Bo nie jest dobrze, gdy musi to za ciebie załatwić twój nieistniejący bliźniak…
I jeszcze „Мой персональный клоун” („Mój osobisty klaun”) Andrieja Jegorowa. Obcy, zmuszony do awaryjnego lądowania na Ziemi, zostaje odnaleziony przez kilkuletniego chłopca. Choć początki ich znajomości są, delikatnie mówić, szorstkie, to z czasem znajomość ta przeradza się w przyjaźń na śmierć i życie. Dosłownie.
A co z pozostałymi tekstami, których jest jeszcze dobrych kilkanaście? Są, niestety, co najwyżej poprawne (opowiadania Łukina, Diaczenków czy Antona Tudakowa; reszta – taka sobie, delikatnie mówiąc). Mimo to zbiór muszę ocenić wysoko – to bez wątpienia jedna z lepszych antologii rosyjskich ostatnich lat.
koniec
9 marca 2011

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Wiatr ze Wschodu (69)
Paweł Laudański

10 X 2018

Rosja, Wielka Brytania, USA, Izrael… Co łączy te kraje? Mieszkają w nich autorzy książek przedstawionych w najnowszej edycji WzW.

więcej »

Wiatr ze Wschodu (68)
Paweł Laudański

31 VIII 2018

To wyjątkowa edycja WzW. Wyjątkowa, bo poświęcona tylko jednej książce. Ale za to jakiej!

więcej »

Wiatr ze Wschodu (67)
Paweł Laudański

7 VIII 2018

Co ciekawego wydarzyło się na rosyjskojęzycznym rynku książki fantastycznej w roku 2017? Oto subiektywny przegląd nowych nabytków w bibliotece redaktora WzW.

więcej »

Polecamy

W odmętach miasta bez dna

Przeczytaj to jeszcze raz:

W odmętach miasta bez dna
— Miłosz Cybowski

Pierwsze Zeszyty Iskier, cz. 10 i 12
— Wojciech Gołąbowski

Pierwsze Zeszyty Iskier, cz. 9 i 11
— Wojciech Gołąbowski

Pierwsze Zeszyty Iskier, cz. 7 i 8
— Wojciech Gołąbowski

Ogień nie do ugaszenia
— Dominika Cirocka

Pierwsze Zeszyty Iskier, cz. 5 i 6
— Wojciech Gołąbowski

Pierwsze Zeszyty Iskier, cz. 3 i 4
— Wojciech Gołąbowski

Pierwsze Zeszyty Iskier, cz. 1 i 2
— Wojciech Gołąbowski

Człowiek, który widzi
— Anna Nieznaj

Przemiana fazowa
— Anna Nieznaj

Zobacz też

Z tego cyklu

Wiatr ze Wschodu (69)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (68)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (67)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (66)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (65)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (64)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (63)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (62)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (61)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (60)
— Paweł Laudański

Tegoż autora

Esensja czyta: Styczeń 2010
— Anna Kańtoch, Paweł Laudański, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski

Rok 2007 w muzyce
— Sebastian Chosiński, Paweł Franczak, Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Paweł Laudański

Kir Bułyczow – polska bibliografia
— Paweł Laudański

Kroki w Nieznane: Sześciu wspaniałych
— Paweł Laudański

W sieci: Rodem zza wschodniej granicy
— Paweł Laudański

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.