Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 listopada 2018
w Esensji w Esensjopedii

Wiatr ze Wschodu (55)

Paweł Laudański
Wydawnictwo „Snieżnyj Kom” („Снежный Ком” czyli po prostu „Śnieżka”) w natarciu: znakomite „Listy do Pułkownika” bardzo chwalonej przez małżeństwo Diaczenków Ukrainki Jany Dubinianskiej i całkiem przyzwoity zbiór „Bozon Higgsa”, reklamowany jako dowód na odrodzenie klasycznej sf. Na dokładkę – „Chlorofilia” Rubanowa, czyli nie lada rarytas dla zajadłych rusofobów.

Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (55)

Wydawnictwo „Snieżnyj Kom” („Снежный Ком” czyli po prostu „Śnieżka”) w natarciu: znakomite „Listy do Pułkownika” bardzo chwalonej przez małżeństwo Diaczenków Ukrainki Jany Dubinianskiej i całkiem przyzwoity zbiór „Bozon Higgsa”, reklamowany jako dowód na odrodzenie klasycznej sf. Na dokładkę – „Chlorofilia” Rubanowa, czyli nie lada rarytas dla zajadłych rusofobów.
Яна Дубинянская ‹Письма полковнику›
Яна Дубинянская ‹Письма полковнику›
1.
Światy.
Wyjściowy. To nasz świat. Możecie go bez trudu zobaczyć; wystarczy rozejrzeć się wokół siebie.
Choć nie, nie jest to do końca prawda. U nas nie ma portali, dzięki którym można dostać się do Skrawka.
Być może jeszcze nie. Być może to tylko kwestia czasu.
Skrawek. Inny świat. Tak podobny do naszego, do Wyjściowego. Tak jednak od niego różny. To w Skrawku, a nie w Wyjściowym, wydobywa się tezellit, minerał stanowiący wysokowydajne źródło energii. To w Skrawku spotkać można smoki, i to za równo te inicjowane przez ludzi, przejmujące przynajmniej część osobowości swych panów, jak i te dzikie, wykorzystywane powszechnie jako tania siła pociągowa.
W Wyjściowym żyje pewna nauczycielka. Trochę bardziej od innych wymagająca, poza tym – niczym nie wyróżniająca się spośród innych przedstawicielek tego zawodu.
A nie, przepraszam, byłbym zapomniał – jest jednak coś, co wyróżnia ją z tłumu sobie podobnych. To Ewa, córka dawnego dyktatora Skrawka, Liliowego Pułkownika, któremu – po udanym zamachu stanu – udzielono azylu w jednym z państw Wyjściowego. Pozbawionego władzy, wpływów, bogactw żałosnego wegetującego na skraju nędzy i szaleństwa staruszka, dożywającego swych ostatnich dni w dwupokojowym mieszkaniu, jednym z wielu, na jednym z wielu niczym się od siebie nie różniących, ponurych blokowisk.
Wciąż są tacy, którzy o upadłym władcy nie chcą zapomnieć, czy to ze względu na spodziewane własne korzyści, czy też z powodu naiwnie rozumianych, patriotycznie wzniosłych haseł.
Jedno z takich ugrupowań, nie mogąc zdobyć względów starca, pozbawia go życia. Córka nie ma zbyt wiele czasu na żałobę: zaczyna się wyścig o jej względy, wyścig, którego stawką jest spadek po Liliowym Pułkowniku. Spadek, do którego klucz – w głębokim przekonaniu uczestników rywalizacji – spoczywa w rękach jego jedynego dziecka.
Ewa trafia do Skrawka. Tam wydarzenia nabierają tempa; kilka wrogich sobie frakcji nie przebiera w środkach, by przekonać spadkobierczynię Liliowego Pułkownika do swych idei i jednocześnie wykluczyć z podziału schedy po byłym dyktatorze konkurencję.
A jest o co walczyć, choć niewielu zdaje sobie sprawę z faktu, że zamordowany dyktator nie miał zielonego pojęcia o największym skarbie Skrawka. Bo to nie on, lecz nieakceptowany przezeń mąż córki, genialny naukowiec, odkrył, że prócz Skrawka i Wyjściowego są jeszcze inne światy. I nie tylko to – odkrył bowiem jeszcze sposób przemieszczania się między nimi. I gdyby nie wybuch rewolucji, która pozbawiła władzy Liliowego Pułkownika, odkrycia te zapewne udałoby się praktycznie wykorzystać…
Ewa nie ma pewności, jak można przedostać się do tych innych światów. Kiedyś, raz, była w jednym z nich przez chwilę, ale trafiła tam razem z mężem, i to on pełnił rolę przewodnika. Ale ma pewne podejrzenia, wydaje jej się, że wie, jak i gdzie trzeba trafić, by dostać się do innego świata. Pozostaje tylko sprawdzić…
… a dlaczego listy? Bo Ewa od maleńkości wychowywana była bez rodziców. Matki nie znała, ojciec, zajęty sprawami wagi państwowej, nie miał dla niej czasu. Ewa pisała zatem do taty listy, w których opisywała najważniejsze wydarzenia ze swego życia, swoje radości i zmartwienia. Liliowy Pułkownik prawdopodobnie większości z nich w ogóle nie przeczytał. Ewa dobrze zdawała sobie z tego sprawę, nie przeszkadzało jej to jednak pisać. Z czasem listy te zaczęła traktować jak swego rodzaju pamiętnik; i to z ich lektury dowiadujemy się o dramatycznych kolejach losu autorki, jej męża i ich małego synka.
„Писма Полковнику” („Listy do Pułkownika”) Jany Dubinianskiej urzekają od pierwszych stron. Ukraińska autorka potrafiła z elementów zdałoby się wyświechtanych, wielokrotnie wykorzystywanych na fantastycznym poletku, zmontować utwór zadziwiający świeżością i, nie boję się tego powiedzieć, oryginalny. Pięknie napisany. To dzięki takim właśnie tekstom nie tracę wiary w gatunek literacki zwany naukową fantastyką.
Андрей Рубанов ‹Хлорофилия›
Андрей Рубанов ‹Хлорофилия›
2.
Rosja upadła.
Spełnił się jeden z najczarniejszych scenariuszy: oto w XXII stuleciu Chińczycy ruszyli na podbój Syberii. Ale, o dziwo, podbój ów uskutecznili metodami jak najbardziej pokojowymi. Nie było mowy o próbie choćby demonstracji czy – co gorsza – użycia siły. Żadnych ultimatów, propozycji nie do odrzucenia. Nic z tych rzeczy – wszystko odbyło się grzecznie, z poszanowaniem woli i interesów obu układających się stron.
Syberia została oddana w dzierżawę. Za całkiem przyzwoite pieniądze. Na tyle duże, by – po mniej więcej sprawiedliwym podziale – wystarczyło dla wszystkich Rosjan na co najmniej przyzwoite życie. Rosja zmienia się w państwo rentierów; znośne minimum mają zagwarantowane wszyscy, pracować nie ma potrzeby. Rosjanie pracują tylko wtedy, gdy mają na to szczególną ochotę lub zapałają nagłą i niepowstrzymaną chęcią uzyskania od życia czegoś więcej niż wspomniane minimum.
Żyć nie umierać.
Nic z tego jednak – Rosjanie są na wymarciu. Za cholerę nie chcą się rozmnażać. W XXII wieku ich liczba spadła do jakichś 40 milionów (to między innymi z tego powodu bez większego bólu oddali Chińczykom zauralskie prowincje). Niemal wszyscy mieszkają w Moskwie; odkąd wzrósł poziom mórz, i zalało jakieś dwadzieścia procent lądów kuli ziemskiej razem z Petersburgiem, i tak duże dotychczas parcie obywateli Rosji na mieszkanie w stolicy wzrosło jeszcze bardziej. Europejska część Rosji – ta niezalana – niemal całkowicie się wyludniła; tylko tu i ówdzie można jeszcze spotkać na wpół zdziczałe, żyjące w ruinach wsi i miasteczek niby-plemiona potomków kołchoźników.
Jakby tego było mało, po kilku latach względnej prosperity Moskwę dopada kolejna plaga: gigantyczna ni to roślina, ni to grzyb, rosnący tylko w granicach miasta. Pod powierzchnią ziemi – gigantyczna grzybnia, z której wyrastają sięgające kilkuset metrów łodygi. Paskudztwa tego nic nie rusza; w miejsce ściętych czy niszczonych w jakikolwiek inny sposób pojawiają się niemal od razu nowe łodygi.
Dość szybko okazuje się, że w Moskwie na poziomie gruntu żyć się już nie da. A zatem, niczym, o ironio, grzyby po deszczu, zaczynają powstawać drapacze chmur, do których przenoszą się mieszkańcy miasta. Od tego czasu ich status określany jest numerem piętra, na którym mieszkają: im kto wyżej mieszka, tym więcej w rosyjskiej społeczności znaczy.
Z czasem zaradni obywatele odkrywają, że owe ni to grzyby, ni to trawa są jadalne. Co więcej – mają właściwości lekko narkotyczne, i a niewielka ich porcja może zaspokoić pełne dzienne zapotrzebowanie na substancje odżywcze. Tylko pić dużo wody po tym trzeba. Cudownie: cały dzień na lekkim haju, nic robić nie trzeba, forsa na koncie pączkuje… Biedniejsi żrą świeżą tkankę, bogatsi – skondensowaną, w postaci łatwo przyswajalnych pastylek. I łatwych do ukrycia; jest to zaletą nie lada, bowiem władze nie zamierzają biernie przyglądać się owemu procederowi – spożywanie zieleniny staje się przestępstwem.
I tak to wszystko pięknie się toczy, aż do chwili, w której Chińczycy postanawiają porzucić wyeksploatowaną do cna Syberię (co, rzecz jasna, wiąże się z zakończeniem wpłat z tytułu umowy dzierżawy), a trzecie pokolenie pochłaniaczy zielska samo zaczyna zmieniać się w rośliny.
Kryzys jak się patrzy.
„Хлорофилия” („Chlorofilia”) Andrieja Rubanowa, człowieka spoza fantastycznego getta, faceta o dość bogatej biografii (m.in. zdarzyło mu się spędzić kilka lat w rosyjskim więzieniu, i to jak najbardziej za przysłowiową niewinność, oraz pracować w służbach prasowych rosyjskich władz w Czeczenii), narobiła dwa lata temu, kiedy ukazało się jej pierwsze wydanie, sporo szumu. Znalazła się nawet w finale rywalizacji o „Nagrodę ABS”, czyli nagrodę im. A. i. B. Strugackich, gdzie ostatecznie przegrała z opisywaną tu jakiś czas temu powieścią Michaiła Uspienskiego „Райская машина” („Rajska maszyna”). Nieczęsty to zatem, jak widać, przypadek naprawdę udanej wycieczki na nasze podwórko uskutecznionej przez osobę z zewnątrz.
‹Бозон Хиггса›
‹Бозон Хиггса›
3.
„Бозон Хиггса” („Bozon Higgsa”) to pierwsza – i jak na razie jedyna – antologia wydana w ramach serii „Настоящая фантастика”, tej samej, w której znalazły się „Listy do pułkownika”. W podtytule – „SF – odrodzenie: nowy świt”.
Czy faktycznie mamy do czynienia ze zbiorem tekstów przełomowych dla rozwoju gatunku, jak zdaje się sugerować wydawca?
Raczej nie – bo nawet zdecydowanie najlepszego utworu z tego tomu, czyli noweli „Исповедь” („Spowiedź”) nestora radziecko-rosyjskiej fantastyki, osiadłego w Izraelu Pawła Amnuela, choć bardzo dobrego, za kamień milowy literatury fantastycznej uznać nie sposób.
Nie przekonują ani inny weteran (Jewgienij Wojskunskij), ani twórcy już uznani (Jarosław Wierow, zarówno w duecie z Igorem Miniakowem, jak i solo, podobnie zresztą jak Anton Pierwuszyn; choć gdybym miał wskazać tekst wart, poza „Spowiedzią”, lektury, bez wątpienia byłoby to opowiadanie tego pierwszego, tytułowe, o niespodziewanych skutkach awarii Wielkiego Zderzacza Hadronów), jak i autorka stojąca dopiero u progu literackiej kariery (Natalia Leskowa).
A Amnuel… „Spowiedź” to historia życia człowieka, który odkrył, że każdy z nas dożywa do naturalnej śmierci ze starości. Wypadki? Choroby? Tak, umierasz i wtedy, ale z chwilą oddania ostatniego tchnienia twoja świadomość przenosi się do rzeczywistości równoległej, w której twe losy ułożyły się na tyle odmiennie, że do twego zejścia nie doszło. I dalej żyjesz sobie w owym świecie, nie pamiętając życia/żyć dotychczasowych. Bohater opowieści jest w tym względzie wyjątkowy: coś, jakiś defekt, błąd w programie wszechświata sprawił, że dokładnie pamięta wszystkie swoje poprzednie wcielenia i sposób, w jaki wcieleniom owym przyszło odejść w niebyt.
Nowe życie, nowe możliwości, nowe realia. Raz Rosja jest oświeconą monarchią, innym razem – demokratyczną republiką, jeszcze innym – zamordystycznym, totalitarnym państwem. Każdorazowo trzeba się do nowych realiów dostosować, co jest tym trudniejsze, im inną drogę życiową się wybrało w poprzednim wcieleniu.
Pewnie umknęło mi trochę smaczków (pomimo przeskoków z rzeczywistości do rzeczywistości odnosiłem nieodparte wrażenie, że opisuje Amnuel wciąż te same, znane mu z autopsji realia), do wychwycenia dla rodaków autora; nie przeszkadza mi to jednak przyznać „Spowiedzi” wysokiej oceny.
koniec
8 kwietnia 2011

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Wiatr ze Wschodu (70)
Paweł Laudański

14 XI 2018

I znów będzie o fantastyce niekonwencjonalnej, bo do takiej zakwalifikować należy zarówno „Забвения” Ilji Borowikowa, jak i powieść Jewgienii Niekrasowej „Калечина-Малечина”. Zestaw książek prezentowanych w 70 edycji WzW uzupełnia zbiór opowiadań Mariny Jasinskiej i Andrieja Kokoulina „По ту сторону отражений”.

więcej »

Wiatr ze Wschodu (69)
Paweł Laudański

10 X 2018

Rosja, Wielka Brytania, USA, Izrael… Co łączy te kraje? Mieszkają w nich autorzy książek przedstawionych w najnowszej edycji WzW.

więcej »

Wiatr ze Wschodu (68)
Paweł Laudański

31 VIII 2018

To wyjątkowa edycja WzW. Wyjątkowa, bo poświęcona tylko jednej książce. Ale za to jakiej!

więcej »

Polecamy

Duchy w powłokach

Przeczytaj to jeszcze raz:

Duchy w powłokach
— Beatrycze Nowicka

W odmętach miasta bez dna
— Miłosz Cybowski

Pierwsze Zeszyty Iskier, cz. 10 i 12
— Wojciech Gołąbowski

Pierwsze Zeszyty Iskier, cz. 9 i 11
— Wojciech Gołąbowski

Pierwsze Zeszyty Iskier, cz. 7 i 8
— Wojciech Gołąbowski

Ogień nie do ugaszenia
— Dominika Cirocka

Pierwsze Zeszyty Iskier, cz. 5 i 6
— Wojciech Gołąbowski

Pierwsze Zeszyty Iskier, cz. 3 i 4
— Wojciech Gołąbowski

Pierwsze Zeszyty Iskier, cz. 1 i 2
— Wojciech Gołąbowski

Człowiek, który widzi
— Anna Nieznaj

Zobacz też

Z tego cyklu

Wiatr ze Wschodu (70)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (69)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (68)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (67)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (66)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (65)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (64)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (63)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (62)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (61)
— Paweł Laudański

Tegoż autora

Esensja czyta: Styczeń 2010
— Anna Kańtoch, Paweł Laudański, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski

Rok 2007 w muzyce
— Sebastian Chosiński, Paweł Franczak, Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Paweł Laudański

Kir Bułyczow – polska bibliografia
— Paweł Laudański

Kroki w Nieznane: Sześciu wspaniałych
— Paweł Laudański

W sieci: Rodem zza wschodniej granicy
— Paweł Laudański

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.