Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 15 sierpnia 2018
w Esensji w Esensjopedii

Wiatr ze Wschodu (62)

Paweł Laudański
Sporo uzbierało się dobrej rosyjskojęzycznej fantastyki: pierwszy tom cyklu Кетополис Greena, powieść Боги богов Rubanowa oraz duża garść neoklasycznych opowiadań w zbiorze Классициум. W czasach zatem kryzysu zachodniej fantastyki okazuje się, że na wschodzie nadal jest cywilizacja…

Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (62)

Sporo uzbierało się dobrej rosyjskojęzycznej fantastyki: pierwszy tom cyklu Кетополис Greena, powieść Боги богов Rubanowa oraz duża garść neoklasycznych opowiadań w zbiorze Классициум. W czasach zatem kryzysu zachodniej fantastyki okazuje się, że na wschodzie nadal jest cywilizacja…
1. Zalewa nas ostatnio fala fantastyki określanej mianem steampunku. Wydawcy, zwietrzywszy interes, inspirowani przez reagujących i stymulujących jednocześnie nową modę odbiorców, zaczynają raczyć nas mniej lub bardziej udanymi produktami spod znaku parowej fantazji. Rzecz jasna, i w tym przypadku działa słynna sturgeonowska zasada 10/90; nie ma siły, żeby 90% steampunkowej produkcji nie było niezdatnym do użytku, sypiącym na lewo i prawo okruchami rdzy szmelcem.
Fala ta dotarła również do Rosji; próbują na niej skorzystać zarówno młodzi, początkujący autorzy, jak i starzy wyjadacze z wyrobionymi nazwiskami. I jak to często bywa, niekoniecznie tym ostatnim wychodzi to lepiej.
Wpadły mi ostatnio do rąk dwie książki wpisujące się w szeroko pojmowany nurt steampunkowy: pierwszy tom zakrojonego na wielką skalę cyklu Wadima Panowa „Герметикон” - „Последний адмирал Заграты” („Hermetikon. Ostatni admirał Zagraty”) oraz również pierwszy tom przewidzianego na raptem pięć tomów cyklu „Кетополис” - „Киты и броненосцы” („Cetopolis. Wieloryby i pancerniki”) grupy autorów ukrywających się pod kolektywnym pseudonimem Grey Ph. Green.
Niestety, dzieła Panowa nie zmogłem; poległem gdzieś w jednej czwartej tomu. Uznałem, że nie warto brnąć w coś, co przez ponad sto stron nie jest w stanie wyjść poza wstęp, a właściwie – wstęp do wstępu, bo takie nieodparte wrażenie wyniosłem ze zmagań z oporną literacką (choć to określenie, obawiam się, nieco na wyrost) materią. Odniosłem wrażenie, że użycie całego zestawu charakterystycznych dla steampunku gadżetów jest dla Panowa, znanego przede wszystkim z tasiemcowego, wciąż kontynuowanego cyklu o Tajnej Moskwie (przekład pierwszego tomu zalega na polskich książkowych jatkach) celem samym w sobie, a nie co prawda istotnym, jednak tylko środkiem dla uzyskania określonego, literackiego efektu. Zapewne są tacy, których tego rodzaju zabieg w pełni satysfakcjonuje; ja do nich nie należę.
Za to „Cetopolis” potrafi zachwycić niemal od pierwszych stron. Duch steampunka unosi się nad wykreowanym przez Greena światem, raz jest mocno wyczuwalny (pojazdy napędzane parą), czasem w ogóle go nie czuć. Bo to przede wszystkim opowieść o świecie i zamieszkujących go ludziach. Nie, nie opowieść – opowieści, bo to powieść-mozaika, zestaw luźno związanych ze sobą: owym światem, kilkoma kluczowymi jak mniemam postaciami, wreszcie – czasem (zasadnicza akcja wszystkich składających się na „Cetopolis” historii toczy się w ciągu jednej doby). De facto mamy do czynienia ze zbiorem opowiadań, zespolonych zamysłem autorów w całość.
Cetopolis leży gdzieś w Indochinach, na Pacyfiku co prawda, lecz niedaleko kontynentu. To miasto-państwo, zarządzane przez Kanclerza, zamieszkane w dużej mierze przez emigrantów z Europy. Znaczący udział mają wśród nich Polacy, którzy opuszczali masowo swą ojczyznę po zaborach i przegranych powstaniach XIX stulecia; co i rusz spotykamy bohatera noszącego znajomo brzmiące nazwisko (to chyba nie przypadek, skoro znaczna część autorów projektu pochodzi z Ukrainy).
Mocną stroną tekstu Greena jest wykreowany świat: ponure miasto-wyspa, żyjące z morza, ale jakby zwrócone doń plecami: oto niemal wszyscy mieszkańcy szykują się do wzięcia udziału w specyficznym niby-święcie, opisywanym niemal jak religijne misterium - masowych łowach na wieloryby. Miasto niebezpieczne, przypominające w znacznej części przemysłowe dzielnice miast ze Starego Kontynentu rodem z przełomu XIX i XX wieku. Otulone płaszczem deszczowych chmur, okryte pledem mgieł, wilgotne, cuchnące. Złe.
Mieszkańcy Cetopolis przypominają swoje miasto. Opisane przez Greena postaci są niezwykłe, wyróżniają się z szarej masy swych bliźnich. Oficer floty wojennej, gotowy poświęcić swą karierę dla honoru ukochanej i, wbrew wyraźnemu zakazowi, wyzwać na pojedynek słynnego aktora. Policjant, jeden z niewielu sprawiedliwych, ryzykujący życie w walce z przestępcami, bo inaczej po prostu nie potrafi. Malarz, któremu przyszło odkryć jeden z wielu mrocznych sekretów miasta. Arystokrata, oskarżony o współudział w porywaniu dzieci przez tajemniczy, zamieszkujący rozległe podziemia Cetopolis lud Morloków. Dziennikarz, dorabiający na życie pomocą w „odzyskiwaniu” rzekomo porwanych przez wspomnianych morloków dzieci. Zakonnik, dla którego najważniejszą rzeczą jest ruszyć na czele flotylli statków zmierzających na wielkie polowanie na wieloryby. Kobieta, święcie przekonana, że jest wielką gwiazdą kina, o której w jednej chwili wszyscy zapomnieli. Modystka, zarabiająca na życie nie tylko zwykłym szyciem. Obdarzony ludzkim niemal intelektem goryl. I tajemniczy Wiwisektor, postać najbardziej chyba ze wszystkich kontrowersyjna, ratujący ludziom życie, jednak za cenę wszczepienia im jakiegoś mechanicznego elementu.
Wygląda na to, że w pierwszym tomie dopiero poznajemy bohaterów opowieści. Akcja się zazębia, jeszcze nie bardzo wiadomo, dokąd zmierza, jaki cel przyświeca autorowi (autorom), co jest dlań najważniejsze. Na wyjaśnienie wszystkich zagadek trzeba będzie zapewne poczekać na ostatni tom. Ja czekam z niecierpliwością na tom drugi. Bo bez wątpienia „Cetopolis” to jedno z najważniejszych wydarzeń rosyjskojęzycznej fantastyki kilku ostatnich lat.
2. „Классициум” („Klassicium”) - taki tytuł nosi kolejna antologia wydana przez moskiewską filę ryskiego wydawnictwa „Snieżnyj kom”. Tym razem mamy do czynienia z prezentacją tekstów odwołujących się do klasycznych wzorców fantastyki naukowej, napisanych specjalnie do tego zbioru. Pomysł interesujący, zwłaszcza dla czytelników nieco starszej daty, wychowanych na takiej właśnie prozie, którzy dzięki niej załapali bakcyla fantastyki. Co prawda z wykonaniem różnie wyszło, nie wszyscy autorzy podołali zadaniu (czyżby tak trudno było napisać klasyczną sf?), jakaś połowa tekstów trzyma jednak niezły poziom (opowiadania Skidniewskiej, Wołodichina, Iwanowa, Kaliniczenki, Fiedotowa i Szczerbaka-Żukowa), a kilka jest naprawdę udanych.
Na wyróżnienie zasługują: „И ракета взлетит!” („I rakieta wzleci!”) Władimira Danichnowa, w którym córka bohatera pionierskich czasów podboju kosmosu przylatuje na Wenus, by odnaleźć grób ojca, „Смерть взаймы” („Śmierć pożyczona”) Marii Ginzburg, o szaleńczych wyścigach napędzanych siłą wiatru bolidów na Marsie, w czasie których ginie młoda dziewczyna, „Черный бок Япета” („Czarny bok Japeta”) Juliany Liebiedinskiej o porzuconych na tytułowym księżycu Marsa psach, którym, dzięki połączeniu swych sił, udaje się przeżyć w skrajnie niesprzyjających ku temu warunkach, „Плесень Бадамы” Giennadija Praszkiewicza, w którym gdzieś z głębin tropikalnych lasów Amazonii marsz na podbój Ziemi zaczyna nowy, wcześniej nieznany nauce gatunek mrówek, choć może wcale nie chodzić o mrówki, lecz o kosmicznych rozbitków, „Идеальный текст и таинственная история” („Idealny tekst i tajemnicza historia”) Leonida Kudriawcewa, opisujący ostatnie lata sędziwego Poego, spędzone na Marsie, uznanym przez słynnego pisarza na najlepsze miejsce dla dokończenia dzieła jego życia, tytułowego Tekstu Idealnego, „Марсианка Ло-лита” („Marsjanka Lo-lita”) Antona Pierwuszyna, historia zakazanej miłości Ziemianina do młodej Marsjanki, z przewrotnym, zaskakującym zakończeniem (jeden z dwóch najlepszych tekstów zbioru), „Летуны и летуньи” („Latawce i latawice”) Dalii Truskinowskiej, satyra na tradycyjne role płci – tu mamy ich odwrócenie, i wreszcie drugi z najlepszych moim zdaniem tekstów antologii, czyli „Путевые заметки полномочного корреспондента журнала „Нива” Исаака Бабеля” („Zapiski z podróży specjalnego korespondenta magazynu „Niwa” Izaaka Babela”) Niki Batchen, w którym niezwykle nastrojowo opisano pochód ziemskiego oddziału przez pustynie Czerwonej Planety; uczestnicy pochodu co i rusz giną – a to z powodu ataku tubylców, a to z powodu erupcji trujących gazów, a to pokonani przez niesprzyjające warunki…
Czytelnicy zbioru mają dodatkową zabawę – poszczególni autorzy kryją się za pseudonimami (na przykład Hemingway, Remarque, London, Wells, Poe, Nabokov, Grin, Gorki, Majakowski, Szukszyn, Babel, Brodski); odgadnięcie rzeczywistych autorów opowiadań nie jest wcale takie proste.
3. Andriej Rubanow dał się niedawno poznać z bardzo dobrej strony: jego powieść „Chlorofilia” narobiła sporo pozytywnego szumu nie tylko w fantastycznym światku, spodobała się również autorowi niniejszych słów (zaciekawionych odsyłam do 55 edycji WzW). Kontynuacja wspomnianej powieści wciąż czeka w kolejce do przeczytania; „Боги богов” („Bogowie bogów”), powieść wydana w ubiegłym roku, miała więcej szczęścia.
Oto oswojony przez ludzi wszechświat. Loty międzygwiezdne możliwe są dzięki nadzwyczajnym zdolnościom nielicznej grupy pilotów oraz na wpół mechanicznym, na wpół żywym statkom, z którymi tylko wspomniani piloci są w stanie wejść w kontakt na tyle bliski, by te podjęły lot z jednego układu gwiezdnego do drugiego.
Jeden z takich pilotów, młodszy brat najlepszego pilota, jakiego wydała z siebie ludzkość, nie zamierza pogodzić się z pozycją co najwyżej numer dwa: ucieka ze szkolącej adeptów kosmicznych lotów akademii i zaczyna niebezpieczne, awanturnicze życie: porywa statki i sprzedaje je nabywcom prowadzącym działalność niekoniecznie zgodną z prawem.
Beztroskie życie musi się kiedyś skończyć. Pojmanie, skazanie, wieloletnie więzienie… W więzieniu spotyka swoje przeznaczenie: słynnego przestępcę, owładniętego idee fixe dotarcia do nieoznaczonej na mapach, na wpół legendarnej planety, przy której Eden jawić się ma niczym piekło przy biblijnym raju. Nasz pilot ma swoje umiejętności, słynny zbrodzień zaś zna koordynaty Złotej Planety. Wystarczy połączyć siły… Złotą planetę zamieszkuje humanoidalna rasa, znajdująca się – przynajmniej na pierwszy rzut oka – na poziomie cywilizacji plemiennej. Aby marzenie dwóch awanturników o kosmicznym Edenie się spełniło, konieczny jest drobiazg: podźwignięcie w jak najkrótszym czasie tubylców na wyższy poziom rozwoju. Czyli muszą popełnić jedno z najsurowiej karanych przestępstw.
Progresorstwo. Jako przestępstwo. A żeby było ciekawiej, to biedni tubylcy wcale tacy biedni nie byli, a ich cywilizacja – tak słabo rozwinięta, na jaką wyglądała.
Bardzo udany tekst, jedna z lepszych rosyjskich powieści sf roku 2011.
koniec
25 sierpnia 2012

Komentarze

26 VIII 2012   09:44:58

"Cetopolis" kojarzy mi się z "Miastem..." VanderMeera - w tym najlepszym, pozytywnym znaczeniu. Mam nadzieję, że pojawi się po polsku.

26 VIII 2012   19:54:42

Wstyd się przyznać, ale VanderMeera nie czytałem, nie mam więc porównania. Ale - podobny czy nie, "Cetopolis" wart jest wydania po polsku.

26 VIII 2012   20:46:27

No to jazda, zacznijmy subtelną kampanię na rzecz (czyli namolne wiercenie dziury w brzuchu). :)

26 VIII 2012   20:59:35

Popieram inicjatywę.

23 X 2012   22:41:57

Cetopolis (czemu nie Ketopolis?) ma fajną okładkę.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Wiatr ze Wschodu (67)
Paweł Laudański

7 VIII 2018

Co ciekawego wydarzyło się na rosyjskojęzycznym rynku książki fantastycznej w roku 2017? Oto subiektywny przegląd nowych nabytków w bibliotece redaktora WzW.

więcej »

Wiatr ze Wschodu (66)
Paweł Laudański

20 VII 2018

Dalia Truskinowskaja mieszka na Łotwie, Mike Gelprin – w USA, Ina Goldin – we Francji, Nikołaj Karajev – w Estonii, Olga Raine zaś – w Wielkiej Brytanii. Międzynarodowe towarzystwo. Co ich łączy? Wszyscy piszą po rosyjsku… Jednym słowem – światowe wydanie WzW.

więcej »

Wiatr ze Wschodu (65)
Paweł Laudański

15 I 2018

Trzy świetne powieści – Chajeckiej, Danichnowa i Midianina, do tego przyzwoity zbiór krótkiej prozy… Wygląda na to, że na Wschodzie wciąż jest cywilizacja!

więcej »

Polecamy

W odmętach miasta bez dna

Przeczytaj to jeszcze raz:

W odmętach miasta bez dna
— Miłosz Cybowski

Pierwsze Zeszyty Iskier, cz. 10 i 12
— Wojciech Gołąbowski

Pierwsze Zeszyty Iskier, cz. 9 i 11
— Wojciech Gołąbowski

Pierwsze Zeszyty Iskier, cz. 7 i 8
— Wojciech Gołąbowski

Ogień nie do ugaszenia
— Dominika Cirocka

Pierwsze Zeszyty Iskier, cz. 5 i 6
— Wojciech Gołąbowski

Pierwsze Zeszyty Iskier, cz. 3 i 4
— Wojciech Gołąbowski

Pierwsze Zeszyty Iskier, cz. 1 i 2
— Wojciech Gołąbowski

Człowiek, który widzi
— Anna Nieznaj

Przemiana fazowa
— Anna Nieznaj

Zobacz też

Z tego cyklu

Wiatr ze Wschodu (67)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (66)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (65)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (64)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (63)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (61)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (60)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (59)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (58)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (57)
— Paweł Laudański

Tegoż autora

Esensja czyta: Styczeń 2010
— Anna Kańtoch, Paweł Laudański, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski

Rok 2007 w muzyce
— Sebastian Chosiński, Paweł Franczak, Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Paweł Laudański

Kir Bułyczow – polska bibliografia
— Paweł Laudański

Kroki w Nieznane: Sześciu wspaniałych
— Paweł Laudański

W sieci: Rodem zza wschodniej granicy
— Paweł Laudański

Wkrótce

zobacz na mapie »
Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.