Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 24 lipca 2019
w Esensji w Esensjopedii

Wiatr ze Wschodu (66)

Paweł Laudański
Dalia Truskinowskaja mieszka na Łotwie, Mike Gelprin – w USA, Ina Goldin – we Francji, Nikołaj Karajev – w Estonii, Olga Raine zaś – w Wielkiej Brytanii. Międzynarodowe towarzystwo. Co ich łączy? Wszyscy piszą po rosyjsku… Jednym słowem – światowe wydanie WzW.

Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (66)

Dalia Truskinowskaja mieszka na Łotwie, Mike Gelprin – w USA, Ina Goldin – we Francji, Nikołaj Karajev – w Estonii, Olga Raine zaś – w Wielkiej Brytanii. Międzynarodowe towarzystwo. Co ich łączy? Wszyscy piszą po rosyjsku… Jednym słowem – światowe wydanie WzW.
1.
Podobno pierwsza miłość jest tą najpiękniejszą, tą, o której pamięta się do końca życia. Nawet jeśli nie przetrwa długo, jeśli z perspektywy czasu widzi się nam jako pełen naiwności poryw młodzieńczego serca, to i tak nosimy w sobie wspomnienie pierwszego dotyku i pocałunku, czułych westchnień i zazdrości.
Pierwsza miłość wypala, angażuje w stu procentach. Bo choć pierwsza, to ma być również tą ostatnią. Na zawsze.
Z reguły szybko mija, rzadko bywa tą ostatnią. Przyjdą następne, pod jednym jednakże warunkiem – pozostanie jeszcze ładunek miłości, nie cały zostanie zużyty w tym pierwszym porywie serca. W przeciwnym razie może się okazać, że nie starczy go na później.
Czy można zawsze kochać jednakowo? Czy miłości starczy dla wszystkich, których chcemy ją obdarzyć? Czy miłości może zabraknąć? Czy może się wyczerpać, tak, jak wyczerpać się może każde złoże o ograniczonych zasobach?
Tak, może. Bo każdy z nas dostaje na starcie, zaraz po urodzeniu ściśle określony ładunek miłości. Jedni mniej, inni więcej. I to od każdego z nas zależy, ile tej miłości i na kogo zużyjemy. Jeśli wszystko pójdzie na pierwszy ogień, na tę pierwszą miłość, to na kolejne już nie starczy. Najzwyczajniej w świecie – z pustego nie da się nalać..! Na dodatek po świecie krążą istoty tylko powierzchownie przypominające ludzi, których jedynym zadaniem jest doprowadzenie nas do niewłaściwego wykorzystania zapasów; ot, coś w rodzaju mentalnych wampirów, żywiących się cudzą miłością. I, rzecz jasna, nie dających nic w zamian.
To pomysł, wokół którego obraca się powieść Dalii Truskinowskiej „Единственные” („Jedyni”), autorki piszącej od lat osiemdziesiątych minionego stulecia (swego czasu sporo pozytywnego szumu narobiła wydana w 1990 r. nowela „Дверинда”), w Polsce znanej bodaj tylko z jednego opowiadania, drukowanego w odległym 2002 r. „W torebce nie ma życia”.
„Jedyni” to właściwie nie jest fantastyka. Na pierwszy (a pewnie i kilka następnych) rzut oka to powieść obyczajowa, osadzona w radzieckich i rosyjskich realiach ostatnich trzydziestu lat ubiegłego stulecia, bohaterami której jest kilka mieszkających w tym samym bloku rodzin – zwykłych, niczym w zasadzie się nie wyróżniających. Jak wszyscy – kochających, nienawidzących. I jak wszyscy – dostających na starcie życia ładunek miłości. I w różny sposób go wykorzystujących. Lepiej, gorzej, na prawdziwą miłość, na miłosnego wampira.
To lektura dla wymagającego czytelnika, poszukującego w prozie – nie tylko fantastycznej – czegoś więcej niż czysta rozrywka. Szkoda tylko, że zapewne zginie w zalewie tak zwanej powieści współczesnej (nie czuję się na siłach do dokonania jakichkolwiek porównań w tym zakresie), a czytelnicy fantastyki ze względu na mikrą zawartość fantastycznego pierwiastka nie uznają jej za swoją i ominą ją szerokim łukiem.
2.
Wstyd się przyznać – człowiek niby wykształcony, a ze znajomością twórczości Szekspira mocno na bakier. Coś tam niby przerabialiśmy w szkole, ale to nic nie znaczy – nie dość, że generalnie uczniowski stosunek do szkolnych lektur trudno zaliczyć do uczuć pozytywnych, to w moim przypadku dochodził jeszcze jeden czynnik, znacząco wzmacniający niechęć do tego rodzaju przedsięwzięć: każdy szkolny czytelniczy przymus zabierał mi cenny czas, który mogłem poświęcić na zapoznanie się z kolejną książką z szeroko pojmowanej fantastyki.
Nie, nie narzekam, choć bez wątpienia ten jawny brak w szkolnej edukacji znacznie utrudnił mi nacieszenie się w pełni zbiorem utworów – utworów, bo mowa o prozie i poezji – inspirowanych twórczością wspomnianego klasyka światowej literatury. Zbiorem zatytułowanym „Шексп(и/е)рименты” („Szeksp(i/e)rymenty”).
Na szczęście, przynajmniej część z nich broni się całkiem dobrze jako samodzielne utwory. Na przykład – opowiadanie Dalii Truskinowskiej „Вечность для Джульетты” („Wieczność dla Julietty”). Nie najnowsze, bo po raz pierwszy opublikowane w 1985 r. To opowieść o gwieździe filmowej, która z racji podeszłego wieku nie ma już sił grać, talent jej jednak nie opuszcza (bo jak?), chęci do grania również, a dzięki pewnemu urządzeniu może pokierować ciałem młodej dziewczyny, zagrać jeszcze raz tak, jak dawniej, gdy porywała swą grą miliony. Najlepszy moim zdaniem tekst tomu.
Warto zwrócić uwagę jeszcze na dwa opowiadania: „В ожидании Фортинбраса” („Czekając na Fortynbrasa”) Iny Goldin, w którym bohaterowie najsłynniejszych tekstów Szekspira występują w nowoczesnym anturażu (subkultury młodzieżowe, narkotyki i wywoływane nimi wizje), oraz „Ступени Эльсинора” („Stopnie Elsinoru”) Nikołaja Karajewa, udanie mieszającej klimaty znane z dzieł Mistrza z tymi z „Wojny światów” H.G. Wellsa.
3.
Właśnie minęło pięć lat od ukazania się ostatniego numeru miesięcznika „Połdien. XXI wiek”. Pismo, którego redaktorem naczelnym był Borys Strugacki, wkrótce po śmierci swego szefa i założyciela straciło sponsora (wielkiego fana twórczości Braci, dokładającego do wydawania deficytowego ponoć projektu z własnej kieszeni) i oddało ostatnie tchnienie w styczniu 2013 roku.
Miesiąc wcześniej światło dzienne ujrzał ostatni numer magazynu „Jesli”, zamordowanego, jeśli wierzyć wersji prezentowanej przez wydawcę i redakcję, przez wszechobecnych internetowych piratów, którzy zamieszczali nielegalne skany w sieci jeszcze nim kolejny numer w wersji papierowej trafiał do rąk większości czytelników.
Podejmowane są próby reanimowania obu nieboszczyków, z różnym, generalnie jednak mało satysfakcjonującym skutkiem. W latach 2014-2016 ukazało się dziewięć almanachów pod wspólną nazwą „Połdien”, w których zamieszczono m.in. wszystkie teksty zatwierdzone podobno jeszcze przez Strugackiego do publikacji w miesięczniku, a które publikacji w nim się nie doczekały. Rzecz była drukowana w systemie print on demand (była, bo pod koniec maja usługa ta została zarzucona), trudno ją zatem uznać za czasopismo w ścisłym tego słowa znaczeniu. Od 2017 roku zaś, pod tą samą nazwą i w nakładzie 1000 egzemplarzy, mniej więcej co dwa miesiące trafia do sprzedaży pismo odwołujące się do tradycji starego „Połdiena”.
Zgoła inaczej wygląda sprawa z „Jesli” – trzy lata temu udało się znaleźć bogatego sponsora, który sypnął groszem na wysokiej jakości papier, kolorowy druk i lakierowane okładki. Z zawartością było różnie, za co najmniej kontrowersyjny uznać należy pomysł poświęcania każdego numeru osobnemu tematowi (np. „Miasto przyszłości”, „Biotechnika dla ludzi” czy „Wojny przyszłości”), proza sąsiadowała z nudnymi, sprawiającymi wrażenie wymęczonych artykułami opisanymi jako futurologiczne, całość już na pierwszy rzut oka wyglądała na klasyczny przykład przerostu formy nad treścią, powiało jednak optymizmem, tylko trochę skażonym niepokojem o przyszłość projektu powodowanym fatalną nawet jak na warunki rosyjskie dystrybucją (chęć sprzedania dziesięciotysięcznego nakładu jedynie na konwentach i w drodze prenumeraty był co najmniej ryzykowny).
Niestety, wygląda na to, że obawy się spełniły: po mocnym wejściu w 2015 r., kiedy to udawało się zachować cykl dwumiesięczny (pierwszy numer ukazał się na przełomie marca i kwietnia), rok później wyszły tylko cztery numery. Od tego czasu trwa zawieszenie, podobno sponsor wycofał się z finansowania pisma, redakcja nabrała wody w usta, a prenumeratorzy zostali na lodzie. Co prawda ktoś niedawno pochwalił się w sieci pozyskaniem numeru piątego z 2016 r. i pierwszego z 2017 r., sprawa jednak jest mocno tajemnicza i wygląda raczej na ostatnie tchnienie pisma niźli ponowny powrót do krainy żywych.
W takiej sytuacji rolę fantastycznych magazynów – przynajmniej w zakresie prezentacji krótkiej formy literackiej – próbują wypełnić liczne antologie i autorskie zbiory opowiadań; już tych pierwszych ukazało się w ubiegłym roku jakieś dwadzieścia sztuk, a de facto więcej, policzyłem bowiem tylko te stojące na moich półkach. Poziom tekstów bywa różny, choć nie powinno to stanowić szczególnego powodu do narzekań; wszak i opowiadania z czasopism równego poziomu raczej nie trzymały. Jedną z takich antologii – „Затерянный дозор”, w podtytule mieniącą się „Najlepszą fantastyką 2017 roku” – omówiłem poprzednim razem. Tym razem mój wybór padł na tematyczne zbiory: „Мир Стругацких. Полдень и Полночь” („Świat Strugackich. Południe i Północ”) oraz „Мир Стругацких. Рассвет и Полдень” („Świat Strugackich. Świt i Południe”), zredagowane przez Igora Minakowa, Grigorija Panczenkę, Milę Deminę oraz znanego z kilku tłumaczonych na polski opowiadań Mike′a Gelprina.
Zbiory owe nawiązują do pięciotomowej antologii tekstów inspirowanych twórczością braci Strugackich, wydawanych w latach 1996-2000 (pierwsze trzy tomy) i w roku 2009 (dwa kolejne). U nas pogardliwie nazywane fanfikami i zbywane lekceważącym wzruszeniem ramion (choć „Głos Lema” zbierał, o ile pamiętam, niezłe opinie), w Rosji nawet najpopularniejsi, uznani autorzy za punkt honoru mieli oddanie w tej formie hołdu niekwestionowanym klasykom rodzimej fantastyki.
W ten sposób nie powstały wątpliwej jakości dzieła wydawane w ramach najprzeróżniejszego rodzaju „Stref” czy „Stalkerów”, do napisania których jedyną motywacją była, zdaje się, chęć zdyskontowania sukcesów komputerowych gier z akcją osadzoną w scenerii mającej przypominać zonę z „Pikniku na skraju drogi”. Wystarczył pobieżny rzut oka na spisy treści pierwszych pięciu tomów, by przekonać się, że za bary z prozą Braci brała się czołówka ówczesnej rosyjskojęzycznej fantastyki: Łukianienko, Kudriawcew, Rybakow, Łazarczuk, Uspienskij, Wasiljew, Amnuel, Geworkian… Część napisanych przez nich tekstów dorównywała poziomem oryginałom, o czym polski czytelnik może bez trudu się przekonać z lektury wydanego u nas przed laty przez Rebis pierwszego (niestety, tylko!) tomu.
W międzyczasie pojawiło się nowe pokolenie rosyjskich fantastów, pojawili się nowi redaktorzy… i pojawiły się kolejne dwa tomy wypełnione opisami wycieczek do Światów Braci Strugackich.
Jak z owym zadaniem poradziło sobie to nowe pokolenie?
Tak sobie. Spośród niemal trzydziestu opowiadań w pierwszym tomie uwagę zwracają dwa: Olgi Raine („Дно совести”, „Dno sumienia”), którego akcja osadzona jest w Mieście Skazanym (do Miasta trafia młoda dziewczyna, uciekająca przed nałożonym na nią w naszym świecie aresztem domowym), oraz Mike’a Gelprina („Моль”, „Mol”), w którym dwoje detektywów próbuje ustalić, kto jest prawdziwym autorem powieści „Piknik na skraju drogi”, ukrywającym się pod pseudonimem „Arkadij i Borys Strugaccy”.
W drugim tomie jest tylko nieco lepiej – w pamięć zapaść mogą trzy opowieści.
„Сержант обреченный” („Sierżant skazany”) Mike’a Gelprina to próba odpowiedzi na kilka pytań dotyczących eksperymentu prowadzonego w Mieście, w szczególności – co dzieje się po śmierci z ludźmi zwerbowanymi przez Nauczycieli (wracają do czasu i miejsca, z których pochodzą). Ci, którzy urodzili się w Mieście, umierają w nim naprawdę. „Смотрящая вслед” („Patrząca wstecz”) Julii Ostapienko. Donna Okana, jedna z trzecioplanowych bohaterek „Trudno być bogiem”, nie jest zepsutą przedstawicielką miejscowej arystokracji, lecz dziewczyną z Ziemi, uczestniczką eksperymentu, której zadaniem jest obserwacja i opieka nad Rumatą, i to tak, żeby nikt się nie zorientował, nawet sam obserwowany. Jak musi przełamać się dziewczyna z Ziemi, wychowana w ideach humanizmu, by stać się dziwką zbrodniczego don Reby?
I „Бессребреницы” („Bezinteresowni”) duetu Gelprin & Ostapienko. Powrót do świata „Ślimaka na zboczu”. Spotykamy starych znajomych – Kandyda i Navę, Las znajduje się na Pandorze, druhny to element Lasu, coś w rodzaju mrówek oczyszczających go ze złogów i dających mu nowe życie, przy czym nie trzeba być stąd, by do druhen się przyłączyć. Wystarczy być kobietą. Choćby z Ziemi.
Nie za dużo, jak na przeszło pięćdziesiąt opowiadań. Czyżby potencjał się wyczerpał?
koniec
20 lipca 2018

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Wiatr ze Wschodu (73)
Paweł Laudański

19 VI 2019

Trochę prozy najświeższej (Salnikow, Iwanow, seria „Зеркало”), i trochę prozy klasycznej (Warszawski, zbiór „Фантастика 1963”, czyli kolejna, już 73 edycja WzW.

więcej »

Wiatr ze Wschodu (72)
Paweł Laudański

5 IV 2019

„Wyspa Sachalin”, „Zapomnienia”, „Uśmiech chimery”, „Oddział”… - czyli krótki, subiektywny przegląd najciekawszych książek rosyjskojęzycznej fantastyki roku 2018.

więcej »

Wiatr ze Wschodu (71)
Paweł Laudański

16 I 2019

Piękna, oryginalna wizja świata widzianego oczyma dorastającego dziecka, czyli rosyjskie wierd fiction w wykonaniu Linor Goralik, mocna krzyżówka historii alternatywnej, hard science fiction i cyberpunku spod pióra Michaiła Sawieliczewa oraz trzeci tom projektu Зеркало, będący popisem Aleksandra Matiuchina – oto kolejna edycja WzW.

więcej »

Polecamy

„Normalni” szaleńcy

Na rubieżach rzeczywistości:

„Normalni” szaleńcy
— Marcin Knyszyński

Dwadzieścia sroczych ogonów
— Marcin Knyszyński

Kto tu jest chory?
— Marcin Knyszyński

„Osacza nas zewsząd wug!”
— Marcin Knyszyński

Otwórz oczy!
— Marcin Knyszyński

Zapchajdziura
— Marcin Knyszyński

Ten świat to jeden wielki Kant!
— Marcin Knyszyński

„Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno” – 1 Kor 13, 12
— Marcin Knyszyński

Świat jako miraż albo ludzie jak bogowie
— Marcin Knyszyński

Prawda Absolutna kontra prawdy subiektywne
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Z tego cyklu

Wiatr ze Wschodu (73)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (72)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (71)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (70)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (69)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (68)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (67)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (65)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (64)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (63)
— Paweł Laudański

Tegoż autora

Wspomnienie o Maćku
— Paweł Laudański

Esensja czyta: Styczeń 2010
— Anna Kańtoch, Paweł Laudański, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski

Rok 2007 w muzyce
— Sebastian Chosiński, Paweł Franczak, Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Paweł Laudański

Kir Bułyczow – polska bibliografia
— Paweł Laudański

Kroki w Nieznane: Sześciu wspaniałych
— Paweł Laudański

W sieci: Rodem zza wschodniej granicy
— Paweł Laudański

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.