Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 13 listopada 2018
w Esensji w Esensjopedii

Wiatr ze Wschodu (46)

Paweł Laudański
Maria Galina swoją nową książką („Mała Głusza”) potwierdza po raz kolejny, że jest jedną z najciekawszych twórczyń współczesnej rosyjskiej fantastyki. „Historia dostępu” – taki tytuł nosi kolejna nowela Mariny i Siergieja Diaczenków, opublikowana w lutowym numerze miesięcznika „Jesli”. Na dokładkę parę słów o zaskakująco dobrej, choć nie pozbawionej wad, powieści Siergieja Abramowa, znanego u nas z kilku wspólnych publikacji z ojcem Aleksandrem („Jeźdźcy znikąd” czy „Wszystko dozwolone”).

Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (46)

Maria Galina swoją nową książką („Mała Głusza”) potwierdza po raz kolejny, że jest jedną z najciekawszych twórczyń współczesnej rosyjskiej fantastyki. „Historia dostępu” – taki tytuł nosi kolejna nowela Mariny i Siergieja Diaczenków, opublikowana w lutowym numerze miesięcznika „Jesli”. Na dokładkę parę słów o zaskakująco dobrej, choć nie pozbawionej wad, powieści Siergieja Abramowa, znanego u nas z kilku wspólnych publikacji z ojcem Aleksandrem („Jeźdźcy znikąd” czy „Wszystko dozwolone”).
1.
Przyznać się muszę bez bicia, że mam pewną słabość do twórczości Marii Galiny. „Ekspedycja”, „Żegnaj, mój aniele”, „Patrzący z ciemności” czy „Wilcza gwiazda” – by ograniczyć się tylko do tekstów wydanych w Polsce – bez chwili wahania zaliczyłbym do najciekawszych propozycji rosyjskojęzycznej fantastyki ostatniego dziesięciolecia. I choć ostatnio prozie Galiny zdarza się nazbyt często jak na mój gust zdryfować w rejony mniej dla mnie atrakcyjne (takie… mało fantastyczne), to po każdą jej nową książkę sięgam z wielkim zainteresowaniem i nadzieją, że i tym razem trafi mi się udział w intelektualnej uczcie.
Tak było również w przypadku najnowszego tomu prozy Galiny, noszącego tytuł „Малая Глуша” („Mała Głusza”).
Formalnie „Mała…” jest podzieloną na dwie części powieścią; każda z tych części stanowi jednak odrębną, luźno powiązaną z drugą historię (więcej na ten temat – poniżej), dzięki czemu bez większego problemu można czytać je oddzielnie.
Akcja pierwszej mikropowieści – „СЭС-2” (to skrót od „Санитарно-эпидемиологическая служба”, czyli nazwy radzieckiego/rosyjskiego odpowiednika naszego Sanepidu; tytuł ów można zatem przetłumaczyć jako „Sanepid-2”) – toczy się w 1979 r., w jednym z południowych radzieckich miast portowych. Jej bohaterami są pracownicy tytułowego SES-u 2, tajnej służby strzegącej ZSRR przed najprzeróżniejszego sortu duchami, upiorami i tym podobnym tałatajstwem, przybywającym wraz z towarem transportowanym w ładowniach zawijających do wspomnianego portu statków. Setki, czasem tysiące kilometrów dzielących niechcianych gości od ich ojczyzn sprawia, że znakomita większość z nich jest mocno osłabiona, dzięki czemu bez trudu udaje się je wyłapać i zneutralizować lub odesłać tam, skąd przybyły.
Czasami jednak pracownicy SES-u 2 stają przed poważniejszymi wyzwaniami. Tak jest i tym razem: do chronionego przez nich portu zawija statek z podróżującym na gapę potężnym indiańskim demonem głodu. Problem zdecydowanie przerasta możliwości domorosłych egzorcystów, nie obejdzie się zatem bez pomocy ściągniętego w trybie awaryjnym karpackiego czarownika.
Tekst ten zdefiniowałbym jako powieść mainstreamową z elementami fantastyki. Choć niesamowitości w postaci duchów, demonów i czarów jest w nim sporo, to niesamowitość ta rzadko pojawia się na pierwszym planie, woląc pozostać w ukryciu, zaczaić się gdzieś w głębokim tle. Mimo to świadomość, że owa niesamowitość istnieje, że czyha gdzieś za węgłem, czekając, by rzucić się zaskoczonej ofierze do gardła, jest wręcz namacalna.
Tłem zmagań SES-u 2 z niechcianym przybyszem zza wielkiej wody jest smutne, pełne codziennej obłudy życie obywatela ZSRR epoki schyłkowego Breżniewa. Nie mniej niesamowite od głównego wątku. Dla najmłodszych czytelników – absolutna fantastyka.
W drugiej części tomu – w tytułowej mikropowieści – śledzimy wyprawę głównego bohatera do owianego mgłą tajemnicy miejsca, skrytego przed oczyma świata gdzieś w ukraińskiej części Karpat (prawdopodobnie, co wynika z kilku rzuconych przez autorkę tu i ówdzie uwag).
Druga połowa lat osiemdziesiątych XX wieku. Dworzec kolejowy w niewielkim, zapyziałym miasteczku, z którego – jeśli nie liczyć pociągu – można wydostać się jedynie dzięki kursującym kilka razy dziennie autobusom albo korzystając z usług przygodnych, nielicznych kierowców-tubylców. Oddalona od niej o kilkanaście, może kilkadziesiąt kilometrów, leżąca na uboczu mieścina, z jednym sklepem typu geesowskiego i zaskakująco dobrze zaopatrzoną biblioteką, zamieszkana przez szarych, zmęczonych ludzi, odwiedzanych na dodatek przez zmarłych, których nazwiska można znaleźć na nagrobkach miejscowego cmentarza. Leżąca o dzień marszu od niej, zagubiona wśród lasów wioska, w której dzieją się rzeczy nie znajdujące racjonalnego wyjaśnienia. I rzeka, opływająca wieś, rzeka, za przekroczenie której trzeba słono zapłacić (bynajmniej nie chodzi o pieniądze), której drugi brzeg, a dokładniej – kraina leżąca na jej drugim brzegu, jest celem opisywanej wyprawy.
Nie, cel jest zgoła odmienny, osiągnięcie drugiego brzegu jest tylko środkiem niezbędnym dla jego realizacji. Każdy otóż, kto trafi do tej krainy, ma szansę sprowadzenia do świata żywych jednego, wybranego przez siebie zmarłego.
Bohater historii opisanej przez Galinę podejmuje ową wyprawę, bo chce odzyskać żonę, która kilka lat wcześniej zginęła w wypadku samochodowym (scena owego wypadku opisana została w „SES-ie 2”; to jedyna bodaj, wspomniana wcześniej, wspólna część obu utworów). Udaje mu się ją odnaleźć, ale – gdy cel, dla osiągnięcia którego poświęcono tak wiele – dopadają go wątpliwości: czy na pewno chce, by ta niewidziana od dawna kobieta znów zaistniała w jego życiu? Czy jest tego warta? Czy kocha ją na tyle, by poświęcić właśnie dla niej tę niepowtarzalną, bo przypadającą tylko raz w życiu, szansę wskrzeszenia wybranej osoby? A może lepiej przywrócić do żywych kilkuletniego synka, który zginął z matką w tym samym wypadku? A może jednak to ktoś inny zasługuje na drugą szansę?
Historia opisana przez Galinę w „Małej…” snuje się powoli, majestatycznie. Autorka stopniuje napięcie, odkrywając kolejne tajemnice krainy, w którą zagłębia się jej bohater, świata, niby tak podobnego do naszego, ale jednak tak od niego odmiennego.
Odmiennego? Czy aby na pewno? Bo czy ktoś może zaręczyć, że gdzieś tam nie płynie rzeka, po przekroczeniu której każdy ma szansę dokonać niepowtarzalnego wyboru?
2.
Nie rozpieszczają ostatnio czytelnika autorzy tekstów publikowanych w miesięczniku „Jesli”. Niby się starają, niby nie można odmówić im dobrych chęci, ale – jak to bywa często z dobrymi chęciami – niewiele z tego wynika.
Spis treści numeru lutowego (skupię się, rzecz jasna, na prozie rosyjskojęzycznej) robi spore wrażenie: znaleźć tu można nazwiska Mariny i Siergieja Diaczenków, Andrieja Stolarowa, Jewgienija Łukina i Olega Diwowa. Niestety, na dobrych zapowiedziach się kończy; warta uwagi jest tylko nowela autorstwa tych pierwszych: „История доступа” („Historia dostępu”) to opowieść fantasy, przesycona tak charakterystycznym dla tego ukraińskiego duetu klimatem i podejściem do klasycznych chwytów gatunku, z domieszką (symboliczną niby, jakże jednak istotną!) sf. To historia o miłości i poświęceniu, o wolnym wyborze i przeznaczeniu: jeśli główna bohaterka „Historii…” nie podejmie się roli, do której została zrządzeniem losu predysponowana, jeśli przestraszy się odpowiedzialności i odrzuci przeznaczone jej brzemię, jeśli wybierze radosne życie bez trosk i zmartwień – słońce jej świata zgaśnie, a sam świat – wraz ze wszystkimi żyjącymi w nim istotami – umrze.
Choć trudno zaliczyć „Historię… do arcydzieł fantastycznej prozy, a nawet do najlepszych tekstów autorstwa ukraińskiego duetu, czyta się ją, jak to z prozą Diaczenków zazwyczaj bywa, znakomicie.
W spisie treści numeru marcowego trzy rosyjskie nazwiska: Władimir Pokrowski, Władimir Michajłow oraz Jurij Guzienko. Teksty nie zachwycają. Gwoli kronikarskiego obowiązku wspomnę zatem jedynie, że opowiadanie „Про любовь” („O miłości”) jest podobno ostatnim, które wyszło spod pióra zmarłego w ubiegłym roku drugiego z wymienionych twórców.
3.
Powieść „Тихий ангел пролетел” („Cichy anioł przeleciał”) Siergieja Abramowa zaliczyć można bez wątpienia do bardziej udanych przykładów alternatywnego rozstrzygnięcia II wojny światowej w rosyjskiej fantastyce.
W wizji Abramowa, autora znanego u nas przede wszystkim z dwóch napisanych do spółki z ojcem, Aleksandrem, powieści: „Jeźdźcy znikąd” oraz „Wszystko dozwolone”, Hitler rzucił Stalina na kolana, w 1942 roku jego armie zdobyły Moskwę, i to wystarczyło, by wojna na wschodzie została zaliczona do kolejnych olśniewających sukcesów Wehrmachtu. Niedobitki radzieckich komunistów zmuszone zostały do szukania schronienia w Republice Południowej Afryki.
Dziesięć lat po tym olśniewającym sukcesie Hitler umiera. Trzecia Rzesza powraca na łono światowych demokracji. Rosja, początkowo marionetkowe państwo ściśle powiązane z Berlinem, zdobywa coraz większą suwerenność, by wkrótce stać się pełnoprawnym członkiem tworu przypominającego do złudzenia znaną nam Unię Europejską. Ot, jeszcze jeden syty, bogaty, ustabilizowany kraj o mieszczańskim duchu…
I do takiej Rosji trafia – w wyniku tajemniczej katastrofy – pewien pilot testujący MIGa. Z „naszej” Rosji, z pierwszej połowy lat dziewięćdziesiątych XX wieku, już po upadku ZSRR, ale wciąż zdającej się być słabą, rzuconą na kolana niedawną światową potęgą. Samolot tonie w bagnie gdzieś pod „tamtą” Moskwą, a sam pilot zapada na amnezję. Na pewien czas – im bardziej odzyskuje pamięć, tym bardziej musi się natrudzić, by uniknąć zdemaskowania i przymusowej współpracy z rosyjskim kontrwywiadem z „tamtej” Rosji.
Niby nic nadzwyczajnego; ot, jeszcze jedna opowieść zaliczana do tak modnego ostatnimi czasy u naszych wschodnich sąsiadów nurtu fantastyki alternatywnej. Pamiętać jednak trzeba, że „Cichy anioł…” ukazał się po raz pierwszy drukiem w 1994 r., bez wątpienia zatem stanowił jeden z kamieni węgielnych wspomnianego nurtu, wcześniej – z oczywistych względów – w ZSRR praktycznie nieobecnego.
Rzecz stanowczo godna polecenia, choć miejscami razi zdezaktualizowana polityczna publicystyka, opisująca w krzywym zwierciadle sytuację w Rosji z pierwszych lat po upadku radzieckiego imperium. Dzięki sporej dawce humoru da się jednak ową publicystykę jakoś przetrwać.
koniec
12 maja 2009

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Wiatr ze Wschodu (69)
Paweł Laudański

10 X 2018

Rosja, Wielka Brytania, USA, Izrael… Co łączy te kraje? Mieszkają w nich autorzy książek przedstawionych w najnowszej edycji WzW.

więcej »

Wiatr ze Wschodu (68)
Paweł Laudański

31 VIII 2018

To wyjątkowa edycja WzW. Wyjątkowa, bo poświęcona tylko jednej książce. Ale za to jakiej!

więcej »

Wiatr ze Wschodu (67)
Paweł Laudański

7 VIII 2018

Co ciekawego wydarzyło się na rosyjskojęzycznym rynku książki fantastycznej w roku 2017? Oto subiektywny przegląd nowych nabytków w bibliotece redaktora WzW.

więcej »

Polecamy

Duchy w powłokach

Przeczytaj to jeszcze raz:

Duchy w powłokach
— Beatrycze Nowicka

W odmętach miasta bez dna
— Miłosz Cybowski

Pierwsze Zeszyty Iskier, cz. 10 i 12
— Wojciech Gołąbowski

Pierwsze Zeszyty Iskier, cz. 9 i 11
— Wojciech Gołąbowski

Pierwsze Zeszyty Iskier, cz. 7 i 8
— Wojciech Gołąbowski

Ogień nie do ugaszenia
— Dominika Cirocka

Pierwsze Zeszyty Iskier, cz. 5 i 6
— Wojciech Gołąbowski

Pierwsze Zeszyty Iskier, cz. 3 i 4
— Wojciech Gołąbowski

Pierwsze Zeszyty Iskier, cz. 1 i 2
— Wojciech Gołąbowski

Człowiek, który widzi
— Anna Nieznaj

Zobacz też

Z tego cyklu

Wiatr ze Wschodu (69)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (68)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (67)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (66)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (65)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (64)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (63)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (62)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (61)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (60)
— Paweł Laudański

Tegoż autora

Esensja czyta: Styczeń 2010
— Anna Kańtoch, Paweł Laudański, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski

Rok 2007 w muzyce
— Sebastian Chosiński, Paweł Franczak, Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Paweł Laudański

Kir Bułyczow – polska bibliografia
— Paweł Laudański

Kroki w Nieznane: Sześciu wspaniałych
— Paweł Laudański

W sieci: Rodem zza wschodniej granicy
— Paweł Laudański

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.