Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 20 października 2021
w Esensji w Esensjopedii

Autorów powinno być zawsze dwóch

Esensja.pl
Esensja.pl
Henry Lion Oldi
1 2 3 »
H. L. Oldi odpowiada na pytania Pawła Laudańskiego o sobie, swej twórczości, fantastyce rosyjskiej i ukraińskiej i paru jeszcze innych sprawach.

Henry Lion Oldi

Autorów powinno być zawsze dwóch

H. L. Oldi odpowiada na pytania Pawła Laudańskiego o sobie, swej twórczości, fantastyce rosyjskiej i ukraińskiej i paru jeszcze innych sprawach.
Paweł Laudański: Jak narodził się pisarski duet Dmitrij Gromow & Oleg Ładyżienskij?
H. L. Oldi, Festiwal Fantastyki Nidzica’2004
H. L. Oldi, Festiwal Fantastyki Nidzica’2004
H. L. Oldi: Po raz pierwszy spotkaliśmy się w studiu literackim Pałacu Pionierów. Potem nasze drogi przecięły się w szkole karate. Zajmowaliśmy się tradycyjnym okinawskim karate - Goju-ryu. Tak na marginesie - w Charkowie jest bardzo silna szkoła karate, z długimi tradycjami. Oleg był wtedy instruktorem-stażystą, a Dmitrij dopiero zaczynał zajęcia. Później Dmitrij Gromow przyniósł do studyjnego teatru „Pelikan”, którym Oleg kierował i jednocześnie był w nim reżyserem, swoją sztukę Dwaj z Ziemi. Obecnie Gromow, co oczywista, rozumie: to była standardowa kosmiczna przygodówka. Dwóch Ziemian - radzieckiego uczonego i amerykańskiego gangstera - porywają Obcy, którymi, jak miało się okazać, steruje jakaś trzecia siła. Ziemianie pomagają Obcym wyzwolić się spod kontroli i tak dalej. I nad taką to sztuka reżyser Ładyżienskij zdrowo się naznęcał, nie decydując zresztą się na jej wystawienie. Ale Dmitrij został już w studiu w charakterze aktora; grał, między innymi, Wagę Koło w sztuce Trudno być bogiem. I tak to się dalej potoczyło: Oleg wystawiał spektakl o Francois Villonie, a Dmitrij grał jednego z poetów przy dworze Karola Orleańskiego; wystawiał Obiknowiennoje czudo - Dmitrij grał Premiera… Było takich sytuacji z kilkanaście. A Oleg równolegle pisał wiersze, utwory dramatyczne; Dima - opowiadania fantastyczne (co robił już w czasach szkolnych…). Zaczęli wymieniać się tekstami i komentarzami, zażarcie dyskutować, potem odkryli, że ze sporów rodzi się nie tyle nowy sens, ile przynajmniej nowe teksty. W ślad za tym pojawiła się myśl o współautorstwie.
Dzień narodzin właściwego Oldiego - 13 listopada 1990 roku (prawdopodobnie był to piątek). Napisaliśmy pierwsze wspólne opowiadanie Kino do groba i… . O wampirach, które przejmują studio w Hollywood i kręcą w nim filmy. I bardzo im się to podoba.
Kiedy pojawiła się u nas perspektywa pierwszej poważnej publikacji - w zbiorze serii „Pieriekriestok” zamierzano wydać nasze powieści Witrażi patriarchowŻiwuszczij w posliednij raz - od razu przyszło nam zastanowić się nad tym, co zrobić, aby czytelnik nie miał problemów z zapamiętaniem nazwisk autorów. Nieźle być Kingiem - nazwisko krótkie i dobrze brzmiące. A takich Wojskunskiego i Łukiodianowa - wybaczcie, ale kto to był w stanie zapamiętać… Inna rzecz ze Strugackimi - żadnego problemu, bo to bracia. Albo z małżeństwem Diaczenko, z ojcem i synem Abramowymi… A my nie jesteśmy ani braćmi, ani małżeństwem, ani ojcem i synem… Dlatego postanowiliśmy wybrać jakiś krótki pseudonim. Ułożyliśmy anagram z imion - i w ten sposób uzyskaliśmy Oldiego. Zaraz potem jednak oburzył się wydawca: „A gdzie inicjały?! Tak to nie nazwisko pisarza wychodzi, lecz imię dla psa!”. Mieliśmy zostać wydani w jednym zbiorze z Kuttnerem i Howardem, i bez inicjałów - jak bez krawata! Wzięliśmy pierwsze litery naszych nazwisk - i macie G. L. Oldiego. No a kiedy wydawca już całkiem nas zamęczył, domagając się wymyślenia normalnych imion, w oparciu o kluczowe litery naszych nazwisk zestawiliśmy imiona - Henry Lion. Ach, gdybyśmy tylko wiedzieli, czym to się może skończyć… Oldi został zauważony, literacka mistyfikacja wspaniale się rozwinęła, zaczęto plotkować: któż to, skąd się wziął? Jeśli z zagranicy, to dlaczego cytuje Gumiliewa? Przebiegły Anglik sir Henry milczał, naród się burzył, a kolejne książki były pisane i czytane. Z czasem mosty same spłonęły, a i wydawcy oraz czytelnicy przywykli. Odmieniać nawet zaczęli: „Oldiego, Oldiemu, Oldiami"… Pewnego razu Dmitrij Gromow podczas samotnego spaceru usłyszał za plecami:
– Patrzcie, chłopaki, Old przeszedł!
I wszak przeszedł…
Czużoj sriedi swoich
Czużoj sriedi swoich
PL: Dlaczego, choć jesteście Ukraińcami, piszecie po rosyjsku?
HLO: Obaj swobodnie posługujemy się językiem ukraińskim, tak się już jednak złożyło, że Oldi urodzili się i wyrośli w rosyjskojęzycznych rodzinach. Dzięki temu myślimy po rosyjsku. I w takim też języku piszemy.
PL: Na czym polega Wasza współpraca? Jak pracujecie nad swymi utworami? Jak przygotujecie się do pisania?
HLO: Pracujemy mniej więcej tak. Na początku rodzi się pomysł. Oczywiście, nie u obu jednocześnie, lecz u jednego z nas. Jakiś czas pomysł ten poddawany jest myślowej obróbce, i kiedy przybiera on dającą wyrazić się słowami postać, to ten, któremu przyszedł do głowy, pojawia się u współautora z butelką wina (dwiema butelkami piwa, gin-toniku, coca-coli - w żadnym jednak przypadku nie wódki albo koniaku!) i referuje. Potem zaczyna się długa dyskusja. Pomysł się rozwija, odcinane są poboczne warianty, pojawiają się zaczątki akcji… Dużo się spieramy, lecz za każdym razem dość szybko znajdujemy zadowalające nas obu rozwiązanie. Generatorem pomysłów z jednej strony, sceptykiem z drugiej jesteśmy na przemian; dzieje się to najzupełniej spontanicznie. Dyskusja ta może trwać od tygodnia (minimum; zdarza się to rzadko) do dwóch miesięcy (maksimum; to zdarza się częściej). W większości przypadków na ugadywanie nowej rzeczy schodzi miesiąc. Powtarzamy: na ugadywanie między nami. O zbieraniu materiałów można mówić długo, tak długo, jak trwa owo zbieranie. Czasami - lata. Dlatego też lepiej zrobimy, jeśli wrócimy do omówienia konkretnego procesu powstawania tekstu, i uznamy, że materiał został już zebrany. W momencie, w którym koncepcje: fantastyczna, filozoficzna i moralna już się ukształtowały, znany jest mniej więcej zarys akcji, ustalone zostały główne i część drugoplanowych postaci - zaczyna się dzielenie.
Odbywa się ono dość prosto: „Ja chcę pisać ten oto rozdział (część, fragment)!”, „A ja - ten!”. Wszystko całkiem dobrowolnie. „Wyrywanie z rąk” albo odmowy pisania jakiegoś kawałka nie zdarzają się. Nigdy. Jeśli opowieść toczy się z punktu widzenia różnych postaci, to każdy bierze sobie jedną lub dwie i pisze w ich imieniu. Przy tym niektóre indywidualne cechy autorskiego języka i myślenia przekazywane są bohaterowi, a jako że różnimy się sporo pomiędzy sobą, to i postaci wychodzą nam całkiem różne. I to, jak sądzimy, dobrze. Tak, na przykład, było w przypadku Sumieriek mira. Dmitrij pisał Solli, a Oleg - Sigurda. Albo Mag w Zakonie, gdy Oleg odpowiadał za Rachelę i Fedora, Dmitrij zaś - za Druca i Akulkę. To, oczywiście, z pewnym przybliżeniem, gdyż regularnie włazimy sobie nawzajem w… eeee… w kawałki. I zmieniamy, przestawiamy, czyścimy…
Gdy kończymy fragmenty - wymieniamy się, każdy czyta to, co napisał drugi, poprawiamy (styl, błędy, literówki), łączymy, znów bierzemy po kawałku i piszemy dalej. Kiedy zakończony jest większy fragment (część, księga powieści), robimy trzy dni przerwy przed napisaniem kolejnego, drukujemy tekst i jeszcze raz obaj czytamy, wyławiając przepuszczone wcześniej usterki. Równolegle jak najdokładniej staramy się omówić kolejny fragment. I znów zasiadamy do pisania. Opisane powyżej procedury powtarzają się dość regularnie do końca powieści. Pracujemy zazwyczaj pięć (rzadko - sześć) dni w tygodniu. Niedziela jest dniem wolnym.
Kiedy powieść jest zakończona, dokonujemy ostatnich poprawek, robimy „półczysty” wydruk i jeszcze raz obaj go czytamy. Znów poprawiamy (skreślamy zbędne akapity i zdania, wyłapujemy błędy, literówki itp.), po czym robimy już wydruk na czysto. Który zazwyczaj również przeglądamy (tym razem już, zapewne, nieco mniej uważnie, gdyż do tego czasu już całkiem znudziło nas czytanie ciągle tego samego sześć, siedem razy pod rząd, nawet samych siebie, ulubionych!), starając się wyłapać pozostałe „pluskwy” - i tekst można przedstawić wydawcom. Tak oto pracujemy.
Aha, oczywiście, w czasie gdy pracujemy nad jedną powieścią, krążą w naszych głowach pomysły na jeszcze jeden, dwa, trzy utwory. Nie wszystkie są później rozwijane, ale przynajmniej część jest realizowana.
Idi kuda chocziesz
Idi kuda chocziesz
PL: Skąd czerpiecie pomysły?
HLO: Gdybyśmy tylko znali miejsce, skąd się biorą pomysły, dawno już byśmy je opatentowali i stali się bogatsi od Billa Gatesa.
PL: A skąd się wzięło zainteresowanie mitologią?
HLO: Nam samym trudno jest ustalić, skąd biorą się nasze osobiste zainteresowania. Formułują się one przecież przez całe życie, najczęściej - nieświadomie. Być może mit stawia nas w ogólnokulturalnym kontekście, możliwe, że wszyscy do tej pory żyjemy w określonej mitologicznej rzeczywistości; być może nie posiadamy historii, lecz jedynie zbiór mitów… Sięgnijmy lepiej do artykułu filozofa A. Kiriejewa „FILOZOFICZNA MITOLOGIA FANTASTYKI, albo Rozmyślania o świecie Henry’ego Liona Oldiego…":
„Mit to w słowach odlana cudowna osobista opowieść… Mit to rozwinięte magiczne imię, schwycone w swym absolutnym bycie…” (A. F. Łosiew, „Dialektyka mitu”, 1927-29).
1 2 3 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Wywiad z Mariną i Siergiejem Diaczenko
Paweł Laudański

9 II 2005

Nazwisko Mariny i Siergieja Diaczenków nie powinny być obce prawdziwemu miłośnikowi dobrej fantastycznej literatury. Teraz, specjalnie dla „Esensji”, małżeński duet pisarski opowiada o sobie, swojej twórczości, fantastyce rosyjskiej, ukraińskiej i polskiej oraz o wielu, wielu innych interesujących sprawach. Rozmowę przeprowadził Paweł Laudański.

więcej »

Do głosu dochodził S. Jarosławcew
Borys Strugacki

24 II 2004

Z Borysem Strugackim, niekwestionowanym mistrzem rosyjskiej i światowej sf, rozmawia Paweł Laudański.

więcej »

Zazwyczaj natchnienie przychodzi po filiżance kawy z koniakiem.
Siergiej Łukianienko

1 IV 2002

Z Siergiejem Łukianienką rozmawia Paweł Laudański.

więcej »

Polecamy

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!

Stulecie Stanisława Lema:

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Nie wszystko i nie wszędzie jest dla nas
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Z tego cyklu

Wiatr ze Wschodu (74)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (73)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (72)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (71)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (70)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (69)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (68)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (67)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (66)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (65)
— Paweł Laudański

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.