Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 18 października 2021
w Esensji w Esensjopedii

Wiatr ze Wschodu (11)

Esensja.pl
Esensja.pl
Paweł Laudański
1 2 »
edycja 11 – listopad 2001 (plus wywiad z Jewgienijem Łukinem)

Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (11)

edycja 11 – listopad 2001 (plus wywiad z Jewgienijem Łukinem)
1. Gdy po raz pierwszy zetknąłem się z prozą Jewgienija Łukina (było to na samym początku 1987 roku, kiedy to wpadł mi w ręce styczniowo-lutowy numer Iskatiela z napisaną do spółki z żoną Ljubow powieścią „Raznyje sriedi raznych”), nie przyszło mi do głowy, że mam właśnie do czynienia z czymś nadzwyczajnym. Powieść była udana, choć niewiele ponadto. Następnie przyszła kolej na inne teksty, dzięki którym Łukinowie wyrobili sobie u mnie markę autorów solidnych, wartych czytania. Potem nadeszły lata dziewięćdziesiąte, a wraz z nimi całkowite niemal odcięcie od fantastycznej literatury ze Wschodu. Straciłem też kontakt z najnowszymi produkcjami Łukinów; stan ten - przynajmniej dla mnie - trwał do roku 1999. Od tego czasu do dnia dzisiejszego przeczytałem już większość utworów powstałych w ostatnim dziesięcioleciu, i tych napisanych przez małżonków wspólnie, jak i przez samego Jewgienija. Dziś jestem przekonany, że nie dotarcie do tych utworów byłoby niepowetowaną stratą; wskazać tu przede wszystkim powinienem na powieści „Zona sprawiedliwosti”, „Ałaja aura protopartorga” czy jedną z najbardziej zakręconych powieści fantasy, jakie przyszło mi czytać, czyli „Katali my waszie sołnce”, z krótszych form zaś - nowelę „Trużieniki zazierkal’ia” i opowiadanie „W stranie zachodiaszcziewo sołnca” (nota bene - gotowego tłumaczenia ostatniego z wymienionych tekstów żadne z pism nie chce od Eugeniusza Dębskiego kupić; taka Nowa Fantastyka woli za to puścić kolejnego gniota zupełnie nieznanego autora z zachodu - po prostu ręce opadają!).
Jewgienij Łukin jest godnym następcą braci Strugackich. Oczywiście, pisze inaczej, inna tematyka go zajmuje, bo i różne są czasy, w których tworzyli Strugaccy, a w których przyszło pisać Łukinowi. Jest jeszcze Łazarczuk, jest Stoliarow, Rybakow, jest dobrze się zapowiadający Siniakin… Są i inni, ale ci piszą już zupełnie inaczej od starych Mistrzów, piszą po swojemu, i nie sposób ocenić, czy są lepsi czy gorsi od nestorów rosyjskiej fantastyki. Dlaczego o tym piszę? Bo gdy czyta się bzdury w rodzaju tych, którymi popisał się Marek Oramus w listopadowej NF, wynikające, chciałbym wierzyć, ze zwykłej ignorancji, to szlag człowieka trafia…
Ten krótki wstęp miał wyjaśnić, dlaczego wracam do Jewgienija Łukina (patrz czwarta edycja WzW w marcowej Esensji). Odpowiedź jest prosta: bo po prostu warto. Poniżej zatem - krótki wywiad z autorem, który przeprowadziłem za pośrednictwem poczty elektronicznej (redakcji nie stać na delegacje zagraniczne, a szkoda!). Mam nadzieję, że przeczytacie z zainteresowaniem to, co ma do powiedzenia o sobie i swojej prozie jeden z moich ulubionych autorów fantastyki. Przed lekturą radzę odświeżyć sobie wspomnianą czwartą edycję Wiatru.
I jeszcze jedno: nie jest to - jak sądzę - ostatnie spotkanie z Łukinem w Esensji.
• • •
J. Łukin „Ałaja aura protopartorga. Katali my waszie sołnce”
J. Łukin „Ałaja aura protopartorga. Katali my waszie sołnce”
Esensja: Jak zaczęła się Pańska przygoda z fantastyką?
Jewgienij Łukin: Do fantastyki ciągnęło mnie od dzieciństwa. W wieku czterech lat samodzielnie opanowałem alfabet przy pomocy klocków z literami i, przeczytawszy wszystkie znajdujące się w domu książeczki dla dzieci, zabrałem się, o dziwo, za Puszkina i Gogola. Naturalnie, pociągały mnie wyłącznie utwory z elementami fantastyki: „Kamienny gość”, „Jeździec miedziany”, „Wieczory na chutorze koło Dykańki”. Później odkryłem dla siebie Wellsa, a Juliusz Verne jakoś z mojego dziecięcego czytania wypadł. (Będąc już dorosłym próbowałem go przeczytać - nie dałem rady). W pacholęctwie zaczytywałem się Lemem i Strugackimi. Do Jefremowa szybko straciłem zapał. Później, gdy w ZSRR zaczęto wreszcie wydawać fantastykę anglo-amerykańską, rzuciłem się, na nią co oczywiste, z wielką łapczywością. Za szczytowe osiągnięcie literatury fantastycznej (i literatury w ogóle) uważam „Boską komedię” Dantego.
Moje wtargnięcie do fantastyki datuję na rok 1975, kiedy to wspólnie z Ljubow Łukiną napisaliśmy nasze pierwsze opowiadanie. (Parodystyczna nowela „Oranżiewaja Wega”, opublikowana w 1967 roku w gazecie „Komsomoliec Turkmienistana” się nie liczy. Miałem wtedy dopiero 17 lat).
Esensja: Co Pan rozumie pod pojęciem „fantastyka"?
J.Ł.: Zazwyczaj, gdy mnie o to pytają, wykpiwam się tak: fantastyka - to realizm nie upospolitowiony rzeczywistością. Trudność, jednakże, sprowadza się do tego, że świat, w którym żyjemy, jest fantastyczny sam z siebie. Wciąż zachodzą w nim zdarzenia, przewyższające najbardziej nawet wyrafinowany wymysł. Dlatego też, kiedy miłośnik fantasy próbuje skryć się przed realiami współczesnego dnia w wymyślonym królestwie gnomów, elfów i wiedźminów, w istocie ucieka z jednego fantastycznego świata do drugiego. Różnice ograniczają się tylko do tego, że gnomy zachowują się tam o wiele mniej fantastycznie niż my w tak zwanym realnym życiu.
Esensja: Pańską twórczość bez wątpienia można zaliczyć do najbardziej oryginalnych osiągnięć współczesnej fantastyki rosyjskiej. Gdyby miał Pan określić gatunkową przynależność swojej prozy, to które pojęcie zwyciężyłoby: science fiction, fantasy czy po prostu fantastyka? A może jeszcze coś innego?
J.Ł.: Cóż, skoro SF i fantasy od razu odpadają, to wychodzi na to, że zostało „po prostu fantastyka”.
Esensja: Zajmuje się Pan pisaniem zawodowo, czy też stanowi ono tylko źródło satysfakcji i dodatkowych dochodów? Czy w ogóle można obecnie w Rosji utrzymać się z pisania fantastyki?
J.Ł.: Odpowiedź na powyższe pytanie zależy od tego, jak rozumieć słowo „zawodowo”. Z jednej strony, jak dotąd nie zdołałem nauczyć się pracować na zamówienie i, można powiedzieć, że piszę dla swojej przyjemności. Z drugiej zaś strony, jakkolwiek by to nie wyglądało dziwnie, żyję z honorariów za książki i innych dochodów nie posiadam. Ratuje mnie to, że drukuję w Moskwie, a zamieszkuję w Wołgogradzie, gdzie ceny nie są tak wysokie. A w Moskwie umarłbym z głodu.
Esensja: Czy, a jeśli tak, to czym, Pańskim zdaniem, różnią się od siebie utwory napisane wspólnie z Ljubow od tych, które napisał Pan sam, już po śmierci żony?
J.Ł.: Mam wrażenie, że niczym. Jestem o tym przekonany, gdyż niedawno zestawiałem dwa zbiory opowiadań, do których weszły i te napisane wspólnie z Ljubow, jak i te napisane przeze mnie samodzielnie. Znaczących różnic w sposobie pisania nie spostrzegłem, podobnie zresztą, jak i w tematyce utworów.
Esensja: Skąd się wzięła fascynacja Oceanią, która doprowadziła do powstania „Missionerow” i "Sliepych powodyrow”, opowieści o świecie, w którym mieszkańcy wysp Oceanu Spokojnego stawiają skuteczny opór europejskim kolonizatorom?
J.Ł.: W dzieciństwie oczarowały mnie książki Melville’a „Typee” i "Omoo”. Miałem wielką ochotę uciec do pierwotnej Polinezji. I nie tylko tak po prostu uciec, lecz również bronić ten wyspiarski raj przed wtargnięciem Europejczyków (o tym, że sam jestem Europejczykiem, jakoś nie pamiętałem). I dopiero później, kiedy razem z żoną zaczęliśmy obmyślać fabułę „Missjonerow”, zrozumieliśmy, do jakich przerażających skutków mogła doprowadzić taka ucieczka, gdyby rzeczywiście miała miejsce.
J. Łukin „Ściołk!”
J. Łukin „Ściołk!”
Esensja: Czy obraz walczących ze sobą republik i rozpadającej się Federacji, który przedstawił Pan w powieści „Ałaja aura protopartorga” ma szansę na urzeczywistnienie?
J.Ł.: Na ile jestem w stanie to ocenić, w najbliższej przyszłości Rosji rozpad nie grozi. Ale pod warunkiem, że nie wwiążemy się w rozpętaną przez Stany wojnę. Ludność zmęczona jest już przemianami i domaga się stabilności za wszelką cenę, a koszmar dziejący się w Czeczenii skutecznie wybija z głowy innym członkom Federacji chęć pójścia w jej ślady. Gdybyśmy byli sami na bożym świecie, z całkowitym przekonaniem powiedziałbym, że czeka nas kolejny okres stagnacji.
Jeśli chodzi o "Ałaju auru”, to bardzo bym nie chciał, żeby na książkę tę patrzeć jako na swego rodzaju proroctwo. Anegdotyczne rozmiary opisanych tam państw były mi potrzebne jedynie dla celów poglądowych.
Esensja: Czy „Zona sprawiedliwosti” to protest przeciwko wzrostowi przemocy w Rosji i na całym świecie? Czy miasto, w którym toczy się akcja powieści, to Wołgograd, w którym obecnie Pan mieszka?
J.Ł.: Nie. To książka o tym, że nie ma nic straszniejszego od sprawiedliwości bez miłosierdzia. Każdy z nas na tyle ugrzązł zarówno we własnych grzechach, jak i w grzechach całego człowieczeństwa, że sprawiedliwość nakazuje ukaranie wszystkich. Jednak nie wszyscy są w stanie to zrozumieć. Każdy uważa, że to on jest tym prawym, a winnymi są wszyscy pozostali.
1 2 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Wywiad z Mariną i Siergiejem Diaczenko
Paweł Laudański

9 II 2005

Nazwisko Mariny i Siergieja Diaczenków nie powinny być obce prawdziwemu miłośnikowi dobrej fantastycznej literatury. Teraz, specjalnie dla „Esensji”, małżeński duet pisarski opowiada o sobie, swojej twórczości, fantastyce rosyjskiej, ukraińskiej i polskiej oraz o wielu, wielu innych interesujących sprawach. Rozmowę przeprowadził Paweł Laudański.

więcej »

Do głosu dochodził S. Jarosławcew
Borys Strugacki

24 II 2004

Z Borysem Strugackim, niekwestionowanym mistrzem rosyjskiej i światowej sf, rozmawia Paweł Laudański.

więcej »

Autorów powinno być zawsze dwóch
Henry Lion Oldi

31 XII 2002

H. L. Oldi odpowiada na pytania Pawła Laudańskiego o sobie, swej twórczości, fantastyce rosyjskiej i ukraińskiej i paru jeszcze innych sprawach.

więcej »

Polecamy

Zawsze szach, nigdy mat

Stulecie Stanisława Lema:

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Nie wszystko i nie wszędzie jest dla nas
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Z tego cyklu

Wiatr ze Wschodu (74)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (73)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (72)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (71)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (70)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (69)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (68)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (67)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (66)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (65)
— Paweł Laudański

Tegoż autora

Ballada o poświęceniu
— Paweł Laudański

Wspomnienie o Maćku
— Paweł Laudański

Esensja czyta: Styczeń 2010
— Anna Kańtoch, Paweł Laudański, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski

Rok 2007 w muzyce
— Sebastian Chosiński, Paweł Franczak, Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Paweł Laudański

Kir Bułyczow – polska bibliografia
— Paweł Laudański

Kroki w Nieznane: Sześciu wspaniałych
— Paweł Laudański

W sieci: Rodem zza wschodniej granicy
— Paweł Laudański

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.