Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 25 października 2021
w Esensji w Esensjopedii
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup

Do głosu dochodził S. Jarosławcew

Esensja.pl
Esensja.pl
Z Borysem Strugackim, niekwestionowanym mistrzem rosyjskiej i światowej sf, rozmawia Paweł Laudański.

Do głosu dochodził S. Jarosławcew

Z Borysem Strugackim, niekwestionowanym mistrzem rosyjskiej i światowej sf, rozmawia Paweł Laudański.
Borys Strugacki
Borys Strugacki
Paweł Laudański: Dlaczego właściwie fantastyka? Co spowodowało, że temu właśnie gatunkowi Arkadij i Borys Strugaccy poświęcili całą niemal swą twórczość literacką?
Borys Strugacki: Obaj od dzieciństwa lubili fantastykę. Obaj czytali wszystko, co tylko wpadało im w ręce, a co można było zaliczyć do fantastyki. Obu w najwyższym stopniu nie zadowalała ta fantastyka, która ukazywała się w ZSRR na początku lat pięćdziesiątych. I obaj byli przekonani, że wiedzą dokładnie, jak naprawdę trzeba pisać – tym bardziej, że mieli przed oczyma wspaniałe przykłady: Wells, Čapek, Aleksiej Tołstoj, Conan Doyle, Aleksander Bielajew.
PL: Lata sześćdziesiąte określane są mianem „złotego wieku” radzieckiej fantastyki. Czy zasłużenie? Jak z perspektywy czasu ocenia pan ów okres i powstałe wtedy utwory? Którzy autorzy piszący w tym czasie zasługiwali, pana zdaniem, na szczególne uznanie? Czy rzeczywiście nie było szans na przedłużenie owego okresu na kolejne dziesięciolecia? Jak mogłaby wyglądać dziś radziecka/rosyjska fantastyka, gdyby jej rozwój nie został tak nagle przerwany na początku lat siedemdziesiątych?
BS: Tak, to były cudowne czasy – Pierwsza Odwilż, „łyk wolności”, czas nadziei i oczekiwań, skok w Kosmos, krótkotrwała epoka „komunizmu w duszy”, kiedy wydawało się: wszystko to, co najcięższe za nami i nigdy więcej nie wróci, a przed nami – interesująca praca i „wszystko nam się uda”. Wtedy to, wkrótce po Jefremowie i jednocześnie z nim pojawiła się u nas cała plejada „nowych i młodych” – Dnieprow, Gansowski, Jemcew i Parnow, Wojskunskij i Łukodjanow, Poleszczuk, Gromowa… Wszystkich nie da się wyliczyć. To było Drugie Pokolenie (Druga Fala) rosyjskiej fantastyki, i jej rozwój wcale nie został „przerwany na początku lat siedemdziesiątych” – odcięto nam dopływ tlenu, ale zadusić nas nie zdołano, po prostu pisanie tak, jak dotychczas, przestało być możliwe, i każdy przystosował się do tego po swojemu. A poza tym zbliżała się już i Trzecia Fala, pokolenie lat siedemdziesiątych…
PL: Jak na tle powstających w okresie wspomnianego „złotego wieku” tekstów wyglądała ówczesna twórczość braci Strugackich?
BS: Jaki jest sens pytać o to jednego ze Strugackich? Proszę spytać czytelników z tamtych czasów.
PL: Wielokrotnie opisywał pan, w jaki sposób powstawały kolejne Wasze utwory. Czy zdarzało się jednak, że nie udawało się Wam wypracować kompromisu? Jeśli tak, to których utworów to dotyczyło? Czy tylko tych sygnowanych nazwiskiem Jarosławcew?
BS: Zdarzały się nam przypadki, kiedy poglądy na ten czy ów temat zdecydowanie się różniły. Wtedy uciekaliśmy się do banalnego rozwiązania. Jeśli różnice nosiły charakter zasadniczych, wtedy do głosu dochodził S. Jarosławcew.
PL: Jak pan ocenia dziś wczesną twórczość swoją i brata (przede wszystkim tę zaliczaną do historii o świecie Południa i komunistycznej utopii przyszłości)?
BS: Nie pisaliśmy „komunistycznej utopii”. Opisywaliśmy Świat-w-Którym-Chcesię-Żyć. I wyszedł nam świat atrakcyjny, przynajmniej z punktu widzenia ludzi o określonej mentalności. Wspaniale popracowaliśmy. Zuchy.
PL: Stanisław Lem nie wydaje zgody na wznowienie niektórych swoich utworów (Astronauci, Obłok Magellana), jakby wstydził się, że w ogóle wyszły spod jego pióra. W Rosji do dziś publikowane są wszystkie utwory napisane przez braci Strugackich. Czy nie chciałby pan wstrzymać wznawiania któregoś z nich? Którego? Jeśli tak, to dlaczego jednak pan tego nie robi?
BS: Przez bardzo długi czas nie wyrażaliśmy zgody na wznawianie naszej pierwszej powieści „W krainie purpurowych obłoków”. Wydawała nam się ona przerażająco staromodna, nazbyt dydaktyczna i wreszcie niepoprawnie naiwna. Później jednak, „pod naciskiem czytelniczo-wydawniczego lobby”, machnęliśmy ręką i wyraziliśmy zgodę. Teraz okazuje się, że i ona ma swych fanatyków. Podobnie zresztą, jak i inne powieści, które zaliczaliśmy do kategorii „nieobowiązkowych” (Koniec akcji Arka, Przyjaciel z piekła, Bajka o przyjaźni i nieprzyjaźni).
PL: Jak to się stało, że Wasza twórczość przeszła tak drastyczną ewolucję – poczynając od optymistycznych wizji Świata Południa, poprzez Trudno być bogiem i trylogię o Mak Symie, aż po skrajnie pesymistyczne, przynajmniej w moim odczuciu, Biessilnyje mira siego. Czy wpływ na ową ewolucję miała historia?
BS: Prócz Świata Południa, w tym samym czasie, pisaliśmy też Ślimaka na zboczu, i Porę deszczów, i Miasto skazane. Moim zdaniem, wykazanie „systematycznego wzrostu poziomu pesymizmu w twórczości ABS wraz z upływem czasu” będzie dość trudne. Po prostu, „pisać mroczno” w czasach radzieckich nie zalecano, a kiedy wreszcie było można, okazało się, że i autorzy stali się nie ci sami: zapasy wrodzonego (a tym bardziej – nabytego) optymizmu wyczerpały się, i świat w ich oczach stał się nieprosty i mroczny. Jakim zresztą jawi się w rzeczywistości – przynajmniej z punktu widzenia niemłodego i nie całkiem już zdrowego człowieka.
PL: W latach siedemdziesiątych na Zachodzie ukazało się tłumaczenie Pory deszczów. Jaka była historia owej publikacji? Czy rzeczywiście wszystko odbyło się bez wiedzy autorów?
BS: Naprawdę wszystko wydarzyło się bez wiedzy i wbrew woli autorów. Dopiero dużo później dowiedzieliśmy się, kto przerzucił Porę na Zachód, przed tym – nawet się nie domyślaliśmy. Nie mając, rzecz jasna, co do zasady niczego przeciwko takim publikacjom, nigdy nie kryliśmy, że byliśmy przeciwni takim działaniom w stosunku do nas: pisaliśmy tylko dla Rosji i tylko w Rosji chcieliśmy być publikowani.
PL: W połowie lat osiemdziesiątych napisał pan z bratem dość ostry w tonie list otwarty na temat polityki wydawniczej dotyczącej fantastyki, będący przede wszystkim atakiem na wydawnictwo „Mołodaja Gwardija” (tłumaczenie tego listu ukazało się w „Fantastyce” Nr 8/88; tam też tłumaczenie odpowiedzi redakcji fantastyki rzeczonego wydawnictwa). Jak to się stało, że ów list powstał? Co Was tak wzburzyło? Rzeczywiście działalność wspomnianego wydawnictwa była aż tak szkodliwa?
BS: Napisaliśmy dużo takich listów. Szczerze mówiąc, nie domyślam się nawet, o który z nich pyta mnie pan teraz. Uważaliśmy wydawniczą działalność ówczesnej „Mołodoj Gwardii” za szkodliwą i podłą. Ci młodzieńcy (zachęceni przez faszystów z KC Komsomołu) nie tylko zawłaszczyli wtedy wydawnictwo, czyniąc je trybuną swych idiotycznych idei wielkomocarstwowości i nacjonalizmu, ale też całkowicie postawili tamę nowej, młodej, utalentowanej fantastyce Trzeciej Fali. Wszak „Mołodaja Gwardija” była jedynym (!) wydawnictwem w ZSRR, któremu zezwolono na regularne publikowanie fantastyki. I to właśnie wydawnictwo okupowała grupa nacjonalistów, w ogóle nie znających się na literaturze, a na fantastyce – w szczególności. Powtarzam – popierali ich „kumple” z Cekamołu, przebicie się przez ową obronę było praktycznie niemożliwe, ale mimo to próbowaliśmy – w miarę swych sił i możliwości działając przez Duży KC: skarżyliśmy się Wielkiemu Bratu na jego własny mniejszy pomiot.
PL: W tym samym liście wymieniliście kilkadziesiąt nazwisk obiecujących, Waszym zdaniem, autorów, do których należeć miała przyszłość rosyjskiej fantastyki. Jak pan ocenia trafność owej prognozy? Co się obecnie dzieje z wymienionymi autorami?
BS: Nie wiem, kogo ma pan na myśli, ale jeśli w tym liście wymienieni zostali W. Rybakow, A. Stolarow, S. Łoginow, J. Łukin, W. Babienko, E. Geworkjan, W. Pokrowskij, G. Praszkiewicz i wielu innych – nie pomyliliśmy się. Wszyscy ci pisarze zrealizowali się i teraz uważani są za „mistrzów” rodzimej fantastyki.
PL: Jaki wpływ na fantastykę rosyjską miał upadek ZSRR?
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
BS: Dokładnie taki sam, jak i na całą rosyjską kulturę w ogólności: oszałamiający. Nagle, w jednej chwili, można było wszystko, i nastał Nowy Czas. Wielu pisarzy do dziś nie jest w stanie otrząsnąć się z tego szoku.
PL: Jakich planów twórczych nie udało się Wam zrealizować? O czym nie zdążył pan z bratem napisać? Czy pana obecna twórczość stanowi w minimalnym choć stopniu odzwierciedlenie owych planów?
BS: Nie zdążyliśmy zakończyć jednej z powieści cyklu o Maksymie Kammererze. Teraz napisanie jej po prostu przestało mnie interesować. Zostawszy sam zmuszony byłem znaleźć dla siebie nową „literacko-ekologiczną niszę” i zaczynać wszystko od początku. To było diabelnie trudne, i wraz z upływem czasu wcale nie stało się łatwiejsze.
PL: Jak się panu pisze bez brata? Trudniej?
BS: Jakby samemu przecinać gruby pień dwuręczną piłą.
PL: Jaka była geneza nagrody „Bronzowaja ulitka”? Jakiego rodzaju utwory stara się pan nagradzać?
BS: W założeniu nagroda ta przyznawana jest za utwór roku, który najbardziej spodobałby się braciom Strugackim. Zrządzeniem losu przychodzi mi brać samemu odpowiedzialność za ów wybór.
PL: Jaki ma pan stosunek do współczesnej rosyjskojęzycznej fantastyki? Twórczość których autorów rozpoczynających pisanie w latach dziewięćdziesiątych jest, pana zdaniem, szczególnie warta uwagi? Dlaczego?
BS: Nie chciałbym zajmować się wyliczaniem nazwisk – z pewnością kogoś zapomnę wymienić, i wyjdzie niezręcznie. Mogę tylko z przekonaniem powiedzieć, że obecnie w Rosji regularnie i owocnie pracuje dobre trzy dziesiątki pisarzy, których każdy nowy utwór zasługuje na najwyższą uwagę. Ich nazwiska wciąż się słyszy i wszystkim są dobrze znane. Proszę zajrzeć do Internetu (http://www.rusf.ru) – tam każdy z nich już nie pierwszy rok posiada swoją stronę.
PL: Projekt „Miry brat’jew Strugackich. Wriemja uczienikow” obejmuje trzy dość pokaźne tomy, wciąż powstają nowe utwory oparte na motywach twórczości braci Strugackich. Które z owych utworów, pana zdaniem, są najbliższe temu, co stworzył pan wspólnie z bratem? Dlaczego?
BS: I znów – nie chciałbym wyliczać nazwisk, oceniać i zestawiać rankingów. Mogę jednak powiedzieć, że moim zdaniem projekt zakończył się sukcesem, i nieudanych (w mej opinii) utworów tam po prostu nie ma.
PL: W zasadzie wszystkie utwory braci Strugackich są dostępne w Internecie, w tym – na pana oficjalnej stronie. Na Zachodzie byłoby to nie do pomyślenia, musi też takie podejście budzić zdziwienie w sytuacji, gdy wciąż ukazują się wznowienia książkowe owych utworów. Podobno bardzo się to nie podoba zagranicznym wydawcom, którzy nie chcą płacić za możliwość publikowania tego, co za darmo znaleźć można w sieci. Dlaczego mimo to nie zmienia pan swego stosunku do umieszczania prozy swojej i brata w internecie?
BS: Wygląda na to, że z tą darmochą wkrótce trzeba będzie skończyć. Coraz częściej pojawiają się wydawcy, którzy stawiają warunek: żadnych stron, żadnego internetu, w ogóle żadnych elektronicznych wydawnictw. Pod groźbą kar. Do tej pory niczego takiego nie było, a co za tym idzie, w ogóle kwestiom tym nie nadawałem znaczenia.
PL: Od niemalże dwóch lat na rynku istnieje dwumiesięcznik „Połdien. XXI wiek”, którego jest pan wydawcą. Skąd wziął się pomysł? Czy na wydawaniu takiego pisma w Rosji da się zarobić?
BS: Pomysł ten narodził się czterdzieści lat temu – na początku lat sześćdziesiątych. Jego realizacja okazała się być możliwa dopiero teraz: znaleźli się dobrzy wujkowie-sponsorzy i energiczny, zdolni organizatorzy. Próbujemy wydawać pismo fantastyczne w najszerszym tego słowa znaczeniu – nie tylko fantastykę naukową, ale i fantastykę socjologiczną, filozoficzną, baśniową, realistyczną i w ogóle – nierzeczywistą, wyobcowaną prozę. (Nie tylko Lem i Wells, ale i Vonnegut, Swift, Gogol, Bułhakow, Kafka – ach, jakie by można było wydawać pismo z takim zespołem autorów!). Nie jestem pewien, czy na takim piśmie można we współczesnej Rosji zarobić, ale istnieje przecież jeszcze inny punkt widzenia. I to jest piękne! „Dopóki oddycham – mam nadzieję!”.
PL: Jakie ma pan plany twórcze na najbliższą i tą nieco dalszą przyszłość?
BS: Czytać, czytać, czytać (jestem redaktorem naczelnym pisma i członkiem kilku literackich jury), a także udzielać wywiadów, choćby takich jak ten. O bardziej delikatnych i ważnych rzeczach tradycyjnie zamilkniemy.
PL: Czy znana jest panu – poza twórczością Stanisława Lema rzecz jasna – polska fantastyka? Co pan czytał? Czy jakiś utwór zwrócił pańską szczególną uwagę? Czym?
BS: Ostatnimi czasy prawie w ogóle nie czytam zagranicznej fantastyki, w tym również i polskiej. Niestety.
koniec
24 lutego 2004
Zdjęcia Borysa Strugackiego, autorstwa Mitrycza, pochodzą ze strony http://www.convent.ru

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Wywiad z Mariną i Siergiejem Diaczenko
Paweł Laudański

9 II 2005

Nazwisko Mariny i Siergieja Diaczenków nie powinny być obce prawdziwemu miłośnikowi dobrej fantastycznej literatury. Teraz, specjalnie dla „Esensji”, małżeński duet pisarski opowiada o sobie, swojej twórczości, fantastyce rosyjskiej, ukraińskiej i polskiej oraz o wielu, wielu innych interesujących sprawach. Rozmowę przeprowadził Paweł Laudański.

więcej »

Autorów powinno być zawsze dwóch
Henry Lion Oldi

31 XII 2002

H. L. Oldi odpowiada na pytania Pawła Laudańskiego o sobie, swej twórczości, fantastyce rosyjskiej i ukraińskiej i paru jeszcze innych sprawach.

więcej »

Zazwyczaj natchnienie przychodzi po filiżance kawy z koniakiem.
Siergiej Łukianienko

1 IV 2002

Z Siergiejem Łukianienką rozmawia Paweł Laudański.

więcej »

Polecamy

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!

Stulecie Stanisława Lema:

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Nie wszystko i nie wszędzie jest dla nas
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Z tego cyklu

Wiatr ze Wschodu (74)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (73)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (72)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (71)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (70)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (69)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (68)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (67)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (66)
— Paweł Laudański

Wiatr ze Wschodu (65)
— Paweł Laudański

Tegoż twórcy

Esensja czyta: Lato 2009
— Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Joanna Słupek, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski

Drapieżny jest tylko tytuł
— Sebastian Chosiński

Fantastyka moralnego niepokoju
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.