Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 11 lipca 2020
w Esensji w Esensjopedii
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup

50 najlepszych płyt 2013 roku

Esensja.pl
Esensja.pl
1 2 3 5 »
W tym roku, wzorem poprzedniego, dział muzyczny Esensji ponownie postanowił zewrzeć szeregi, by zamiast kilku indywidualnych, zaprezentować jeden wielki, wspólny ranking 50 najlepszych płyt 2013 roku.

Esensja

50 najlepszych płyt 2013 roku

W tym roku, wzorem poprzedniego, dział muzyczny Esensji ponownie postanowił zewrzeć szeregi, by zamiast kilku indywidualnych, zaprezentować jeden wielki, wspólny ranking 50 najlepszych płyt 2013 roku.
50. Mikromusic „Piękny koniec”
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
„Piękny koniec” zasługiwałby na zakup nawet ze względu na kilka wyjątkowych kawałków. „Takiego chłopaka”, „Pod włos”, „Śmierć pięknych saren” czy „Sopot” to pozycje niespecjalnie skomplikowane, lecz warte wielokrotnego studiowania i delektowania się ich każdym detalem. Z drugiej strony - znajdą się słuchacze, którzy w największym stopniu dadzą się oczarować delikatności „Halo” albo „Adama”, a to prowadzi do banalnego wniosku. Nowa płyta Mikromusic, pomimo większej przystępności i melodyjności, ma do zaoferowania bardzo wiele – jest w stanie zaspokoić oczekiwania chyba każdego odbiorcy. A że przy tym prezentuje się jako spójny i w każdym calu wartościowy, absolutnie dopracowany twór, to po prostu nie można jej nie docenić.
Michał Perzyna
Czytaj recenzję
49. Satyricon „Satyricon”
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Nie jest to płyta, która zachwyci każdego. Miłośnicy starszych dokonań zespołu raczej nie będą przychylni kierunkowi, jaki obrał Satyr na nowym wydawnictwie. Nie mają czego szukać także piewcy industrialnego oblicza w postaci „Rebel Extravaganza”, bo pomimo kilku cytatów raczej próżno tutaj szukać tak rozbudowanych kompozycji jak „Tied in Bronze Chains” czy „Havoc Vulture”. Najbliżej „Satyricon” do dwóch ostatnich dokonań, ale brzmienie tym razem jest cieplejsze, bardziej rockowe niż metalowe i to może się okazać dla niektórych barykadą nie do przeskoczenia. Nie zmienia to jednak faktu, że Satyricon to zespół poszukujący, odważny, bardziej realizujący własne idee niż te, których oczekiwaliby po nich fani gatunku. I to jest właśnie największą zaletą albumu.
Przemysław Pietruszewski
Czytaj recenzję
48. Low „The Invisible Way”
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Nowej płycie Low, legendy indierockowego grania, niektórzy zarzucali zbytnie dopieszczenie brzmienia i wygładzenie brudu, z którego zespół był znany. To zasługa producenta Jeffa Tweedy′ego, znanego z formacji Wilco, który lubuje się w akustycznych, folkowych klimatach. Dzięki temu powstała płyta, która odświeża styl Low, jednocześnie nie dokonując jakiejś wielkiej rewolucji. „The Invisible Way” może i nie jest największym osiągnięciem zespołu, na miarę „I Could Live in Hope” czy „Long Division”, ale to wciąż kawał świetnej, chwytającej za serce muzyki.
Piotr „Pi” Gołębiewski
47. Daft Punk „Random Access Memories”
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Po ośmiu latach od ostatniego albumu studyjnego francuski duet producencki znów zaprezentował płytę spójną, dopracowaną w każdym szczególe, ale tym razem naprawdę zadziwiającą. Tak naprawdę elektroniki, z jakiej Thomas Bangalter i Guy-Manuel de Homem-Christo są znani, jest tu jak na lekarstwo. Ze "starego" Daft Punk zostały automaty perkusyjne, charakterystyczne brzmienie vocoderów, syntezatory i, rzecz jasna, doskonała produkcja. Po liftingu muzyka Francuzów to zakorzenione w latach 70. funk i disco, z żywymi instrumentami, nagranymi przez muzyków sesyjnych - gitarzystów, basistów, perkusistów, klawiszowców. Najgłośniejsza okazała się współpraca z Pharrellem Williamsem i Nilem Rodgersem - współautorami jednego z największych przebojów ubiegłego roku, "Get Lucky". Poza nimi udzielili się również: wokalista The Strokes, Julian Casablancas, Panda Bear z Animal Collective czy kompozytor i wokalista Paul Williams.
Dawid Josz
46. Lilly Hates Roses „Something to Happen”
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Ostatnio młodzi Polacy coraz odważniej sięgają do gitarowego indie folku, pokazując na szczęście, że z łatwością potrafią się w takich brzmieniach odnaleźć. Twórcy z Lilly Hates Roses zgodnie twierdzą, że są dopiero na początku muzycznej drogi. Zaczynają jednak od krążka naprawdę solidnego (i podpartego sporym talentem), którego poziomu, mam wrażenie, wielu innych artystów nigdy nie osiągnie. Pocieszające, że można tak efektownie wejść na muzyczny rynek, odcinając się od kolorowego popu i za pomocą prostoty, klimatu i emocji zdobywać serca melomanów.
Michał Perzyna
Czytaj recenzję
45. Bonobo „The North Borders”
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
„The North Borders” to prawdziwa skarbnica smaczków i wycyzelowanych niuansów, sprawiających z każdym przesłuchaniem masę frajdy. Zwraca przy tym uwagę fakt, że Anglik cały czas poszukuje. Dlatego razem z nim mamy szansę uczestniczyć w precyzyjnie zaplanowanych wycieczkach m.in. w stronę subtelnego house’u, zwiewnego jazzu, mrocznego trip hopu czy wreszcie nieco stłumionego dubstepu. Wszystko jednak mieści się w spójnych ramach łatwo przyswajalnej elektroniki, a jednocześnie dostarcza dużo różnobarwnej radości. Radości również z odkrywania, jak wiele Bonobo ma nadal w producenckim zanadrzu.
Michał Perzyna
Czytaj recenzję
44. Anna Calvi „One breath”
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Drugi solowy album Angielki to niemal 40 minut eklektycznej, skrzącej się różnorodnymi odcieniami muzyki, w której słychać inspiracje zarówno twórczością klasycznych kompozytorów, jak i szeroko pojętym rockiem progresywnym i alternatywnym. Calvi czaruje głosem i grą na gitarze, same kompozycje niejednokrotnie zachwycają wspomnianymi odniesieniami do rozmaitych stylów i gatunków. Do tego całkiem rozbudowane instrumentarium, dodające wiele smaczków aranżacjom. Ambitny, a przy tym całkiem przebojowy, rozrywkowy album.
Dawid Josz
43. Pieter Nooten „Haven”
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Ortodoksyjni melomani mogą uznać "Haven" za muzyczny wybryk natury. Nie ma tu bowiem naturalnie wytworzonych dźwięków za pomocą żywych instrumentów. Całość została skomponowana na laptopie Nootena. Ale kiedy zaczynają pobrzmiewać pierwsze takty "Here is Light I", słuchacz od razu daje się wciągnąć w instrumentalny świat, jakby całkowicie pozbawiony ziemskich pierwiastków. Czuć wyraźne inspiracje muzyką klasyczną, pojawiają się cytaty z twórczości Briana Eno, a dwadzieścia utworów brzmi niczym soundtrack do niespokojnego filmu drogi. Nooten bardzo powoli buduje atmosferę, pozwala dźwiękom długo wybrzmiewać. Często nakłada na siebie konstelacje różnorodnych efektów, począwszy od delikatnych muśnięć klawiszy, poprzez elektroniczne blipy, przeplatając je także samplami sekcji dętej. Dzięki tej różnorodności "Haven" odkrywa się bardzo długo, jeśli poświęci się jej odpowiednio dużo czasu. To płyta w jakimś stopniu introwertyczna, wyciszona, wręcz sentymentalna. Dla cierpliwych i wymagających.
Przemysław Pietruszewski
42. Arctic Monkeys „AM”
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Po ukazaniu się „AM” pojawiły się głosy, że to najlepsza płyta Arctic Monkeys od czasu piorunującego debiutu „Whatever People Say I Am, That’s What I’m Not”, ale w przypadku tego zespołu to norma. Brytyjscy krytycy lubią rozpieszczać ekipę Alexa Turnera i choć nie zawsze początkowa ekscytacja wytrzymuje próbę czasu, to uczciwie trzeba przyznać, że panowie nie zaliczyli w karierze żadnej muzycznej wpadki. W przypadku „AM” też takiej nie ma, choć jeśli miałbym porównywać go z pierwszym albumem, to głównie ze względu na przebojowy singiel promujący - „Do I Wanna Know?”, który pod względem przebojowości śmiało można postawić obok „I Bet You Look Good on the Dancefloor”, pomimo całkiem różnej ekspresji. Reszta co prawda już tak nośna nie jest, ale i tak są to świetne kawałki, składające się na wciągającą całość.
Piotr „Pi” Gołębiewski
41. Kalevala „Луна и грош”
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
„Kalevala” – powstały w XIX wieku, ale oparty na pieśniach i podaniach z czasów średniowiecznych, fiński epos narodowy – od lat zaprząta umysły nie tylko literaturoznawców, ale również… muzyków rockowych. Z zawartej w nim tradycji pełnymi garściami czerpią przede wszystkim kapele skandynawskie. Ale nie tylko one. Dowodem – rosyjski zespół pagan-metalowy o nazwie Kalevala (Калевала), który przypomniał o sobie albumem „Луна и грош”.(…)i jest to dzieło, którego na pewno nigdy nie będzie musiał się wstydzić.
Sebastian Chosiński
Czytaj recenzję
1 2 3 5 »

Komentarze

« 1 2 3
17 I 2014   15:00:54

Największym przegranym jest niestety: Fire! Orchestra - Exit! to jest płyta z gatunku tych wybitnych.

17 I 2014   16:41:31

Jak w zeszłym roku, wytypowałem drugie miejsce.

17 I 2014   18:08:43

tłumaczy jedynie to, że Muzyka jest w agonii. i niedługo umrze.

17 I 2014   19:17:35

Od kilkudziesięciu lat w takim razie jest w agonii...

17 I 2014   19:33:10

Dzień, w którym umarła muzyka już był. I to pięćdziesiąt kilka lat temu ;)

17 I 2014   22:12:49

muzyka jeszcze się wcale nie narodziła;)a Fire! Orchestra - Exit! chyba płyta z gatunku tych wybitnie hałaśliwych ;)

17 I 2014   23:07:06

Fire! Orchestra to uwiecznienie momentu, kiedy muzyka dopiero się rodzi.

18 I 2014   00:11:21

zaiste, w pewnych mitologiach coś tam się z chaosu rodzi ;)

18 I 2014   02:33:46

Początki są ciężkie...

20 I 2014   08:18:24

zwłaszcza dla tych ambitnych

« 1 2 3

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Non omnis moriar: Supergrupa, o której zapomniano
Sebastian Chosiński

4 VII 2020

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj krautrockowa supergrupa Dennis, która pozostawiła po sobie tylko jeden album.

więcej »

Nie przegap: Czerwiec 2020
Esensja

30 VI 2020

To chyba najobfitsze zestawienie recenzji w historii naszego cyklu. Sprawdźcie, czy a pewno czegoś nie przegapiliście!

więcej »

Non omnis moriar: Requiem dla krautrocka
Sebastian Chosiński

27 VI 2020

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka najczęściej wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj ostatni studyjny album zachodnioniemieckiego zespołu Xhol.

więcej »

Polecamy

Na ulicach Babilonu gaz

Zagraj to jeszcze raz Sam:

Na ulicach Babilonu gaz
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Lament zniewolonego ludu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Perwersyjna poezja miłosna
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Gruby cover
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Z sąsiedzkim pozdrowieniem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Hardkorowa terapia
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ino wpierw ciulnę ją sztachelką
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ups… tak im wyszło
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Do góry, kangury!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Który miś dla której dziewczyny
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Inne recenzje

Nazywał się Lemmy i grał rock’n’roll
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Słuchaj i patrz: Samotność to taka straszna trwoga
— Beatrycze Nowicka

50 najgorszych okładek płyt 2013 roku
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Esensja słucha: Grudzień 2013
— Sebastian Chosiński, Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Dawid Josz, Mateusz Kowalski

Tu miejsce na labirynt…: Pokażcie głowę Jurija Gagarina!
— Sebastian Chosiński

Muzyczne prezenty pod choinkę marsz!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Esensja słucha: Październik 2013
— Sebastian Chosiński, Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Michał Perzyna

Po płytę marsz: Październik 2013 (2)
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Wypełnić pustkę
— Przemysław Pietruszewski

Bez noży, krzyży i polowań
— Michał Perzyna

Z tego cyklu

10 największych rozczarowań muzycznych 2013 roku
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Najbardziej seksowni 2013
— Esensja

50 najgorszych okładek płyt 2013 roku
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Najlepsze książki 2013 roku
— Esensja

Najseksowniejsi aktorzy 2013 r.
— Esensja

Najseksowniejsze aktorki 2013 r.
— Esensja

Porażki i sukcesy 2013, czyli filmowe podsumowanie roku
— Karolina Ćwiek-Rogalska, Piotr Dobry, Ewa Drab, Grzegorz Fortuna, Jakub Gałka, Krzysztof Spór, Małgorzata Steciak, Konrad Wągrowski

50 najlepszych filmów 2013 roku
— Esensja

Wybieramy komiks roku 2013 – nominacje
— Esensja

Nominacje do książki roku 2013
— Esensja

Tegoż twórcy

Tu miejsce na labirynt…: Ga-ga… chwała Jurijowi!
— Sebastian Chosiński

To się nie może tak skończyć
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tu miejsce na labirynt…: Leć w kosmosie jak najdalej, jak najdłużej
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Atmosferycznie, romantycznie… trochę nużąco
— Sebastian Chosiński

Postępowość niewskazana
— Paweł Lasiuk

W nastroju śmiertelnego spokoju
— Michał Perzyna

Czarne piaski znów wciągają
— Michał Perzyna

Esensja słucha: Październik 2011
— Sebastian Chosiński, Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Bartosz Makświej, Michał Perzyna

Czymkolwiek ludzie mówią, że są, tym oni nie są
— Jakub Stępień

wySmakOVAne dźwięki
— Michał Perzyna

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.